Thursday, January 2, 2014

Japończyk w carskiej Warszawie

Urzędnicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych niezbadani są w wyrokach swoich, a przykłady braku koordynacji ich działań z innymi instytucjami publicznymi  przeszły do annałów światowej dyplomacji, stając się wdzięcznym tematem anegdot na rautach w Paryżu, Moskwie i Rzymie (londyńczyków nic podobnego już nie śmieszy, tradycyjnie tolerują kulturowe odmienności kontynentu). Nie jestem do końca przekonany, że stare powiedzenie "nieważne co mówią, ważne, żeby prawidłowo napisali twoje nazwisko" odnosi się akurat do MSZ... By więc uciec choć na chwilę od powodzi medialnych komentarzy związanych z chwilowym zatrzymaniem Ahmeda Zakajewa, przypominam znacznie starsze wydarzenia, kiedy rozmaici podejrzani emisariusze aresztowania jakoś unikali. Cud to był? Bo przecież urzędnicy w Rosji i Japonii nie mogli chyba być bardziej kompetentni?...

Newsweek, Portal Opinii - 24.IX.2010


Patrząc na dyplomatyczne zamieszanie związane z wizytą w Polsce Ahmeda Zakajewa nie sposób uciec od historii sprzed wieku, kiedy my sami występowaliśmy w odwrotnej sytuacji, jako mniejszość narodowa na ziemiach zaborców. W tym kontekście warto może przypomnieć wizytę Piłsudskiego i Dmowskiego w Japonii w 1904, skomplikowane okoliczności jakie do niej doprowadziły, wreszcie postać majora Fukushimy, japońskiego oficera wywiadu od którego to wszystko się zaczęło.

Jakiś czas temu trafiłem w sieci na archiwalne skany starego wydania Buffalo Morning Express, gazety wydawanej przed stuleciem w Buffalo, mieście położonym na północno-wschodnich krańcach stanu Nowy Jork, blisko Niagara Falls i granicy kanadyjskiej. Wydanie z 1892 zawiera między innymi krótką notatkę: „10 000 mil konno, japoński major rozpoczyna podróż z Berlina do Tokio”. Dziennikarz z Buffalo opisuje słynną niegdyś, a dziś trochę zapomnianą wyprawę majora (później generała) Yasumasy Fukushimy, wojskowego armii cesarskiej, jednego z twórców nowoczesnego wywiadu japońskiego i pierwszego w dziejach nowożytnych Japończyka spoglądającego z zainteresowaniem i sympatią na sytuację Polski pod zaborami.


Yasumasa Fukushima (1852-1917), samurai z klanu Matsumoto z prowincji Shinano, jeszcze za rządów shogunów Tokugawa studiował zachodnią taktykę w Edo (Tokio) - głównie na podstawie materiałów uzyskiwanych od holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Po restauracji władzy cesarskiej uczył się w bardziej nowoczesnej i zorientowanej na Zachód szkole wyższej Daigaku Nanko (jeden z poprzedników Uniwersytetu Tokijskiego). Zawodowy wojskowy, tłumacz i pracownik Sztabu Generalnego, w latach 1878 do 1887 podróżował do USA, Indii, Chin, Korei, i Mongolii – jego misje w trzech ostatnich krajach miały charakter ściśle wywiadowczy. W 1887 został attaché wojskowym w Poselstwie Japonii w Berlinie. Oficjalnym zadaniem majora Fukushimy było studiowanie strategii mocarstw europejskich, zwłaszcza Francji i Niemiec. Zadaniem nieoficjalnym było zbieranie informacji dotyczących Rosji. Było to, przypomnijmy, w roku 1887, 27 lat przed wybuchem wojny rosyjsko-japońskiej 1904-1905. Elity wojskowe Cesarstwa, przygotowujące się wówczas pełną parą do wojny z Chinami (1895-96), już wtedy przewidywały odległy konflikt z Rosją; wszak obok Chin, było to jedyne mocarstwo w bezpośredniej bliskości Japonii zmierzające do dominacji w regionie. Fukushima, obok licznych podróży do zachodniej części Europy, kilkakrotnie odwiedzał europejską część Rosji – w tym przede wszystkim Polskę. Polska miała dla majora szczególne znaczenie, gdyż według jego opinii to właśnie polscy patrioci („Porando gishi” jak ich nazywa Fukushima), wśród nich także ci, którzy służyli w wojsku carskim, byli w stanie dostarczyć mu wszechstronnych informacji o Rosji, przekazywanych w jego raportach do japońskiego Sztabu Generalnego.


