Tuesday, January 28, 2014

Nieustający senny koszmar


Ponownie Ai Weiwei, jeden z najbardziej znanych współczesnych artystów chińskich, i jego odyseja pośród meandrów totalitarnej, kafkowskiej biurokracji
 - odsłona czwarta, zapewne nieostatnia.  

Newsweek, Portal Opinii - 03.09.2011


  • Beijing to dwa miasta. Jedno tworzą pieniądze i władza. Ludzi nie obchodzi, kim są ich sąsiedzi; nie ufają ci. To drugie miasto, to miasto desperacji. Widzę ludzi w miejskich autobusach, widzę ich oczy i widzę w nich brak nadziei. Nie potrafią sobie nawet wyobrazić, by mogli kiedykolwiek kupić dom. Przybywają z najbiedniejszych wiosek, nigdy nie widzieli ani elektryczności, ani papieru toaletowego.


O Ai Weiwei pisałem już wcześniej, ostatnio o jego zniknięciu z lotniska w Beijing, kiedy dwaj funkcjonariusze w cywilu obwieścili że „ma inne rzeczy do zrobienia”. Po wielu dniach izolacji jego żonie pozwolono na widzenie. Ai był przetrzymywany w jakimś budynku w nieznanym jej miejscu. Funkcjonariusze zezwolili wyłącznie na pytania o zdrowie. Po 81 dniach „udzielania pomocy w śledztwie dotyczącym możliwych przestępstw podatkowych”, Ai Weiwei zezwolono na powrót do domu, z jednoczesnym zakazem wszelkich wypowiedzi publicznych i z zakazem opuszczania stolicy bez zezwolenia władz. Pytającym dziennikarzom odpowiedział: „wyszedłem, jestem z powrotem w domu, musicie zrozumieć, nie wolno mi udzielać żadnych wywiadów, jestem warunkowo zwolniony na okres jednego roku”.


  • Każdego roku miliony przybywają do Beijing, żeby budować mosty, drogi i domy. Każdego roku budują jeszcze jedną stolicę, takiej samej wielkości jaką miasto miało w 1949. Są niewolnikami miasta. Przemieszkują bez zezwoleń w nielegalnych konstrukcjach, które Beijing niszczy, gdy sięgnie tam jego ekspansja. Kto posiada domy? Ci, którzy należą do rządu, prezesi spółek węglowych, dyrektorzy wielkich przedsiębiorstw. Przybywają do Beijing by rozdawać prezenty – i dzięki nim bogacą się restauracje, kluby karaoke i łaźnie.



[] Rolls Royce Phantom przed frontem Penisula Hotel, 

Human Right Watch opisała szereg udokumentowanych przypadków naruszania praw przybywających tłumnie z prowincji robotników tymczasowych. Mimo, iż stanowią oni prawie 90 procent siły roboczej w stolicy, nie mają uczciwej płacy, pracują w niebezpiecznych warunkach, bez ubezpieczenia i opieki medycznej.


Funkcjonujący w Chinach system hukou (户口) – obowiązkowego zameldowania, skutecznie utrudnia przybyszom nie tylko uzyskanie przyzwoitego lokum, ale także uzyskanie jakichkolwiek świadczeń społecznych.
Wydawane od kilku lat zezwolenia na zameldowanie tymczasowe powodują często całkowite uzależnienie robotników od pracodawców, których opinia może zadecydować o odrzuceniu podania lub o wygaśnięciu zezwolenia.

[] Mieszkańcy slamsów próbują powstrzymać wyburzanie wywieszając flagi i naklejając zdjęcia przywódców ChPK. (Fot. : AFP)



  • Beijing wmawia obcokrajowcom, że mogą zrozumieć go, jak każde miasto, że mamy takie same budynki: Gniazdo, wieża CCTV. Oficjele, którzy noszą garnitury i krawaty takie same jak wasze, mówią wam, jesteśmy tacy sami i możemy robić interesy. Ale nas pozbawiają podstawowych praw. Znajdziecie zamknięte szkoły w których miały się uczyć dzieci robotników migrujących tu za pracą. Znajdziecie szpitale w których zakładają pacjentowi szwy – a kiedy dowiedzą się, że pacjent nie ma żadnych pieniędzy, wyjmą świeżo założone szwy. To miasto przemocy.


