Thursday, January 9, 2014

Kaczory i legitymacje

Trzęsie się sieć od wrzasków blogowych funkcjonariuszy różnej maści. Ci, że teraz Ich Ruch, tamci, że Prezes jest be, owi, że Premier do d*** ("do dyni" - taki droższy burak). Latają inwektywy, z radosnym uniesieniem obrzuca się to całe tałatajstwo obornikiem, wprawdzie bez pigsappealu Miss Piggy, ale za to z agitatorskim zapałem terenowych Napoleonów Napoleonowiczów z PGR Zwierzyna. A gdyby tak, dla odmiany, spokojnie  i bez emocji, co najwyżej z odrobiną złośliwości, spróbować odnaleźć teoretyczne fundamenty (jeśli takowe istnieją) politycznych wypowiedzi partyjnych przywódców? A skoro już fundamentalizm ma być, to przecież tylko jeden z przywódców mógł być  godnym obiektem badań, jeden by wszystkimi rządzić, jeden by wszystkich zgromadzić i w ciemnicy posadzić...

Newsweek, Portal Opinii - 06.04.2011



Współczesne państwo polskie, czyli III RP, jest pozbawione jasnej legitymacji moralnej i historycznej (państwo jest nie tylko organizacją, ale też pewną jakością moralną).
Jarosław Kaczyński, "Moralna szara strefa III Rzeczypospolitej", Raport o stanie Rzeczypospolitej, marzec 2011.

Określenie teoretycznych podstaw stojących za posunięciami prezesa PiSu nie jest zadaniem łatwym. Wiele z nich, jak zwykle w polityce, ma charakter bardziej symboliczny, niż rzeczywisty i służy zdobyciu zaplanowanych celów politycznych (a więc nie tylko niematerialnych, ale niekiedy nierzeczywistych). Pozorna przypadkowość tych posunięć i wypowiedzi sprawia wrażenie tworzenia polityki ad hoc, bez zwartego, wewnętrznego programu. To złudzenie - prezes PiS, jak sądzę, program taki już wiele lat temu na własny użytek określił (kluczowe będzie tu sformułowanie "na własny użytek") a demonstracyjnie "losowe” działania i rzekomo „przypadkowe” oracje ujawniają tylko drobne fragmenty stojącej za nimi teorii. Bardzo rzadko sie zdarza, że poniesiony retorycznym zapałem, Jarosław Kaczyński odsłania sedno swych osobistych poglądów, ale gdy już się zdarzy, to niemal w każdym wypadku jest to odsłona ujawniająca zaskakująco wiele zwartej teorii.

W ostatnich dniach, sformułowaniem na które warto zwrócić uwagę była „legitymacja władzy”, pojawiająca się bezpośrednio w słowach Jarosława Kaczyńskiego i pośrednio w słowach pani Jadwigi Kaczyńskiej. Pomińmy te ostatnie, jako wypowiedź ważną, ale jednak wtórną i nieco uproszczoną w stosunku do poglądów prezesa PiSu, i skupmy się właśnie na jego słowach. Teza o „braku legitymacji władzy” postawiona została w cytowanym wyżej Raporcie, a jej interesujące uzupełnienie znajdujemy w sławetnej dyskusji z Salonu24:

20:26 Sadurski: - Diagnoza, że Polacy żyją w państwie pozbawionym legitymizacji rozmija się z odczuciem większości Polaków, którzy myślą, że żyją w państwie być może nie doskonałym, ale demokratycznym i normalnym, któremu nie brakuje legitymacji. Nawet jeśli nie było jakiegoś aktu inauguracji ustroju, to legitymizacją rządów w demokracji są wybory. Jeśli pan pisze, że jej brakuje, panie prezesie, to znaczy, że dla pana jedną legitymizowaną demokracją byłaby taka, w której pan, panie prezesie, wygrywałby wybory...

20:28 - Nie kwestionuję, że obecny rząd nie ma legitymizacji - wygrał wybory. Ale są różne jej rodzaje - broni się Jarosław Kaczyński powtarzając jednak, że są różne rodzaje legitymacji, a III RP nie ma -jego zdaniem - legitymacji moralnej.


