Dawno, dawno temu, bardzo ciekawy blog poświęcony polityce i historii "na wschód od Polski" prowadził na newsweekowym Portalu Opinii Piotr "Dobczan" Maciążek. W jednym z wpisów Dobczan przedstawił dyskusyjną interpretację celowości, czy raczej bezcelowości zrzucenia przez USA bomb atomowych na Cesarstwo Japonii, dokonaną przez prof. Hasegawę z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Wpis - dziś już chyba niestety niedostępny - był tak interesujący, a tezy tak kontrowersyjne, iż postanowiłem przedstawić odmienny punkt widzenia, czego efektem stał się poniższy tekst. Nie oznacza on w żadnym wypadku mojego poparcia dla stosowania broni atomowej, a jedynie proponuje lokowanie tego konkretnego wydarzenia i jego militarnych konsekwencji w ściśle określonym kontekście ówczesnej sytuacji. Piotr dawno już porzucił Portal Opinii, dziś prowadzi m.in. znakomity e-magazyn "Polityka Wschodnia", do którego odwiedzenia serdecznie zapraszam! Newsweek, Portal Opinii - 30.VIII.2010 |
Moje 2 gr. do jednej z rewelacji z tekstu Dobczana: Rewelacje II Wojny Światowej.
Prof. historii Uniwersytetu Kalifornijskiego Tsuyoshi Hasegawa przekonuje w swojej książce "Racing the Enemy", że tajny układ Stalina z aliantami, w którym zdecydował się zaatakować Japonię w ciągu 3 miesięcy od kapitulacji Niemiec zdecydował o bezwarunkowej kapitulacji Tokio. 1,6 mln żołnierzy radzieckich, którzy zalali w pierwszej fali Mandżurię zakończyło agonię Cesarstwa, która z powodzeniem mogła się przedłużać na okupowanych terenach azjatyckich.
( Cytat z blogu Dobczana: Rewelacje II Wojny Światowej )
Przede wszystkim uwaga wstępna – Panie Piotrze, nie polemizuję bynajmniej z Pana opinią; jeśli Pana tekst Hasegawy przekonuje – w porządku. Mnie nie, i dlatego piszę o teorii udowadnianej w pracy Hasegawy na którą Pan się powołuje w części "Mit amerykański": Tsuyoshi Hasegawa,Racing the Enemy: Stalin, Truman, and the Surrender of Japan (Harvard Univ, Press 2003). Wszystkich zainteresowanych proszę o zajrzenie do oryginalnego tekstu Dobczana, tu przypomnę tylko, że chodzi o teorię, iż najważniejszym powodem kapitulacji Japonii był początek ofensywy radzieckiej w Azji Wschodniej, podczas gdy zrzucenie bomb atomowych miało znaczenie drugorzędne.
No i właśnie, to akurat nie ostatni rok, książka Hasegawy została wydana w 2003, teoria wraca od czasu do czasu, New York Times przypomniał ją dwa tygodnie temu. Nie jest to pierwsze opracowanie pomniejszające znaczenie zrzucenia bomb na Hirosimę i Nagasaki, ale jak dotąd chyba najbardziej obszerne i „najlepiej udokumentowane”. Tu cudzysłów, ponieważ publikacja Hasegawy była w środowisku historyków dość mocno krytykowana między innymi z powodu bardzo liberalnego podejścia do interpretacji źródeł. Znam to opracowanie i kilka lat temu z dużym zainteresowaniem śledziłem dyskusję na jego temat jaka toczyła się w History News Network, portalu administrowanym przez George Mason University, TUTAJ można to przejrzeć.
