Thursday, January 9, 2014

Komu dzwonią, temu dzwonią, o kampanuli słów kilka.

Zdarzają się czasem na blogach rozmaici pasjonaci, którzy, pro publico bono, z entuzjazmem i wielkim zaangażowaniem, poświęcają swój wolny czas, by na wpół profesjonalnie zająć się czymś konkretnym. Z panem Franciszkiem, takim właśnie pasjonatem, zdarzyło mi się niegdyś dyskutować na blogach Newsweeka, moderowanych wówczas znakomicie przez Piotra Bratkowskiego. Niestety, pan Franciszek wkrótce później przeniósł swe zainteresowania na, nazwijmy to, bardzo intensywne analizy polityczne i ostatecznie Portal opuścił, czego ubocznym skutkiem jest nieobecność jego oryginalnego tekstu, z którym polemizowałem. Poniższy wpis pozostał wspomnieniem naszej dyskusji, którą, choć w ułomnej, jednostronnej postaci, chcę jednak zachować.

Newsweek, Portal Opinii - 20.III.2011

Nic w przestrzeni publicznej nie dzieje się bez publiczności. Jest więc rzeczą cenną kiedy ktoś poświęca swój czas i wysiłek by przyjrzeć się temu, co w owej przestrzeni tworzą dla nas (?) profesjonaliści. Nie jest ważne, jakie poglądy polityczne, osobiste przekonania, orientację czy cokolwiek preferuje ów ktoś, kto „sprawdza” profesjonalistów – ważne jest to, że mu się chce. Zadawanie fachowcom niewygodnych pytań to ważna sprawa; do tego każdy z nas ma prawo, a im więcej ich zadajemy, tym lepiej, zaś profesjonaliści odpowiedzialni za to, o co pytamy, powinni na pytania odpowiadać. Rekonstrukcja Langgasser Tor, znanej popularnie jako Złota Brama w Gdańsku, jak i późniejsze prace przy tejże, nie wzbudzają mojego entuzjazmu, mogę więc zrozumieć pasję z jaką pan Franciszek, jeden z autorów blogów Newsweeka,  kontestuje rezultat prac restauratorskich i niektóre publikacje na temat obiektu. Czasem zgadzam się się z tym, co pisze on o Bramie (np. w kwestii inskrypcji), czasem zachowuję neutralność (ahistoryczność nazwy Złota Brama akurat mi nie przeszkadza, pod warunkiem, iż w poważniejszych publikacjach dodajemy nazwę niemiecką), czasem jednak zgodzić się trudno.

W swym tekście autor proponuje interpretację dekoracyjnego zwisu w centrum drugiej kondygnacji (lub w partii attyki – dla purystów architektury) jako kampanuli.
Jeśli, Panie Franciszku, pisze Pan, że widzimy kampanulę na Langasser Tor, cóż... sprawa robi się ciekawa. Rzecz nie w tym, czy w tym ornamencie kampanulę można zobaczyć (czy to w moich okularach, czy bez nich ☺ ). Zobaczyć zapewne można, podobieństwo różnych form ornamentalnych jest znanym faktem i od lat budzi nerwową irytację studentów historii sztuki przygotowujących się do testów wizualnych. Wiele kapiteli cieżkawych kolumn reprezentacyjnej architektury socrealizmu przywołuje detalem tradycje stylu jońskiego, a jednak nie są to kolumny jońskie, gdyż sposób ich zakomponowania łamie reguły tegoż stylu. Na podobnej zasadzie, w pozornie podobnych elementach architektury starożytnego Rzymu wyróżniamy niekiedy porządek joński, niekiedy rzymsko-joński, a w innych wypadkach np. kompozytowy - każdy z nich zawiera fragmenty porządku jońskiego). Rzecz więc w tym, czy ornament można zdefiniować jako kampanulę w takim sensie, w jakim funkcjonuje on w tekstach o sztuce i w definicji którą był Pan uprzejmy przytoczyć.
Domyślam się, jakim tropem podąża Pan określając centralny motyw jako kampanulę. Ostatecznie wszak rozpoznaje Pan ten ornament nie poprzez analogie do innych przykładów, ale poprzez interpretację niezbyt precyzyjnej, słownikowej definicji. Co więcej jako dowód służy Panu swobodna, malarska wizja Dahmsa z połowy wieku XIX. której datowanie podał Pan na lata 1862-68.