Odwołanie się Jarosława Kaczyńskiego do kwestii „moralnej legitymacji władzy” wzbudziło moje zaskoczenie, nie tyle rodowodem politycznym pojęcia, co siłą z jaką wyrażają się tu źródła politycznych i społecznych przekonań prezesa PiSu.

Wypada przy okazji oddać sprawiedliwość panu prezesowi i zauważyć, że w swym tekście posługuje się zdecydowanie lepszą formą „legitymacja”, dobrze zakorzenioną w języku polskim. Szkoda, że w stresie dyskusji podąża za przykładem prof. Sadurskiego i zaczyna mówić o „legitymizacji”, zbędnym neologizmie rozpowszechnionym ponoć w języku polskim jeszcze w latach siedemdziesiątych za sprawą publikacji prof. Eugeniusza Zielińskiego. W poniższym tekście ograniczę się do „legitymacji” oraz odpowiadającego jej w języku polskim „uprawnienia” (w formie rzeczownika odprzymiotnikowego). Prof. Sadurski, w swym pytaniu nie tyle krytykuje wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, co raczej proponuje jej doprecyzowanie – i być może to właśnie było zamiarem pytającego. Jeśli tak, szkoda, że ten wątek został przerwany, i nie poszło już za tym wyjaśnienie o co chodzi w tym podziale legitymacji. Mamy oto najwyraźniej kilka rodzajów legitymacji, które władza może posiadać: pierwsza to legitymacja moralna, druga historyczna (obydwu zdaniem prezesa nie posiada rząd PO), wreszcie trzecia to legitymacja wynikająca z wyborów.

Nie tylko sam prezes, ale także jego zwolenicy, a zdaje się i część krytyków (prof. Sadurski na przykład) wydają się zakładać, iż legitymacja, to coś co władza winna posiadać, coś równie istotnego, jak obecne w prawie „legitymacja materialna” i „legitymacja procesowa” (przepraszam prawników, jeśli coś pokręciłem). Problem wszakże zaczyna się kiedy spojrzymy na faktyczne znaczenie wyrażenia „legitymacja władzy”. Pojęcie legitymacji władzy wywodzi się z filozofii społecznej XVII wieku, kiedy to w Drugim Traktacie Johna Locke pojawiło się sformułowanie: „rząd nie jest uprawniony (legitimate) dopóki nie działa on za zgodą rządzonych”. Pojęcie jak widzimy ogólne i w zasadzie nie budzące wątpliwości. Nasuwa się tu pytanie: to czy musi to być zgoda wszystkich rządzących? To raczej niemożliwe, jakakolwiek byłaby formuła władzy, zawsze znajdzie się grupa osób kwestionujących jej legalność. Późniejsze interpretacje słów Lockego zazwyczaj lokują je w kontekście „umowy społecznej” i demokracji, tym samym zakładając istnienie w tekście niedopowiedzianego słowa "większości" – a więc: „za zgodą większości rządzonych, akceptujących umowę społeczną.

Wszak to nie do Johna Locke odwołuje się pan prezes, ale raczej do Maxa Webera, którego idea antypozytywizmu w socjologii wyjaśnia antypozytywizm myśli politycznej i społecznej przywódcy PiSu. Antypozytywizm socjologii Webera wyraża się m.in. w postulacie, by badacze socjologii i ekonomii w swych pracach porzucili empiryzm i faktografię nauk ścisłych – w praktyce zastępując je obserwacją wybranych grup i unikającymi strukturyzacji wywiadami. Podobne postulaty stoją za działaniami i tezami pana prezesa w których wnioski o charakterze doktryn politycznych i społecznych wynikają z obserwacji i rozmów z wybranymi grupami społecznymi – członkami PiS i „Moherami”; za Jarosławem Kaczyńskim: w Polsce ci nazywani Moherami są główną siłą modernizacyjną.

