Sunday, January 19, 2014

Żywe pejzaże – Huang Yan

Chwilowy powrót do (coraz bardziej teoretycznie) głównego tematu blogu, czyli jeszcze jeden wpis wymagający dalszej obróbki...

Newsweek, Portal Opinii - 08.06.2011



  • Wyobraź sobie, że jesteś zamknięty w pokoju i że w tym pokoju jest kilka koszy pełnych chińskich znaków. 

  • Nie znasz ani słowa z języka chińskiego, ale dostałeś książkę zawierającą reguły porządkowania znaków. 

  • Ksiażka podaje wyłącznie reguły składni, nie mówiąc nic o znaczeniach. Będą to więc reguły w rodzaju „weź taki i taki znak z kosza nr jeden i postaw go za takim i takim znakiem z kosza nr dwa”. 

  • Wyobraź sobie teraz, że do pokoju dostarczane są kolejne znaki, a ty otrzymujesz kolejne reguły dotyczące ich zestawiania i odsyłania na zewnątrz. 

  • Załóżmy teraz, że choć ty o tym nie wiesz, to znaki jakie dostarczane są do pokoju, przez ludzi na zewnątrz nazywane są „pytaniami”, a zestawy znaków jakie odsyłasz nazywane są tam „odpowiedziami na pytania”. 

  • Załóżmy dalej, że programiści są tak dobrzy w przygotowaniu reguł, a ty jesteś tak dobry w zestawianiu znaków, że wkrótce twoje odpowiedzi stają się nie do odróżnienia od tych, jakie mógłby sformułować ktoś, kto mówi po chińsku od urodzenia. 

  • Ty zaś jesteś tylko zamknięty w tym pokoju przestawiając owe chińske znaki i odsyłając je w odpowiedzi na znaki nadchodzące.


John Searle, polemizując z teoretykami sztucznej inteligencji (chodzi o inteligencję komputerową, nie tzw. wykształciuchów) przedstawił niegdyś argument filozoficzny znany jako „chiński pokój”. Za Morelandem i Rae, argument chińskiego pokoju pozwalam sobie  swobodnie zaprezentować w zupełnie innym kontekście.

Stosując rodzaj programu komputerowego, z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora zachowujesz się tak, jakbyś rozumiał język chiński, choć jednocześnie nie rozumiesz ani jednego słowa. To co robisz, to skuteczna imitacja znajomości języka chińskiego. Argument skuteczny w dyskusji o sztucznej inteligencji można odnieść także do dyskutowania o sztuce. Edukacja, doświadczenie, wyrabiają w nas sztywne reguły wg których odruchowo porządkujemy „chińszczyznę” jaką czasem zdaża nam się zobaczyć. Plastikowy Budda z kiwającą się główką równa się stragan dla turystów, równa się kicz. Góry w czarnych, surowych liniach tuszu, równa się zwój chiński, równa się dzieło sztuki. Malowany pejzaż chiński przeniesiony na ciało ludzkie równa się tatuaż? Równa się..?

[] Huang Yan na tle autoportretu; 2009. 
Fot. za: Michelle Newman

Pejzaż towarzyszy sztuce chińskiej od czasów starożytnych. Najstarsze znane przedstawienia pejzażu w Chinach pochodzą z czasów dynastii Han: 206 p.n.e. – 220 n.e., ich jakość sugeruje istnienie wcześniejszych, nieznanych nam dzieł. Od ponad 2000 lat malowanie pejzażu, oglądanie malarstwa pejzażowego, refleksja o obrazach pejzażowych stanowią ważną część społecznej kultury Chin. Pośród twórców współczesnej sztuki chińskiej, szukających swego miejsca między tradycją a nowoczesnością, własną, szczególną formułę malarstwa pejzażowego przyjął Huang Yan.

[] Huang Yan, Pejzaż – Tatuaże, seria 4; 1999.