 Tu osobna uwaga – datował Pan obraz Dahmsa na lata 1862-68, nie podając jednak niestety źródła takiego datowania; nie wiem, czy jest to pańska ocena, czy po prostu tak był ten obraz opisany na ekspozycji, stąd muszę kierować poprawkę do Pana, nie do źródeł: obraz Dahmsa jest raczej wcześniejszy, Die Dioskuren, vol.2, Berlin 1857, wymienia na stronie 22 „G. R.Dahms: 'Ansicht des Langgasser Thors' ”, stąd właściwe datowanie nie powinno być późniejsze. Nie możemy oczywiście wykluczyć, iż Dahms namalował kilka wersji tego samego obrazu, ale w tej chwili brzmi to raczej jak błąd późniejszego opisu.

Obraz Dahmsa rzeczywiście dostarcza cennej wskazówki w kwestii interpretacji motywu (o czym później), jednak identyfikację trzeba zacząć od źródeł bliższych stanowi faktycznemu. Dysponujemy wszak zarówno całkiem przyzwoitymi zdjęciami sprzed II wojny światowej, między innymi w kolekcji ETH Bibliothek w Zurichu, jak i znanym Panu z pewnością sztychem z Der Stadt Dantzig historische Beschreibung Reinholda Curicke z 1687 (zobacz TUTAJ). Porównanie przedwojennych fotografii z ryciną z „Opisania” Curicke pozwala stwierdzić, iż jakiekolwiek remonty i konserwacje wykonali Gdańszczanie w ciągu trzech stuleci, to stan tego elementu wydaje się być niezmieniony co najmniej od końca wieku XVII – a zapewne od początku powstania obiektu. Co więcej rekonstrukcja tej części jest w miarę przyzwoita (w przeciwieństwie do np. figur alegorycznych – tu się zgadzamy).

Poniżej wspomniane ilustracje.


[] Od lewej: fragment obrazu Dahmsa, 1857; fragment ryciny z Dantzig historische Beschreibung,1687 s.325; pocztówka niemiecka z 1924, ze zbiorów ETH Bibliothek w Zurichu; stan obecny.

Porównanie obu ilustracji z obrazem Dahmsa wskazuje na zakres artystycznej interpretacji jakiej malarz poddał dyskutowany obiekt, tym niemniej podkreślam, iż pracy Dahmsa nie należy lekceważyć jako istotnego źródła i to bardzo dobrze, że Pan o nim przypomniał.

Definicja kampanuli, której fragment Pan cytuje, pochodzi ze Słownika terminologicznego sztuk pięknych, pod redakcją Stefana Kozakiewicza (lub z innego źródła które definicję Kozakiewicza powtarza słowo w słowo). Ten najobszerniejszy w polskiej literaturze przedmiotu słownik zawiera trochę błędów i nieścisłości. Jeśli się nie mylę, to ostatnio w roku 2006 PWN opublikował piąte wydanie Słownika. Niestety, żadne wydanie nie wprowadza korekty błędnych lub nieprecyzyjnych definicji z poprzednich wersji; gorzej, w kolejnych wydaniach pojawiają się nowe błędy. Przeglądałem ostatnio wydanie czwarte, z 2003, w którym pojawiła się m. in. nowa seria haseł poświęconych sztuce Chin i Japonii. Są pośród nich takie, że na ich widok japoński historyk sztuki musiałby popełnić seppuku, a historyk chiński zacząłby chyba szykować zapomniane chińskie tortury dla autorek, których szacowne nazwiska tu pominę.

Do nieścisłości dręczących Słownik Kozakiewicza od jego pierwszego już wydania, musimy zaliczyć hasło „kampanula” (a także, również występujące w pańskim tekście, hasło „girlanda”). Nie jest to kwestia wyłącznie tomu Kozakiewicza, kampanula jest skomplikowanym terminem i np. bardzo przeze mnie lubiany, wydany w 1991, dziś chyba już praktycznie nieosiągalny, skrypt Ornametyka i motywy dekoracyjne (IHS UAM), choć podaje lepszą definicję, to wciąż jest w niej nadmiernie powściągliwy (i zawiera zabawną literówkę, ale to insza inszość).


[] Dzwonek boloński, Campanula bononiensis,
 Jakob Sturm i Johann Georg Sturm
 Deutschlands Flora in Abbildungen, Stuttgart 1796.