Z punktu widzenia warsztatu historycznego Hasegawa prezentuje jednostronny obraz, źródła historyczne wspierające tezę przeciwną są przez niego pomijane lub – gdy są cytowane – autor uznaje ich rolę za nieistotną, bądź też kwestionuje ich rzetelność. Hasegawa prezentuje natomiast źródła wieloznaczne, interpretując je jako bezpośrednio wspierające jego tezę. Przykładem może być uwypuklenie przez niego krótkiej notatki z rozmowy Trumana ze Stalinem, w której Truman określa decyzję Stalina o podjęciu aktywnych działań na froncie wschodnioazjatyckim słowami „it's a dynamite”, co autor uznaje za wyraz obawy prezydenta USA przed włączeniem się Rosjan do walk z Japonią. Hasegawa może oczywiście tak to interpretować, jednak trzeba pamiętać, że o to włączenie Truman od dawna zabiegał. Samo określenie oznacza wagę tego faktu, w następnych zdaniach Truman tak samo wyraża się o bombie atomowej (I have some dynamite too.)
Okinawa jest rzeczywiście bardzo istotnym przykładem. Miałem w ubiegłym roku okazję przyjrzeć się autentycznej japońskiej mapie wojskowej jednego z rejonów Okinawy z naniesionymi na nią solidnymi umocnieniami japońskimi i – dodanym przez amerykańskiego dowódcę, który mapę „odziedziczył” po podbitym przeciwniku– szkicem natarcia sił amerykańskich. Okinawa była traktowana przez Armię Cesarską jako forteca mająca ostatecznie powstrzymać wroga przed wkroczeniem na Kyushu, czyli już na teren „głównej Japonii”, jednocześnie „realiści” w sztabie cesarskim obawiali się, iż Okinawa w rękach amerykańskich będzie bazą do ataków na centrum Japonii. Wyspy broniło 80 000 japońskich żołnierzy i marynarzy, wspieranych około 40-tysięcznym korpusem świeżo powołanych do służby mieszkańców wyspy. Wg przewidywań sztabu japońskiego, siły te miały być w stanie odeprzeć czterokrotną przewagę osobową i sześciokrotną przewagę ogniową przeciwnika (zakładano, że desant amerykański miał liczyć do 10 dywizji). Desant miał jednak zaledwie dwukrotną przewagę – atakowało 100 000 żołnierzy Armii i 80 000 marines (wszyscy znający historię wojskowości wiedzą, co oznacza przewaga 2:1 w atakowaniu umocnionych pozycji przeciwnika). W akcji poległo 14 000 żołnierzy amerykańskich i 110 000 tysięcy żołnierzy japońskich. W wyniku odniesionych ran i na skutek innych przyczyn (pola minowe, walki z oddziałami które nie zawiesiły broni, etc) poległo jeszcze 30 000 żołnierzy amerykańskich. Życie straciło również blisko 100 000 cywilnych mieszkańców Okinawy, większość podczas wymiany ognia, część podążając za rozkazem samobójstwa. Oceny decyzji o bezpośrednim ataku podjętej przez gen. Brucknera (poległego w walce) mogą być różne, Okinawa udowodniła jednak, że siły japońskie nie są w stanie powstrzymać operacji amerykańskiej, nawet w warunkach najbardziej sprzyjającego im pola walki. Z punktu widzenia sztabu japońskiego utrata Okinawy była równoznaczna z przegraniem wojny. Wbrew temu, co pisze Hasegawa, Amerykanie nie byli bynajmniej wykrwawieni, ich siły w Azji były całkowicie wystarczające, a że walki o Okinawę zakończyły się 21 czerwca, już po kapitulacji Niemiec, USA było w stanie przerzucić w razie konieczności znaczne siły z Europy na azjatycki teatr działań.