Huang Yan, urodzony w 1966 w Jilin, w prowincji Jilin, w 1987 ukończył Akademię Changchun w Changchun, prowincji Jilin, gdzie dziś jest profesorem. I to w zasadzie cała bibliografia jaką artysta ujawnia publiczności. W 1999 roku Huang rozpoczął wykonywanie serii fotografii cyklu Pejzaże. Zdjęcia pokazują połączenie chińskiego, tradycyjnego malarstwa pejzażowego z ciałem ludzkim – artysta lub jego żona, malarka Zhang Tiemei, malują na ciele modela (często sami są modelami) pejzaż w tradycyjnym stylu, odwołujący się do dzieł tradycyjnego malarstwa chińskiego. Nie są to kopie istniejących dzieł, oboje malują nowe obrazy kontynuujące styl dawnych mistrzów pejzażu, zachowując konwencje sztuki dawnej. Huang następnie wykonuje szereg fotografii modela, którego pozy zmieniają formy namalowanego pejzażu. Podążając innym tokiem rozumowania, w jego fotografiach pejzaż zmienia swe formy dostosowując się do zmian póz modela. Pejzaż i ciało ludzkie wzajemnie na siebie działają i od widza – od nas więc – zależy czy będzie to harmonijna koegzystencja, czy raczej współzawodnictwo. Jeśli widz uzna, że jest to swoista walka o wizualną przewagę, sam musi rozstrzygnąć, która strona tę walkę wygrywa. Czy to pejzaż podporządkowuje sobie ciało ludzkie sprowadzając je do funkcji tylko tła, czy raczej ciało ludzkie dominuje, a pejzaż staje się tylko jego dekoracją?
[] Huang Yan, Pejzaż baletu, 4; 2006.
Fot. i cały cykl: Michele Mosco Gallery.

Huang Yan podaje czasem widzowi krótkie wskazówki, mówiąc iż pejzaż jest drogą wyrażenia mnie samego, czy też, że (pejzaż) jest stanem spokoju, miejscem przebywania (przechowywania) mojego ciała. Stwierdza wreszcie, że pejzaż jest dla mnie odrzuceniem sporów świata i sposobem wyzwolenia moich idei buddyzmu Chan [jap. Zen].

Pejzaż stanowi ośrodek artystycznego pomysłu Huanga a użycie ciała jako medium zmienia radykalnie sposób jego odbioru. Tradycyjna forma malarska gubi swój oryginalny kontekst zwojów wiszących na ścianach zacisznych gabinetów literati. Artysta zmusza zmieszanego (nie wstrząśniętego) odbiorcę do próby określenia nowego, własnego miejsca dla oglądanego dzieła. Nie tylko ciało żywego modela może być medium służącym jako miejsce malowania dawnego pejzażu. Huang stopniowo poszerzył formułę swych prac, włączając jako media istniejące, cieszące się popularnością dzieła sztuki przedstawiające znane postaci – rzeźby Mao, zdjęcia Elvisa, a także zwykłe przedmioty -fragmenty ubrań, sztućce, nawet kawałki mięsa.

[] Huang Yan, Brother and sister, nr.3; 2006.

By zrozumieć sposób myślenia o ciele ludzkim we współczesnych Chinach, musimy przypomnieć istotną część ideologii maoistycznej negującej znaczenie wszelkich czynników nie-materialnych i sprowadzającej znaczenie człowieka do jego najbardziej funkcjonalnych aspektów. Kontrola nad jednostką jest kontrolą nad ciałem. Wysłanie „zagubionego” intelektualisty do „miejsca reedukacji” miało (a czasem i nadal ma) prowadzić do całkowitego rozbicia jego charakteru. To co po reedukacji pozostaje, to samo ciało, które po ponownym, poprawionym „złożeniu” charakteru może być nadal wykorzystywane przez państwo. Ciało jest więc przedmiotem, którym można manipulować. Jest ono jedyną, wyłączną właściwością człowieka. Właściwością, ale nie własnością, gdyż ta leży w pełnej dyspozycji państwa. By powrócić do kontekstu argumentu Searla, taki sposób myślenia i wynikający zeń zabieg „reedukacji” można porównać do korekty źle działającej maszyny, która zamiast oczekiwanych komunikatów w języku chińskim zaczęła nagle produkować ciąg nonsensownych znaków. Trzeba więc przeprogramować ośrodek sterujący maszyny, by można było ją ponownie wykorzystać. Termin „pranie mózgu” zawdzięczamy językowi chińskiemu. Chiński zwrot xǐ nǎo ( 洗腦, wym. si-nao) dosłownie „mycie/czyszczenie + mózg” pojawił się w powszechnym użyciu mniej więcej w latach wojny koreańskiej. Maoiści używali go dla obrazowego nazwania teorii według której indywidua reprezentujące imperialistyczne poglądy można było przetworzyć w „prawidłowo-myślących” członków socjalistycznego społeczeństwa. Termin ten nie powstał w Chinach z niczego, to Mao z upodobaniem wspierający nowe wersje dawnych terminów filozofii chińskiej zaakceptował modyfikację taoistycznego zwrotu xǐxīn (洗心, wym. si-sin) oznaczającego oczyszczenia serca/umysłu (drugi znak, xīn, oznacza serce, centrum, duszę, charakter, ideę). Symboliczne i mentalne oczyszczenia jakiego taoiści dokonywali przed przystąpieniem do ceremonii lub wkroczeniem do miejsc o szczególnym znaczeniu zostało wymienione na proces gruntownego łamania osobowości.