Prof. Pałasz-Rutkowska, której jak zawsze świetny artykuł dostępny jest w zbiorze The Japanese and Europe, cytuje fragment raportu Fukushimy, opisujący ówczesną Polskę językiem bardziej poety niż szpiega:

Kraj umarł, jedynie góry i rzeki trwają. Zamki, zagubione wśród drzew i traw, opłakują ślady utraconej ojczyzny. O zachodzie słońca, na przedmieściach Warszawy, dawnej stolicy, z sercem pogrążonym w smutku rozmyślam o przeszłych powstaniach.
Płaczę nad wieloma bohaterami którzy grobów swych nawet nie mają i nie potrafię powstrzymać głębokiego uczucia nienawiści. Wszak, 200 lat temu, była Polska wielką monarchią Europy Centralnej, rozciągającą się od Bałtyku do Morza Czarnego.

Fukushima postrzegał rozbiory Polski jako przestrogę dla Japonii. Jego raporty wśród elit politycznych i wojskowych Cesarstwa wspierały pojmowanie geopolityki przełomu XIX i XX wieku jako prostej dychotomii: albo będziemy dokonywać ekspansji, albo będziemy jej ofiarami. Obserwacje krajów ościennych, Korei, królestwa formalnie samodzielnego, jednak w praktyce zależnego od Chin, a przede wszystkim Chin, które w drugiej połowie wieku XIX stały się terenem walki o wpływy wielkich mocarstw, zaowocowały powstaniem w kręgach wojskowych strategii rozwoju nowoczesnej Japonii, zorientowanej na ekspansję terytorialną. Stąd idea nieuniknionej wojny z Rosją, podjęta w momencie, kiedy carska Rosja patrzyła na Cesarstwo jak na mało istotny archipelag „tubylczych” i „barbarzyńskich” wysp na obrzeżach Sachalinu. Ze względu na rozległość terytorium Rosji, istotnym elementem wojny musiały być logistyczne możliwości przerzucenia sił carskich z terenów Europy w rejon Azji Wschodniej. Zadanie zbadania owych otrzymał major Fukushima. Efektem było przedsięwzięcie rodem z romantycznych powieści przygodowych: major ogłosił publicznie zamiar przejechania konno, w pojedynkę, z Berlina do Władywostoku. O projekcie powszechnie donosiła ówczesna prasa, nawet odległy Buffalo Morning Express. Oficjalnym celem wyprawy były studia geograficzne i etnograficzne, nieoficjalnie podróż reklamowana była jako transkontynentalna eskapada eksploratorska w rodzaju wypraw Livingstone'a czy Burke'a i Willisa, a prywatnie, z przymrużeniem oka, major tłumaczył, że tak naprawdę chodziło o zakład z niemieckimi oficerami kawalerii, zawarty pod wpływem nadmiernej ilości koniaku. Rosjanie zdawali sobie sprawę z faktycznych intencji majora, jednak lekceważenie znaczenia Japonii sprawiło, że na całe przedsięwzięcie spoglądali raczej z przyjaznym rozbawieniem.

