Sunday, January 5, 2014

Antycypować rzeczywistość zmartwychwstałą - słów kilka o Jerzym Nowosielskim


Nie był to mój najlepszy wpis, nie da się ukryć, i dość długo wahałem się, czy w ogóle go archiwizować. Większość tekstu napisałem tuż po śmierci Jerzego Nowosielskiego, a jeszcze przed pogrzebem; chyba z tego względu było to potwornie wręcz sztywne (to eufemizm, oczywiście, naprawdę chodzi o to, że wpis był nudny, jak przemówienia ku czci.). Żenada,  i tyle. Ostatecznie postanowiłem go jednak zachować, ze względu na wieloletni sentyment jaki żywiłem (i nadal żywię) do twórczości Nowosielskiego. Ale że to naprawdę żenada była, więc zachowuję z drobnymi przeróbkami. Które to drobne przeróbki zaczęły się rozrastać niczym dług publiczny i nadal się rozrastają, coraz też trudniej określać je mianem "drobnych" (ciut, jak ten dług...)  Nic to. Na trzecią, najdalej na czwartą rocznicę pogrzebu może poniższe akapity zaczną przypominać coś w rodzaju sensownego wpisu. Czego sobie, czytelnikom, a zwłaszcza św. pamięci panu Jerzemu, szczerze życzę!


Newsweek, Portal Opinii - 25.II.2011



Moja idea zawiera się w tym, by za pomocą malarstwa, w swojej własnej świadomości, w swoim własnym odczuciu, w swoim własnym doświadczeniu optycznym, antycypować rzeczywistość zmartwychwstałą, to znaczy rzeczywistość mocniej, pewniej istniejącą niż rzeczywistość, z którą mamy kontakt w naszym fizycznym, biologicznym doświadczeniu.
Jerzy Nowosielski.


Bardzo dawno temu, jeszcze dobrze w ubiegłym stuleciu, miałem nieszczęście zdawać egzamin z estetyki. Miarą nieszczęścia była kapryśność nastroju Egzaminatora. Pierwsza zdająca osoba: 4, druga: 2, trzecia: 4, czwarta: 2, piata: 4, szósta – to byłem akurat ja. Psim swędem tylko się wyratowałem, bo na szczęście pytanie, które otrzymałem, brzmiało – proszę określić koncepcje teoretyczne malarstwa ikon. A dalej to już jakoś powoli poszło, od Plotyna do Nowosielskiego.

[]  Jerzy Nowosielski,1987, fot. Włodzimierz Wasyluk.


Jutro w Krakowie pogrzeb Jerzego Nowosielskiego. Jeden z pogrzebów wyznaczających odejście pewnej epoki, trudnej do zdefiniowania, ostatecznie nazwanej praktycznie raczej niż stylowo: sztuką czasów PRL. Miała ta epoka najrozmaitszych mistrzów, miała swych przekorów. Niektórzy z nich podążali z władzą i uczyli lud trudnej sztuki podawania cegły lub w wielkim formacie ulicznych bilbordów portretowali zalety obrony cywilnej. Byli jednak i tacy, którzy po prostu „robili” sztukę, taką, jaka ich własnym zdaniem powinna ona być; zdaniem niekoniecznie zgodnym z zalecanymi czy choćby tylko modnymi koncepcjami.



Jerzy Nowosielski. Kubista i abstrakcjonista w czasach socrealizmu, malarz ikon w czasach propagandy sukcesu, twórca nieoczekiwanych zupełnie dekoracji cerkiewnych zmuszających wiernych do zakłopotanej refleksji. Jego twórczość wymyka się katalogowaniu i budzi dyskusje historyków sztuki współczesnej (termin "historyk sztuki współczesnej" to oksymoron, ale co zrobić, sami tak chcą). Młodzi gniewni i starzy gniewniejsi (kiedyś, to panie się gniewalo!) zarzucają mu konserwatyzm, tradycjonalizm, zabawę kolorem i formą, uproszczoną ideologizację, wreszcie nadmiar bezwartościowego, religijnego patosu, przesłąniającego rzecz absolutnie bezcennej wartości - etos współczesnego artysty. Ci mniej gniewni (jest taka, śmieszna doprawdy, teoria, że kiedy człowiek się nie gniewa to myśli rozsądniej) mówią o doskonałym poziomie warsztatowym, znaczeniu kolorów – zarówno w sensie malarskim, jak i symbolicznym – wreszcie oryginalnej koncepcji malarskiej wykraczającej poza schematy i stylistyczne definicje.

