Thursday, March 26, 2015

Gdzieżeś ty, Eugeniuszu Kwiatkowski?

...


Newsweek, Portal Opinii -  30 kwietnia 2012 



Sgosia, swym bardzo ciekawym i zasługującym na wnikliwą uwagę wpisem Neotuskowanie Polski wywołała równie interesującą dyskusję. Po raz któryś już zauważyłem, że moja odpowiedź przekracza rozsądne ramy komentarza, stąd też, jak mam to już we zwyczaju, odpowiadam wpisem.


Tu dwa istotne zastrzeżenia.
Po pierwsze, dobra zasada głosi, że człowiek nie powinien się publicznie wypowiadać o rzeczach, na których zna się, delikatnie mówiąc, słabo. Zasadę tę sam oto, niniejszym wpisem, łamię z głośnym hukiem. Na ekonomii znam się kiepsko. W warstwie teoretycznej trudno za podstawę wiedzy uznać przymusowy rok zajęć z ekonomii marksistowskiej w wymiarze 90 minut tygodniowo, a na takowe jeszcze się załapałem. Gorzej, zajęcia te dokumentnie zlekceważyłem i poszedłem wyłącznie na dwa wykłady – pierwszy i ostatni. Prowadzący, bardzo rozsądny człowiek, uznał najwyraźniej, że w sytuacji widocznego upadku ekonomii marksistowskiej na, excuse-moi, pysk, nie ma co się upierać przy frekwencji, wystarczy jeśli na egzaminie delikwenci zaprezentują jaką taką znajomość lektur. Panie Doktorze, a dziś już zapewne Panie Profesorze, niech się Panu szczęści! Znajomość praktyczną mam ciut tylko lepszą, a przy tym bardzo wyspecjalizowaną. Dla usprawiedliwienia powiem, że jak ów nieznany przyjaciel Roberta Fulghuma, piszę z całą świadomością faktu, że JA SIĘ MOGĘ MYLIĆ!  :)


Drugie ważne zastrzeżenie dotyczy, nomen omen, moich zastrzeżeń, konkretnie zastrzeżeń w stosunku do rządu premiera Donalda Tuska, którego, w przeciwieństwie do blogowych sław, nie uważam za najlepszego premiera, jakiego tylko moglibyśmy sobie wyobrazić. Co jednak nie oznacza, że uważam, iż ewentualny rząd PiS byłby lepszy. Pod względem gospodarki nie ma dramatycznych różnic między PO, a wcześniejszym rządem PiS. Swoją drogą, by rząd PiS mógł być lepszy dla gospodarki, partia ta musiałaby przestać uważać wszystkich biznesmenów, którzy jej nie wspierają, za złodziei. Co chyba nie jest możliwe. Nie uważam też, że biurokracja Unii, niekiedy przerażająca, jest zasadniczym problemem. Są kraje, których gospodarki w tej samej biurokracji funkcjonują całkiem dobrze. Jak na razie więcej od Unii dostajemy, niż jej oddajemy, więc, suma summarum, problem to raczej nie jest. Oczywiście byłoby dobrze, gdybyśmy to co dostajemy brali nieco bardziej „celowo”, ale to inna sprawa i jedno ze źródeł wspomnianych zastrzeżeń.


Piszesz Sgosiu, że teraz nawet Balcerowicz odcina się od „polskiego bigosu”.
Balcerowicz nie odcina się od swojej reformy, Balcerowicz uważa, że posunięcia Rostowskiego są zbyt łagodne w stosunku do potrzeb gospodarki. Inaczej mówiąc Balcerowicz postuluje ostrzejsze cięcia wydatków socjalnych i wyższy niż w propozycji rządowej wiek emerytalny. Przywołanie Leszka Balcerowicza w obronie tez prof. Kieżuna jest zabiegiem ryzykownym. Wbrew pozorom, nie każdy wróg twojego wroga jest twoim przyjacielem…  ;)


