Thursday, January 16, 2014

Z Misiem, w barze, o „Pomniku światła”


Pomniki, pomniki, pomniki. Kiedy Bernini Senior, wraz z Berninim Juniorem tworzyli przed Schodami Hiszpańskimi Fontannę Starej Łajby (Fontana della Barcaccia), zarówno rzeźbiarze, jak i fundator - papież Urban VIII, mieli zamiar estetycznie wzbogacić i zakcentować jednen z ważniejszych placów rzymskich. Udało im się to tak skutecznie, iż dwieście lat później ich dzieło podsuwało Johnowi Keatsowi sentencję z wczesnobarokowej tragikomedii: "tu spoczywa ten, czyje imię wypisane było na wodzie". 
Z pewnym żalem już tylko można wspomnieć tamtych twórców, gdy w dzisiejszej dyskusji o polskich pomnikach zasadniczym argumentem staje się  "minimalne zniszczenie architektonicznej koncepcji miejsca"...

Newsweek, Portal Opinii - 19.05.2011




[]   Miś, scena w barze.

Fiatowiec w swym wpisie: Hania Bufetowa o pomniku światła: 'Nazistowski pomysł' skrytykował wypowiedź Hanny Gronkiewicz Waltz o projekcie nie (do końca) ustalonego autorstwa zatytułowanym „Pomnik światła”, przeznaczonym oczywiście Krakowskie Przedmieście. Pomijając niezrozumiałą dumę z braku dobrych obyczajów widoczną w tytule wpisu, tekst Fiatowca i wypowiedzi pani Gronkiewicz-Waltz znakomicie wpisują się w aktualny (od 20 lat) nurt polityczno-artystycznego dialogu między Nysą a Bugiem. Oboje radośnie prezentują charakterystyczną dla polskiej tradycji dyskutowania kompletną ignorancję w dyskutowanej kwestii, zarzucając tym, którzy się z nimi nie zgadzają, brak wiadomości – co robi pani Prezydent – lub argumenty rodem z PRL – co sugeruje Fiatowiec. Najzabawniejsze, jak zwykle, jest to, iż to właśnie pani Prezydent demonstruje brak wiedzy, i właśnie Fiatowiec argumentuje w stylu propagandy PRL. Wszystko to niezbyt dobrze wróży proponowanej przez Spirita debacie, ale pozostańmy optymistami a póki co przyjrzyjmy się ostatnim wypowiedziom.

Najpierw o argumentach rodem z PRL – specyficzny język propagandowych filipik, rozwinięty już podczas walk Bolszewików z Mienszewikami, ze względu na swą skuteczność wprowadzony został jako nieformalny, ale dość ściśle przestrzegany standard pseudo-dyskusji, najpierw w związanych z Bolszewikami frakcjach SDPRR, potem poprzez KPZR we wszystkich partiach i krajach wasalnych – w tym oczywiście w PRL. Stąd wzięła się ta odrażająca nowomowa, "ciut-starszemu" pokoleniu znana aż nazbyt dobrze zarówno z przemówień najrozmaitszych aparatczyków jak i z komedii i kabaretu („Zezowate Szczęście”, „Miś”) i niestety wciąż uparcie wdzierająca się do gardeł niczym znana sałatka.