Kampanula, z włoskiego campanula(dzwonek/dzwonecznik – nazwa kwiatu, czasem w afektownej, błędnej pisowni ze zdwojonym „l”:campanulla), występuje w historii sztuki w dwóch znaczeniach. W pierwszym nazywa się tak każdy pojedynczy motyw dekoracyjny w formie kwiatu dzwonka lub dzwonecznika – ornament spotykany już w sztuce starożytnej. Drugie to określenie struktury dekoracyjnej w której z centralnej plecionki/łodygi wyrastają formy kwiatu dzwonka, ustawione symetrycznie bo obu stronach lub jedna pod drugą, w układzie nawiązującym do rzeczywistego wygląd rośliny. W polskiej literaturze przedmiotu dominuje to drugie znaczenie, a więc kampanula jako kompozycja ornamentalna, nie jako pojedynczy motyw, i rozumiem, że do tego znaczenia Pan się odnosi.


[] Pietro da Cortona, projekt ołtarza dla kościoła św. Iwo w Rzymie, 1642-1660.

Kampanula w formie struktury ornamentalnej wywodzi się z dojrzałego baroku włoskiego, gdzie jej propagatorem był Pietro da Cortona (Pietro Berrettini). Dobrym przykładem, w swej wertykalności bliskim układowi gdańskiemu, jest jego projekt ołtarza dla kościoła św. Iwo w Rzymie (S. Ivo alla Sapienza), 1642-1660 (ilustracja obok). W projektach dekoracji ołtarza, Pietro umieścił dwa zwisy z kampanulami po bokach centralnego pola ołtarzowego, kontrastujące z charakterystyczną dla niego oszczędną, prostą strukturą form architektonicznych – ilustrację i opis przedstawił Jörg Martin Merz w opracowaniu: Pietro da Cortona and Roman Baroque Architecture, (Yale Univ. Press, 2008, s. 215-216).

Jeśli sięgnie Pan po to właśnie opracowanie, lub po dowolne inne wzory kampanuli barokowej, stwierdzi Pan, iż motyw niezbyt dobrze widoczny na obrazie Dahmsa kampanulą nie jest. Dahms, z malarskim wyczuciem bryły, wyraźnie podkreśla centralne wgłębienia w każdej części, w każdym elemencie motywu roślinnego, obce formie płatków dzwonka. Zakończenia płatków nie tworzą form dzwonka. Także zdecydowane zwężenie w dolnej części motywu, tworzące formę koniczną, jest sprzeczne z logiką przeniesienia rzeczywistego obiektu w przedstawienie plastyczne – zwłaszcza w jej barokowej wersji. Czym innym jest artystyczna deformacja form, czym innym zaś odrzucenie arystotelesowskiej logiki budowy rośliny (z punktu widzenia epoki byłby to zabieg bardzo źle oceniany).




Drugi przykład, gdzie struktura elementów jest znacznie wyraźniejsza, to Złoty Wiek Pietro da Cortony, fresk w Sala della Stufa, Palazzo Pitti, Florencja, 1641-1646 (naturalnie chodzi o dekorację obramowania, nie o sam obraz tegoż artysty). Tu widać kampanulę w jej właściwej, barokowej wersji. Proszę zwrócić uwagę na proporcje kwiatów, mniejszych w górnej partii, większych ku dołowi.


[] Pietro da Cortona, Złoty Wiek, 1641-1646.





Wreszcie kampanule zaprojektowane przez samego Borrominiego, dekoracje waz płomienistych spiralnego zwieńczenia latarni wspomnianego wyżej św. Iwo; formy roślinne girlandy tegoż zwieńczenia zostały jednak tak mocno przekształcone, iż ich identyfikacja jako kampanuli może już budzić wątpliwości.


[] Borromini, latarnia w kościele św. Iwo w Rzymie (Sant'Ivo alla Sapienza), 1642-1660, fragment.

Choć Słownik... Kozakiewicza słusznie podkreśla, iż kampanula największą popularnością cieszyła się w okresie regencji, to jednak wbrew twierdzeniom autora hasła, kampanula bynajmniej nie musi mieć „zmniejszających się stopniowo kwiatów”. Rozwiązanie takie występuje niekiedy właśnie w okresie regencji, kiedy ornamentyka przyjmuje szczególną, „graficzną” konwencję, jednak dla ornamentyki rozwiniętego baroku charakterystyczna jest forma bezpośrednio odtwarzająca układ kwiatów dzwonka – a więc najmniejszych w górnej części i stopniowo powiększających się ku dołowi, tak jak u Pietro da Cortony i Borrominiego. Pomijam tu bardziej konkretne kwestie datowania – van den Block i da Cortona to jednak dwie różne epoki i choć powodowani lokalnym patriotyzmem możemy przypisać gdańskiemu warsztatowi wyprzedzanie rozwiązań włoskich, to jednak musielibyśmy poprzeć to solidnymi dowodami.