Pytasz mnie, że zacytuję: czy wg Ciebie dobre było nadmierne rozwijanie importu?
Nadmierne rozwijanie importu? Czasem się zastanawiam, kto wymyślił tę perełkę. Tu akurat nie ma żadnych tajemnic, tabele importu i eksportu są znane i powszechnie dostępne. Import jest rzeczą normalną, sam w sobie nie jest żadnym złem. Powinien go jednak równoważyć eksport. Po reformie Balcerowicza eksport spadał do roku 1992. Zasadniczym powodem spadku eksportu była jego wcześniejsza jednokierunkowość – znów nie ma tu tajemnic, większość szła do ZSRR i bratnich krajów (w tej kolejności) – sam eksport węgla na Zachód nie mógł utrzymać całej gospodarki, zwłaszcza wobec ówczesnego spadku zapotrzebowania na węgiel, widocznego już przecież od początku lat 80-tych. Upadek ZSRR i całego systemu spowodował upadek naszego eksportu. To był czynnik, którego chyba nie wzięto w wystarczającym stopniu pod uwagę przy konstrukcji planu reformy gospodarki. W 1993 spadek eksportu został wreszcie wyhamowany (było paru całkiem rozsądnych ludzi w rządzie pani premier Suchockiej), by wreszcie odbić się od dna i skoczyć o ponad 20% w 1994 (tu trzeba oddać sprawiedliwość rządowi Pawlaka i Borowskiego, fakty są, jakie są). Rok 1995 był wręcz znakomity pod względem eksportu. W latach 94 i 95, po raz pierwszy od Gomułki, mieliśmy przewagę eksportu nad importem. Tu przypomnę, że Gomułka był zwolennikiem zbilansowania eksportu i importu na bardzo niskim poziomie, niskim ze względu na ograniczone możliwości eksportu. Była to w sumie polityka racjonalna, tyle, że miała efekt uboczny – zaowocowała tzw. „socjalizmem w waciakach”, wyraźnie demonstrując słabość gospodarki nakazowo-rozdzielczej, co ostatecznie spowodowało wybór Edwarda „Zastaw Się, A Postaw Się” Gierka. Po radykalnym wzroście eksportu w tych dwóch latach, w 1996 nastąpiło gwałtowne wyhamowanie przyrostu eksportu (eksport nadal wzrastał, ale w dużo mniejszym tempie, około 2-3 procent rocznie) – to już rządy Oleksego i Cimoszewicza i im też à rebours sprawiedliwość można tu (z pewną satysfakcją z mojej strony) oddać. Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że ostatnie rządy (i PiS, i PO), choć znacznie lepsze od obu wspomnianych, nie wspierają eksportu tak, jak powinny. Ich wsparcie dla eksportu miało i ma przede wszystkim charakter retoryczny. Nie stworzono dotąd bardzo potrzebnych mechanizmów sprzyjających zmianie struktury eksportu, a MUSIMY jak najszybciej zwiększyć eksport produktów zaawansowanych technologicznie, inaczej będzie źle. Obecnie ta część eksportu zwiększa się bardzo wolno, zbyt wolno, i właściwie „sama z siebie”. Potencjał jest, są możliwości. Przykłady Sikorsky’ego i Fiata mówią same za siebie, trzeba ten potencjał rozwijać i wzmacniać!


Pytasz także, czy wg mnie dobre było (…) wyprzedawanie majątku narodowego, by go przejeść?
Wyprzedaż majątku narodowego, albo drugie Burundi. Tak, to jest koronny argument koncepcji prof. Kieżuna (i nie tylko).

Pisałem w komentarzach, że prof. Kieżun nazbyt łatwo przerzuca odpowiedzialność za sytuację w Burundi i Rwandzie na bezwzględny amerykański kapitał, czyli firmy zbrojeniowe szczujące na siebie plemiona dla garści dolarów zysku. Z tego co pamiętam (Kanibal lepiej się na tym zna, więc mam nadzieję, że mnie poprawi, gdy coś pomylę), najbardziej pożądaną bronią przez walczących w tamtym rejonie świata był AK-47, podczas gdy wymagający większej siły ognia preferowali karabin maszynowy Kałasznikowa PK/PKS..