[] Bogumił Kobiela jako Jan Piszczyk, Zezowate Szczęście, 1960

Pierwszy z podstawowych elementów takiej pseudo-dyskusji to oczernienie lub ośmieszenie przeciwnika, zazwyczaj poprzez obrazowe wytknięcie mu przywar lub nieprzyjemnych cech w sposób apelujący do możliwie najbardziej prymitywnego poczucia humoru publiczności. W tekście Fiatowca ośmieszanie przeciwnika zaczyna się (ściśle wg zaleceń owego standardu) już w tytule otwartym przydomkiem „Hania Bufetowa”. Dalej we wpisie Fiatowca pojawia się pozornie sympatyczne zdrobnienie „Haneczka”. Zdrobnienie stosowane dla imion dzieci lub osób kochanych, tu użyte w sensie ironicznym zaprzecza swemu naturalnemu kontekstowi, sugerując iż „Haneczka”, przeciwniczka Fiatowca, nie prezentuje właściwie żadnej z cech usprawiedliwiających zdrobnienie imienia, może poza zdziecinnieniem. Podana w sposób bardzo przystępny, a jednocześnie skomplikowana i wysokiej jakości konstrukcja retoryczna Fiatowca zasługuje na uwagę czytelników. Fiatowiec jednym, prostym zdrobnieniem pozbawia jakiejkolwiek łagodności wizerunek Gronkiewicz-Waltz i jednocześnie skutecznie sugeruje jej zdziecinnienie. Zdziecinnienie i infantylność powtarzają się w następnym epitecie: „kolejny ‘orzeł’ z PeOwskiej piaskownicy”. Piaskownica, małe dzieci i dziecinada tworzą dość oczywisty ciąg skojarzeń. Orzeł w tym zestawieniu dodaje przemądrzałość; jest to jednak nie tylko zręczna aluzja do niskiego poziomu intelektualnego adwersarza, ale zarazem, poprzez zestawienie potocznych wyobrażeń – ‘orzeł w locie’ / ‘Hanna Gronkiewicz-Waltz przy mikrofonie’ – dyskretna wycieczka w stronę publicznego wizerunku Gronkiewicz Waltz. Istotnym drobiazgiem jest tu charakterystyczne dla rewolucyjnych retoryków sprowadzenie nazwy formacji politycznej do formy deprecjonującego przymiotnika (PeOwska piaskownica).

Drugi, konieczny i konsekwentnie stosowany element filipiki to argumentum ad absurdum czyli wyrwanie z kontekstu wypowiedzi przeciwnika dowolnego fragmentu lub choćby formy i użycie owych w świadomie nonsensownym kontekście. Porównanie analogicznych form artystycznych do podobieństw łączących łyżki lub krzesła, to oczywiście zwykła bzdura, nie ma to absolutnie nic wspólnego z tematem dyskusji ale pozornie dowodzi, że „paniusia gada głupoty”. Znów muszę zauważyć fantastyczny wręcz talent Fiatowca do wyboru analogii – spoglądając na to pod względem semantycznym „łyżka” i „krzesło” to terminy ściśle związane z „bufetem”, nie tylko więc mają dowodzić głupoty przeciwniczki w stylu „ha, ha, głupia baba, może przestanie sadzać d. na krześle” (wybitnie zabawne) ale przy okazji wzmacniają obraz „bufetowej”. Obraz ikonograficznie „PRL-owski” i ciut lepiej obeznanym z latami 80-tymi przypominający słynną stołówkę z Misia i sztućce na łańcuchach. To ostatnie skojarzenie to kolejne wzmocnienie oskarżeń tworzące nieprawdopodobnie wręcz skuteczną kombinację pojęć i obrazów– Fiatowcze, Obywatel Piszczyk zdejmuje czapkę z głowy.

Schopenhauer w swym przeglądzie brudnych trików jakie stosowali jego przeciwnicy w dyskusjach wymienił jeszcze szereg innych, równie niskiego lotu technik, tamte jednak, ze względu na stosunkowo wysoki poziom intelektualny konieczny do ich stosowania, były w PRL i pokrewnych rejonach używane znacznie rzadziej – wymagały wszak niekiedy poziomu, powiedzmy, Daniela Passenta czy Mieczysława Rakowskiego i jako takie były zazwyczaj pomijane jako zbyt trudne dla przewidywanego odbiorcy.

(.)