Podczas budowy obiektów olimpijskich, jeden z robotników, który zgodził się porozmawiać z przedstawicielem HRW przyznał, że jak wielu innych śpi na placu budowy i zarabia 20 yuanów (2,67 $) dziennie, z czego pracodawca potrąca mu 8 yuanów (1.07 $) za koszty zakwaterowania.


[]  Stawianie rusztowań wysokościowca (Fot. UPI)





  • Najgorszą rzeczą w Beijing jest to, że nie możesz ufać prawu. Bez tego zaufania wszystko jest inne niż się wydaje; to jak iść w burzy piaskowej. Nie widzisz siebie jako części miasta – nie ma miejsc, z którymi byłbyś związany, miejsc do których lubisz chodzić. Żadnego zaułka, żadnego miejsca, gdzie światło świeci jakoś specjalnie. Wszystko nieustannie się zmienia zgodnie z wolą kogoś tam, na czyjeś tam polecenie.


Mao wymyślił nazwę Długi Marsz Błękitnych Mrówek. Dziś Beijing ma nowe mrówki. Plemię Mrówek (蚁族, yizu) to urodzeni w latach 80-tych absolwentci stołecznych uczelni wyższych, którzy przybyli tu z prowincji. Nazwę wymyślił Lian Si, autor książki pod takim właśnie tytułem. Każdego roku dziesiątki tysięcy ludzi przyjeżdża z prowincji by studiować w stolicy.  Kilkadziesiąt tysięcy opuszcza co roku uczelnie trafiając na przepełniony rynek pracy (przewidywania chińskiego Ministerstwa Edukacji na 2011 to 6 600 000 absolwentów w całych Chinach). Koszt wynajęcia małej kawalerki w stolicy to 3000 RMB. Typowa pensja mrówki to 1600 - 2000 RMB.

Setki tysięcy mrówek koczują w specyficznie stołecznym wynalazku – slamsach intelektualistów, na obrzeżach stolicy, gdzie czasem co rano 10000 ludzi czeka na przystanku autobusowych (to brzmi jak fantastyka, jest jednak faktem). Po rolnikach, robotnikach tymczasowych i bezrobotnych, mrówki są czwartą grupą społeczną w stolicy.

[]  Kolejka do taniej stołówki w „slamsach intelektualistów”. (Fot. France24)



  • Przykro mi to mówić, ale nie mam ulubionych miejsc w Beijing. Nie mam ochoty by iść gdziekolwiek w tym mieście. Wszystkie miejsca są jakoś uproszczone. Nie chcesz spojrzeć na mijającego cię przechodnia, ponieważ wiesz dokładnie co zaprząta mu myśli. Żadnej ciekawości. I nikt, nigdy, nawet się z tobą nie pokłóci.


China.org.cn, oficjalna tuba internetowa rządu chińskiego, przyznaje istnienie problemu, ale zaniża jego skalę, szacując liczbę mrówek w Beijing na 100 000 i opisując istnienie jednego tylko slamsu – Tangjialing, tuż poza północną granicą administracyjną stolicy. W samym Tangjialing mieszka około 50000 Mrówek, a slamsów intelektualistów jest w Beijing wiele. Lian Si w 2009 szacował liczbę Mrówek w Beijing na 1 000 000, jednak po roku uznał ostatecznie, iż nie jest ich więcej niż 150 000 . Rządowy portal kończy narrację na pozytywnej nucie, pisząc iż pokolenie Plemienia Mrówek jest optymistyczne i nie obawia się wyzwań, spoglądając ku jasnej przyszłości i realizacji swych marzeń. Mniej optymistycznie brzmi uwaga o trosce autorytetów państwowych, które, pochylone nad dolą Mrówek, przygotowują dla nich nowe przepisy. Dziś przepisy te już funkcjonują, a bijąca od nich łuna przyćmiła cokolwiek jasność optymistycznej przyszłości.