[]  Mai-mai w Rwandzie - najpopularniejsza broń, czyli karabinek automatyczny Kałasznikowa, AK (popularnie znany jako AK-47). Fot. za: Wiadomości24.


Z tego co jeszcze pamiętam, obu modeli uzbrojenia nie ma w ofercie amerykańskich firm zbrojeniowych. AK-47 jest licencjonowany na rynek amerykański i produkowany w małych ilościach dla sił specjalnych i SWAT, a także dla lokalnych kolekcjonerów. Nie słyszałem o produkcji PK/PKS Kałasznikowa w Stanach. Kraje, które podówczas produkowały i eksportowały największe ilości tej broni, to ZSRR/Rosja (kolejne masakry miały miejsce w latach 80. i 90.) oraz ChRL.

Dopiero po ustabilizowaniu sytuacji w Burundi i po częściowym zniesieniu ograniczeń handlowych, obecna armia tego kraju jest stopniowo przezbrajana w broń zachodnią (moim zdaniem przedwcześnie, ale to inna sprawa). Myślę, że co do Burundi, diagnoza profesora Kieżuna jest błędna, i że należy raczej uderzyć się we własną, mężną pierś i przyjrzeć chaosowi jaki wywołała nieprzemyślana reforma administracji dokonana pod auspicjami ONZ.



[]  Walki w Burundi. Karabin maszynowy Kałasznikowa PK/PKS. Fot. Jean-Marc Bouju, za: Ap/Annenberg



W wypadku Polski problem z tą koncepcją leży w tym, że kiedy spojrzymy na konkretne, prywatyzowane przedsiębiorstwa, wygląda to trochę inaczej. Prawda, część przekształceń własnościowych była przeprowadzona źle, czasem bardzo źle. Część była przeprowadzona dobrze. Prywatyzacja gospodarki była jednak po prostu konieczna – profesor wołający o nowego Grabskiego zapomina, że to nie były czasy Grabskiego. Nie było więc żadnych danin państwowych do zebrania, bo cały majątek był państwowy (czytaj – niczyj) i pod rządami biurokratów przynosił straty. Żeby te daniny wygenerować, trzeba było prywatyzować gospodarkę.


W kwestii szansy płynącej z łupków, o której wspominasz, przytoczę bardzo dobry tekst Piotra Aleksandrowicza, opublikowany jakiś czas temu w Newsweeku. Wyjaśnia on lepiej niż ja mógłbym to zrobić, dlaczego nie należy pokładać nadziei w łupkach, i dlaczego, paradoksalnie, coraz mniejsze szacunki zasobów nie są dla nas złem ostatecznym, podłą igraszką losu i w ogóle tragedią. Krótko mówiąc, bardzo bym nie chciał, by gospodarka Polski przypominała gospodarkę np. Arabii Saudyjskiej. Autor, bardziej umiarkowany i lepiej zorientowany, przywoływał przykład Holandii.
Piszesz, Sgosiu, bardzo pesymistycznie: uważam, że nasza sytuacja jest BEZNADZIEJNA.
Co do beznadziejności – rozumiem, że Twoje odczucie beznadziejności wiąże się z rządami Platformy i „przemocą Unii Europejskiej”, tak że ewentualna zmiana rządu i nasze odejście z Unii mogłoby jakąś nadzieję stworzyć?

Jeśli o mnie chodzi, nadzieję widzę między innymi w tym, że mimo braku wsparcia, rozwija się eksport „technologiczny”. Inaczej mówiąc, jest spora grupa ludzi chcących wytwarzać zaawansowany produkt, konkurencyjny z produktem np. niemieckim czy francuskim. Ostatnie rządy im tego specjalnie nie utrudniają. Nie chodzi tu bynajmniej o sam eksport, to tylko przykład. Jest, nieznany od dwudziestolecia międzywojennego, nurt „jakości” – w gospodarce, w nauce, ale także np. w kulturze (dlatego zawsze czepiam się, kiedy ktoś pisze, że polska sztuka jest beznadziejna). Proszę wybaczyć cokolwiek górnolotne sformułowanie, ale nadzieję tworzy potencjał mieszkańców Polski. Rząd może w tym pomagać. Może też „nie przeszkadzać”. Na razie specjalnie nie przeszkadza, ale czas najwyższy, żeby zaczął pomagać.