 Jerzy Nowosielski, Plaża Wewnętrzna, 1964

Jako człowiek, Jerzy Nowosielski urodził się 7 stycznia 1923 roku w Krakowie. Jako malarz polski, jak sam mówił, narodził się duchowo w Ławrze Poczajowskiej, podczas pielgrzymki, którą odbył jako kilkunastoletni chłopak, mniej więcej w 1937 roku. Ostatecznie o jego późniejszych wyborach twórczych przesądziła wizyta w Muzeum Ukraińskim we Lwowie, gdzie po raz pierwszy w życiu stanął w obliczu masy zawieszonych na ścianach ikon.

Wszystko to, co później w ciągu życia realizowałem w malarstwie, było, choćby nawet pozornie stanowiło odejście, określone tym pierwszym zetknięciem się z ikonami w lwowskim muzeum.

W 1940 rozpoczął studia w Staatliche Kunstgewerbeschule Krakau, czyli Państwowej Szkole Rzemiosła Artystycznego w Krakowie, którą naziści zastąpili ASP. Tam jego nauczycielem był Stanisław Kamocki, bardzo dobry pejzażysta, dziś niestety trochę zapomniany, a wśród swych kolegów miał między innymi nieco starszego Kazimierza Mikulskiego.

Jerzy Nowosielski, Abstrakcja, 1942.

W 1942 postanowił zostać mnichem i w październiku tegoż roku, za zgodą ihumena Ławry św. Jana Chrzciciela, przyłączył się do wspólnoty. Ze względu na zdolności malarskie ławra skierowała go do pracy przy odnawianiu cerkwi w Bolechowie, gdzie poznał podstawy ikonopisania.
Rok później choroba zmusiła go do przerwania prac i powrotu do Krakowa. Tu, już po zamknięciu przez Niemców Kunstgewerbeschule, włączył się w działania konspiracyjnych warsztatów. W 1945 podjął studia w ASP, w pracowni prof. Eibischa, które, po kolejnej, długiej przerwie, ukończył dopiero w 1961.

 Jerzy Nowosielski, Portret dziewczynki, 1946.

Po powrocie z ławry przeżył załamanie wiary, jak sam mówił, bez wyraźnego powodu. Swój ateizm postrzegał wówczas jako radosne wyzwolenie od wewnętrznej autocenzury. Wiele lat później, w 1996 roku, wspominał:
W moim przekonaniu człowiek, który nie przeszedł przez doświadczenie prawdziwego ateizmu, jest w jakiś sposób zdeterminowany i ubezwłasnowolniony w swoim duchowym rozwoju. Sądzę, że doświadczenie ateizmu jest najbardziej podstawowym doświadczeniem metafizycznym świadomości ludzkiej. Dlatego wielu teologów uważa, że prawdziwy ateizm jest najkrótszą drogą do Boga.
W początku lat pięćdziesiątych powrócił do wiary prawosławnej z równym oddaniem ale już „na swoich warunkach”.

W 1949 namalował „Egzekucję”. Obraz odpowiadający mrocznej pamięci czasów wojny, ale zarazem pełen dziwnych, pogmatwanych znaczeń, które widz musi sam dla siebie określić, przyjmując własną perspektywę – od ukrytych, zepchniętych do podświadomości lęków bywalców wojennych kabaretów, po dzisiejsze interpretacje feministyczne. Trudno nie zestawiać „Egzekucji” z cyklem „Rozstrzelań” Wróblewskiego, również z 1949, roku. Obaj odnoszą się w swych pracach do śmierci i przemocy, unikając jednak czarno-białej perswazyjności wydanych trzy lata wcześniej „Medalionów”, obie też prace wskazują na oddziaływania głównych nurtów ówczesnej sztuki, po części abstrakcji geometrycznej jak proponuje Małgorzata Kitowska-Łysiak, a chyba w większym stopniu kubizmu.