Bardzo ważna dla zrozumienia sposobu myślenia sztabu Cesarstwa w ostatnich miesiącach wojny jest operacja Ketsugo (Ketsu-go), wdrażająca ostatnią wersję doktryny wojennej dowództwa japońskiego; szkoda, że jej liczne analizy są czasem pomijane lub – jak u Hasegawy – lekceważone. Rozkazy Ketsugo zostały oficjalnie wydane 8 kwietnia 1945, z datą ich wprowadzenia w życie określoną na 15 kwietnia tegoż roku. Zakładano trzy fazy operacji, jednak w jej analizach można z grubsza podzielić Ketsugo na dwie części. Część pierwsza – nazwijmy ją „fikcją strategiczną” określała zadanie wojsk japońskich jako całkowite unicestwienie floty przeciwnika, zanim Amerykanie wylądują na ziemi Cesarstwa. Była to fikcja z dwóch powodów – po pierwsze już wylądowali, po drugie siły jakie miały do tego doprowadzić po prostu nie istniały. W sumie wszyscy w sztabie o tym wiedzieli – w drodze była już ostatnia eskadra okrętów pod dowództwem admirała Ito (tzw. operacja Tengo), która – wbrew założeniom Ketsugo - miała jedynie opóźnić desant Amerykanów na Okinawę a następnie, po osadzeniu okrętów na mieliźnie, wspierać ogniem dział obronę japońską. Było to wszystko, co flota japońska mogła w tym momencie wysłać. Siły amerykańskie dokonały praktycznej anihilacji eskadry admirała Ito, same tracąc przy tym około 30 ludzi. Wprowadzono więc część drugą - nieco bardziej realistyczną. Jej pierwszą fazą miał być trening oddziałów samoobrony, drugą obrona Wysp „do ostatniego żołnierza”. Ta ostatnia faza jest dla dyskusji szczególnie ważna: 600 000 pozostałych żołnierzy i marynarzy japońskich, wsparte „milionami uzbrojonych obywateli”, miało maksymalnie opóźniać postępy wojsk amerykańskich, zadając tak duże straty, że ze względów politycznych (zakładano protesty antywojenne w USA) Amerykanie zdecydują się na określenie warunków kapitulacji będących „do przyjęcia” dla Cesarstwa, zamiast kapitulacji bezwarunkowej.
Rozkazy operacyjne Ketsugo wskazują na całkowite pominięcie w rozważaniu przez sztab cesarski znaczenia utraty kontroli nad azjatyckimi zdobyczami Japonii w wyniku ewentualnej ofensywy Rosjan. Hasegawa twierdzi stanowczo, iż było tak dlatego, że sztab w ogóle nie brał pod uwagę możliwości ataku Rosjan. To niestety jest po prostu nieprawda, istnieje zachowana grupa raportów specjalnej grupy operacyjnej głównego sztabu wojsk japońskich, które mówią wprost, iż Japończycy wiedzieli o rozpoczęciu przygotowań do ataku przez Rosjan ale uznali, że wojna zostanie rozstrzygnięta poprzez walki z wojskami amerykańskimi. Hasegawa zresztą przyznał później niechętnie, że istotnie była jakaś niewielka komórka sztabowa...
Było oczywiście kilka czynników które doprowadziły do kapitulacji sił japońskich. Natarcie Rosjan było jednym z nich. Najważniejszym była po prostu redukcja możliwości operacyjnych floty i armii Cesarstwa – zwróćmy uwagę na los operacji Tengo (i automatyczne wprowadzenie drugiej fazy Ketsugo bez rozpoczęcia pierwszej). Zrzucenie bomb na Hiroshimę i Nagasaki nie było więc jedyną przyczyną kapitulacji, było jednak przyczyną bezpośrednią i, zgodzę się z nieznanym mi autorem podręcznika, kluczową. Podobna jest opinia historyków japońskich mających pełny dostęp do akt „drugiej strony” - zob. np. prace Sadao Asady. Dobrze, że powstała praca Hasegawy, to ważne, by prezentować teorie kontestujące ustalony obraz wydarzeń. Szkoda, że jest to praca wprawdzie świetnie wpisująca się w dyskusję o moralności, kiepsko jednak w merytoryczną dyskusję historyczną.
Podsumowując, dopóki nie pojawią się znacznie bardziej przekonujące opracowania, ja będę raczej zadowolony, że do dziś można przeczytać w polskich podręcznikach, że „kluczową przyczyną kapitulacji Japonii, było zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki”.
Pozdrowienia dla wszystkich!
PS. Sprawdzając dane do tekstu znalazłem przypadkowo krótkie i trafne podsumowanie problemu „dwóch dyskusji” jakie jeszcze w 2003 (przed Hasegawą) przedstawił w New York Times Nicholas Kristof.

No comments:
Post a Comment