Henrykspol podrzucił mi ostatnio link do memorandum o planowanym deficycie. Stroję sobie czasem żarty z mistrza Wincentego i jego wytwornego kapelutka, ale to nie jest głupi facet, przeciwnie, to człowiek bardzo inteligenty i sprawny ekonomista. Problem w tym, że nie ma kogoś, kto by go, że tak powiem, „zrównoważył”. Obok sprawnego administratora ekonomii, potrzebny jest solidny wizjoner. „Solidny wizjoner” brzmi jak oksymoron, ale chodzi tu o kogoś, kto zna i rozumie potencjał gospodarczy, i kto na podstawie tej wiedzy potrafi przedstawić długofalowy plan strategii wsparcia wybranych dziedzin gospodarki, projektując potencjalne zyski w perspektywie np. lat dwudziestu. To nie jest data z kapelusza. 20 lat temu jeden z szefów Samsunga doszedł do przekonania, że dzięki określonym, starannie zaplanowanym działaniom, za 20 lat jego firma może być dominującą siłą na światowym rynku elektronicznym. Po 20 latach – jest. Nie idealizuję Samsunga, to były bardzo ciężkie lata dla jego pracowników, ale przynajmniej nie poszły na marne. Planowanie deficytu jest naprawdę rzeczą bardzo ważną, tylko gdzie, do … (tu pominę stosowne wyrażenie – odpowiadam wszak Sgosi ;) ) jest ów strateg planujący rozwój? Z całym, ogromnym szacunkiem dla Grabskiego – nie potrzebujemy w tej chwili drugiego Grabskiego. Potrzebny nam nowy Kwiatkowski! Na wczoraj!


I to już koniec mojej odpowiedzi. W następnych wpisach postaram się, ze wszelkich sił, unikać tematów na których się nie znam, zwłaszcza, że akurat dzieje się wiele rzeczy co do których z dużym zadufaniem w sobie wierzę, że mam o nich jakieś pojęcie. :)


Wszystkich serdecznie pozdrawiam!


_________________________

KOMENTARZE
_________________________


chrup30 30 kwietnia 2012 14:23
Dzięki tobie przestałem cierpieć na bezsenność,to nie komplement,ale masz plus.

Marlow 30 kwietnia 2012 14:46
@mmboy697 Dziękuję! I żałuję, że nie mogę się odwzajemnić...

Afapipi 30 kwietnia 2012 15:51
@Marlow
Ekhm...:)Wypowiadanie się na tematy (nawet publicznie), o kórych ma się mizerne pojęcie jest często pokusą trudną do przezwyciężenia. Dlatego mamy tylu spacjalistów od wszystkiego, czyli tak naprawdę od niczego. A już wzniesienie się ponad polityczne podziały dla jakiegoś dobra jest jedynie możliwe w przypadku wyboru chirurga. Nie słyszałam, aby np. jakiemuś pisiorowi -pacjentowi przeszkadzał chirurg- platformers, a zwłaszcza gdy genialny...Podobnie nie słyszałam jeszcze o przypadku, aby, ktoś doradzł chirurgowi , jak ma go operować.:)
Nb - Kwiatkowski między innymi odnosił sukcesy dlatego, że bardzej od sympatii politycznych współpracowników cenił ich zawodowe kompetencje.

leszekbejmert 30 kwietnia 2012 16:10
@Marlow
Różnica między AK a Pulomiotem Kałasznikowa dla laika jest żadna . Broń .
Ale jakbyś miał nieść jedną lub drugą broń to byś się zorientował .
Miałem obydwie (Bronie) . Literka M oznacza że modernizowany .
Najważniejszą cechą AK jest cena .
pozdro.hejo.