W 1949 duch zatriumfował nad ułomną materią, i zjazd Związku Zawodowego Literatów Polskich ogłosił socrealistyczną krucjatę, prowadzoną mężną dłonią Włodzimierza Sokorskiego, konesera każdej sztuki, która na drzewo nie uciekła. W w następnym roku Sokorski, w Przeglądzie Artystycznym (1950/ 1-2), ogłosił Kryteria realizmu socjalistycznego, i przystąpił do zakrojonej na szeroką skalę praktyki krytycznej - między innymi wyrzucając na zbity pysk wykładającego w łódzkiej PWSSP Władysława Strzemińskiego. (No i co z tego, że lewicowy, kiedy łun nie nasz? Czy Partia ma mieć czy lewe rence?) Strzemiński umarł z głodu - jak najbardziej dosłownie - a Sokorski zainteresował się dawną stolicą.

Jerzy Nowosielski, Egzekucja, 1949 / Andrzej Wróblewski, Rozstrzelanie VIII, 1949.

Jednym z efektów surowej uwagi było rozbicie Grupy Krakowskiej; to, i równoczesne problemy Kantora z apologetami socrealizmu, spowodowały ostatecznie odejście Nowosielskiego z PWSSP i wyjazd tegoż do Łodzi, gdzie przez kilka lat kierował Pracownią Projektowania Tkanin Dekoracyjnych. Do Krakowa powrócił  w 1962, by malować i prowadzić pracownię malarstwa na ASP, aż do 1993 (podejrzewam, że wrócił z wielką ulgą, choć Łódź to przecież też bardzo przyjemne miasto - jak powtarza, przez zaciśnięte zęby, mieszkający tam mój znajomy).

Ogromną część twórczości Nowosielskiego stanowią portrety kobiet. Malowane ostrymi, zdecydowanymi barwami, z przekształceniami kształtów potęgującymi oddziaływanie obrazu pokazują zafascynowanie ciałem ludzkim i koncepcją kobiecości, rozumianej przez niego zarówno w sensie zmysłowym jak i religijnym. W swych aktach nie porzucał tradycji malarstwa ikon. Malowany wizerunek ciała ludzkiego powinien być według Nowosielskiego wprowadzeniem widza na wyższe piętra świadomości, podobnie jak ikona, prowadząca wiernego-widza ku bliższemu postrzeganiu tego, czego w pełni postrzec się nie da. Jak mówił: jeżeli malarza interesuje problem cielesności, jakiś sposób łączenia spraw duchowych ze światem bytów fizycznych, to zupełnie naturalne jest, że zaczyna się interesować wyglądem kobiety. W twórczości Nowosielskiego ikona, jej struktura i koncepcja, powracają do swych źródeł, do portretów malarskich starożytnej Grecji i Rzymu.

 Jerzy Nowosielski, Akt - toaleta z lampą, 1973.

Do końca nie przestał malować portretów, ale już w latach pięćdziesiątych powrócił do ikon, tworząc ich własną, niepowtarzalną formułę, wywodzącą się z tradycji prawosławia, ale zmienioną tak, by mogła oddać jego własne myślenie o sztuce religijnej.

Ktoś, kto odwołuje się poprzez ikonę do czegoś, co stoi poza ikoną, w jakimś sensie traci kontakt z samą ikoną. Dlatego, że to, co stoi poza ikoną jest tak tajemnicze, że tego nie można nazwać. W jakimś sensie kult ikony jest bałwochwalstwem - uprawnionym bałwochwalstwem. Ikona nie jest jakimś elementem zastępczym, bo sztuka nie zastępuje niczego. Sztuka jest epifanią Tajemnicy.


 Jerzy Nowosielski, Narodzenie Bogurodzicy, 1965.