[] Huang Yan, Pejzaż na czapce uniformu maoistowskiego; 2007.

W buddyzmie Chan, termin xǐxīn odnosi się do oczyszczenia serca/umysłu z gonitwy myśli i z podążania za emocjami. Huang Yan, który podkreśla swój związek z buddyzmem Chan, malując pejzaż na ciele ludzkim dokonuje symbolicznego oczyszczenia poprzez przywrócenie człowieka do miejsca spokoju i usunięcie z jego organizmu zamętu świata.


[] Huang Yan, Chińskie pejzaże 
– Cztery pory roku: Jesień; 2006.

Podobny zabieg, dokonany na popiersiu Mao, zyskuje wyjątkowy kontekst polityczny i społeczny związany ze skomplikowanym postrzeganiem Mao we współczesnym społeczeństwie chińskim. Mao, pokryty pejzażem, zostaje zdemitologizowany, oczyszczony z wszechmocy ideologii. Jednocześnie wizerunek Przewodniczącego i to wszystko co reprezentuje sobą jego popiersie zostaje włączone w obszar dawnego pejzażu chińskiego, przeniesione do historii, staje się częścią tradycji. Xǐxīn jest w tym wypadku puryfikacją brutalnych fragmentów niedawnych dziejów Chin.








[] Huang Yan, Mao Zedong;
    2003-2006

W tradycyjnym malarstwie chińskim zazwyczaj określa się dwa dominujące nurty: gongbi i xieyi .Xieyi, „szkic pędzlem”, znany też jako Shui Mo – „woda i tusz”, to styl w którym zasadnicze znaczenie miało przedstawienie esencji i ducha scenerii i obiektu tudzież uczuć malarza; twórcy malujący w tym stylu używali ograniczonej linii swobodnych, zdecydowanie nakreślonych linii, eliminując większość szczegółów na rzecz ekspresji momentu. Wiążąc malarstwo z filozofią można, przy dopuszczeniu swobody interpretacji, połączyć styl „schludny” z konfucjonizmem, podczas gdy styl „szkicu” ma więcej wspólnego z taoizmem i buddyzmem – często zresztą jego warianty służyły wyrażaniu myśli obu tych sposobów postrzegania rzeczywistości. Gongbi można przekładać jako „schludny pędzel” i jak wskazuje to określenie jest to znacznie bardziej formalny styl związany z artystami dworskimi (choć bynajmniej nie ograniczający się do nich), charakteryzujący się starannym odtworzeniem szczegółów scenerii i przedmiotów i zmierzający do realistycznego odtworzenia widoku. Huang Yan, w swych fotografiach posługuje się obydwoma, wybierając je w zależności od modela i tematu.

[] Tatuaż; 1999.
W języku chińskim istnieje wiele synonimów słowa krajobraz. W dyskusjach o sztuce najczęściej występują dwa: shanshuei hua czyli „obraz gór i wód” oraz „fengjing”. To drugie słowo, tłumaczone jako „krajobraz” składa się z dwóch znaków. Pierwszy – „feng” oznacza wiatr, drugi – „jing” to miejsce, widok, wista, w sumie mamy więc „widok wiatru”. Termin „widok wiatru”, powoduje naturalne pytanie – jak można namalować wiatr? Czy w ogóle można wiatr zobaczyć? Nie widzimy przecież wiatru jako takiego. Postrzegamy go poprzez skutki jego działania – poruszające się gałęzie drzew, przygięte trawy, kłębek chrustu toczący się po piasku. W swej metaforycznej wieloznaczności termin „fengjing” przywołuje koncepcję daoistyczną, w której nie możemy dostrzec ani opisać dao (ani, tym bardziej, „ziran”), możemy jedynie pośrednio o nich wnioskować obserwując ich działanie w otaczającej nas rzeczywistości.