henrykspol 30 kwietnia 2012 16:19
@Marlow
Człowiek może a nawet powinien wypowiadać się publicznie o rzeczach, na których zna się słabo. Pod warunkiem, że prawd objawionych nie głosi, tylko własne, najlepiej jakoś udokumentowane, opinie. (Co powinien zastrzec). Tak twierdzę. Dowodem na słuszność mojego twierdzenia jest Twój tekst choćby. Drobna uwaga: moim zdaniem, równoważenie eksportu i importu było bezwzględnie ważne za PRL. Bo to państwo eksportowało oraz importowało. Teraz handel zagraniczny prowadzą firmy prywatne. Często polega on na sprowadzaniu elementów do produkcji z własnych zagranicznych zakładów danego koncernu do zakładów krajowych. Albo odwrotnie. Co prawda, efekty negatywne braku równowagi na pewno są. Na czym miałaby polegać beznadziejność naszej sytuacji, nie wiem. Poza tym, wcale nie ja Tobie, tylko (wcześniej) Ty podrzuciłeś link... :) Pozdrawiam Cię z umiarkowanym optymizmem.


henrykspol 30 kwietnia 2012 16:54
@Marlow
Minister Rostowski wydaje mi się, podobnie jak Tobie, bardzo sprawnym Ministrem Finansów. Nie jest chyba łatwo radzić sobie z administrowaniem finansami państwa przy stosunkowo dużych potrzebach pożyczkowych, zaniepokojeniu inwestorów sytuacją ogólną oraz szczegółową (pisałem o wojnie ministra). Natomiast Minister Finansów - inaczej główny księgowy państwa, nie jest ani prezesem firmy o nazwie Polska ani radą nadzorczą tejże firmy.Niechże się Prezes RM oraz rada nadzorcza - Posłowie i Senatorowie bardziej poczuwają. Nie zajmują głównie opowiadaniem głupot... ;)
Jendras - Obywatel 30 kwietnia 2012 19:01
@Marlow
Tekst jest spoko. Jak wszystkie Twoje (zastrzeżenie: to moja opinia, a nie prawda objawiona - ukłon do @henrykspol Piszesz, że się na tym nie znasz. Zgadzam się z tym, a nawet nie zgadzam: jeżeli robisz uczciwy i rzetelny risercz, kwerendę znaczy, to już się wyznajesz. Nie na tyle, kanieczno, żeby np. tym biznesem kręcić (dość duże państwo w końcu, nie?), ale wiesz o co się rozchodzi, co się faktycznie kryje za rzucanymi tu i ówdzie sloganami i potrafisz się do nich merytorycznie odnieść.
I tu jest sęk pogrzebany: 95 % (albo i więcej) ludków kopiuje elektronicznie lub oralnie wymyślone przez różnych mniej lub bardziej nawiedzonych gurus (to prymitywna metafora tylko, znaczy się nie złość się tak, jak na mantrę <img ) i objawiane przez nich publicznie banały, pół, ćwierć albo i zeroprawdy, nie mając fioletowego nawet pojęcia o co się rozchodzi, często wyłączając zresztą nawet wiedzę i logikę na poziomie gimnazjum lub powszechnie znane fakty (rzut poziomy na odległość 12 m, miękka brzoza, gruba kreska etc.).
Nawiasem - obijam się po różnych firmach doradczych i w tym środowisku zetkąłem się z opinią (niby zartobliwą, ale ...), że powszechność internetu i zawarta w nim - jakby napisał Lem - summa wiedzae - to gwoździe do trumny biznesu doradczego, bo prawie każdy może se doradzić sam. Według mnie nie do końca, bo tak naprawdę, to nie mniej ważne jest spojrzenie outsidera, ale coś w tym jest, nie? 
Przy okazji, oprócz wcześniejszego ukłonu, składam wielki hołd dla @henrykspol za jego merytoryczne i spokojne teksty, które są chyba najlepszym dowodem na to, że rzetelna robota z Guglem rozsądne myślenie "czynią Mistrza", przy którym wymięka niejeden akademik czy tzw. profesjonalista.
Andrzej Jędrasik 30 kwietnia 2012 19:49
@Marlow
Odpowiadam wprost na pytanie: Gdzieżeś Ty?
On jest od 1974 roku na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
henrykspol 30 kwietnia 2012 21:09
@jendras
Dzięki Ci o Panie za ukłon oraz hołdy. Dodam skromnie: zasłużone jak najbardziej. :) Proponuję per Ty, jeśli nie zgłosisz zastrzeżeń. Czytuję Twoje komentarze i zwykle zgadzam się z ich treścią. Jak z opinią wyżej,do Marlowa adresowaną. Dodałbym: nie tylko ludzie o mentalności gimnazjalistów tak mają. Poglądy i "dane" kopiują/powielają ludzie, od których oczekiwałbym profesjonalizmu. Dlatego zająłem się finansami publicznymi od podszewki. Przeglądam oficjalne, urzędowe dokumenty, usiłując zrozumieć zależności. Bo obiegowe opinie, nawet te sygnowane nazwiskami fachowców, to w znacznej części powielana mniemanologia. Pozdrawiam wieczorem.
Jendras - Obywatel 30 kwietnia 2012 21:20
@henrykspol
Dzięki za dzięki. :)
Bądźmy zatem na Ty. Nie proponuję brudzia, bo zaraz nam się tu zwalą @Andrzej-jedrasik, @racza i @leszekbejmert ;)


