Friday, January 3, 2014

Śmierć Konfucjusza albo Ai Weiwei, słoń w składzie porcelany


Kiedy Tate Modern otworzyła podwoje dla wystawy Ai Weiwei, nikt chyba nie spodziewał się, iż będzie to ostatnia wizyta zagraniczna chińskiego artysty. Już wkrótce Ai miał zostać tymczasowo aresztowany. Wówczas jednak była to po prostu najciekawsza z londyńskich prezentacji sztuki nowoczesnej.

Newsweek, Portal Opinii - 30.X.2010

W połowie ubiegłego miesiąca londyńska Tate Modern, w obawie o zdrowie pracowników i widzów, drastycznie ograniczyła dostęp zwiedzających do instalacji Ziarna Słonecznika przygotowanej przez współczesnego artystę chińskiego Ai Weiwei. Rzecz nie będzie jednak ani o cenzurze, ani o przepisach BHP, ale o twórczości Ai i o tym, dlaczego jego instalacja jest najciekawszą prezentacją w Tate w tym roku.
[] Ai Weiwei w Tate Modern. Fot.: Lennart Preis/AP/The Guardian.

Zakładowa inspekcja BHP

Parę tygodni temu, 14 października, londyńska Tate Modern zdecydowała się na częściowe zamknięcie jednej z najciekawszych chyba instalacji tego roku - „Ziarna Słonecznika”, zrealizowanej przez chińskiego twórcę Ai Weiwei. Powodem zamknięcia nie była bynajmniej cenzura, ale przepisy BHP. Ai Weiwei pokrył posadzkę obszernego wnętrza Turbine Hall 100 milionami porcelanowych ziaren słonecznika i zaprosił zwiedzających do zabawy. Jego zamiarem było, by odwiedzający instalację spacerowali po niej – nieuchronnie miażdżąc porcelanowe ziarna, by budowali z nich zamki z piasku, albo choćby próbowali je smakować. Zaproszenie widzów do współudziału okazało się nader skuteczne, tysiące osób rozdeptywało 150 ton starannie wypalonej porcelany, wzburzając przy okazji chmury porcelanowego pyłu – te ostatnie zmusiły władze Tate do zamknięcia wstępu do instalacji i zezwolenia wyłącznie na jej bierne oglądanie zza barierki lub z nadwieszonego mostu. Poniżej nastrojowy film Ai, dokumentujący przygotowanie ekspozycji i opowiadający o projekcie, twórcach porcelanowych ziaren i o ich pracy.

[] Ai Weiwei: „Przygotowanie Ziaren Słonecznika”


Porcelana to – obok jedwabiu – najsłynniejszy tradycyjny produkt chińskiego rękodzieła.
Przypomnijmy kolekcje chińskiej porcelany gromadzone przez wszystkich liczących się europejskich władców; uporczywe, wielowiekowe próby odtworzenia w Europie chińskiej metody produkcji porcelany – zakończone sukcesem Tschirnhausa i Böttgera; wreszcie ceny jakie dotąd osiąga najlepsza porcelana chińska na aukcjach. Te ostatnie cokolwiek szokujące: 7 października na aukcji Sotheby's w Hong Kongu, Alice Cheng, po dramatycznej batalii z anonimowym nabywcą licytującym telefonicznie, zapłaciła za wazę famille rose z okresu Qianlong (1736-1795) 32 miliony dolarów USA. Wszystko to tworzy wyraźne przesłanie – porcelana równa się Chiny.
[] Alice Cheng z wazą Qianlong. Fot.: Reuters/Sotheby's.

