Wednesday, January 1, 2014

Odcisk brązowej dłoni


Wiele hałasu o nic, czyli sprawa budowy pomnika na Krakowskim Przedmieściu. Wpis opublikowałem jeszcze zanim pan Maksymilian Biskupski zaprezentował publicznie malowane projekty swej brawurowej wizji twórczej. Umieszczona w zakończeniu wpisu, opracowana w Photoshopie próba pre-konstrukcji nieznanego jeszcze wówczas projektu w obrębie placu przed pałacem prezydenckim, okazała się, niestety, bardzo bliska rzeczywistemu projektowi, parę dni później z godnością demonstrowanemu przez mistrza dłuta - praktycznie jedyną wyraźną różnicą było płaskie ścięcie obelisku powyżej linii dłoni. Dlaczego więc "niestety"? 
To już, mam nadzieję, wyjaśnia poniższa historyjka.
Newsweek, Portal Opinii - 13.VIII.2010

Zamiast dyskutować o pomniku którego nikt nie widział, zobaczmy może jak naprawdę wygląda; pomnik jest gotowy i od ośmiu lat czeka na ustawienie...


Przyznam bez wstydu, lubię Sherlocka Holmesa. Pierwszy, obszerny zestaw opowiadań Conan Doyle'a kupiłem jeszcze za Miłościwie Nam Panującego Edwarda I, w MPiKu - po rosyjsku, bo polskiej wersji nie było akurat w sprzedaży. Zanim wszak dobrnąłem do 20 strony, udało mi się znaleźć w antykwariacie kompletnie zaczytane tomy polskiego wydania. Słabość do największego z detektywów pozostała mi do dzisiaj i stąd też pojawił się ostatnio na mojej półce rzadki, kompletny tom The Annotated Sherlock Holmes z 1967 pod świetną redakcją Williama S. Baringa-Goulda. Wybaczcie Państwo wieloletnią fascynację; jakże wielu z nas chciało kiedyś napisać choćby krótki tekst o słynnym detektywie? Stąd i forma mojej narracji. Bear with me, jak mawiał Holmes. Raz jeszcze zapewniam, iż mimo (mam nadzieję, choć trochę) zabawnego tekstu, podaję w nim prawdziwą odpowiedź na nurtujące nas pytanie „pomnik, ale jaki?” Nie będzie więc o katastrofie smoleńskiej ani o rodzinach, których pragnienie upamiętnienia zmarłych jest rzeczą godną i zrozumiałą. Będzie za to o projekcie pomnika i poniekąd o tym, czemu sam artysta mówi niewiele. Na razie bowiem można mieć wrażenie, że kształtu pomnika nie znają ani zamawiający, ani pan Jacek Michałowski, co jakoś nie przeszkadza w obronie i w odrzuceniu (nie?)istniejącego dzieła.

Do rzeczy wszak...




Nad Londynem zapadł upalny sierpniowy wieczór. Niewielki salonik na piętrze wiktoriańskiej kamienicy przy Baker Street 221B zasnuły opary dymu. Sherlock Holmes, zasiadłszy w wysłużonym fotelu, z zadumą spoglądał na portret królowej wiszący nad kominkiem. Niespodziewanie powstał, by energicznym krokiem przemierzyć przestrzeń pokoju. Spojrzał z uśmiechem na swego przyjaciela, pochylonego nad gazetą, delikatna filiżanka od Wedgwooda w dłoni zatrzymanej w pół gestu, i spytał:

- Mój drogi Watsonie, nie mów mi, że wciąż jeszcze zastanawiasz się jak ma wyglądać pomnik na Krakowskim Przedmieściu?

Doktor Watson, wyrwany z zamyślenia, wyprostował się, odstawił na indyjski stoliczek parującą filiżankę Lady Grey i spojrzał z zaskoczeniem na detektywa:

- Sherlocku, nie możesz przecież tego wiedzieć, ten projekt istnieje na razie tylko w głowie jego twórcy!