Andrzej Jędrasik 30 kwietnia 2012 21:25
@jendras
Sam się zwal! :)
RaCZa 30 kwietnia 2012 21:29
@Marlow
Ty jak już napiszesz, bracie, to trzeba wieczór rezerwować. Nie wspominając o dziesiątkach zapytań do prof. Google. Warto było, jak zawsze, ale błagam nie pisz częściej niż raz na dwa tygodnie. ;)
RaCZa 30 kwietnia 2012 21:30
@jendras
Ja się mogę z wymienionymi okrutnie i chętnie najebać, ale żeby walić, to ni chuja.
Marlow 30 kwietnia 2012 21:59
@Afapipi No kurczę, ten Kwiatkowski, on z Ghany chyba był. Człowiek politykę zupełnie lekceważy i zastanawia się tylko, jakby tu gospodarka popchnąć do przodu. OZN rządzi, facet projektuje Gdynię. Legioniści rządzą, Kwiatkowski stawia COP. Komuna przejęła władzę, no tu już faktycznie się nie dało, bo Kwiatkowski musiał mieć wolną rękę...
Niesamowity człowiek. 
@leszekbejmert Nosiłem, nosiłem. Nic się równa z targaniem skrzynki granatów do rpg-7 w rytmie świńskiego truchtu - dziś to się elegancko jogging nazywa.
Už se nevrátí – i dobrze, raz wystarczy! ;)
Marlow 30 kwietnia 2012 22:30
@henrykspol To musi być taka trójka klasowa - Bůh trojkou miluje :) Rzeczywiście, tak jak w firmie. Jest szef, jest główny księgowy i CEO od spraw strategii. Bez tego to jak siedzenie na trójnogu z oderwaną jedną nogą. Można, no można, ale raz, że niewygodnie, dwa, że po pewnym czasie doświadczenie traci swój urok – także dla widzów.
Równoważenie importu i eksportu ma jednak pewne znaczenie – jego brak oddziaływuje na finanse państwa – poprzez odpływ gotówki. Oczywiście, jeśli możemy sobie na to pozwolić, nie ma sprawy, ale lepiej jednak, jeśli równowaga jest zachowana. W sumie jednak naprawdę ważna jest struktura eksportu. Eksport oparty na surowcach lub np. na nieprzetworzonych produktach żywnościowych jest bardzo wrażliwy na zmiany sytuacji na rynku. Jest w polskiej historiografii taka teza, trochę mało znana, a chyba bardzo ważna. Powodem upadku Rzeczpospolitej nie było liberum veto (piszę z pamięci – ale do 1700 sejm zerwano bodaj 5 razy i w bardzo specyficznych wypadkach, rozkwit liberum veto w początku XVIII wieku był objawem, nie powodem słabości państwa). Powodem nie była też sieć relacji łączących lub dzielących rody magnackie. Zasadniczym powodem było załamanie rynku zbożowego Europy, idący za tym dramatyczny spadek wartości głównego polskiego produktu eksportowego i drenaż skarbca królewskiego. 
Mimo wszystko też z umiarkowanym optymizmem pozdrawiam :)