[] Malowanie twarzy – Kwiaty, 2004,
 Kwiat Śliwy, Orchidea, Bambus,Chryzantema.

Sijunzi – Czterech Dżentelmenów, to cztery rośliny słynne z wyrafinowanego piękna to temat popularny od czasów dynastii Song. Należą do pokrewnej pejzażowi grupy „obrazy ptaków i kwiatów” huāniǎo-huà. Popularne w malarstwie taoistycznym, namalowane jako cykl reprezentują cztery pory roku, każda z nich tę, w której jej estetyka jest najbardziej widoczna: kwiat śliwy – zimę, orchidea – wiosnę, bambus – lato, chryzantema – jesień.

W 1998 Denis Cosgrove zaproponował by pejzaż definiować jako „rodzaj spojrzenia” raczej niż jako konkretny OBRAZ czy OBIEKT. Dowodził on, że rozumienie pejzażu ma charakter ideologiczny, przedstawia ono sposób w jaki określona klasa społeczna obrazuje siebie i swoją własność. Z teorii marksizmu na której ta definicja się – w dość oczywisty sposób – opiera, nie pozostało dziś wiele, nie znaczy to jednak, że sama definicja jest fałszywa. Ma ona wszak wciąż spore znaczenie w oficjalnym języku współczesnych Chin i choć dzisiejsi biurokraci Państwa Środka porzucili część pryncypiów Wielkiego Przewodniczącego na rzecz dziwacznego kom-pitalizumu (czy może ka-munizmu?), to Marks w Chinach mocno trzyma się piedestału, a w oczach urzędników popiersia Mao nadal żądają szacunku. To, co robi Huang Yan, dla "komunistów o specyfice chińskiej" jest działaniem aspołecznym, jest zasługującym na surową karę odpowiednikiem malowania graffiti na ścianie rządowego budynku.


[] Huang Yan, Pejzaż – Banff; 2008.
 Fot: The Banff Center

W czasach dynastii Song, nazywanych niekiedy chińskim renesansem, sztuka malowania pejzażu nazywana była „sztuką natury”. Artyści podróżowali wśród gór i rzek, przekraczając bariery jakie stawiają codzienne problemy życia. Wśród natury dokonywali introspekcji, poszukując duchowej wolności i oderwania od społecznych zobowiązań. Christopher Crouch trafnie zauważył, że kiedy przedstawiali oni naturę, ich celem nie było realistyczne powtórzenie linii wzgórz i drzew; przekształcając to, co widzieli w obraz, tworzyli oni emocjonalne ekspresje samych siebie w których linie kreślone tuszem korespondowały ze złożonością fizycznego świata, demonstrując taoistyczną naturalność.

Propagandziści komunizmu wzywający do zerwania z tradycją wołali często: „nienawidź swej przeszłości byś wygrał swą przyszłość”, jak zauważył Robert Jay Lifton, jednocześnie wszak dyskretnie dawali do zrozumienia: „jednak nie przesadzaj w tym nienawidzeniu przeszłości – zachowaj dla nas uczucie powinności jakie żywiłeś wobec rodziców”

Fotografie Huanga łączą współczesność - ciało żywego człowieka - z przeszłością - tradycyjnym malarstwem chińskim. I już tylko można zapytać: hen hao (bardzo dobrze), ale czy to znaczy, że przeszłość jest w teraźniejszości obecna, a Huang Yan potrafi to dostrzec, i zaznaczyć kreską, czy raczej znaczy to, że fragmenty przeszłości są tylko przypadkowymi dekoracjami, pozbawionymi znaczeń ozdóbkami nakładanymi czasem na blask teraźniejszości, czasem na jej przytłaczającą szarość ?

Czy w chińskim pokoju jest Chińczyk, który, po chwili stosownej refleksji, odpowiada na pytania widzów, wykorzystując swą znajomość kultury i języka chińskiego, czy raczej ktoś zupełnie przypadkowy, dysponujący dobrym zestawem reguł?





 [] Huang Yan: Retrospektywa ostatnich 5 lat; wystawa w Hong Kong Arts Centre, listopad 2010.