Poniższe dwie ilustracje demonstrują dość typowy w historii sztuki problem – formy dzwonkowate nie są tu kampanulą ale swobodną interpretacją kwiatów róży – w pierwszym obiekcie, i lilaka (zimowita) lub może śnieżynki w drugim.

[←] Z lewej: ażurowa,
 złocona rama lustra,
 czasy Jerzego III.

[→] Z prawej: marmurowa
 dekoracja kominka 
z czasów Ludwika XV.



W drugim przykładzie motyw ornamentalnego ciągu kwiatów mógłby z łatwością zostać określony przez neurotyczną studentkę historii sztuki jako kampanula – wszak i datowanie (Ludwik XV) i forma z pewnością kampanulę sugerują. Śmiechom egzaminatora, i uciesznym żartom nie byłoby końca, bo w tym wypadku nie jest to kwiat dzwonka, ale raczej lilak, czyli w polskiej terminologii zimowit (colchicum, podobny nieco do krokusa, il. poniżej).

Oszczędna, elegancka koncepcja Pietro da Cortony, mimo początkowego uznania nie zyskała jednak popularności. Przykładem mogą być projekty Continiego dla kościoła Św. Marka w Rzymie. W początkowej wersji Contini przejął koncepcję Pietro da Cortony i zaplanował ujęcie centralnego pola ołtarzowego dwoma zwisami z kampanulami, jednak ostatecznie zrezygnował z tego rozwiązania wybierając rozbudowane dekoracje w typie preferowanym przez Borrominiego. Kampanula w nowej, bardziej graficznej formie, powróciła dopiero w ostatnich latach wieku XVII, by stać się jednym z ulubionych motywów dekoracyjnych regencji i rokoka, kontynuowanym w licznych, późniejszych powtórkach.



[] Bielany, Sanktuarium Św. Wojciecha, pierwsza poł. XIX w. L – lambrekin, K – kampanula.

Nawiasem mówiąc, także określenie girlanda nie jest dla motywu gdańskiego w pełni uzasadnione. Kozakiewicz określa girlandę jako „wieniec”, co jest nadmiernym uproszczeniem. Girlanda to struktura ornamentalna w formie splecionego powrósła, na które składają się dekoracje floralne, niekiedy uzupełnione wstęgami i innymi motywami, i które zazwyczaj zawieszone jest w formie wieńca, czasem spirali, lub podwieszone w kilku miejscach. Giętkość tej formy i nawiązanie do splecionych roślin są tu szczególnie istotne (stąd chyba skrót myślowy profesora Kozakiewicza sprowadzający girlandę do wieńca). Przykładami służą girlandy ramy Złotego Wieku i latarni kościoła św. Iwo. W wypadku motywu gdańskiego najlepiej będzie pozostać po prostu przy określeniu "zwis", lub "zwieszenie z dekoracją rośliną" (na pewno nie „marchewka” - ale tak to jest, jak się myśli o pustym brzuchu ☺ ).


Nie wiem, panie Franciszku, czy wzbudziłem w Panu choć trochę wątpliwości co do gdańskiej „kampanuli”. Jeśli nie – Pańska wola; jeśli wszak chciałby Pan wyjaśnić źródła formalne oryginalnej dekoracji Bramy, to trzeba ich szukać we wzornikach z epoki – których wiele się zachowało.

Serdecznie pozdrawiam Pana i wszystkich czytelników którym chciało się dobrnąć aż do końca tego, bardziej niż zazwyczaj technicznego wpisu (oraz oczywiście tych, którzy przyspieszyli dzięki funkcji scroll ☺ )

PS. „Urócze” (jakże inaczej to napisać...) dodatki z dziedziny sztuki Azji Wschodniej nie są jedynymi z nowych haseł, do których trzeba mieć zastrzeżenia; wymieniłem akurat te po zauważeniu hasła „kachóga” (pisownia wg Słownika i stąd „urócze”) które spowodowało u mnie jakąś dziwną wysypkę. Na widok tego „kachóga” i jego definicji pozostało mi tylko zawołać za Feliksem Manghą Jasińskim: „herbata chińska i sztuka japońska są dwie rzeczy odrębne!” a samą definicję i kilka wraz z nią dodanych uznać muszę wzorem jego adwersarzy za „śmieszne, nieudolne elukubracye zamierającego, ludożerczego plemienia, o wiele brzydsze od etykiet na paczkach moskiewskiej firmy Popowa z herbatą chińską”.