Koncepcja legitymacji (Legitimität) władzy stanowi jeden z kluczowych elementów socjologii Maxa Webera i w najbardziej znanej formie została zastosowana w jego analizie reżimów politycznych. Zasięg tego terminu wykracza jednak w swych założeniach poza systemy polityczne, obejmując także systemy religijne i ekonomiczne. Weber oparł swą myśl na stwierdzeniu, że jeśli konstrukcja reżimu politycznego będzie opierać się wyłącznie na sferach interesów lub na przemocy, to będzie ona z natury mało stabilna. Stabilność reżim może uzyskać dopiero wówczas, jeśli przez rządzonych zostanie on uznany za uprawniony lub obowiązujący, inaczej mówiąc jeżeli uzyska legitymację.

Typologia legitymacji Webera odzwierciedla ściśle jego typologię dominacji (w bardzo swobodnym wyjaśnieniu, metody zdobywania i utrzymywania władzy): może być ona tradycjonalna, charyzmatyczna lub racjonalno-prawna. W dominacji racjonalno-prawnej, uprawnienie spoczywa na “wierze w legalność dekretowanych praw i w prawo jakie posiadają wyniesieni do władzy by w obrębie owych praw wydawać polecenia”. Dominacja tradycyjna spoczywa na „zakorzenionej wierze w świętość pradawnych tradycji i w uprawnienie tych, którzy w ich obliczu sprawują władzę”. Wreszcie dominacja charyzmatyczna spoczywa na „wierności dla niespotykanej świętości, bohaterstwa lub wyjątkowego charakteru indywidualnej osoby i dla objawionych przezeń reguł i zasad porządku".

Legitymacja moralna, o której wspomina pan prezes, nie jest nową kategorią, jest to wersja dominacji charyzmatycznej (ktoś wszak zawsze zasady moralne objawia), podczas gdy  legitymacja historyczna wynika ze "świętości tradycji" w dominacji tradycjonalnej - przy takim podejściu, każda krytyka historii staje się profanacją świętości. Weber podkreśla, iż „z doświadczeń (historycznych) widać wyraźnie, że w żadnym wypadku dominacja nie ograniczy się z własnej woli do przywołania motywów materialnych, uczuciowych lub idealistycznych. Będą one obecne, ale w dodatku do nich każdy taki system podejmie próbę ustanowienia i kultywowania wiary we własne uprawnienie”.

Trzy różne grupy aktorów mogą doświadczać dominacji jako uprawnionej: władca, urzędnicy i podwładni. Uprawnienie władzy z punktu widzenia urzędników i podwładnych jest podobne: osiągają oni po prostu punkt w którym postrzegają dominację jako uprawnioną i obowiązującą (powiedzmy wszak, iż z reguły urzędnicy osiągają ten punkt znacznie szybciej niż podwładni). Dla zrozumienia kwestii legitymacji w ujęciu pana prezesa istotna jest sytuacja samego władcy, którego działania warunkuje odczuwanie konieczności usprawiedliwienia. Weber opisuje ten przymus jako „powszechnie zauważalną potrzebę każdej władzy do samousprawiedliwienia”, co w znacznym stopniu odpowiada innej definicji – „teodycei powodzenia” a więc potrzeby zapewnienia tych, którym dobrze się powodzi (w tym wypadku, gdyż są u władzy), że jest to właściwe i zgodne z porządkiem rzeczy (w opozycji do klasycznej teodycei Leibniza, którą Weber definiuje jako teodyceę cierpiących).

W tym momencie powstaje pozorny konflikt teorii Maxa Webera i obecnej praktyki Rzeczypospolitej – widzimy wyraźnie, że po wygraniu wyborów potrzeba PO samousprawiedliwienia zdobycia władzy w kategoriach tradycjonalnych i charyzmatycznych jest stosunkowo niewielka – zwłaszcza w tej drugiej kategorii jest chyba praktycznie równa zeru... Najwyraźniej więc obecny rząd nie odczuwa potrzeby moralnego i historycznego samousprawiedliwienia, kontentując się legitymacją racjonalno-prawną.

Konflikt pozorny, gdyż w innym tekście Max Weber zauważył, iż w określonych warunkach może zdarzyć się, że rządzący całkowicie odrzucą wszelkie pretensje do uprawnienia ich władzy. To ostatnie spostrzeżenie pojawia się w tle zarzutów prezesa wobec Platformy, jako władzy „aroganckiej” z niemym wprawdzie, ale tym bardziej sugestywnym odnośnikiem do innych przykładów władców, którzy nie zadawali sobie trudu szukania legitymacji.