______________________________



Polski–dom–publiczny (June 8, 2011 at 11:57 am)
@Marlow
trzeba było z Chińczykami podpisać umowę na wytatuowanie polityków ładnymi pejzażami zamiast budowę autostrad – coś miłego dla oka bysmy z tego mieli :)


Marlow (June 8, 2011 at 12:26 pm)
@Polski–dom–publiczny No i jednak aż tyle kasy by nie poszło ;)


Polski–dom–publiczny (June 8, 2011 at 1:25 pm)
@Marlow
wolę juz k**** łazić po wyboistych drogach niż patrzeć na te tępe ryje :)
stawiam na tatuowanie polityków aby stali się choć w ten sposób dziełem sztuki zamiast byc wyłącznie sztuką mięsa


Marlow (June 8, 2011 at 3:22 pm)
@Polski–dom–publiczny ale co do ilości kasy, mogę się mylić, tak się zastanowiłem i wyszło mi, że jest to jednak od cholery powierzchni… Co gorzej, artyści się nie zgodzą, co innego malować pejzaż na ciele baletnicy (ach! dawać mi tu farby!) albo choćby na ciele zwykłego faceta, który na co dzień jest kasjerem w supermarkecie, ale na ciele polityka? Można od tego wzrok stracić…
Swoją drogą, jak upał potrzyma, wrzucę coś o Chińczyku, który maluje portrety oficjeli ;)



Polski–dom–publiczny (June 8, 2011 at 4:20 pm)
@Marlow
jakby na to nie patrzeć – trzeba im przed wyborami coś na mordę chlapnąć, bo nie idzie w naturze tego wytrzymać


Stiller (June 8, 2011 at 6:54 pm)
Fantastyczne rzeczy. Niech zgadnę- jest Pan sinologiem podszytym historią sztuki ?
Mój kumpel z dawnej przeszłości śpiewał przy akompaniamencie Hohner Blues Harp, chyba G,tekst, który do dziś nie opuścił mi głowy:
“chodźmy miła za garaże;
tam ci wskażę tatuaże”.
Potem spotkalem innego kolesia, który pod grzywką, nad oczami pełnymi slowiańskiego smutku wytatulowany miał napis;
“Boże kobznij rozum”
Obydwu sprawom daleko jednak było do artyzmu , o którym Pan pisze.
Respekt.
pozdrawiam :))


Marlow (June 9, 2011 at 1:37 am)
@stiller Ach… Hohner Blues Harp, klasyka! Ale jak Pan spotka kumpla, proszę mu powiedzieć, że Lee Oskar Melody Maker ma naprawdę rewelacyjny dźwięk, ostatnio się przerzucilem ;)
Nie, to nie znaczy, że umiem grać na harmonijce, niestety, to jedynie znaczy, że lubię :(
Pozdrowienia!


Stiller (June 9, 2011 at 7:34 pm)
Lee Oskar-lza sie w oku kreci. “War” czarno bialy zespol z przewga czerni i bialym blaskiem Lee Oscara.Sisco Kid…
I jeszcze; Czytalem panski wpis o pomniku. Ogladalem zdjecia. Dzieki. Genialna bryla, wyjatkowo elegancki skrot. Forma i kolor-traaanscendentalne jak mawial Wienieczka.
Siermiezna alternatywa naszej artystki robi podobnie pironujace wrazenie na odwrot.
Przestrzenna paplanina.
Wymowka, ze o gustach sie nie dyskutuje w tym wypadku nie ma sensu bo proponowany erzac sztuki jest bezgusciem i trudno o tym milczec.
pozdrawiam:))


el Mohero (September 19, 2011 at 2:27 pm)
@Polski–dom–publiczny
Popieram “polski spirit” “wolę juz (..) łazić po wyboistych drogach niż patrzeć na te tępe ryje”
@Marlow
Myślę, że John Searle jest po części w błędzie. “Chiński pokój” jest prawdziwy dla pytań, na które jest tylko jedna odpowiedź, np. tabliczka mnożenia. Dla pytań, na które jest więcej niż jedna prawdziwa odpowiedź nie będzie toto działało. Wykluczone pytania abstrakcyjne, np. Jaka jest dziś pogoda? W czapeczce mi do do twarzy? ;)