Szanowni redaktorzy z dumą czynią we wstępie aluzje do trudów poprawiania błędów i wypaczeń minionej epoki, które to wkradły się „nawet do historii sztuki” (sic) – jeśli więc ktoś wie co też oni wycięli ze sztuki Edwarda „Pomożecie” II, czy z Władysława Wesołego – proszę niech da znać, nie sprawdzałem...








____________________________________

K O M E N T A R Z E
____________________________________



Drhumor: 03, 20, 2011 at 9:59 am
Panie Marlow!
1/ Dziękuję za ten komentarz i pochwalam za Pańską pracę nad nim, ale :
a/ Te ryciny są mi znane!
b/ O obrazie Dahmsa pisałem w “kampanuli”, że znajduje się w Gdańsku i jest datowany 1862-1868.
c/ Nie planowałem rozpoczynać dyskusji na temat sensu stricte kampanuli, bo nie jestem profesjonalistą, ale hobbystą, który też nie mało wie nawet na ten temat.
d/ Taką definicję podałem jako wytłumaczenie pojęcia, głównie dla gdańszczan, którzy zasadniczo jej w ogóle nie znają, ani szeregu elementów na tym zabytku! Winnymi za to są tacy jak: WYKŁADOWCA UMK z Torunia – L. Krzyżanowski – autor min. 10 przewodników o Gdańsku (nazywający ten element raz szyszką, raz marchwią i WYKŁADOWCA UG w Gdańsku – M. Kaleciński nazywający pinią, inni im podobni! Myślę, że ci dwaj powinni się palić za to ze wstydu!
2/ Niech Pan spojrzy na podaną przeze mnie literaturę, która prawie w 100 % posiadam – jak nie oryginały, to kserokopie odnośnych fragmentów, a Curicke’go to faksymilę (ale nam chodzi o Petera Willera).
Na mojej stronie (www.drhumor.gdansk.pl) jest Wykaz ikonografii do badania Bramy Długoulicznej w Gdańsku.
(Uwaga: Niestety z uwagi na koszty publikacji ok. 240 z nich nie zostało w niej umieszczonych, ale wykaz może pomóc zainteresowanym w odszukaniu ich w razie potrzeby.)
3/ Za próbę podpowiedzi Curicke’go odwdzięczę się “van den Block”.
4/ Szkoda, że nie chce Pan spojrzeć na to, jak kompromitująco doszło do zmiany nazwy bramy i jakie tego były i są w “pismactwie” i w ekonomii skutki.
5/ Jak przykro, że głosu w sprawie tej Bramy, od kilkunastu lat nie chcą zabrać przedstawiciele żadnej z tych 3 gdańskich uczelni: Politechniki, Uniwersytetu i Akademii Sztuk Pięknych!
6/ Nie wiem skąd Pan jest, ale jest Pan pierwszym, który publicznie zabrał głos w sprawie w ogóle związanej z Bramą Długouliczną, za co jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!
Franciszek Krzysiak


Marlow: 03, 20, 2011 at 2:35 pm
“Van den” – oczywiście i nauczka dla mnie, by nie wrzucać wpisów o 3 nad ranem – dziękuję za zauważenie tego!
_
Jeśli przypadkiem dysponuje Pan informacją kto tak zadatował obraz Dahmsa, to byłbym wdzięczny za jej udostępnienie. Czy takie datowanie pojawia się w publikacjach? W opisie w muzeum? Pamiętam, że dawno temu (pod koniec lat 80-tych) mówiono po prostu “około 1860″ – ciekaw jestem skąd wzięło sie to pozornie precyzyjne (choć błędne) “1862-68″; kto postanowił zadatować „na wyczucie”, nie sięgając po źródła. “Die Dioskuren” było wszak cały czas dostępne w bibliotekach niemieckiech, z wyraźnym datowaniem 1857 – oczywiście jak wiemy, żeby to sprawdzić, trzeba by czytać po niemiecku :).
_
Co do faktu, że przedstawiciele uczelni i urzędu konserwatorskiego nie chcą zabrać głosu, to w istocie przykre. Dobrze, że choć mamy blogi by powiedzieć o tym ciut więcej.
_
Wie Pan, jeśli chodzi o nazwę Złota Brama, to jej ahistoryczność jest oczywista i próby dopisywania genezy do tej nazwy są – jak dotąd – mało poważne. Tu oczywiście ma Pan rację. Mnie po prostu nie przeszkadza popularne użycie tej nazwy – przy założeniu, że wiemy, iż jest to nazwa nowa, nie historyczna. Traktuję to tak, jak zmiany nazw ulic. Niezależnie od tego – rozumiem Pana stanowisko w tej kwestii.
_
Wreszcie: cała przyjemność po mojej stronie – choć raz jeszcze podkreślę, że barok gdański to zdecydowanie nie jest moja specjalność, tym niemniej miałem sporo zabawy sprawdzając informacje do tego tekstu. Również serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja o dawnej architekturze porozmawiać!


