Pomników ciąg dalszy, czyli sławny, bądź też niesławny - w zależności od gustów - rzymski pomnik Jana Pawła II na placu Cinquecento. Ciekawa była to sprawa, kiedy mogliśmy w najbardziej bezpośredni sposób skonfrontować recepcję przestrzeni publicznej i sztuki współczesnej w Polsce i we Włoszech. Oryginalna, nowoczesna koncepcja Rainaldiego zyskała ostrożną akceptację nawet wśród konserwatywnych krytyków watykańskich. Tymczasem w Warszawie, na wieść o protestach, natychmiast uaktywniła się polska szkoła cukrownictwa pomnikowego. Jak wielkie musiało być rozczarowanie reprezentatnki tej szkoły, gdy wielebni członkowie watykańskiej komisji powiedzieli: "nie, nie, absolutnie nie zamierzamy usuwać pracy Reinaldiego, tam potrzebne są wyłącznie kosmetyczne poprawki, bo jest kilka technicznych niedoróbek, pani już dziękujemy..." Newsweek, Portal Opinii - 28.05.2011 |
Na chwilę tylko człowiek zajrzy do Rzymu a tu kolejny pomnik Jana Pawła II i kolejne kłótnie. Oto przez nasze ukochane media przebiegła informacja, iż zaprojektowany przez Oliviero Rainaldiego wizerunek Jana Pawła II, ustawiony przed kilkoma dniami na placu Cinquecento w Rzymie, wzbudził niechęć zarówno Watykanu, jak i znacznej części Rzymian.
Papieska Rada Kultury wprawdzie zaakceptowała swego czasu wstępne szkice Rainaldiego, jednak komentarze l’Osservatore Romano po odsłonięciu pomnika można w najlepszym razie określić mianem „chłodnych”. Sandro Barbagallo, krytyk współpracujący z l’Osservatore, w ubiegły piątek uderzył w dramatyczne tony opisując swoje wrażenia z obcowania z kreacją Rainaldiego:
Oto znajdujemy się pośród placu w obliczu jakiegoś gwałtownego wybuchu, jakby bomby, skumulowanego w formie peleryny, która to w efekcie przybiera kształt niby budki strażniczej, na domiar wszystkiego zwieńczonej głową papieża, zdecydowanie zbyt kulistą w swej formie.
(Rozwinięcie na blogu Rainaldiego)
Barbagallo wyjaśnia przy okazji jak to możliwe, że doszło do zatwierdzenia przez Papieską Radę Kultury w osobie kardynała Gianfranco Ravassiego rozczarowującego (jego zdaniem) projektu Rainaldiego. Otóż szkic przedstawiony przez artystę i zatwierdzony przez szacownych członków Rady prezentował una simbologia molto più evidente czyli „symbolikę o wiele bardziej oczywistą" niż ostateczna forma pomnika. Hmmm. Po pierwsze primo, to kwestia dyskusyjna. Po drugie primo, warto zauważyć, iż najwyraźniej istotnym kryterium wyboru rzeźby jest oczywistość symboliki. I pomyśleć, że są ludzie, którym wydaje się, że socrealizm skończył się wiele lat temu...
Przesłany na konkurs wstępny szkic Rainaldiego bez wątpienia był bardziej oczywisty, na dowód czego pan Barbagallo uprzejmie załączył zdjęcie:
[] Szkic Rainaldiego przedstawiony Papieskiej Radzie Kultury
Sandro Barbagallo zapomniał wszak wspomnieć, że na poły realistyczne szkice towarzyszą u Rainaldiego kompozycjom rzeźbiarskim zdecydowanie przekraczającym reguły sztuki przedstawiającej – przekładem mogą być prace z jego cyklu Caduti („Polegli” lub „Upadli”) z lat 1996-2006, lub szereg prac inspirowanych postacią Jana Pawła II. W myśl tekstu Barbagallo, artysta właściwie oszukał szacowne grono ekspertów, pokazując zupełnie coś innego, niż miał zamiar wykonać. Tymczasem Raindaldi wyszedł raczej z typowego dla artystów założenia, że każdy liczący się ekspert powinien wiedzieć jaki jest jego – Rainaldiego – sposób pracy z dziełem, a jeśli nie wie, to co z niego za ekspert? By ustawić to we właściwym kontekście – Rainaldi nie jest zapewne najbardziej znanym artystą włoskim, ale jest jednak twórcą o dość sporym dorobku, skądinąd znanym także kościołowi, jako że jego prace były dwukrotnie wybierane przez Konferencję Episkopatu Umbrii i prezentowane w Asyżu.[] Oliviero Rainaldi, Cykl „Caduti” 1995-98.