Ziarna słonecznika Ai Weiweia nie osiągnęłyby na pewno takiej ceny. Jednak i one nie są bynajmniej produktem masowych, tanich wytwórni epatujących marką Made in China. Każde z ziaren zostało ręcznie wypalone i pomalowane przez mieszkańców Jingdezhen. Proces trwał 5 lat, brało w nim udział 1600 osób. Warsztaty Jingdezhen szczyciły się od wieków wytwarzaniem porcelany dla dworu cesarskiego i zdołały jakimś cudem przechować tę tradycję przez czerwone lata Hunwejbinów.
Wybór motywu ziaren słonecznika nie jest przypadkowy i odważę się zakwestionować opinię kuratorów wystawy, Juliet Bingham i Kasi Redzisz, iż odnosi się on do pytania o znaczenie naszych pożądań, materializmu i populacji dla społeczeństwa, środowiska i przyszłości. W swoim dokumencie Ai Weiwei mówi o portretach Mao z ziarnami słonecznika określających Przewodniczącego jako „Słońce” i wspomina sentymentalne (dla pewnych kręgów) określanie kadr partyjnych „ziarnami słonecznika” (które rozwijają się w „Słońcu Mao”).

Co wybitny artysta chciał nam powiedzieć?

Zapewne dokładnie to co powiedział, rzecz w tym czy jesteśmy w stanie rozmawiać w tym samym języku – i nie chodzi tu o to, by opanować stołeczną wersję chińskiego, ale by zrozumieć osobisty język artystyczny Ai. Ai mówi, że chciałby by jego sztuka była zrozumiała dla ludzi którzy generalnie sztuki nie rozumieją. Pomysł swoistego recyclingu tradycji artystycznej Chin pojawia się w jego twórczości bardzo często. Jedną z bardziej kontrowersyjnych prac jest „Coca-cola” w której na autentycznej, późno-neolitycznej urnie chińskiej (przypuszczalnie z fazy Banshan 2600 – 2300 p.n.e.) Ai ręcznie domalował logo najbardziej „archetypowego” dla kultury zachodniej producenta soda-pop. Tak się złożyło, że ta właśnie wersja „Coca-coli”z 1997 roku była akurat pierwszym dziełem Ai które temu miałem okazję zobaczyć. Tu gwoli wyjaśnienia: znakomita większość starożytnych naczyń chińskich, zarówno ceramiki, jak i brązów, pochodzi z pochówków – są to fragmenty zastawy grobowej. Ai nie tylko wykonuje swoiste graffiti na starożytnej wazie, wykorzystuje on naczynie przeznaczone do pogrzebu i w tradycji chińskiej związane z kultem przodków. Nie ma wątpliwości, że to proste (choć bardzo dobre w swej formie) naczynie, nie osiągnęłoby na aukcjach cen zbliżonych do najlepszej famille rose, tym niemniej ma ono całkiem sporą wartość artystyczną, historyczną i – nie bez znaczenia – materialną. W kwietniu ubiegłego roku para podobnych waz na aukcji w nowojorskim Christie's osiągnęła cenę 3750 dolarów USA.

[] Ai Weiwei "Waza coca-coli" (1997).  
Naczynie neolityczne (5000 – 3000 p.n.e.) i farba. 
Przyznam, że mam ogromny sentyment dla starożytnej sztuki Chin. Jest coś (dla mnie) wyjątkowego w spotkaniu ze świetnej jakości przedmiotem wykonanym 4000 lat temu. Nawet te skromniejsze naczynia, jak podstawa „coca-coli”, budzą przecież jakieś emocje. Czy ten kto je wykonał, byłby oburzony, czy zadowolony z takiego obrotu sprawy? Nie znamy jego nazwiska, wiemy wszakże, że był dobry w swym fachu, zachowane naczynie wystawia znakomite świadectwo warsztatowi garncarza. Na widok „coca-coli” Ai Weiweia, dość szorstko (i ciut złośliwie) traktującej dzieło nieznanego warsztatu sprzed tysiącleci, w pierwszym odruchu przez głowę przemknęła mi garść inwektyw pod adresem „artysty”, łącznie, jak tu widać, z dodaniem cudzysłowu do określenia profesji. A jednak. A jednak. Było coś w tym nieprzyjemnym pomyśle, co skłoniło mnie do sprawdzenia kto zacz, choćby po to by zorientować się o co mu u licha chodzi.