Jak notuje profesor Pałasz-Rutkowska, major Fukushima rozpoczął swą podróż 11 lutego 1892 roku. 13 lub 14 lutego przybył do Kostrzynia, 15 lutego do Poznania, gdzie zatrzymał się na dwa dni. 19 lutego przekroczył granicę zaboru rosyjskiego i przez Konin i Łowicz udał się do Warszawy, do której dojechał 24 lutego. Po krótkim odpoczynku w Warszawie, 28 lutego udał się w dalszą podróż, jadąc przez Ostrołękę do Łomży. Dalej przez Szczuczyn, Augustów, Mariampol, Suwałki, Kaunas, do Wiłkomierza który osiągnął 9 marca, i gdzie pobyt majora opisuje w swych memuarach Stanisław Kazimierz Kossakowski. Na odpoczynek zatrzymał się w Ucianej, w domu poznanego w Berlinie polskiego ziemianina. Jadąc przez Dyneburg, 13 marca dotarł to Lucynia, ostatniego miasta na przedrozbiorowych ziemiach polskich, skąd rozpoczął zasadniczą, rosyjską część swej wyprawy. Po przejechaniu 14 000 kilometrów, przez Syberię, Mongolię i Mandżurię dotarł do Władywostoku 12 czerwca 1893 roku. Niezależnie od pomocy Rosjan, Fukushima zarówno w polskiej, jak i w rosyjskiej części podróży korzystał ze wskazówek Polaków, także byłych zesłańców, którzy dostarczali mu informacji dotyczących warunków klimatycznych i geograficznych z jakimi miał się zmierzyć, a prawdopodobnie także kontaktów wśród swych kompatriotów przebywających na całym obszarze carskiej Rosji. Szczególna sympatia z jaką Fukushima pisze o Polsce i Polakach w swych raportach (z których większość niestety uległa zniszczeniu pod koniec II Wojny Światowej), dowodzi znaczenia osobistych relacji majora z wieloma Polakami, w tym z przedstawicielami komórek niepodległościowych rezydującymi na imigracji, w stolicach europejskich.

Sukces misji Fukushimy nie pozostał bez wpływu na błyskotliwą karierę oficera. Na drzeworycie z wojny chińsko-japońskiej widzimy go w stopniu podpułkownika u boku generała Oshimy, współtwórcy japońskiego triumfu militarnego w wojnie z Chinami.


[] Museum of Fine Arts, Boston: Forsowanie rzeki Ansong, Wrzesień 1894;

w centrum obrazu podpułkownik Fukushima.

Dekadę później Fukushima, już generał i szef służb wywiadowczych Sztabu Generalnego Cesarstwa, miał okazję przekazać swe pozdrowienia pomagającym mu wcześniej Polakom za pośrednictwem pułkownika Motojiro Akashiego, japońskiego attaché wojskowego i rezydenta wywiadu w Petersburgu i Sztokholmie. Pułkownik Akashi, którego Tony Griffith nazywa „japońskim Jamesem Bondem”, w swoich raportach notuje, jak byśmy dziś powiedzieli, „ przejęcie kontaktów operacyjnych” Fukushimy na terenie Polski. Czasy jednak były już zupełnie inne, po zwycięskiej wojnie z Chinami i w obliczu wojny z Rosją Japonia skłonna była do bardziej zdecydowanych działań w Europie, zmierzając do wewnętrznego osłabienia przeciwnika. Motojiro Akashi podjął więc konkretne rozmowy z przedstawicielami ruchów narodowo-wyzwoleńczych i rewolucyjnych.

[] Generał Motojiro Akashi, Japonia,
Biblioteka Zgromadzenia Narodowego:

Akashi dysponował znaczącym budżetem operacyjnym; w archiwach japońskich zachował się jeden z dokumentów kwestury cesarskiej przyznający mu środki w wysokości 100 000 jenów - około roku 1900 była to równowartość 50000 dolarów amerykańskich, w skromnym przybliżeniu odpowiednik dzisiejszego miliona dolarów. Znaczna część funduszy przeznaczona była na finansowanie lokalnych organizacji z którymi współpracował Akashi, a było ich bardzo wiele, poczynając od grupy skupionej wokół ojca Georgija Gapona, poprzez Bolszewików (Akashi spotykał się z Leninem w Szwajcarii) po niezależne grupy w rodzaju kierowanej przez Konni Zilliakona w Finlandii. Przypuszczalnie to właśnie kontakty, trudno powiedzieć na ile bezpośrednie, między Akashim a PPS-em stały się podstawą podróży Józefa Piłsudskiego do Japonii.