W tym konkretnym wypadku jakże łatwo ulec złudzeniu, że ktoś z Rady Kultury będzie cokolwiek wiedział o kulturze...
Barbagallo krzywi się w swym tekście na kiepskie, właściwie beznadziejne oddanie rysów Jana Pawła II w najnowszym pomniku. W rzeczy samej, oglądający monument turyści i Rzymianie pod względem fizjonomicznego podobieństwa lokują fizjonomię postaci gdzieś między Janem XXIII (ci bardziej uprzejmi) a Benito Mussolinim (mniej uprzejmi). Podobieństwo do osobnika zwanego "Il Duce" stwierdził pan Antonio Lamonica (lat 71) który podczas wizyty na skwerku podzielił się swą obserwacją z włoskim reporterem, tym samym zyskując ulotny, acz bezcenny moment sławy dla siebie oraz dla swej małżonki, która dodała natychmiast: to brzydkie, bardzo brzydkie. Ich właśnie krytykę z ponurą satysfakcją przytacza Sandro Barbagallo.
Dodajmy do tego obawę, jaką wyrazili (niestety anonimowi) mieszkańcy okolic dworca Termini, mówiąc, iż otwarte wnętrze rzeźby stanie się noclegownią dla bezdomnych.
Póki co, Rzymianie i turyści zatrzymują się przed rzeźbą, pstrykają fotki i kiwają głowami, jedni z zamyśleniem, inni z sympatią, jeszcze inni z niechęcią – wszystkie trzy reakcje udało mi się wielokrotnie zaobserwować w ciągu raptem pół godziny. Chyba najwięcej było tych zamyślonych, zastanawiających się, czy to w sumie dobra rzeźba, czy beznadziejna.
Przyciągnięty zachowaniami większości widzów i ja zacząłem się zastanawiać, czy to jest aż tak zła rzeźba, jak pisze Barbagallo, czy może jednak nie tak całkiem beznadziejna? Trudno zdecydować. Rainaldi sam się ustawił na straconej pozycji. Sztuka oficjalna kościoła katolickiego odwołuje się do cokolwiek archaicznego zestawu reguł, pośród których najważniejszy jest idealizowany realizm przedstawienia, koniecznie połączony z przejrzystą, prostą (im prostsza, tym lepsza) symboliką. Sztuka współczesna raczej unika jednoznacznej symboliki, uznając ją za rodzaj „aresztu” zatrzymującego uwagę widza i skutecznie ograniczającego wolność gry wizualnych wrażeń i metafor, gry którą artysta powinien z odbiorcą prowadzić. Wśród krytyków sztuki współczesnej jest też tendencja, by sztukę religijną, pozostawiać bez komentarzy, jako folklorystyczny skansen – skansen, dodajmy, który z upodobaniem lepi „temi ręcami” radosna grupka twórców remizowych pomników Jana Pawła II. Jeśli już komentarz fachowca się pojawia, to zazwyczaj z przymrużeniem oka i adresowany do specjalistów. Z drugiej strony odbiorca sztuki religijnej zatwierdza własną odrębność, odrzucając niejasne ględzenie krytyków i z zadzierzystą dumą mówiąc – „a mnie się podoba”. Rainaldi, nie po raz pierwszy, próbuje pogodzić te dwa, wzajemnie sprzeczne sposoby myślenia, prezentując dzieło, którego ułomności skazują je na nieuchronne potępienie z obu stron, przesłaniając zalety.