Ikona zmusza ikonopisa do podążania śladem określonych wcześniej formuł. Jest to zdecydowanie zhierarchizowana struktura, której reguły określają kompozycję, kolor, wyjątkową kombinację perspektyw w obrębie jednego obrazu, kształty postaci i przedmiotów, wreszcie relacje kształtów. Przy wszystkich tych regułach pozostaje jednak zaskakująco dużo możliwości indywidualnej ekspresji. Mimo popularności głównych tematów nie ma dwóch takich samych ikon, a wybór poszczególnych malarzy ikon jako wybitnych czy wyjątkowych nie jest bynajmniej kwestią przypadku. Schemat ikony postrzegany jest często jako punkt docelowy, jednak może on być także punktem wyjścia, początkiem koncepcji. Ikonopisanie jest przede wszystkim porządkowaniem form, gramatyką sztuki i jej słownikiem. Malarstwo Jerzego Nowosielskiego, także w obrazach nie będących ikonami, bardzo wiele tej gramatyce zawdzięcza. Nawet jego kompozycje abstrakcyjne często odwołują się do tej tradycji; ujęte malowaną ramą obszary barw tworzą w nich barwne echo, wspomnienie ikon, które Nowosielski znał.

 Jerzy Nowosielski, Abstrakcja, 1958.

Projekty dekoracji cerkwi zrealizowane przez Nowosielskiego w Białym Borze i w Hajnówce spotykały się z mieszanymi reakcjami wiernych. Zwłaszcza Biały Bór. Ten projekt praktycznie od momentu zakończenia realizacji powoduje ustawiczne przepychanki tradycjonalistów, zarzucających mu - całkowicie słusznie -  odejście od kanonów sztuki cerkiewnej, i modernistów, podkreślających - też całkowicie słusznie - potrzebę oddania w dziele architektury i sztuki skomplikowanych losów współczesnej społeczności wiernych.

Jeżeli maluję ikonę czy polichromię w kościele bądź w cerkwi, to oczywiście utrzymuję się w granicach tematyki tradycyjnie sakralnej. Natomiast nie oddzielam sacrum od profanum w moim malarstwie w sposób istotny. To znaczy, te obrazy, które powstają jakby z pozycji profanum, zawierają dla mnie równie silny ładunek sacrum jak obrazy sakralne w sposób tradycyjny przeze mnie malowane.

Jerzy Nowosielski, Wnętrze cerkwi w Białym Borze, 1997.

Nowosielski nie był i chyba raczej nie chciał być ikonopisem, w każdym razie nie takim, jakim zajęcie to określają tradycyjnych definicji i ortodoksyjne przepisy. Chciał być i był po prostu dobrym malarzem i projektantem.

Jerzy Nowosielski, Ikonostas w Hajnówce, 1966-70.

Tak zupełnie prywatnie i amatorsko teologizując (za przeproszeniem czytelnika), trudno byłoby mi nie zgodzić się z odpowiedzią Nowosielskiego na pytanie Rafała Zmysłowskiego, co jest apofatycznego, a co katafatycznego w ikonie. (Bo kiedyś, kiedyś, panie, to ludzie wiedzieli, jakie pytania stawiać podczas wywiadów... Dzisiaj by zapytali: czy dużo farby wychodzi panu na taką ikonę?)


Zanim odpowiedź wszak przytoczę, pogodzę się z faktem, iż terminy "apofatyczny" i "katafatyczny" rzadko tylko pojawiają się w telewizji śniadaniowej, wypada więc je, choćby łopatologicznie, przypomnieć.
Teologia apofatyczna, to teologia określająca boskość przez negację i paradoks. Boskość, ze swej istoty, jest niedostępna dla ograniczonego, ludzkiego poznania, nie można więc nazywać jej bezpośrednio. Dlatego też w tradycyjnym malarstwie ikon nie wolno było przedstawiać postaci Boga Ojca. Chrystusa można było przedstawić - istnieje szereg schematów przedstawień Chrystusa - gdyż ów miał także naturę ludzką.
Do teologii apofatycznej odwołują się niektóre paradoksy występujące np. w teologii św. Tomasza z Akwinu.
Niuejdżowym czytelnikom z handicapem teologicznym wyjaśnię, że to cuś tak, jak w taoizmie:
Tao, które można zrozumieć, nie jest bezgranicznym tao.
Idea którą można wyrazić słowami, nie jest nieograniczoną ideą.
Teologia katafatyczna opiera się na przekonaniu, iż boskość można i należy opisywać słowami.
Bóg jest miłością - to teologia katafatyczna. Tam, gdzie jest nienawiść, tam nie ma Boga - to teologia apofatyczna.


Teraz wreszcie odpowiedź Nowosielskiego, czyli co, jego zdaniem, jest w ikonie apofatycznego, a co katafatycznego.