[] Ai Weiwei, Upuszczanie urny Han.
Fot.: Hirshhorn Museum.
Pierwszym chyba materiałem na jaki natrafiłem była fotograficzna dokumentacja działania jeszcze bardziej odpychającego w swej brutalności – Ai Weiwei, w serii ujęć, demonstracyjnie upuszcza na posadzkę naczynie z czasów dynastii Han (206 p.n.e. - 220 p.e.) Ponownie, naczynie całkiem dobrej jakości, tak na oko raczej późny Han, 2 wiek n.e. świetny kształt, produkcja w tamtym okresie popularna, ale przecież znów mająca swą wartość. Co z tym zrobić i o co tu chodzi. Pozostała sprawdzona metoda, czyli przerzucanie dostępnych informacji, a więc sprawdzenie życiorysu (za chwilę), wypowiedzi twórcy (niewiele o sztuce, dużo o polityce – też za chwilę), wreszcie uwag krytyków. Te ostatnie były - praktycznie wszystkie - entuzjastyczne i powtarzające te same frazy zawodowego kodu krytyków sztuki współczesnej; mowa była o dekonstrukcji, środowisku, jednostce i zagubieniu, resztę można dodać z wybranego dowolnie tekstu dotyczącego dowolnie wybranego dzieła. OK, Ai Weiwei, polemiczny dekonstruktywista enwiromentalny, czyli róża pod inną nazwą etc. etc. (to z „Obcojęzyczności innego”, choć oryginalnie oczywiście z Szekspira). Krótko mówiąc nikt nie zastanawia się za długo – bo i po co – skoro dobrze się sprzedaje a widz ma trochę frajdy (widz często ma, z jakiegoś tajemniczego powodu, trochę frajdy, kiedy artysta coś niszczy). Wszystko to znam aż za dobrze, ale wciąż jednak pozostaje jakieś podejrzenie, że tym razem to chyba jednak coś więcej niż laleczka Barbie w &%$#@ Maryni.
Tym co na pewno różni te prace od powodzi współczesnej produkcji artystycznej jest ich ścisłe wpisanie w problem zrozumienia czym są dla widza Chiny i czym w ogóle jest tradycja artystyczna Azji Wschodniej dla współczesnego odbiorcy; wreszcie jakie miejsce zajmuje Ai Weiwei w tej tradycji.

Dziecko elementów.

Nie, to nie o taoizmie i nie o pierwotne elementy tu chodzi. Elementy, które spora część naszego społeczeństwa wciąż jeszcze pamięta, to oczywiście osławione „elementy wrogie ustrojowi”. W naszym obszarze geograficznym reedukacja elementów odbywała się między innymi w szpitalach psychiatrycznych, w rzeczywistości maoistycznych Chin była to tzw. reedukacja poprzez pracę dla ludu. Ai Qing, ojciec Ai Weiwei, jeden z najbardziej cenionych poetów chińskiego modernizmu, uznany został za taki właśnie element i wysłany wraz z rodziną na reedukację „tam gdzie żurawie zawracają”, do obozu pracy w północnej prowincji Heilongjiang, potem do następnego w Xinjiang w północno-zachodnich Chinach, a wreszcie do zmilitaryzowanego obozu reedukacyjnego na skraju pustyni Gobi. Tam, „według swych umiejętności”, przez pięć lat pełnił odpowiedzialną funkcję czyściciela toalet. Na zesłaniu właśnie, w 1957 roku urodził mu się syn, który otrzymał imię Weiwei. W dwadzieścia lat później, już po rewolucji kulturalnej, w nowej, odrobinę „mniej nienormalnej” rzeczywistości Chin, po tym jak rodzina państwa Ai uzyskała zezwolenie na powrót do stolicy, Ai Weiwei podjął studia na Beijing Film Academy, by następnie udać się do Nowego Jorku, gdzie krótko studiował w Parsons School of Design i próbował swych sił jako początkujący artysta.