Czy rysy twarzy, swobodnie i oszczędnie zaznaczone przez Rainaldiego są „podobne” do którejkolwiek fotografii Jana Pawła II? Oczywiście że nie, nie są też podobne ani do Mussoliniego, ani do Jana XXIII. Rainaldi rozmawiając z dziennikarzami powiedział:
W ogóle nie myślałem o (fizycznym) podobieństwie. Chciałem, by w mojej pracy głowa i peleryna były harmonijnie połączone.
Dodał też: Jestem trochę rozczarowany brakiem rozumienia mojej pracy. Na początku myślałem nawet o czymś w stylu XVIII wieku, ale ostatecznie wybrałem projekt współczesny. Idea była taka, by zobrazować przekaz uniwersalnej miłości i powitania od błogosławionego papieża Jana Pawła.
Jeśli pozostawimy na boku wszystkie nabyte konwencje, łącznie ze znajomością fotografii Jana Pawła II, być może (nie na pewno, ale być może) dojdziemy do wniosku, że Rainaldi w sumie pokazuje twarz, która kojarzy się trochę ze starym, mądrym chłopem (lub rybakiem). Oczywiście, to w żaden sposób nie pasuje do rzeczywistej postaci Jana Pawła II, ale chyba dość dobrze oddaje jego wizerunek, taki, jakim przedstawia go kościół katolicki.
W sensie przestrzeni i kontekstu rzeźba broni się sama. Kompozycja Rainaldiego dobrze wpisuję się w skomplikowaną strukturę Piazza dei Cinquecento, ruchliwego placu miejskiego, z ostrą linią dworca kolejowego Termini od południowego wschodu, z masywną, XIX i XX-wieczną architekturą po bokach, zamkniętego przysadzistą, ciężką sylwetką Term Dioklecjana. Placu mieszczącego jeden z głównych dworców autobusowych Rzymu, non stop („no stop” jak tu mówią :) ) pełnego pojazdów i pieszych. Każda tradycyjna, konserwatywna forma ustawiona w tym miejscu musiałaby po prostu zniknąć w natłoku ludzi, skuterów, autobusów, samochodów, budynków, reklam, kiosków etc etc.
Kolejny zarzut, ten dotyczący nie-oczywistej symboliki można, w innym ujęciu, interpretować jako zaletę. Rainaldiemu udało się (cudem?) zachować wieloznaczność formy, czego najlepszym dowodem krytyka Barbagallo. Eksplozja i budka strażnicza to potężne metafory, które w rzeźbie tej rzeczywiście można odnaleźć – jednak są to wyraźnie metafory wychodzące od ich autora, nie sugerowane przez pomnik. Najwyraźniej dzieło Rainaldiego, poprzez szok wizualny, wydobyło u Barbagallo jego własne, podświadome skojarzenia, pozostające w przygnębiającym kręgu brutalności i opresji. To jednak zdecydowanie bardziej zaleta niż wada pomnika, nawet jeśli konsekwencje nie były zbyt przyjemne dla krytyka.
Trzeba wreszcie pamiętać o anonimowym Rzymianinie, który obawia się widoku bezdomnych układających się do snu w okryciu rozpostartej peleryny Jana Pawła II. Przyznam uczciwie, rozumiem niechęć owego Rzymianina, Termini zdecydowanie nie jest najprzyjemniejszym miejscem w Wiecznym Mieście, szlachetnych Apaczów i zwykłych lumpów jest tu już zbyt wielu. Ale z drugiej strony – coś w tym jest: tym razem przekorne skojarzenie przechodnia znów dziwnie pasuje do pozytywnego wizerunku papieża pomagającego potrzebującym.
Nie przesądzajmy więc może jeszcze o „zburzeniu” pomnika. Warto trochę poczekać i posłuchać co powiedzą okoliczni mieszkańcy, kiedy już trochę przyzwyczają się do nie-osiemnastowiecznej sylwetki monumentu.
(.)