Tak jak w sztuce. Sztuka cała jest apofatyczna i cała jest katafatyczna. Sztuka jest wielką tajemnicą. Jeżeli znika element tajemnicy, to coś, czego nie można wyjaśnić - to nie ma już sztuki. A w jakiś sposób jej funkcja, jej właściwość polega na tym, że uchyla rąbka tej tajemnicy, ale tylko na tyle, abyśmy zrozumieli: o, tu jest tajemnica, ta tajemnica naprawdę istnieje, ona dotyka w jakiś sposób naszej świadomości - tylko tyle.

Kiedy jednak ciut dalej Jerzy Nowosielski mówi, że zwierzęta są kenotycznymi aniołami, a rozwijając to później dodaje, że świat zwierząt, cierpienie przyrody to jest kenozis świata anielskiego, to nie tylko się nie zgadzam, ale wręcz zawarczałbym pewnie wraz z niektórymi zwierzętami gdyby nie to, że pan Jerzy, dziwnym trafem, ani nie forsuje swojej opinii, anie nie uważa jej za jedyną i obowiązującą. Podkreśla: To są takie moje przypuszczenia. Ja niczego nie twierdzę na pewno.

O rosyjskim malarzu i teoretyku ikon Leonidzie Uspieńskim (purystą radzieckości powiem, że jak on może być radziecki, skoro raz tylko w życiu, na parę tygodni, do raju mas pracujących zajrzał) Nowsielski powiedział:

 Uspienski jest wielkim teologiem, to znaczy był, bo już umarł. Ja się z nim podkłócałem. Był dobrym malarzem. Jak się w kimś uzna dobrego malarza i powie się mu to niedwuznacznie, to się już można z nim bezpiecznie kłócić, on się już nie obrazi, jeśli wie, że go się szanuje jako artystę.

Ostatni raz spotkałem Nowosielskiego kilka lat temu, na otwarciu którejś z wielkich wystaw, bodaj na jego warszawskiej retrospektywie. W tłumie rozkapryszonych krytyków i rozentuzjazmowanych studentek historii sztuki - studenci, jak zwykle, oblegali gustowne stoliczki z winem i przekąskami - głupio jakoś było podchodzić i próbować rozmawiać. Zamiast więc ryzykować nadziewanie się na pióra ostrzejsze od mieczy, dołączyłem do studentów, a przewaga lat doświadczenia sprawiła, że niczym pan Onufry, wkrótce już mogłem z dumą skonstantować: bar wzięty! I tylko szkoda, że już porozmawiać nie będzie okazji, choć tak, jak pamiętam wyraz twarzy Nowosielskiego, to ów też chyba najchętniej dołączyłby do oblężenia.
(Wino było przyzwoite i Nowosielski zapewne by je docenił, gdyby mu dali spróbować).

Nadal w żaden sposób nie mogę się zgodzić z wieloma rzeczami które mówił o ikonach i o ich malowaniu – ten typ (mój, znaczy) już tak maa. W jego wiecznym sporze z Uspieńskim musiałbym raczej stanąć po stronie Uspieńskiego. Ale malarzem... malarzem Jerzy Nowosielski był naprawdę dobrym.

Pozdrawiam wszystkich!



Zamiast postscriptum jeszcze kilka tekstów które przypomniałem sobie „przy okazji”:
Z. Podgórzec, Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim (Warszawa 1985).
Leonid Uspienski, Teologia ikony (Poznań 1993).
Borys Uspieński, "O systemie przekazu obrazu w rosyjskim malarstwie ikon", w: Semiotyka kultury(Warszawa 1977), 362-373 (tekst do ściągnięcia TUTAJ).
Religia jest rzeczą bardzo niebezpieczną, Rozmowa Rafała Zmysłowskiego z Jerzym Nowosielskim, BruLion nr 27 2/95, 146 - 156 (tekst dostępny TUTAJ).
Maria Adelaide Mongini, Dlaczego Jerzy Nowosielski. Kilka refleksji o współczesnej sztuce,Roczniki teologiczne LIII-LIV, zeszyt 7 /2006-2007 (tekst dostępny TUTAJ).

No comments:

Post a Comment