Thursday, January 2, 2014

Wakacje z duchami, czyli Newsweek paranormalny


Swego czasu, św. pamięci prezydent Lech Kaczyński, podczas konferencji prasowej określił jedną z dziennikarek per "małpa w czerwonym". Niezasłużony epitet szczęśliwie nie zaszkodził biednej przedstawicielce mediów, która robi dziś karierę w Brukseli, mnie wszak skłonił do zastanowienia. Bo czy przypadkiem w wielu, najbardziej nawet opiniotwórczych redakcjach nie skrywają się przypadkiem sympatyczne, choć nieco złośliwe szympansy w czerwonych kurtkach, podstępnie zmieniające sens i formę artykułów? Podejrzenie takie stało się podstawą poniższego wpisu, a jego bezpośrednią przyczyną było dość zagadkowe zamieszanie z ilustracjami do jednego z sensacyjno-historycznych doniesień Tygodnika Opinii.

Newsweek, Portal Opinii - 30.IX.2010


Przed kilkoma dniami skacząc po internetowych linkach www.newsweek.pl trafiłem na lipcowy tekst Andrzeja Krajewskiego o Franku Wisnerze. Lektura ciekawa, ale to dopiero materiał ilustracyjny sprawił, że zimny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Było już sporo na blogu o problemach polskiej żurnalistyki, trudno jednak nie przyłączyć się do wołającego na puszczy chóru. Stąd też poniższe rozważania w których powraca mój ulubiony bohater.




( )

BYŁ już koniec września i po upałach lata jesienny deszcz, pchany podmuchami wiatru, uderzał w okna przytulnego saloniku przy Baker Street 221b. Ciemne chmury wcześniej niż zazwyczaj sprowadziły mrok wieczoru, a nieliczni przechodnie kulili się pod czarnymi czaszami parasoli, z determinacją w oczach stawiając czoło szkwałowi. Sherlock Holmes, nie zwracając uwagi na żywioły kłębiące się za oknem, w skupieniu przeprowadzał serię skomplikowanych reakcji chemicznych. Nagle wyprostował się i z błyskiem satysfakcji w oku spojrzał uważnie na trzymaną w ręku niewielką menzurkę, do połowy wypełnioną zielonkawą, pienistą substancją.


Nie ma wątpliwości, Doktorze – powiedział – dżentelmen, którego sprawę badaliśmy, mówi prawdę, ta dawka leków musiała wpłynąć na percepcję rzeczywistości. Nic dziwnego, że pan P. nabrał w jego oczach ulotnego blasku, a pani K-R podstępnie przejęła kontrolę nad kampanią LAJ. W istocie, to wyjaśnia wiele zagadkowych posunięć i wypowiedzi jakie obserwowaliśmy w maju. Sprawa wyjaśniona. Pora na wieczorną filiżankę herbaty.

[] Fot.: Pipehill.eu 
Holmes z ulgą przeciągnął się na fotelu, z uśmiechem spojrzał na swego przyjaciela pogrążonego w lekturze i podniósł z mahoniowego stojaka fajkę Sumio Satou z główką z najlepszego wrzośca, osadzonego na delikatnym, bambusowym cybuchu. Oszczędnym, automatycznym ruchem sięgnął po puszkę British Woods i przystąpił do ceremonii ubijania tytoniu. Jeszcze tylko elegancki gest ręki trzymającej zapałkę i pokój wypełnił aromat latakii.


Watson spojrzał znad trzymanej w dłoniach gazety i powiedział z lekkim wyrzutem:

Przecież wiesz, Sherlocku, że zawsze możliwe są także inne wyjaśnienia.

– Ach Watsonie, twa fascynacja mediami, jasnowidzeniem i w ogóle całym tym antynaukowym bałaganem jak zwykle hamuje naturalną przenikliwość lekarza.

– Holmesie, – odparł Watson – to nie bałagan, są poważne dowody na istnienie zjawisk niepoddających się racjonalnym eksperymentom.

Holmes z zadumą popatrzył na spiralę błękitnego dymu i stwierdził:

Watsonie, jak zwykle jesteś w błędzie, a sięganie po stary tekst z polskiego Newsweeka w niczym nie pomoże twojej argumentacji. Zapewniam cię, że Frank Wisner istotnie odszedł z tego świata w 1965, ale pogłoski o jego późniejszym pojawianiu się są fałszywe!

Holmesie, nie będę próbował odgadywać, jak domyśliłeś się, że to właśnie czytam. Zwróć przecież uwagę, że to Newsweek, nie Fact, czy inny National Enquirer! Ten tytuł ma swoją markę! Pisuje w nim Szymon Hołownia!