[] Pośmiertne wydanie wyboru wierszy 
Ai Qing, Beijing 2001. Fot.: Wiki.
Zasadniczy przełom w jego twórczości nastąpił w 1993, kiedy choroba ojca zmusiła go do powrotu do Chin. Mówił później o swym powrocie: "Kiedy wróciłem, matka była zbyt zakłopotana by pytać, jak mi poszło. Bez stopnia naukowego, prawie bez pieniędzy, żadnej własności, samotny. Żadnego stopnia, choćby licencjatu. Jednak wróciłem, bo ojciec był chory. Przez 12 lat nie wróciłem ani razu. Nawet nie napisałem listu...” W Beijingu zainteresował go świat sklepików z antykami i to w oparciu o nie ukształtował się nowy nurt jego twórczości, który wkrótce miał przynieść międzynarodowe uznanie i obecną pozycję jednego z najbardziej znanych artystów chińskich.


Zabić Konfucjusza
Jednym z głównych wątków prac Ai Weiwei jest wykorzystanie dzieł dawnej sztuki chińskiej w konsekwentnej dyskusji z „pamiątkowym” obrazem Chin, funkcjonującym zarówno na Zachodzie jak i w samym społeczeństwie chińskim. Ów obraz w wersji zachodniej, to kolejna odsłona zjawiska opisanego przez Saida w „Orientalizmie”. W wersji chińskiej, jest to propagandowe podnoszenie prestiżu władzy poprzez świadome kultywowanie narodowej historii i kulturalnej. Tak też jest w „ludowym sklepiku z chińszczyzną”, gdzie kwestionowanie legitymacji władzy zrównane zostaje z kwestionowaniem tożsamości narodowej. Odpowiedzią Ai Weiwei jest nieoczekiwane odwrócenie postulowanego zagrożenia. Skoro trzeba zakwestionować tożsamość narodową, by zakwestionować legitymację władzy – niech tak będzie.
Jakie jest w tym miejsce konfucjanizmu? By to wyjaśnić trzeba wrócić do czasów Mao Ze Donga, znanego z podziwu dla Qin Shi Huangdi, Pierwszego Cesarza Dynastii Qin (259 p.n.e. – 210 p.n.e.) , władcy, który posługując się brutalnymi metodami zdołał doprowadzić do ponownego zjednoczenia i uporządkowania Cesarstwa, wcześniej pogrążonego w chaosie wewnętrznych walk. Qin Shi Huangdi polecił zniszczenie wszystkich tekstów konfucjańskich, jako że konfucjaniści kwestionowali podstawy jego władzy. Mao, postrzegający siebie jako XX-wieczne wcielenie Pierwszego Cesarza, uznał konfucjanizm za „więzienie ludu”, zarzewie „feudalnej mentalności” i „moralności niewolników”. Po zmianach w 1976, nowe władze Chińskiej Partii Komunistycznej podjęły dyskretną acz stanowczą rehabilitację konfucjanizmu, przeznaczając spore sumy na restaurację i rekonstrukcję świątyń konfucjańskich zniszczonych w czasach Mao.

„Zaktualizowane” interpretacje pryncypiów konfucjanizmu stały się podstawą propagandowego wizerunku struktury władzy i słynnej idei „praw człowieka o specyfice chińskiej”. Trzeba tu zaznaczyć, że konfucjanizm w popularnym wydaniu chińskim nie jest oparty na studiowaniu samego Konfucjusza, jest to raczej istniejący w świadomości społecznej zbiór wielu opinii opartych na późniejszych interpretacjach jego filozofii. Współczesny renesans „ludowego konfucjanizmu” trafnie spuentował Jeff Richey: Konfucjusz wydaje się być całkiem żywym, trzeba jednak zastanowić się, czy autentyczny duch jego filozofii z V wieku p.n.e. też jeszcze kiedyś ożyje. Był kiedyś taki dowcip: Co napisał Breżniew w liście do Nixona po misji Apollo 11? - A u was biją Murzynów! Dzisiejsze władze chińskie mówią: może i czasem kogoś u nas pobiją, ale spójrzcie na naszą tradycję kulturalną i na postęp gospodarczy!