- Naturalnie, że wiem. To wręcz elementarne. Zawsze ci powtarzam, jak tylko wyeliminujesz niemożliwe, to co pozostanie musi być prawdą, choćby wydawało się nieprawdopodobne! Spójrzmy na fakty. Zagadka dotyczy formy pomnika, który opisany został przez jego twórcę, znanego rzeźbiarza Maksymiliana Biskupskiego, jako obelisk przedstawiający 96 dłoni i „godzący wszystkie strony”. Podejrzewam, iż nie tylko mieszkańcy stolicy Polski czekają z radością pomieszaną z niepokojem na wyjawienie projektu. Chciałbym im wszystkim powiedzieć: „Szanowni oczekujący, nie ma na co czekać, pomnik, tak się składa, już istnieje, a mnie udało się po długich poszukiwaniach znaleźć jego zdjęcie”. To nie jest żart, nie hucpa, mój drogi Watsonie, nawet ja z pewnych rzeczy nie żartuję, pomnik naprawdę istnieje, konkretnie od 2002 roku. W gruncie rzeczy to całkiem prawdopodobne, że ktoś z twoich czytelników pomnik już widział, choć mógł zapomnieć.

- Twórca o którym mówimy, pan Maksymilian Biskupski, rzeźbiarz, malarz i poeta, należy do artystów ceniących sobie prywatność. Nie jest łatwo znaleźć ilustracje jego, skądinąd licznych, dzieł; dość trudno też o biografię. Dowodzą tego obie wersje jego stron sieciowych: biskupski.net oraz bramy-pojednania.org na których pojawia się przerobione Photoshopem zdjęcie artysty i nic więcej.


- Od początku tej sprawy pamiętałem, Watsonie, że te dłonie i obelisk, to już gdzieś było, ale gdzie? Wikipedia nie na wiele się przydaje, jednak zaintrygowało mnie znalezienie tam, wśród kilku wymienionych dzieł artysty, pomnika „Wspólnej Modlitwy” z 2002 roku z Nowego Jorku, dedykowanego ofiarom zamachu 11 września 2001. Jest to najwyraźniej dzieło znane; wspomniał wszak o nim niegdyś w Gazecie Wyborczej pan Ireneusz Dańko pisząc, iż artysta „na koncie ma m.in. (...) nowojorski pomnik "Wspólnej Modlitwy" ku czci ofiar zamachu 11 września 2001 roku (spójrz tu), a parafia św. Jadwigi w Zgorzelcu opisuje ten sam chyba monument Wspólnej Modlitwy na Manhattanie (o, tutaj).

- Zaciekawiło mnie to Watsonie - jak wiesz bywam czasem w Nowym Jorku w związku z prowadzonymi przeze mnie sprawami. Manhattan jednak nie jest wcale taki mały i mogłem pomnika nie zauważyć. Podążyłem więc dalej tym tropem i oto, po wypaleniu jednej zaledwie fajki, znalazłem znakomitą kronikę Gminy Puszcza Mariańska, prezentującą, obok wielu fascynujących informacji, biografie współczesnych mistrzów. Pierwszym ze współczesnych mistrzów jest pan Roman Śliwonik, drugim natomiast właśnie rzeźbiarz i poeta Maksymilian Biskupski (opisany jako drugi, zapewne z wrodzonej skromności prawdziwych artystów, o czym kiedy indziej). Znajdziesz owe informacje w tym miejscu. Mistrzów jest zaś dwóch, bo zapewne tylu mieszka w Gminie, a jak nie mieszkają w Gminie, to sam powiedz, Watsonie, co z nich za mistrzowie. Przeglądam więc niecierpliwie, JEST!


Tu Holmes odłożył wygasłą fajkę i pochylił się nad stronami, które patyna wieków zabarwiła żółcią i zielenią.


- Spójrz Doktorze! Pod datą 2003! Nowy Jork: uczestnictwo w Międzynarodowym Konkursie na „Pomnik Ofiarom WTC 11 września 2002”; projekt. Ekhm. Ekhm. Wybacz, Watsonie, na chwilę straciłem wzrok a ręka jakoś sama mi poleciała, pozwól, pomogę ci wstać. 2002. W rzeczy samej tak tu napisano. Pomińmy to milczeniem.


- Widzisz Watsonie, sprawa zaczyna być interesująca. Musiał to być wybitny projekt, skoro niektórzy autorzy uznali, cokolwiek przedwcześnie, iż dzieło tej klasy na pewno zostało zrealizowane. Szkoda może, że jakby ginie w powodzi 13.683 zgłoszonych autorów i 5201 projektów wysłanych na konkurs... Na szczęście nie zaginął bez wieści, znalazłem go na stronach World Trade Center Memorial Competition. Oto fragment.