Marlow 30 kwietnia 2012 22:52
@Andrzej-jedrasik Jak na poetę, bywasz zabójczo wręcz dosłowny... :P
@racza Cenzura prewencyjna! Ale spoko, wrzucę jeszcze jeden za parę dni, a potem przerwa ;)
@jendras Taa. To jest dziwne zjawisko. Facet czy kobieta doznają objawienia jakiejś prawdy i zaczynają ją głosić. W dodatku podpierają to tytułami naukowymi. By dać możliwie netralny przykład: 
Oto pani profesor sofizmatyki stwierdza, że zimą pingwiny Feynmana rozgrzewają się konsumując sfermentowany tran wielorybi. Pani profesor, posiadająca na koncie szereg istotnych publikacji i wyróżnień, teorię tę osobiście potwierdziła symulacją komputerową. Symulacja komputerowa oznacza w tym wypadku, że pani profesor znalazła w internecie artykuł, w którym pojawiły się terminy: "alcohol", "Feynman's penguin", a także "train" oraz "oil". Tytuł profesorski pozwala wyprowadzić z powyższych logiczną kombinację: Fenynman's penguin / train-oil / alcohol. 
Potem już idzie z górki - pani profesor udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że...
:mrgreen:
Jendras - Obywatel 30 kwietnia 2012 23:27
@Marlow
A to durna baba! Nie wiedziała, że train to taki smutny wiersz jest, a nie żaden wieloryb, chłe chłe! 
Sgosia 30 kwietnia 2012 23:46
@Marlow
Od południa próbuję zalogować się w blogerni i nic mi z tego do teraz nie wychodziło.
Dziękuję za tak poważna odpowiedź.
Warto było napisać nawet tak "kulawy" tekst, jak mój, by wywołać tamtą dyskusję i Twoją odpowiedź na temat, :Na którym się nie znasz". Swoja drogą, zeby wszyscy wiedzieli tyle na tematy, na których się nie znają, to....ech marzenia.
Nie uważam, że PiS-owski rzad byłby dużo lepszy, ale chyba nie pozwoliłby na rabunkowe rozsprzedawanie majątku narodowego. Chociaż jestem tutaj postrzegana jak fanatyczka PiS, to nią nie jestem. Nie będę jednak tutaj rozwijała swoich zastrzezeń do tej partii, bo ani czas, ani temat.
Masz rację, że moze źle to ujęłam pisząc o nadmiernym imporcie. Chodziło mi o to samo - o to, ze się niak nie bilansował. Zgadzam się, że wśród przyczyn było załamanie się rynku rosyjskiego i demoludów i jak sam twierdzisz nie przewidzenie tego było błędem.
O Balcerowiczu wspomniałam troche z przekąsem, ale gdy się pisze, często nie widać intencji - cóż braki warsztatowe. - wybacz. :)
Przyznam, że o łupkach wiem bardzo mało, a czy będę dla nas jakaś szansą zobaczymy. A co do potencjału ludzkiego zgadzam sie z Tobą, tyle że wg mnie byłoby lepiej, gdyby rząd naprawdę nie przeszkadzał i stworzył warunku słynnego "jednego okienka" dla przedsiębiorczości. Pełna zgoda też co do Kwiatkowskiego.
W eksporcie produktów przetworzonych jest też jeden martwiący trend. Chodzi o "wysoko przetworzonych" specjalistów, czyli ludzi wykształconych - lekarzy, inżynierów itp. Wykształconych tu, często za pieniądze podatników, a wyjeżdżających na stałe do różnych krajów Europy. Jeśli tu w kraju nie stworzy im sie warunków do godziwego zarabiania, to zostaniemy krajem wiecznie pracujacych staruszków z głodowymi emeryturami. :)