Paradoksalnie, Ai Weiwei podejmuje polemikę z takim konfucjanizmem, z kultem przeszłości, przodków i władzy, trochę podobnie jak czynił to Mao (którego sympatykiem Ai nie jest), ale w zupełnie innym celu. Dla Ai jest to rodzaj terapii szokowej, obrazoburcza demonstracja, niszcząca baśniowy wizerunek „orientalnego cesarstwa” i przywracająca widza do szarej rzeczywistości „składu porcelany”.
„Nasze życie jest polityczne, więc i sztuka stała się polityczną”

(Cytat z wywiadu jaki z Ai Weiwei przeprowadziła Rebecca MacKinnon.)
Ai Weiwei sam już dorobił się u władz chińskich statusu „elementu”, zwłaszcza po publicznym wycofaniu się z firmowania projektu stadionu olimpijskiego w Beijingu („Ptasie Gniazdo”) którego był konsultantem, i po uporczywym nagłaśnianiu przez niego sprawy faktycznej ilości uczniów zmarłych podczas trzęsienia ziemi w Sichuan w 2008. Zwiedzający Tate Modern niszczyli miniaturowe dzieła tradycyjnych warsztatów Jingdezhen. Czy ktoś musi niszczyć choćby skromniejsze dzieła sztuki i rzemiosła Chin, byśmy, zamiast podziwiać eleganckie formy Qianlong, przyjrzeli się chińskiej rzeczywistości? Nie mam zamiaru oceniać działań artystycznych Ai Weiwei. Wolałbym raczej, żeby waza sprzed 4000 tysięcy lat nie nosiła logo Coca-coli. Nie potrafię jednak zaproponować innego sposobu wyjaśnienia szanownej publiczności, że to logo tak naprawdę już tam jest, bo zawłaszczanie sztuki jest zawsze jej niszczeniem.

Na zakończenie moja ulubiona praca Ai – pewnie dlatego, że żadne dzieło sztuki dawnej nie ulega tu zniszczeniu, efekt jest znakomity, a ironia czytelna dla naszej części Europy – instalacja „Postępy Pracy” czyli „Fontanna Światła” („Working Progress / Fountain of Light”), przygotowana w 2007 dla Tate Liverpool i później na stałe wpisana w przestrzeń miasta. Doskonale znana forma tatlinowskiego projektu Pomnika III Międzynarodówki z 1919, w interpretacji Ai Weiweia zyskuje materialny kształt kryształowego żyrandola.



[]  Ai Weiwei "Fontanna Światła". 


[] Projekt Tatlina. Fot. Wiki.


( )


Post Scriptum.
„Coca-cola” z wazą neolityczną z 1997 pochodzi z kolekcji Tsai w Nowym Jorku i jest wersją wcześniejszej pracy z 1994 w której Weiwei namalował to samo logo na urnie z czasów Zachodniej Dynastii Han (206 p.n.e. – 8 n.e.) – w pracy dla Mary Bone Gallery, także w Nowym Jorku.
„Upuszczanie urny Han” – praca z 1995, z pierwszej wystawy Ai Weiwei w USA, w Museum of Contemporary Craft, Portland, Oregon, tu dokumentacja muzeum Hirshhorn w Waszyngtonie.

Najnowsze prace  Ai Weiwei na stronach Hirshhorn Museum, Waszyngton.

No comments:

Post a Comment