Weber wielokrotnie dyskutował legitymację w swym ogólnym wykładzie socjologii Ekonomia i Społeczeństwo, poświęcając jej szczególną uwagę w rozdziale pierwszym, gdzie pisze on, iż „działania, zwłaszcza działania społeczne wymagające społecznych powiązań, mogą być ukierunkowane poprzez wiarę w istnienie uprawnionego porządku”. Weber dodaje, że „prawdopodobieństwo, iż działania będą w ten sposób określone może być nazwane ważnością (Geltung) rozpatrywanego porządku społecznego”.

Problem jaki mógłby mieć pan prezes z tym sformułowniem też jest pozorny. To prawda, Platforma wygrała wybory, jednak pozostając w konwencji antypozytywizmu nie musimy uznać wyniku statystycznego za najważniejszy, koncentrując się raczej na odczuciach grup społecznych preferowanych w naszych badaniach. Na podstawie tych badań możemy postawić tezę, iż działania społeczne nie funkcjonują tak, jak powinny, ponieważ rządowi brakuje legitymacji moralnej i hstorycznej.

W tym kontekście pojawia się też kwestia autostrad jako działania społecznego podniesiona przez pana prezesa podczas pamiętnej dyskusji w S24. Ostatnio zresztą cały prawie PiS rzuca „autostrady..., autostrady...” bardzo często, zapewne uważając, iż jest to fragment „ogromnego miękkiego podbrzusza” obecnej władzy i w tym tempie prawdopodobnie doczekamy się już wkrótce lepiej zorganizowanych grup chóralnych w części Wysokiej Izby, śpiewających „autostrady...” na głosy i z konsekwencją dobrego chóru greckiego. Muzyka łagodzi obyczaje.

Wybaczcie, czytelnicy, dygresję: prawdę mówiąc nie postrzegam autostrad jako działania społecznego, a jako przedsięwzięcie komercyjne . Co więcej, narażając się na surową krytykę powiem, że ***** autostrady ****** prostym i zamiast nich chcę mieć najpierw normalne, przyzwoite drogi międzymiastowe dobrej jakości; ale to oczywiście inna historia.

Weber pisał, że pojedynczy aktorzy mogą przypisywać porządkowi społecznemu uprawnienie na podstawie pewnych subiektywnych przesłanek (przekonań uczuciowych, tradycjonalnych i racjonalno-wartościujących, innymi słowy przekonań odnoszących się do dekretów uznawanych za prawomocne). Zwraca on też uwagę, że takie właśnie subiektywne przekonania lub poczucie własnych korzyści (Ineressenlage) gwarantują uprawnienie samego porządku. Właśnie subiektywizm przesłanek, a zwłaszcza poczucie własnych interesów wskazuje pan prezes jako motywacje stojące za racjonalno-prawną legitymacją rządu PO, sugerując jednocześnie iluzoryczność płynącego z nich uprawnienia.

Problem prawomocności rządu PO powraca często i dramatycznie w wypowiedziach polityków i sympatyków PiSu. Prezes i w ogóle cały PiS zdają się uważać, iż podważenie społecznego odczucia uprawnienia rządu do rządzenia jest kluczem do wygrania kolejnych wyborów. Max Weber zaznaczył, że “z reguły zarówno rządzący, jak i rządzeni podtrzymują przyjętą strukturę jako prawnie ‘uprawnioną’, a załamanie tego przekonania ma zazwyczaj daleko idące konsekwencje”. Tu po raz pierwszy następuje wyraźne rozminięcie się teorii Webera i poglądów Jarosława Kaczyńskiego. Pan prezes i jego formacja są zdania, iż „załamanie tego przekonania” w naszych warunkach doprowadzi do wygranej w wyborach. Weber myślał o dalej idących konsekwencjach, bardziej odpowiadających ostatnim wydarzeniom w krajach arabskich.