RaCZa 30 kwietnia 2012 23:52
@Sgosia
Ten cały @Marlow podpuszcza nas tutaj i udaje nieznającego się, a w rzeczywistości to jakiś cholerny kawał elfa i łamagi, czy jak to leciało. ;)
Jendras - Obywatel 01 maja 2012 01:02
@Marlow
No i widzisz, możesz se pisać, pisać i pisać, a dalej masz "rabunkowe rozsprzedawanie majątku narodowego"
@racza
Z pewnego na 100, no, może 40 procent źródła wiem, że to sam Balcerowicz jest ten Marlow! :)

henrykspol 01 maja 2012 01:31
@Marlow
Załamanie eksportu zboża było chyba główną przyczyną upadku I RP. Choć nie wiem, czy teza dałaby się udowodnić. Oczywiście równowaga eksportu i importu ma znaczenie. Mocna nadwyżka importu przy walucie takiej jak nasza jest bardzo ryzykowna. Poza tym: jeśli przy tej nadwyżce sprowadzamy artykuły przetworzone, to fundujemy sobie wzrost bezrobocia (nasi wytwórcy padają)itd. Właśnie : struktura importu i eksportu musi być uwzględniona, jeśli chce się pisać/oceniać wpływ handlu zagranicznego na bezrobocie. Bo jest tak, jak piszesz i to w obydwie strony.Pozdrawiam Cię grubo po północy.
  
henrykspol 01 maja 2012 01:34
@jendras
Pozdrawiam Cię po północy. Ogień na siebie sam wezwałeś... :)
Zhannah 01 maja 2012 02:58
@Marlow, ale jesli bedziesz pisal tylko to na czym sie znasz, to nie bedziesz automatem za jakis czas.. samotny i zdziwaczaly ?
Zabrzmialo tempawo z mej strony, ale to dzwiek tego, ze lubie na blogach ludzkie podejscie do sprawy, takie jak dzis... bo coz mnie moze pasjonowac fragment z Chin :)

Marlow 01 maja 2012 03:09
@Zhannah Będę zdziwaczały? Ja już od dawna jestem zdziwaczały. Samotny? Naaah! :mrgreen:
@jendras Nie. :) W sumie to mam dość ambiwalentny stosunek do Leszka Balcerowicza. Niegłupi facet i zrobił, co musiało być zrobione. Czy można było lepiej - o to można się spierać. Na pewno można było gorzej, jest parę przykładów pod ręką całkiem niedaleko. Problem w tym, że on w swych wypowiedziach jest za bardzo przekonany o własnej nieomylności (choć przy tego typu reformie to przydatne) - a ja naprawdę mogę się mylić ;)
@henrykspol O handlu zbożem i upadku Rzeczpospolitej było dobre opracowanie któregoś z naszych historyków. Jeśli kiedyś przypadkowo znajdę tytuł i autora, to dam znać!
Zhannah 01 maja 2012 03:17
@Marlow.. jak smiesz twierdzic, ze sie myle, choc ta riposta udowadnia, ze ho, ho daleko Wacpanowi do dziwaczenia :) A samotnosc w tlumie, to rzecz zauwazana indywidualnie... :( choc nie rozumiem "Naaah!" , przepraszam... :)


Marlow 01 maja 2012 03:39
@Zhannah Hmmmm... Odrobinkę słabsze niż "No way, Jose!" ;)
Ciut słaba jakość, ale lubię ten kawałek:
 https://youtu.be/Xg3iwSA68As


Marlow 01 maja 2012 03:46
@Sgosia Z logowaniem są niestety jakieś problemy już od kilku dni. Zgłaszałem to przez formularz pytań (też się nie mogłem zalogować, bodaj dwa dni temu) i widzę, że robią co mogą, ale to wygląda na dłuższą sprawę.
Kwiatkowski to był ktoś!
:)
Pozdrawiam!
Zhannah 01 maja 2012 04:04
@Marlow. hiszpanskie absolutnie, nie...to duzo rozswietla :) Piekna kurtuazja.
Sgosia 01 maja 2012 12:35
@RaCZa
Witam majowo. Dobrze, ze humor Cie nie opuszcza. Mnie też. :)
Andrzej Jędrasik 01 maja 2012 14:20
@Marlow
Dosłowność.To moja wada jako poety,ale staram się z tym walczyć.Dosłownie się staram. :)

No comments:

Post a Comment