[] Członkowie Plemienia Mrówek próbują złapać autobus do centrum. (Fot. France24)


Optymistyczne dane rządowego portalu niezupełnie zgadzają się z podanymi przez chińskie Ministerstwo Zasobów Ludzkich i Opieki Społecznej, które pod koniec ubiegłego roku ogłosiło, iż z 6 110 000 absolwentów, 74% zdobyło zatrudnienie. Jak łatwo wyliczyć, z jednego tylko rocznika nie ma pracy lub pracuje na czarno ponad 1 500 000 absolwentów szkół wyższych, do tego dodajmy tych z minimalną płacą – ile Mrówek może być w stolicy po dziesięciu latach? China.org.cn, bardzo małym, bladym druczkiem pisze na dole strony, iż komentarze zostaną sprawdzone i te, które nie zawierają treści wulgarnych i odnoszą się do wpisu, będą zazwyczaj zamieszczane. Dane MZLiOS muszą być albo wulgarne (z pewnego punktu widzenia...), albo nie związane z tematem (to zapewne też...).


  • By właściwie zaprojektować Beijing musiałbyś pozwolić miastu na określenie przestrzeni dla różnych zainteresowań, tak, że ludzie mogliby razem żyć, tak, że społeczeństwo byłoby kompletnym organizmem. Miasto to miejsce, które może zaoferować pełnię wolności. W przeciwnym razie jest niekompletne.



W Beijing funkcjonuje grupa tzw. kościołów domowych – grup chrześcijańskich, zarówno rzymsko-katolickich, jak i protestanckich, które nie uzyskały akceptacji władz i jako takie postrzegane są jako nielegalne. Nabożeństwa odprawiane w prywatnych domach są przez władze tolerowane, dopóki liczba uczestników nie przekracza 50 osób. Zgromadzenie 50 osób może być oficjalnie uznane za „spotkanie rodzinne”. Jeśli liczba uczestników przekracza 50 osób, zgromadzenie takie podpada automatycznie pod kategorię „nielegalnej demonstracji politycznej”. Wierni są rutynowo zatrzymywani, spisywani i zwalniani, pastorzy lub księża aresztowani.


  • Nic w mojej sztuce nie reprezentuje Beijing. Gniazdo – nigdy o tym nie myślę. Po Igrzyskach zwykli ludzie już o tym nie mówią, bo Igrzyska nie przyniosły im żadnej radości.


[] Ptasie Gniazdo, stadion olimpijski w Beijing, 
współprojektowany przez Ai Weiwei (Fot.IPO)

Pani Liu Meiling, 42 lata, sprzątaczka w szpitalu Tiantan w Beijing, powiedziała dziennikarzom, że jest szczęśliwa mogąc mieszkać w pobliżu szpitala w którym pracuje. Pani Liu pochodzi z Fuyang w prowincji Anhui. Płaci 200 yuanów, około 30 dolarów po oficjalnym kursie, za domek kampingowy w którym sufit jest sklejony z kartek wyrwanych z gazet i kolorowych magazynów. „Kilka dni temu padało, ale wcale nie przeciekło, to całkiem dobre miejsce” powiedziała pani Liu reporterowi. W kwestii Igrzysk pani Liu była obojętna, jej zdaniem jedyna różnica polegała na tym, że pracownicy dostali nowe uniformy, na wypadek gdyby zdarzyło się leczyć obcokrajowca.


  • Są w Beijing rzeczy pozytywne. Ludziom wciąż rodzą się dzieci. Jest parę ładnych parków. W zeszłym tygodniu spacerowałem w jednym z nich, a ludzie czasem podchodzili do mnie by pokazać uniesiony w górę kciuk lub poklepać mnie po ramieniu. Czemu muszą to robić w takim sekrecie? Nikt nie chce przemówić głośno. Zawsze mi mówią: „Weiwei, wyjedź z tego kraju, proszę”. Albo „Żyj długo i bądź cierpliwy, a zobaczysz jak oni wszyscy umrą”. Albo wyjechać, albo być cierpliwym i patrzeć jak tamci umierają. Naprawdę nie wiem co zrobię.