Marlow (September 19, 2011 at 3:30 pm)
@elmohero Masz całkowitą rację, ale może zacznę od początku :)
Całkiem świadomie stawiam argument Searla poza jego oryginalnym kontekstem – czyli poza badaniem AI, co więcej, dość mocno zmieniam jego wymowę – stąd zastrzeżenie o “swobodzie” jego przedstawienia.
Upraszczając (chyba w dozwolonych granicach) problem: Searl argumentuje, iż skoro w określonych warunkach efekty działania AI i HI są praktycznie równorzędne, to znaczy, że – znów w określonych warunkach – AI jest praktycznie równorzędna HI. Nie wszyscy muszą być “w temaciu” :) : AI to sztuczna inteligencja (w sensie programu komputerowego), HI to inteligencja człowieka.
Nie zgadzam się z tezą Searla – dlatego, kiedy wprowadziłem ten przykład wymieniłem praktyczną znajomość języka (tak powinno być wg Searla) na imitację znajomości języka.
Zgadzam się w 100% – niejednoznacze pytania wymagające odpowiedzi wieloznacznych skutecznie podważają argument Searla.
Co więcej, taki dokładnie jest sens umieszczenia argumentu Searla w moim tekście; pozorność prostej akceptacji “uroku” pejzażu chińskiego przez np. XIX-wieczny salon europejski była zaledwie imitacją rozumienia sztuki Chin. Europejczycy i Chińczycy mówili mniej więcej to samo o tych samych chińskichobrazach, jednak “rozumienie” sztuki chińskiej przez koneserów europejskich było tylko pozorne, było imitacją rzeczywistego rozumienia – takie wymagałoby albo wielu lat studiów kultury chińskiej, albo bardzo rzadkiego poziomu intuicji estetycznej. Oczywiście uogólniam, były w XIX wieku przykłady świetnych analiz sztuki azjatyckiej w tekstach zachodnich – taki np.William Michael Rosetti prezentował, moim zdaniem, niewiarygodną intuicję estetyczną.
W tej chwili, po rewolucji kulturalnej, nawet w samych Chinach rozumienie sztuki tradycyjnej jest bardzo słabe. Huang Yan konstruuje w sztuce właśnie to o czym piszesz w komentarzu – niejednoznaczne pytania, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi, i które w konsekwencji demonstrują pozorność “estetycznej sztucznej inteligencji”. Swoją drogą, jego dzieła powstawały początkowo w Chinach i to do chińskiego odbiorcy były adresowane, jako swoist rozliczenie ze spustoszeniem uczynionym przez rewolucję kulturalną -to w jego wczesnych pracach jest czasem znacznie bardziej bezpośrednie niż wybranych przykładach. Szybko wszak okazało się, że problem lepiej nawet pasuje do percepcji sztuki chińskiej w tradycji euro-amerykańskiej.
Jeszcze ciekawostka: popularność Huang Yana wśród obiorców zachodnich pokazała, że “estetyczna sztuczna inteligencja” może być bardzo odporna na tego typu działanie, ponieważ obraz jest chiński i ponieważ autor jest Chińczykiem, logiczny związek między zdaniami zostaje po prostu zakwalifikowany jako pojedyncze zdanie. W odpowiedzi Huang Yan zaczyna fotografować namalowane na ciele tematy zachodnie – zobaczymy co będzie dalej ;)


el Mohero (September 19, 2011 at 8:42 pm)
@Marlow
W młodości zaczytywałem się w chińskich legendach i byłem zafascynowany byłem historią i religiami tego państwa. Ostatnia – mandżurska dynastia Qing była traktowana przez Hanów jako zaborcy (coś przez 300 lat), tak jak dla nas Rosjanie. Jestem zdania, że odzyskanie niepodległości i utworzenie ChRL (1949) pozwoliło Chińczykom odzyskać dumę narodową, a Mao to splugawił wszystko.
W porównaniu z europejskim pojęciem “wandalizm”, rewolucja (nie)kulturalna to “Sodoma i Gomora” – boski Mao prawie unicestwił dorobek kulturalny swego narodu. Nie wiem tylko czy naśladował hitlerowców (1933), czy cesarza Czenga (213 pne).
Można jedynie wierzyć, że po ciemnogrodzie następuje renesans.
I będziesz miał o czym pisać, bo to świetny artykuł.


Marlow (September 19, 2011, 10:56 pm)
@elmohero Dzięki. Co do rewolucji kulturalnej, to skala zniszczeń – i fizycznych i, nazwijmy to, społecznych, jest po prostu trudna do wyobrażenia… O Pierwszym Cesarzu Qin (Cin) to już naprawdę kiedy indziej :)

No comments:

Post a Comment