Przy całym tym zbędnym zalewie retoryki i złośliwości, Fiatowiec oczywiście ma rację zauważając, iż Hanna Gronkiewicz Waltz pośrednio zarzuca zwolennikom pomnika brak wykształcenia i „oszołomstwo”. W przeciwieństwie do Fiatowca, pani Prezydent podaje pozornie konkretne fakty, ale jej wypowiedź także jest manipulacją. Oryginał koncepcji słupów światła faktycznie jest pomysłem Speera – pomysłem, dodajmy – wysokiej klasy (niezależnie od ohydności teorii jaką propagował). Ale też Speer był naprawdę zdolnym architektem, zwłaszcza w dziedzinie organizacji przestrzeni publicznej (konkretnym projektom budynków można już sporo zarzucić). Przytoczenie Speera w zestawieniu z „autorami” to pośrednie wskazanie, że skoro Speer wspierał nazizm, to... Do tego jeszcze wskazanie faktu, iż „autorzy projektu zapewne nie zdawali sobie sprawy, gdzie powstał taki pierwszy pomnik” - a powinni.


[] Pomnik światła na Krakowskim Przedmieściu - wizualizacja

Wszystko pięknie, ale czy Pani, Pani Prezydent, zdawała sobie sprawę, gdzie taki pierwszy pomnik powstał, zanim ktoś to Pani powiedział? Swoją drogą, „zdanie sobie sprawy” to w tym wypadku nie jest taka prosta sprawa (co nie usprawiedliwia postępku „autorów” ale o tym dalej). Wbrew pozorom skojarzenie analogii pośród pamiętanych przez nas obrazów jest rzeczą trudną i dla zdecydowanej większości ludzi wymaga sporo przygotowania i doświadczenia. Większości z nas tylko wydaje się, że kojarzymy analogie, gdy w rzeczywistości przyjmujemy „na wiarę” opisane lub wygłoszone skojarzenia. Dobry historyk sztuki potrzebuje ładnych paru lat studiów i potem jeszcze sporo doświadczenia, żeby w miarę szybko i płynnie analogie takie znajdować. Jedyny chyba historyk sztuki w otoczeniu Hanny Gronkiewicz Waltz to Piotr Żuchowski, Generalny Konserwator Zabytków, i ciekaw jestem, czy to on spostrzegł analogię miedzy Pomnikiem Światła „autorów” a „Katedrą Światła” Speera. Oczywiście, uczciwe dodanie „ja też nie wiedziałam, ale powiedział mi ktoś, kto się na tym zna” mogłoby zniszczyć efekt retoryczny wypowiedzi Hanny Gronkiewicz-Waltz. W rzeczywistości aluzja do Norymbergi krąży już w mediach od kilku tygodni i pojawiła się m. in. w kwietniowym wywiadzie jaki przeprowadził z Pawłem Szychalskim Cezar Gmyz w Rzeczypospolitej.

Na pytanie Gmyza o związki z projektem Speera, Szychalski odpowiada równie nonsensownie jak Fiatowiec w swym wpisie, mówiąc „w takim razie trzeba by nie jeździć volkswagenami” i dodaje, że projekt Speera był bardzo uporządkowany a jego nie. (To prawda, faktycznie nie jest to uporządkowany projekt, ale obawiam się, że w innym sensie niż wyobraża to sobie pan Szychalski).
Bardzo zręczne i w sumie zaskakująco subtelne jest użycie przez panią Prezydent słowa „autorzy” zamiast podawania nazwisk. Otóż nikt dokładnie nie wie kto jest autorem koncepcji „Pomnika światła”. Obecnie firmuje ją głównie architekt Paweł Szychalski (wizytujący wykładowca w Lundt), ale Fiatowiec pisał swego czasu, że podobny projekt wcześniej wymyśliła pani Barbara Targan i pewnie tak było, bo kiedy Fiatowiec zostawi retorykę i pisze o faktach, to ich nie przekręca.