Piłsudski przybył do Tokio na przełomie czerwca i lipca 1904. 13 lipca złożył oficjalne memorandum zawierające projekt umowy między PPS a władzami japońskimi i spotkał się z dowódcami Sztabu Generalnego. W proponowanej umowie, wsparcie Japonii miało mieć swój efekt w szeroko zakrojonych działaniach dywersyjnych i wywiadowczych w Królestwie Polskim, aż do antyrosyjskiego powstania. W Japonii miały powstać miały oddziały polskie złożone z jeńców wziętych do niewoli podczas wojny rosyjsko-japońskiej, które następnie miały wziąć udział w walkach po stronie Cesarstwa. Propozycje Piłsudskiego nie uzyskały przychylnej odpowiedzi; 23 lipca Piłsudski otrzymał oficjalną odmowę współpracy, jednak przyznano mu fundusze w wysokości 20 000 funtów brytyjskich (około 100 000 ówczesnych dolarów, całkiem znaczna suma jak na tamte czasy) oraz zapewnienie o szczególnym traktowaniu jeńców wojennych narodowości polskiej (o co zabiegał także Dmowski). W badaniach polskich przeważa pogląd, iż głównym powodem niepowodzenia misji późniejszego Marszałka była niechętna postawa Dmowskiego, także przebywającego podówczas w Japonii, który – w obawie przed bezsensownym jego zdaniem rozlewem krwi - przekonywał rząd japoński, iż PPS nie miał realnych możliwości spełnienia obietnic. Ku pouczeniu naszych dzisiejszych adwersarzy politycznych warto przypomnieć, iż niezależnie od brutalnej walki politycznej i osobistych antypatii, obaj panowie w wolnej chwili udali się na wspólne zwiedzanie Tokijskiej dzielnicy rozrywki Yoshiwara (zapraszał Dmowski) i obiad (stawiał Piłsudski). Cóż, czasy były inne...


[]  Yoshiwara, Tokio, ok.1900

Pomijając osobistą i polityczną kulturę obu postaci trzeba powiedzieć, że powszechne w polskich opracowaniach założenie, iż decyzja Japończyków była konsekwencją działań obu naszych wysłanników jest, delikatnie mówiąc, nieco przesadne. W tym akurat momencie szanse Piłsudskiego na większą pomoc ze strony Cesarstwa były bliskie zeru, a misja praktycznie skazana na niepowodzenie. Japoński Sztab Generalny dobrze orientował się w sytuacji ruchów powstańczych i rewolucyjnych na terenach kontrolowanych przez Rosję – informacje zapewniał między innymi płk. Motojiro Akashi - i większe zaufanie musiały budzić konkretne raporty wywiadowcze niż perswazje Dmowskiego, z którym zresztą wcześniej Akashi rozmawiał w Krakowie. Rozmowy tokijskie z obydwoma adwersarzami tworzyły subtelną, elegancką formę przeniesienia na stronę polska powodów decyzji podjętej przez Sztab Generalny. Kwestie finansowania ruchów antycarskich stanowiły centrum sporu wewnątrz sztabu japońskiego. Grono oficerów związanych z wywiadem, wśród nich właśnie Fukushima Yasumasa, a także jego współpracownik Murata Atsushi, z którym w Japonii kontaktował się Piłsudski, dostrzegało potencjalną możliwość znaczącego osłabienia Rosji w jej części europejskiej, zwłaszcza w Finlandii i w Polsce. Większość Sztabu Generalnego była jednak przeciwna całej koncepcji, obawiając się potencjalnego uwikłania Cesarstwa w późniejsze ruchy narodowo-wyzwoleńcze, co mogłoby doprowadzić do stworzenia niekorzystnego wizerunku Japonii wśród mocarstw zachodnich. Ironia sytuacji polega na tym, iż Piłsudski przybył do Japonii o rok za wcześnie. W 1905 politycy i wojskowi w Tokio zmienili zdanie, decydując się na szersze wsparcie działań antycarskich, jednak w tym czasie głównym odbiorcą pomocy byli Konni Zilliacus i jego Finowie (niesamowita historia statku John Grafton) oraz rosyjskie ugrupowania rewolucyjne, które uzyskały znaczące środki za pośrednictwem pułkownika Motojiro Akashiego. Tak już bywa w polityce, że właściwy wybór momentu działań przesądza o ich skuteczności.