Ba, nie mówimy przecież o „Blogu Szymona Hołowni” którego rozważania sam czytam z wielkim zainteresowaniem, nawet jeśli się nie zgadzam. Wiem wszak doskonale, że to nie pana Hołowni tekst z taką fascynacją studiujesz, ale publikację dra Krajewskiego z lipca.
Jakiż to miało tytuł? A tak, Frank Wisner i jego szaleństwo. Wisner, kierownik Office of Policy Coordination, czyli Biura Koordynacji Polityki, wydziału CIA zajmującego się, jak byśmy dziś powiedzieli, „projektami specjalnymi”, to postać zarazem fascynująca i tragiczna, i w przeciwieństwie do efektownej tezy dra Krajewskiego, raczej nie porównywałbym go do Jasia Fasoli. Wisnerowi poświęcono wiele stron, ja sam cenię zwłaszcza krytyczną analizę jego dokonań pióra Tima Weinera, zawartą w znakomitym opracowaniu Legacy of Ashes: The History of the CIA, czyli Dziedzictwo popiołów: Historia CIA, wydanym w 2008.

Zaczerwieniony Doktor Watson odłożył gazetę, nerwowo sięgnął do kieszeni bonżurki po własną fajkę i drżącymi rękoma zaczął ubijać w niej tytoń. Zapaliwszy, cokolwiek spokojniejszy (wbrew twierdzeniu wielu psychologów, iż palenie tytoniu nie uspokaja), popatrzył stanowczo na przyjaciela i rzekł:

Otóż to, Holmesie, ważna postać i to właśnie jego pojawianie się „in corpore” w ostatnich latach jest dla mnie tak fascynujące. Zastosujmy twą metodę i przyjrzyjmy się faktom. Fakt pierwszy: dr Krajewski stwierdza autorytatywnie, iż Frank Wisner, pod wpływem psychozy maniakalno-depresyjnej popełnił samobójstwo w 1965, strzelając do siebie ze strzelby myśliwskiej syna. Fakt drugi: ta właśnie notatka w Newsweeku ilustrowana jest kolorowym zdjęciem wysokiej jakości, wskazującym na technikę z pewnością w 1965 jeszcze nie dostępną. Jak to wytłumaczysz? Och wiem, oczywiście, masz gotową odpowiedź, ktoś zapewne wziął starą fotografię i pobawił się Photoshopem? Ha!

Tu doktor spojrzał na detektywa z przekornym uśmiechem, w którym czaił się cień podstępnie zastawionej pułapki retorycznej.

Bynajmniej, mój drogi, bynajmniej. - odparł spokojnie Holmes - To z pewnością autentyczne zdjęcie, a jeśli było retuszowane, to minimalnie.


Watson, nie zwróciwszy uwagi na znaczący ton Holmesa, z triumfem przedstawił koronny argument:

Acha! Otóż nie jest to tylko kwestia zdjęcia Franka Wisnera otwierającego artykuł! Oto w centrum tekstu zamieszczono ni mniej, ni więcej, a film z You Tube, na którym wypowiada się „na żywo inaczej”, jeśli wybaczysz grę słów, ten sam Frank Wisner! To prawda, że nagranie jest kiepskiej jakości i trudno zrozumieć co właściwie Wisner mówi, ale to zupełnie naturalne, wiadomo wszak doskonale, iż aparycje spirytualne powodują zakłócenia w działaniu aparatów fotograficznych, kamer i magnetofonów! Jeśli to nie jest dowód, to nie wiem doprawdy czego jeszcze można żądać?!






Drogi Doktorze, – rzekł Holmes, w poddaniu wznosząc ręce do góry – ależ pomogę ci znaleźć jeszcze więcej: jeśli otworzysz ten sam filmik na You Tube, to poniżej zobaczysz pełny tekst tej niewyraźnej wypowiedzi. Jest to znana skądinąd tzw. „gafa Wisnera” z października 2006, kiedy ów dżentelmen zdołał w przejęzyczeniu stwierdzić, iż rozważana jest niepodległość Kosowa, choć oficjalna linia rządu USA w tamtym okresie takiej możliwości zaprzeczała.

Sam przyznajesz Holmesie, rok 2006, pół wieku po samobójstwie Wisnera w 1965! Jest tylko jedno wytłumaczenie!

Doktor uśmiechnął się z zadowoleniem, a miarą satysfakcji z retorycznego triumfu stał się ciąg regularnych kółek fajczanego dymu wydobywający się z jego ust. Zamyślony Holmes przez chwilę spoglądał na szalejącą za oknem wieczorną ulewę, potem w zadumie przyjrzał się ogrzewającemu dłoń dziełu Sumio Satou, wreszcie powiedział:

W isotcie, mój drogi przyjacielu, w istocie, no chyba że...

Chyba że? Nadal pozostajesz sceptycznym, Holmesie?