Paweł Szychalski obecnie jest gościnnym wykładowcą w Lundt (dla niezorientowanych – gościnny wykładowca to z grubsza coś w rodzaju lepszej wersji pobytu na stypendium, czasem wygłasza się wykłady, czasem nie, czasem płacą, czasem nie, w sumie to ważne, prestiżowe ale jednocześnie dość nieformalne stanowisko). Niestety Lundt nie podaje charakterystyk gościnnych wykładowców. Żadnych konkretnych projektów ani realizacji nie znalazłem, trudno więc oceniać poziom techniczny pana Szychalskiego jako architekta. Barbara Targan w Googlach wychodzi kilkakrotnie, jak się zdaje kilka osób nosi to nazwisko, jedyny związek ze sztuką to jakiś konkurs na dzienniczek – być może są inne, nie udało mi się ich znaleźć. W najbardziej sympatyzującej wersji powiem, że oboje równocześnie i bez żadnych inspiracji wpadli na taki sam pomysł – słupy światła na Krakowskim Przedmieściu. Niestety, wersja sympatyzująca zakłada, że autorka i autor, wzorem św. Pawła z Teb, przez ostatnich parę lat siedzieli zamknięci w pustelni gdzieś na środku egipskiej pustyni, kompletnie odcięci od świata. Najwyraźniej jednak nie – pan Szychalski, mimo wspólnego imienia i nawet pewnego podobieństwa do pierwszego pustelnika, nie został wszak „gościnnym wykładowcą” za projektowanie wnętrza pustelni, a pani Targan, jeśli była pustelniczką, to w pustelni z dostępem do internetu. Obojętnie więc które z nich ten pomysł firmuje, w istocie ściągnęło go, na żywca i bez żenady, z Tribute in Light (Hołdu światła) z Manhattanu, czyli z projektu grupy architektów i artystów amerykańskich upamiętniającego 11 Września.



[] Z lewej Św. Paweł z Teb,
z prawej Paweł Szychalski 
(fot. z blogu Fiatowca)

Tu trzeba przypomnieć krótką historię nowojorskiego projektu, przedstawioną obszernie na stronach Tribute in Light. Początki pomysłu na stworzenie świetlnych wież wyszły ze studio PROUN Johna Bennetta i Gustavo Bonevardiego, jako “Rekonstrukcja linii widokowej Manhattanu. Artyści pracujący wcześniej właśnie w WTC, Julian LaVerdiere i Paul Myoda, zaproponowali wykonanie rzeźby ze światła. Projekty podjął i skonkretyzował Richard Nash Gould, nowojorski architekt pragnący upamiętnić dawny widok WTC z okien swojej pracowni. Burmistrzowi Nowego Jorku projekt – wciąż w sferze koncepcji – przedstawił pisarz i prawnik Philip K. Howard.

[] Tribute in Light, fot. Airvis

Mamy więc od początku dzieło wielu twórców, które ostatecznie nabrało konkretnego kształtu dzięki profesjonalnej firmie z Las Vegas zajmującej się projektowaniem i realizacją efektów świetlnych (nazwę pominę by nie było kryptoreklamy). I tu pojawił się nieoczekiwany problem – praktyczne rozwiązanie świetlnej architektury wymagało użycia szeregu reflektorów o skupionej wiązce światła; oglądane z oddali wprawdzie znakomicie oddawało to linię wieżowców ale z bliższej perspektywy, z szeregu lokacji w Nowym Yorku i tuż poza nim, wyraźnie przypominało efekt Katedry Światła Speera, czyli zaprojektowanego w 1934 na norymberskie zjazdy NSDAP specjalnego efektu wizualnego - grupy skierowanych w niebo kolumn światła ze szperaczy przeciwlotniczych.


[] Widok Tribute nad kościołem Trójcy,
 wizualizacja z 2001, R. Ethridge i R. Conger
Fot. Creativetime

Dodajmy, że zarówno ze względów finansowych, jak i – przede wszystkim – ekologicznych, Tribute in Light nie jest projektem permanentnym, świetlne konstrukcje włączane są podczas rocznic 9/11 i niekiedy podczas specjalnych uroczystości, na krótko i z przerwami (w pierwszych dniach instalacji oślepiające światła spowodowały dezorientację i śmierć dużej ilości ptaków „schwytanych” w ich promienie). Po raz ostatni mają być włączone w tym roku.