[] Park Beihai w Beijing. (Fot. Dian Hassan)


  • To co przeszedłem pozwoliło mi zrozumieć, że w tej tkaninie istnieją ukryte miejsca dla ludzi bez tożsamości. Bez nazwisk, tylko z numerami. Nie obchodzi ich dokąd pójdziesz dalej, ani jakie zbrodnie popełniłeś. Widzą cię, albo cię nie widzą, to bez różnicy. Są tysiące takich miejsc. Tylko twoja rodzina płacze, bo zaginąłeś. Ale nie możesz przecież dostać odpowiedzi od rady mieszkańców ani od urzędników, ani nawet na najwyższych szczeblach, od sądu, policji, głowy państwa. Moja żona każdego dnia pisała petycje, każdego dnia dzwoniła na milicję. Gdzie jest mój mąż? Powiedzcie tylko, gdzie jest mój mąż? Nie ma papierów, nie ma informacji.




[] Milicja przed studiem Ai w Beijing. (Fot. Daily Telegraph)


Po kilku tygodniach ciszy Ai Weiwei przerwał milczenie, zaczynając od krótkich notek na Twitterze w rodzaju „odzyskałem już 3 kilo wagi”. W początku sierpnia zaczął pisać o aresztowanym w lutym Ran Yunfei, który wielokrotnie domagał się respektowania w Chinach praw człowieka, i o aresztowanej w marcu Wang Lihong, która protestowała podczas procesu aktywistów praw człowieka w Fuzhou. Pisał też o swych bliskich współpracownikach, asystencie, kierowcy i projektancie, którzy poddawani byli psychicznej i fizycznej przemocy podczas dochodzenia związanego z „możliwym unikaniem podatków”. W oficjalnym wywiadzie dla rządowego portalu The Global Times, Ai powiedział, że obalenie rządu na drodze rewolucji nie rozwiązuje problemów Chin, ale także, że jeśli nie przejmujesz się swoimi prawami, tracisz je, i że nigdy nie przestanie walczyć z niesprawiedliwością. Strona z wywiadem nie jest dostępna w Chinach. Przed kilkoma dniami Ai Weiwei przesłał do The Daily Beast, amerykańskiego portalu informacyjnego Newsweeka, tekst z którego pochodzą wszystkie dołączone tu cytaty. Pytany, dlaczego ponownie zaczął publikować krytyczne wypowiedzi, odpowiedział: "nie mogę milczeć, kiedy cierpią przyjaciele i współpracownicy".


  • Najbardziej wyrazistą cechą tych miejsc jest to, że są całkowicie poza twoją pamięcią, poza rzeczami które znasz. Jesteś w całkowitej izolacji. I nie wiesz jak długo tam będziesz ale naprawdę wierzysz, że mogą z tobą zrobić wszystko. Nie można temu w żaden sposób zaprzeczyć. Nic cię nie chroni. Czemu tu jestem? Twój umysł traci poczucie czasu. To bardzo trudne dla każdego. Nawet dla ludzi o bardzo silnych przekonaniach.


13 lipca 2011 Ai Weiwei przyjął zaoferowane mu przez berliński Universität der Künste stanowisko gościnnego wykładowcy. Mimo niepewności związanej z zakazem opuszczania przez artystę Beijing bez zgody władz, profesor Martin Rennert, rektor uniwersytetu, potwierdził, że uzyskał od Ai „pozytywne sygnały” w kwestii podjęcia przezeń nauczania w najbliższej przyszłości.


  • W tym mieście nie chodzi o innych ludzi, budynki czy ulice, ale o twoją konstrukcję umysłową. Jeśli pamiętamy co Kafka pisał o swym Zamku, możemy choć trochę to odczuć. Miasta to konstrukcje umysłowe. Beijing to senny koszmar. Nieustający senny koszmar.


 [] Samotna mrówka w metrze
- anonimowe video udostępnione przez Jeanshao.


____________
* Wszystkie fragmenty tekstu Ai Weiwei przetłumaczone za The Daily Beast, internetowym serwisem amerykańskiego wydania Newsweeka, z 28 sierpnia 2011.

No comments:

Post a Comment