Drhumor: 03, 21, 2011 at 8:56 am
Panie Marlow!
1/ Czemu nie odpowiedział Pan mnie na część 6-go pyt.?
2/ Jak sobie przypominam, to datowanie było niemieckie na obrazie, a polskie zawieszone na ścianie. Do naszych datacji nie mam zaufania i jak mogę to sprawdzam, z racji braku zaufania do znajomości j. niem., bo znam wielu muzealników, zresztą i wielu autorów tekstów!
3/ Wyrażam przekonanie, że daty z obrazu są zgodne z faktami po analizie obrazu. Wg mnie ilość precyzyjnie przedstawionych szczegółów wymagała czasu, a ja mam z czym porównać!
4/ To, że przedstawiciele uczelni i urzędu konserwatorskiego nie chcą zabrać głosu, to w istocie nie tylko przykre, ale tragiczne !!!
To świadczy, że rektorzy 3 gdańskich uczelni (Politechniki, Uniwersytetu i Akademii Sztuk Pięknych) są tak społeczno-politycznie zdemoralizowani, jak politycy od najniższego szczebla do najwyższego!!! Ponadto:
a/ zapominają komu i czemu winna służyć nauka;
b/ demoralizują swoją indolencją studentów i podległych im pracowników naukowych;
c/ przyczyniają się do coraz większego kompromitowania się Gdańska i Polski, zapominając, że część Polaków i obcokrajowców włada jęz. obcymi i myśli;
d/ nie wstydzą się za swoich absolwentów, pracowników naukowych za ich kompromitujące prace przy tej skandalicznej restauracji i dosłownie bzdurne teksty przez nich pisane!!!
5/ Cieszę się, że Pan stwierdza: „jeśli chodzi o nazwę Złota Brama, to jej ahistoryczność jest oczywista i próby dopisywania genezy do tej nazwy są – jak dotąd – mało poważne. Tu oczywiście ma Pan rację.”
Natomiast szkoda, że Panu nie przeszkadza użycie tej nowej nazwy, ponieważ superkłamstwem są próby twierdzenia, że nazwa ta istniała już na początku XVII wieku (celują w tym dr A. Januszajtis, nazywany profesorem – kiedyś będąc przewodniczącym rady miasta rozdawał takie wizytówki, ostatnio podpisywał pisma jako „doc. dr”… i prof. J. Samp…) podkreślę, że zmiana nazwy przyczyniła się do zeszpecenia zabytku i marnotrawstwa publicznych pieniędzy!
To nie jest zmiana nazwy ulicy, która nazywała się Al. Hitlera, Stalina, czy innego komunistycznego ….syna! Czemu zatem mamy deptać sławę nieżyjącego architekta i zarazem budowniczego Abrahama van den Block’a, gdy chwalimy się JEGO dziełem !
Dobrze, że rozumie Pan moje stanowisko w tej kwestii!

Jeszcze raz dziękuję Panu za zabranie głosu w tej sprawie! Szkoda, że tak wielu jest niedouczonych „specjalistów” i tchórzy bojących zabrać głos w słusznej sprawie! Myślę, że nie będzie Pan miał nic przeciw temu, że tę dyskusję opublikuję na blogu/wpisie i stronie „kampanula.waw.pl”.
Serdecznie pozdrawiam!
Franciszek Krzysiak

____________________________

POST SCRIPTUM
____________________________


Na ostatni komentarz odpowiedziałem na blogu pana Franciszka. Niestety, ów, z różnych przyczyn, musiał się z Portalem rozstać, i dalsza część naszej dyskusji zniknęła w czeluściach internetu. 
Pana Franciszka, gdziekolwiek dziś jest, również najserdeczeniej pozdrawiam, i za tę wymianę zdań także bardzo dziękuję!


No comments:

Post a Comment