- Całość znajdziesz bez trudu na tej stronie.


- Cóż, projekt nie został wprawdzie przyjęty, ale to oczywisty nonsens Watsonie, co napisał the Strand Magazine, iż komisja miała go uznać za „nakładanie kupy niepotrzebnych dłoni na Waszyngtoński Pomnik Weteranów Wojny Wietnamskiej”. Widać od razu, że Ściany Maksymiliana mają zupełnie inną strukturę.


- Tak, tak, oczywiście. drogi Watsonie, byłem pewien, że twoja zabójcza przenikliwość natychmiast naprowadzi cię na ślad. Tak, są dłonie, ale ta sprawa ma jednak drugie dno, to nie jest wcale obelisk, ten trop tylko demonstruje sposób myślenia sprawcy... chciałem powiedzieć twórcy. Poza tym, trzeba uczciwie przyznać, że artysta nie naśladuje cudzych form, w każdym razie nie bezpośrednio.





- Słyszałeś może, że nasz dzielny inspektor Lestrade ze Scotland Yardu trafił ostatnio na ważną poszlakę. Inspektor był uprzejmy przedstawić swoją teorię publicznie, spójrz proszę na zdjęcie:


- Teorię Inspektora znajdziesz w tym oto raporcie. Zauważ zdjęcie, to oczywiście rekonstrukcja dokonana przez dzielnych stróżów królewskiego berła.


- Widzę, Watsonie, że wypadło ci pióro; wybacz proszę grę słów. Znów zbyt pospieszyłeś się z wnioskami. Muszę przypomnieć ci, że pokusa formułowania teorii na podstawie niewystarczających danych jest śmiertelnym błędem i zmorą naszej profesji! Nie, to też nie jest ten pomnik. To co inspektor Hul błędnie uznał za rozwiązanie zagadki, to jedynie baza krzyża w grupie rzeźbiarskiej z Dukli.


Grupa składa się z trzech rzeźb ustawionych w trójkącie. Jeden z wierzchołków wyznacza wspomniany krzyż, po jego lewej stronie stoi wychudzony św. Jan z Dukli, w cokolwiek zaniedbanej sukni (jak na habit to nieco za kusy), po prawej Papież, któremu z niewyjaśnionych przyczyn twórca kazał zawirować, wspierając go na długiej, choć dziwnie wątłej gałęzi (lasce pasterza, jak mi wyjaśniono, a obecny przy tym baca przewrócił się z wrażenia). Wiesz, znajomy wędrowiec mówił mi, że dokładnie w tym samym miejscu stał kiedyś czołg T34 upamiętniający przełamanie Karpatenfestung jesienią 1944, stąd ponoć św. Jan do dziś pyta: Karolu, a gdzie ten czołg, co tu stał? Na co Papież odpowiada: ech, czołg jak czołg, ferulę też mi jakiś podprowadził, zobacz co za gałąź mi dali...



- Ale ad rem: Dukla, drogi Watsonie, Dukla! Dukla jest w rzeczy samej kluczem do rozwiązania zagadki, choć dłonie z bazy krzyża to pozorny trop! Otóż z posągiem Jana Pawła II w Dukli, autorstwa Maksymiliana Biskupskiego, wiąże się ważna dla sprawy historia, mianowicie istnieje jego dubler, czy może Doppelgänger, w niemal identycznej rzeźbie postawionej przez tegoż artystę w Wadowicach. Poniżej, w tradycji sławetnych galicyjskich detektywów, załączam zagadkę, która może zainteresować twoich czytelników – wytęż wzrok i znajdź 21 szczegółów którymi różnią się te dwa obrazki:





- Maksymilian Biskupski, gdy mu pewien historyk sztuki zarzucił autoplagiat, wyjaśnił uprzejmie, iż to sam Duch Święty polecił mu wyrzeźbić wadowickiego Papieża tak samo jak w Dukli, bo taki jest archetyp tej postaci. Nie udało mi się niestety, Watsonie, potwierdzić tej informacji. Madame Blavatsky wezwała wprawdzie ducha Carla Junga, ale ów nic tylko przeklinał siarczyście po niemiecku; znów trop prowadzący donikąd. Pomyślałem jednak: skoro artysta wykazuje pewną skłonność do, jak się to dziś popularnie mówi, recyclingu dawnych projektów, (co samo w sobie jest rzeczą jak najbardziej godną pochwały, czemu ma się dobro marnować,) to przecież musi istnieć projekt lub gotowy monument, tak zwięźle przez niego samego opisany. I tu pomógł mi ów prawie zagubiony projekt z konkursu nowojorskiego.