A w historii tak już bywa, że trudno o postacie jednowymiarowe. Baron Fukushima, twórca osławionej później Kempeitai (japońskiej żandarmerii wojskowej) został gubernatorem-generalnym Prowincji Kwantuńskiej (Chiny), organizatorem japońskiej Armii Kwantuńskiej i jednym z propagatorów wzmocnienia japońskiej presji na terenach Azji Wschodniej, co ostatecznie zaowocowało powstaniem marionetkowego Mandżukuo. Pułkownik Akashi w roku 1907, po wojnie rosyjsko-japońskiej, został dowódcą Kempeitai w okupowanej Korei, później tamże dowódcą policji oraz głównym doradcą japońskiego gubernatora półwyspu, generała Terauchi, skutecznie wykorzystując „drugą stronę” swych rosyjskich doświadczeń do tłumienia koreańskich ruchów niepodległościowych.

Sayonara! Sayonara! Sayonara!



_________ _________ 



Karnigore Kanibal (September 24, 2010 at 8:42 am)
"Osławionej" czy "niesławnej" Kempeitai? Bo w czasie II Wojny Światowej Kempeitai na Dalekim Wschodzie było jak Gestapo u nas…


Marlow (September 24, 2010 at 8:54 am)
Dzięki za – jak dotąd – najszybszy komentarz, jeszcze edytuję obrazki :) Osławiony tu oczywiście jako mający złą sławę. Kempeitai już w 1907 w Korei szlifowało późniejsze metody z II wojny światowej.
Pozdrowienia!


Karnigore Kanibal (September 24, 2010 at 5:09 pm)
Oj tak, Koreańczycy dotąd nie lubią Japonii, zresztą Korea w ogóle ma przegwizdane. Jakby nie można było wreszcie dokończyć wojny z 1950 roku…


Dobczan (September 24, 2010 at 6:55 pm)
@Marlow
Super!


Marlow (September 25, 2010 at 4:29 am)
@ Dobczan: Dziękuję!
@ Karnigore Kanibal: zobaczymy co będzie; Kim Jong-Il jest poważnie chory, jeśli przepchnie potomka – Kim Jong-Un’a – to faktycznie będzie rządzić "Wielki Wuj" :) Chang Song-taek, czyli nic się nie zmieni, ale jeśli nie przepchnie… może być ciekawie. Pożyjemy, zobaczymy…


Bratkowski-Piotr- (April 15, 2011 at 7:39 pm)
@Marlow No nie mogę się powstrzymać: jak Pan to zrobił, że ten ciekawy skądinąd tekst akurat dziś, w przeszło pół roku po powstaniu, jest absolutnym hitem i bije rekordy klikalności???


Marlow (April 15, 2011 at 9:53 pm)
Wow, uczciwie mówiąc, nie mam pojęcia, nie sprawdzam statystyk… :) Ale bardzo się cieszę, zwłaszcza, że nie ma tu z pewnością najbardziej popularnych tagów!
Pozdrawiam serdecznie!


Bratkowski-Piotr- (April 15, 2011 at 10:13 pm)
150 proc. normy :) to znaczy tego, ile uzbierał najbardziej czytany dzisiejszy txt!


Zhannah (April 16, 2011 at 11:49 am)
.. ciekawy cytat prof. Pałasz- Rutkowskiej…

No comments:

Post a Comment