PiSowscy antypozytywiści w dość oczywisty sposób wystawiają się na cel poprzez selekcję grup społecznych których poglądy uważają za „ważne” przy cokolwiek elitarystycznym deprecjonowaniu poglądów pozostałych grup społecznych jako nie odnoszących się do moralności/religii i historii. Warto tu zwrócić uwagę na oczywisty argument antypozytywistów – przecież w 1932 w Niemczech największym poparciem wyborców cieszyła się partia nazistowska (37,4%), co jasno dowodzi słabości legitymacji ograniczonej do sfery racjonalno-prawnej. Jest to jednak argument obosieczny: oczywiście partia nazistowska miała wówczas legitymację władzy, ale bynajmniej nie była to wyłącznie legitymacja wynikająca z wygranych wyborów. Naziści, poprzez skuteczną rozgrywkę socjotechniczną, zdobyli wszak wszystkie trzy legitymacje: tradycjonalną („III Rzesza”), charyzmatyczną („Führer”) i wreszcie racjonalno-prawną (37,4%), czego konsekwencją były skuteczne działania społeczne („autostrady...”, przyznaję, cios poniżej pasa, ale ciężko się powstrzymać).

Powyższy przykład jest jednym z wielu obrazujących dewaluację znaczenia weberowskiego pojęcia legitymacji. Koncepcja, która Locke’mu służyła jako część szerszej teorii umowy społecznej, została przez Webera wyizolowana i w swej pozornej praktyczności sprowadzona do pozbawionej substancji nazwy. Z tych właśnie pozycji teorię Webera skrytykował Jürgen Habermas, pisząc w klasycznym opracowaniu Max Weber’s Concept of Legitimation (Jürgen Habermas, Legitimation Crisis, 1975), iż weberowska teoria legitymacji nie zawiera żadnych odniesień do prawdy. Podobnie Wolfgang Mommsen w Max Weber und die deutsche Politik 1890-1920 (2004) stwierdził, że legitymacja w ujęciu Webera jest koncepcją czysto formalistyczną i jako taka po prostu nie daje się obronić. Gwoli ścisłości trzeba też przytoczyć obrony teorii Webera jakie wielokrotnie podejmował Johannes F. Winkelmann, wskazujący na istnienie w owej teorii konkretnych wartości.

Problem z teorią Webera jest taki jak z kilkoma innymi dziełami niemieckiej filozofii z tego samego filozoficzno-publicystycznego kręgu, którego przeciwległy biegun wyznacza Das Kapital. Swobodne, z dzisiejszej perspektywy – „new-age’owe”, mieszanie elementów praktycznych z elementami mistycznymi, przy jednoczesnym wyrzucaniu pojęć poza ich oryginalny kontekst i pozbawieniu związku z rzeczywistością, tworzy ciężkostrawny koktajl, podawany wprawdzie w musztardówce, ale z kolorową parasolką w środku, którego ostatecznym efektem bywa zabójczy Katzenjammer...

Mogłoby się wydawać, że dyskusję o legitymacji władzy podsumował ostatecznie Mattei Dogan, pisząc, że legitymacja oparta na tradycji i charyzmie we współczesnym świecie powoli wymiera, z potwierdzającymi regułę wyjątkami państw islamskich (ostatnie wydarzenia zdają się wspierać tezę Dogana, także w kwestii „powolności”). Zarazem, jak pisze Dogan, legitymacja racjonalno-prawna w społeczeństwach współczesnych uległa tak dalekim zmianom, że jej obecne permutacje w żaden sposób nie mogą być ograniczane teorią „legitymacji władzy”. Mogłoby się wydawać, gdyby nie to, że u nas najwyraźniej legitymacja moralna trzyma się mocno.





PS. A swoją drogą paralele między publicznymi „personae” Maxa Webera i Jarosława Kaczyńskiego są wręcz zadziwiające i zdecydowanie zasługują na osobny tekst...


1 comment:

  1. Świetny tekst, jakiego po Tobie zresztą można się spodziewać. Nie mogę sobie wyjaśnić, dlaczego go, w swoim czasie, nie przeczytałem. inna rzecz: chętnie uwierzę, że p. Kaczyński, mówiąc o rożnych rodzajach legitymacji ma na myśli koncepcję Maxa Webera, ale mniej chętnie uwierzę, że członkowie i zwolennicy PiS wiedzą, że są antypozytywistami...

    ReplyDelete