- Dłonie, Watsonie! Dłonie i Pojednanie! W tych dwóch słowach leży rozwiązanie sprawy. Ale próżno byś szukał pod takim hasłem, doprowadzi cię to zaledwie do stron sieciowych artysty, czyli do autoportretu z dłońmi, co jest może poszlaką, ale nie wnosi nic nowego.



- Raz jeszcze, drogi przyjacielu, przyszedł z pomocą wierny, choć kapryśny, kronikarz Gminy Puszcza Mariańska, który wprawdzie nie wie, że Wieże WTC zniszczone zostały w 2001, wie za to, i tu można mu zaufać, iż Maksymilian Biskupski przez lat kilka mieszkał i tworzył w Niemczech. Eureka! Nie pojednanie więc, Watsonie, a Versöhnung! I oto mamy Versöhnungs Tor, czyli Bramę Pojednania, obelisk w dwóch trzecich pokryty dłońmi, jedną z czterech rzeźb kompozycji przygotowanej przez artystę w roku 2002 w dla Galerie des Frankfurter Flughafens, czyli Galerii Portu Lotniczego Frankfurt. I tu przyznam Ci się, poczułem niejakie zakłopotanie, gdyż byłem wówczas na tym lotnisku, a rzeźb, wstyd przyznać, nie zapamiętałem. Na tych stronach znajdziesz ciekawą broszurę, opisującą dzieje pierwszej rzeźby, skąd też wziąłem sąsiednią fotografię.



- Oto zdjęcie które, mam nadzieję, kończy niecierpliwe oczekiwania publiczności. Reprodukcja z broszury nie jest niestety najlepsza, dłoni nie da się policzyć, spodziewam się wszakże, iż dodanie lub odjęcie kilku nie zajmie artyście wiele czasu. Pozwoliłem sobie dokonać drobnego fotomontażu, by ułatwić życie konserwatorowi, tudzież wszystkim zainteresowanym stronom, i pokazać jak ma wyglądać dziedziniec Pałacu Prezydenckiego z gotowym pomnikiem w kompozycji określanej przez Maksymiliana Biskupskiego jako "dialog z Thorvaldsenem".







- Cóż, drogi Watsonie, pozostaje nam spokojnie już czekać na oficjalne przedstawienie projektu. Jeśli zaś kiedyś postanowisz dołączyć tę sprawę do swych opowieści, nadaj jej proszę tytuł: Odcisk brązowej dłoni”.




Od autora: historyjka, jak historyjka, mam nadzieję, że choć trochę Państwa rozbawiła, jeśli nie – proszę o wybaczenie. Co do meritum, w pełni podtrzymuję moją tezę, iż projekt o którym mówi się ostatnio jest tak naprawdę albo ustawieniem poprawionej Versöhnungs Tor na Krakowskim Przedmieściu, albo umieszczeniem tam jej nowszej wersji. Swoją drogą, kończę ten tekst już po pospiesznym wmurowywaniu tablicy, ale i po wypowiedzi pana Mariusza Błaszczaka, posła PiS, mówiącego: powinien być rozpisany narodowy konkurs; czyżby rzeźbiarz nieopatrznie wyjawił profanom, że chodzi o nową dziedzinę sztuki – transplant artystyczny?


W tym miejscu miał się znaleźć przepis na shepherd's pie, której Holmes i Watson próbowali w londyńskich pubach, postanowiłem jednak przepis raz jeszcze wypróbować przed podaniem, proszę o cierpliwość...

2 comments:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    ReplyDelete
  2. :) Chce pan żeby Jan Paweł drugi wyglądał inaczej ? Jak pan sobie to wyobraża ? przecież to jedna i ta sama osoba :) a nie budynek

    Moim zdaniem jeden z lepszych pomników jakie powstały który nie obraża swoim banalizmem :) Zamiast krytykować proszę samemu coś stworzyć i wtedy się wypowiadać

    ReplyDelete