Niezależnie od twierdzeń grupy kontestujących projekt artystów nowojorskich trzeba raczej przyjąć, że zbieżność jest tu efektem przypadkowym i twórcy koncepcji nie „ściągali” ze Speera. Pośrednim dowodem jest wizualizacja Ethridge’a i Congera z 2001, która takie skojarzenia mogła przywołać, jednak wówczas nikt na to nie zwrócił uwagi, koncentrując się na oddaniu formy wież. Projekt nowojorski jest jednak w warstwie znaczeniowej dość, hmmm, prosty... I tu skojarzenie ze Speerem jest znacznie bardziej uzasadnione niż w samej zbieżności form. Podobnie jak u Speera jest to projekt oparty semantycznie na wyrażeniu światłem koncepcji mocy i triumfu, choć oczywiście w zupełnie odmiennym kontekście historycznym.

[] Katedra Światła Alberta Speera, 130 szperaczy przeciwlotniczych, 
Zeppelinfeld w Norymberdze, 1937,
fot. L. Aufsberg, Bildarchiv Foto Marburg za: Zulukane

Projekt Speera był pierwszym zastosowaniem świateł w takiej formie, jednak nie był to tak całkiem nowy pomysł – jego źródeł trzeba szukać we wcześniejszych eksperymentach artystycznych konstruktywistów, dadaistów i futurystów. Sporo racji ma Erika Sudberg, która we wstępie do Space, site, intervention: situating installation art (2001, s.11-12) podkreśla znaczenie projektu Licht-Raum Modulator (Modulatora światła i przestrzeni) Laszlo Moholy-Nagy z lat 1923-30, jako teoretycznego pierwowzoru, podjętego i rozwiniętego później przez Speera do monumentalnych proporcji.

[] Laszlo Moholy-Nagy, Licht-Raum Modulator,
replika z 1970, fot: Kunsthalle Erfurt 

O wieżach światła było w mediach bardzo głośno i jakieś echa tego projektu musiały wędrować w wyobraźni i pani Targan, i pana Szychalskiego, kiedy zapewne wydawało im się, że wymyślają coś nowego, oryginalnego a nawet koncyliacyjnego. Co gorsza, wizualizacja przedstawiona przez Pawła Szychalskiego, przy proponowanym ustawieniu świateł i przy dość nieporadnym zmniejszeniu ich skali (Koszty czy kłopoty z rozwiązaniami technicznymi? Służę telefonem owej firmy z Las Vegas...) tworzy faktycznie nieporadną, bałaganiarską i zminaturyzowaną wersję brutalnej i aroganckiej ale zarazem monumentalnej Katedry Światła Speera.

Na zakończenie pozostawmy na boku poziom dyskusji i zasadnicze pytanie czy pomnik ma być, czy nie i powiedzmy wprost, że pozostający ciut w cieniu tego tekstu Piotr Żuchowski w jednym ma po prostu rację – wstawienie takiej ilości snopów światła radykalnie zmienia funkcjonowanie historycznej architektury, a przecież stanowisko które zajmuje powstało między innymi po to, by uchronić zabytki przed nadmierną ingerencją nowoczesności (podkreślam – nadmierną). Jeżeli chcemy z tym dyskutować, to nie należy mówić czegoś w stylu „to przecież tylko kilkadziesiąt małych reflektorków” i „o tu widać, ze nie widać różnicy”. Trzeba znaleźć takie rozwiązanie, które będzie artystycznym i architektonicznym wzbogaceniem placu, a nie łamaniem jego istniejącej koncepcji przestrzennej.

No comments:

Post a Comment