– Chyba że, mój drogi doktorze, przyjmiemy, iż Wisner, twórca i kierownik Biura Koordynacji Polityki CIA, działał w czasach, kiedy jego stanowisko traktowane było jako kluczowa część służby wywiadowczej USA i dlatego zajmująca je osoba była bardzo rzadko fotografowana. W rzeczy samej przyznać muszę, że mnie także zaskoczył problem zaprezentowanego przez Newsweek filmu z You Tube, rzekomo przedstawiającego „na żywo” kogoś nie żyjącego od 50 lat. Zacząłem więc szukać i mimo długich badań znalazłem tylko jedno wiarygodne zdjęcie, czarno-białe i niezbyt dobrej jakości. Fotografia z książki Tima Weinera przedstawia Franka Wisnera jeszcze "w kwiecie wieku", w czasach jego pracy w Biurze.



Zwróć proszę uwagę na to zdjęcie, zauważysz niewielkie podobieństwo do obu ilustracji z tekstu dra Krajewskiego, choć jednocześnie jest to z pewnością ktoś inny. Wyjaśnienie całej zagadki jest proste i zabawne, choć nieco żenujące. Ktokolwiek wstawił ilustracje do tekstu pomylił Franka Gardinera Wisnera (1909-1965) z jego synem Frankiem Georgem Wisnerem (ur. 1938). Ten drugi, zazwyczaj opisywany jako Frank G. Wisner lub Wisner Junior (podobnie jak w przypadku George'a W. Busha) jest znanym politykiem i dyplomatą amerykańskim, pełnił między innymi funkcję wysłannika USA w Kosowie i stąd filmik z You Tube. Frank George oczywiście nadal żyje – życzmy mu stu lat – i ma się całkiem dobrze, choć w ostatnich latach mniej udziela się w polityce.

Pobladły Watson powoli odłożył fajkę na stojący przy fotelu indyjski stoliczek i przez dłuższą chwilę w milczeniu spoglądał na ogień buzujący w kominku.

Holmesie, to wprost nieprawdopodobne, jak to możliwe, że taki nonsens znajdował się w internetowej wersji Newsweeka przez tyle czasu? I kto w ogóle to popełnił?

Też się nad tym zastanawiałem, Watsonie. Co do czasu, tekst dra Krajewskiego najwyraźniej przeszedł bez echa, pomijając jeden komentarz, cokolwiek zagadkowy. Uwagę polskich internautów zaprzątały niewątpliwie wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu. Kto zawinił? Trudno powiedzieć, nie podejrzewałbym z góry dra Krajewskiego, choć może byłoby lepiej gdyby autor rzucił okiem na ilustracje dodawane do jego tekstu. Myślę jednak, że to nie on. W tej sytuacji sprawca może być tylko jeden, co więcej, znamy go od dawna. O tu mam zdjęcie...



– Tak oto, mój drogi przyjacielu – powiedział, śmiejąc się, Holmes – rzeczywistość nadwiślańskiego dziennikarstwa zderza się z romantyzmem twej fascynacji mistyką... Dajmy już spokój sprawie „Widma z CIA” i przejdźmy się pod Drake'a, w taki wieczór pocieszy cię shepherd's pie i kufel dobrego piwa!

( )


(Ostatnie zdjęcie przedstawia sympatycznego szympansa z World of Wildlife w Hangzhou, czerwona kurtka nie została założona ku uciesze gawiedzi, ale po prostu dlatego, że było zimno!)

Na zakończenie autentyczny i sprawdzony przepis, który obiecałem czytelnikom mojej wcześniejszej opowieści, Odcisk brązowej dłoni.

Shepherd's Pie:
Ubij z masłem kilogram ziemniaków i odstaw do ostudzenia. 2 posiekane cebule przyrumień na maśle. Na zrumienioną cebulkę rzuć 600 g mielonej jagnięciny i dobrze podsmaż. Dodaj szczyptę soli, pieprzu, kilka kropli sosu Worcestershire i około 350 ml (półtorej szklanki) bulionu. Trzymaj na małym ogniu przez pół godziny. Przełóż jagnięcinę do płytkiej brytfanny (najlepiej kamionkowej), przykryj ziemniakami i posmaruj masłem. Piecz w gorącym piekarniku przez 30-40 minut, aż na ziemniakach zrobi się chrupiąca skórka. Podawaj na gorąco, najlepiej z Bombardierem (lub innym piwem o wyraźnej goryczce). Smacznego!




P.S. Sporo czasu upłynęło od wpisu, i Newsweek dawno już udostępnił w sieci pełny tekst artykułu Andrzeja Krajewskiego- dostępny TUTAJ - już bez ozdabiania go zdjęciami i video Wisnera Juniora. Żeby wszak i wilk był syty i Czerwony Kapturek w miarę cała (to wszak dziewczę było :) ) skrócony wpis z kompletem zdjęć jest nadal dostępny. Za co, niniejszym, Redakcji Tygodnika Opinii uprzejmie dziękuję - bez stosownych linków mój wpis traciłby wiele ze swego uroku ;)

Pozdrawiam serdecznie!

No comments:

Post a Comment