... Newsweek, Portal Opinii - 11. 08. 2012 |
Nieustającym w swym trudzie twórcom rankingów CSIC i ich cennej idei oceny szkół artystycznych, poświęcam. Niech sczezną artyści! (Chyba, że coś opublikują.)
Osoby o wysokim poziomie wrażliwości estetycznej i kultury osobistej uprzedzam,
iż poniższy tekst zawiera wulgaryzmy!
* * *
Na ścianie gabinetu wisiał dyplom z biało-czerwoną wstęgą elegancko otaczającą złocone czcionki dedykacji: Za zajęcie pierwszego miejsca w drużynowym skoku o tyczce na III Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży dla Zepsołu Reprezentacyjnego Technikum Malowania Artystycznego na Szkle Butelkowym im. Józefa Gorzelniaka, Komitet. Przykurzoną szybkę dyplomu dzieliła drobna pajęczyna pęknięć, bezcenna pamiątka źle wyliczonego ciosu ciupagą, wymierzonego niegdyś przez dziarskiego radnego w krążącą wokół wstęgi muchę. Mucha dawno odleciała, a tego letniego dnia przy oknie gabinetu stał dyrektor technikum, były tyczkarz drużynowy, teraz starszy już pan z okazałym brzuszkiem, subtelnie maskowanym klasycznymi liniami garnituru Uomo Made in Belarus. Stał pan dyrektor przy oknie i wzdychał ciężko, spoglądając w zadumie na młode pokolenie sportowców żwawo podbiegające z tyczką do stogu siana. Posępne zamyślenie Artystycznej Głowy i Ojca Technikum Malowania przerwało nieśmiałe stukanie do drzwi.
– Wejść! – władczo zawołał dyrektor.
Pisknęła mosiężna klamka, wyskrzypiały drzwi pierwsze takty Idziedysca i do pokoju posłusznie wkroczył niewysoki, mocno zbudowany młody człowiek, dziwnie jakoś z wyglądu ocyganiony. Kusy fartuch, ubłocony i poplamiony, ledwie przesłaniał powyciągany pulowerek wpuszczony za pas wytartych portek. Popatrzył nieśmiało młodzieniec spod strzechy potarganych, czarnych włosów, potarł czubkiem prawego buta o lewą nogawkę i rzecze z wahaniem:
– Pan wzywał, Panie Dyrektorze… –
– Ech… Władziu, mój Władziu, cózem Ci ucynił? – religijnie i regionalnie zapytał dyrektor.
[] Komisja sędziowska dokonuje pomiaru
tyczką regulaminowej wysokości stogu
sportowego przed zawodami w Rumunii.
Fot. Leafpile.
– Ale… tego… ja przecież nic do Pana Dyrektora nie mom… – wyjąkał przerażony młodzieniec.
– Władziu, powiec ty mi, co ty tu u nas robisz – dyrektora była kolej, by głowę pochylić i spod sybirackich brwi zerknąć.
– No ja tak, no rzeźbie sobie, Panie Dyrektorze –
– Rzeźbisz sobie, Władziu? –
– Ano, rzeźbie… –
– Władziu – spojrzał dyrektor spod zmęczonych powiek, przechylając na bok głowę niczym Sowa Przemądrzała podczas rozmowy z Kubusiem Puchatkiem – przecież ty magister jesteś, co? –
– Ano, jestem, Panie Dyrektorze –
– Powiedz Władziu, a kto cie tu do uczenia przysposobił?
– Ano, Pan Dyrektor przecież –
– Garną się też do ciebie studenty, oj garną… –
– No… jest trochę –
– Taaa. A powiedz, Władziu, przecież ty językiem pięknie władasz, tak mi pani Basia od polskiego powiadała, hem, hem, – znacząco chrząknął dyrektor.
– Zaś ale, Panie Dyrektorze, takie tam babskie gadanie… –
– No… Władziu, ty mi się nie kryguj, ja to i od innych słyszałem. –
Nic na to nie rzekł potargany młodzieniec, jeno się zarumienił. Zamyślił się dyrektor, przez okno wyjrzał, i zobaczył, że tam już drużyna tyczkarzy wygrzebuje się ze stogu. Z ojcowską popatrzył troską na drużynowego, co sobie właśnie pół tyczki z uda wyciągał, wreszcie widząc, że operacja się udała, a roześmiani koledzy już podają bohaterowi symboliczne pół litra, pokiwał z zadowoleniem głową i odwrócił się do rozczochrańca.
– Nagrodę, słyszę, znowu dostałeś na Biennale? – zapytał życzliwie.
– A dostałem, chwała Panu, Panu Dyrektorowi znaczy się, dostałem, piękny pucharek. –
– Od Francuzów dostałeś? –
– A od Francuzów, panie Dyrektorze. –
– A przedtem od Niemców, hem, hem, – znów znacząco chrząknął dyrektor – dostałeś? –
– No… dostałem. –
– To ile ty, Władziu, tych nagród dostałeś? –
– Dyć nie zliczę Panie Dyrektorze, ale już mi się na szafce nie mieszczą i muszę na parapecie ustawiać, a tam pies mordą sięga i przewraca, skaranie z tym cholerstwem.
– Władziu, powiedz no mi, a tych, no, pomników, to ile nastawiałeś? –
– No, z tymi Organami, to już będzie trzeci tuzin. –
– Ech Władziu, Władziu… – Smutno pochylił dyrektor głowę, rozjaśniając pokój słonecznymi refleksami wypolerowanej tonsurki.
– Ech Władziu, nagród masz tyle, że pies ci tłucze, pomniki stawiasz na każdej turni i w każdej dolinie, Osculati jakiś przyjeżdża, żeby z tobą pracować, nikt cię nie przepije, językiem władasz jak nikt inny i o sztuce pięknie rozprawiać umiesz… –
– Dziękuję, Panie Dyrektorze, za dobre słowo… –
– Władziu… –
– Tak, Panie Dyrektorze –
– Władziu, to czemu ty, kurwa, niczego nie opublikowałeś, technikum naszemu artystycznemu w ten sposób szkodzisz i na zbity pysk wyrzucić cię muszę, bo mi hiszpański ranking CSIC zaniżasz i z 12897 punktami poniżej Instytutu Unasieniania Bydła w Burkina Faso już jesteśmy?
Usiadł ciężko dyrektor na wyrzeźbionym własnoręcznie krześle, oparł głowę na dłoniach i polały się łzy jego, wartkie i czyste jak woda w górskim potoku. A Władziu oczy tylko w oszołomieniu wytrzeszczył, za kołnierz swetra się złapał, pomiętosił, szarpnął, i wyszeptał:
– ¡Ay, caramba! –
* * *
Rankingi, szanowna publiczności, rzecz dobra i – przy umiejętnym stosowaniu – bardzo pożyteczna. Ostatecznie jednak to rankingi są dla nas, nie my dla rankingów, a malarz jest od malowania, tak jak d…
Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego weekendu!

No comments:
Post a Comment