By jednak tekst nie był zbyt jednostronny trzeba przecież przekazać wspaniałe nowiny. Na wieść, iż część Rady Miejskiej Rzymu rozważa usunięcie rzeźby Rainaldiego z placu i ustawienie tam innego pomnika Papieża Polaka, do akcji żywo i zdecydowanie wkroczyła magister sztuki Anna Gulak, autorka innego projektu, także nadesłanego na konkurs ale nieopatrznie odrzuconego przez jury (w Trastevere mówi się o spisku). Newsweek w artykule „Pomnik Jana Pawła II będzie zburzony” obwieszcza nam, iż: jeszcze w maju do Rzymu gipsową makietę pomnika Jana Pawła II własnego projektu przywiezie z Polski artystka Anna Gulak. Najwyraźniej na samą wieść o przybyciu pani Gulak i jej gipsowej makiety, Rząd Republiki postanowił pomnik zburzyć – ale póki co trzyma to w tajemnicy, bo jeszcze wczoraj w Rzymie nic na to nie wskazywało.
Ciesz się, o niegodne Jury! Oto zyskujesz jakże rzadką możliwość naprawy swych błędów i dokonania (wreszcie) dobrego wyboru! Projekt pani magister sztuki zawiera symbolikę tak bezpośrednią, że żeby być bardziej przejrzystą, musiałaby zostać napisaną tajemniczą ręką na ścianie babilońskiego pałacu.
Niewielki kłopot w interpretacji oczywistej symboliki sprawia fakt, iż pani Anna Gulak na swych stronach sieciowych prezentuje dwie, cokolwiek różne makiety. W pierwszej postać papieża, z wolna i złowieszczo, wyłania się z czegoś dużego i nieco błotnistego, co pani magister sztuki nazywa skałą. W drugiej koncepcja jest podobna, ale z mniejszej, spłaszczonej kupy czegoś błotnistego wyłania się tylko górna część postaci, a błoto jest tak gęste, iż bohater wizerunku musi sobie pomóc wsparciem się na feruli.
[] Anna Gulak, Projekt pomnika Jana Pawła II
Sięgnąć trzeba wszak daleko, bo aż do lat 70-tych ubiegłego stulecia, gdzie znajdujemy taki oto obraz:
[] Sylwester Stalone jako Rambo (2) wyłania się z błota
i robi kuku komuchowi Vietkongowi...
[] Martin Sheen jako kapitan Willard wyłania się z błotnistej
rzeki Nung i za chwilę zrobi kuku wykształciuchowi Kurtzowi...
[] Arnold Schwartzenegger jako major "Dutch" Schaefe
wyłania się z kupy błota w Gwatemali i za chwilę
zrobi kuku wrednemu myśliwemu…
Radujmy się! Oto przed nami, w brawurowej, archetypowej supremacji wizualnej, św.p. Karol Wojtyła jako Ioannes Paulus II, krzepko wsparty na lasce papieskiej, wyłania się z kupy błota i za chwilę zrobi kuku czerwonym, wykształciuchom i myśliwym... (ale oszczędzi niektórych polityków lewicy średniostarszego pokolenia).
Wszystkim, którzy poczuli się urażeni ostatnim akapitem wyjaśniam, że pamięć o Karolu Wojtyle obraża oklepana, wtórna i cepeliowska formuła powyższego wizerunku, utrzymanego dokładnie w stylu znakomitych dzieł prezentujących jelenia na rykowisku o zachodzie słońca. Kochani obrażeni, zrozumcie wreszcie, to zachód słońca sie wam podoba, takie zjawisko przyrodnicze, nie kiepska imitacja - goście którzy to malują, robią z was jeleni...
Mottem stron sieciowych magister sztuki Anny Gulak jest pełen ukrytej głębi cytat z pani Ninon de l’Enclos: piękno bez wdzięku jest jak haczyk bez przynęty...
Cóż zrobić, kiedy nie ma ani haczyka, ani przynęty, zawsze pozostaje szprot w oleju, a póki co, jeszcze jeden rzut oka na pracę Rainaldiego:
[] Papież z pomnika Rainaldiego
w rozmowie z Odpoczywającym Bokserem
z plakatu reklamującego Museo Terme di Diocleziano













No comments:
Post a Comment