Sunday, March 29, 2015

Idioci nie zagrażają demokracji, czyli blogi na cztery nogi

...


Newsweek, Portal Opinii -  13. 12. 2012 


Manipulacja to nic trudnego. Tu coś przyciąć, tu dodać, czarne zamienia się w białe, brunatne w czerwone, nie ma sprawy. Do sukcesu potrzebny jest tylko jeden czynnik – odpowiednia ilość osób, które w napadzie trudnego do wyjaśnienia idiotyzmu przyjmą ją i powtórzą, bez zastanowienia i z całym dobrodziejstwem inwentarza, jeżeli tylko będzie pasować do ich sposobu postrzegania świata. Manipulacja jest efektowna. Manipulacja jest lekka, łatwa i przyjemna. Dostarcza znakomitych zwieschenrufów i tworzy pierwszej klasy tytuły do wpisów na blogach.

Wyjaśnienie manipulacji to ciężka robota, wymaga sprawdzenia źródeł, w czytaniu bywa nudne, stawia często niemożliwy do przyjęcia postulat stosowania podstawowej logiki, w dodatku jest nieprzyjemne, gdyż z natury rzeczy ujawnia chwilowe zidiocenie manipulowanych – nawet najlepsi z nas nie lubią, kiedy mówi im się, że uwierzyli w coś naprawdę idotycznego.

Wyjaśnienie pojawia się i znika w mrokach niepamięci. Manipulacja trwa, wystawiając brudną, wyszczerzoną mordę w najmniej spodziewanych momentach. Na widok mordy, manipulowany z radością zawoła: acha! Wyjaśniacz na widok mordy odczuje bolesny szczękościsk. Prawda, szczękościsk zazwyczaj łagodzony odczuciem litości, ale jednak szczękościsk.

Początki


Początek tej konkretnej manipulacji niemal zginął już w mrokach niepamięci, w czasach kiedy iPhone 1 był jeszcze chic i cool, a konkretnie w połowie roku 2009. Zaczęło się to wszystko od wywiadu, którego Barack Obama udzielił reporterom Post-Gazette z Pittsburgha i The Blade z Toledo. Wersja pensylwańska przeszła bez echa, wersja z Toledo zaczęła żyć własnym życiem i szlajać się po egzotycznych zakątkach sieci. Tematem wywiadu była trudna sytuacja drukowanej i internetowej prasy, tracącej czytelników, a wraz z nimi reklamodawców. Dziennikarze próbowali zorientować się na ile poważnie Biały Dom szuka możliwości zaradzenia kryzysowi branży, na przykład poprzez ustawy zmniejszające obciążenia finansowe związane z publikacją tytułów prasowych.


[] Toledo Blade, Dave Murray, Newspaper journalism gets words of praise; Print media’s role vital, Obama says, 9.02.2009.


W trakcie wywiadu prezydent Obama z właściwym sobie wdziękiem unikał jakichkolwiek deklaracji, by jednak nie zrażać sobie ani redaktorów, ani czytelników gazet, stanowczo wyraził swoje wsparcie dla prasy samej w sobie, mówiąc:
Prawdziwym wyzwaniem jest zachowanie dziennikarskiej rzetelności, wiecie, relacjonowania w oparciu o fakty, poważnego dziennikarstwa śledczego, oraz zachowanie zasad etyki w różnych formach nowych mediów i zapewnienie temu wszystkiemu opłacalności. Ale to właśnie jest coś, co uważam za absolutnie krytyczne dla zdrowia naszej demokracji.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby pan prezydent nie zechciał wspomnieć o zagrożeniach. Powiedział bowiem dalej:
Niepokoi mnie to, że jeżeli wyłącznym kierunkiem w jakim zmierzają informacje będzie blogosfera, jeśli będą to wyłącznie opinie pozbawione poważnego sprawdzenia faktów, pozbawione poważnych prób ustawienia danej historii w jej kontekście, jeśli tak będzie, to w efekcie otrzymamy grupę ludzi wrzeszczących na siebie ponad pustką i brak możliwości wzajemnego zrozumienia.

Ten ostatni cytat wiąże się z wcześniejszym wywiadem Obamy dla New York Timesa, w którym prezydent stwierdził:
Jedną z przyczyn dla których [w Białym Domu – M.] nie spędzamy zbyt wiele czasu na czytaniu blogów jest to, że jeśli nie przyjrzysz się im bardzo uważnie, to możesz nabrać przekonania, że zawsze jest jakaś prosta odpowiedź, tak albo inaczej – powiedzmy, znacjonalizujesz wszystkie banki, albo zostawisz wszystkie banki w spokoju, i wszystko będzie dobrze.

Miał rację Barack Obama, czy jej nie miał? Jest wiele, bardzo wiele blogów pisanych solidnie, w oparciu o fakty i z uwzględnieniem kontekstu. Inaczej mówiąc, jest wiele blogów służących dyskusji i pomagających we wzajemnym zrozumieniu. Ale statystyki uzasadniają niepokój prezydenta. Większość blogów jest robieniem hałasu i niczym innym. Ma to zapewne istotną wartość terapeutyczną dla hałasujących, i jako takie powinno być chronione, ale z demokracją ma  mało wspólnego (Hyde Park nie jest endemicznym wytworem demokracji). Skoro zaś, wg znanego porzekadła historyków ekonomii, zły pieniądz wypiera dobry, to czy diagnoza Obamy była naprawdę przesadnie pesymistyczna? Obie wypowiedzi prezydenta stały się podstawą szerokiej i bardzo interesującej dyskusji i w prasie, i wśród blogerów, od Manili po Londyn, która to dyskusja cudem jakimś umknęła uwadze nadwiślańskiej publiczności.

Czy w powyższych cytatach prezydent powiedział, że „blogi zagrażają demokracji”? To oczywisty idiotyzm. Prezydent powiedział, że eliminacja prasy, z jej dziennikarską odpowiedzialnością, jest zagrożeniem dla demokracji, i wyjaśnił, dlaczego jego zdaniem blogi prasy nie zastąpią.

Ciąg dalszy czyli The Hill


Wszystko byłoby dobrze, ale cytat z Toledo Blade ruszył w świat. Delikatną, acz istotną zmianę wprowadził autor tekstu w magazynie The Hill, zajmującym się analizami prac amerykańskiej administracji. Michael O’Brien, publicysta The Hill, omawiając projekt ustawy senatora Bena Cardina o „rewitalizacji prasy”, streścił wypowiedź prezydenta własnymi słowami:
Obama powiedział, że dobre dziennikarstwo jest krytyczne dla zdrowia naszej demokracji, ale wyraził zarazem wzrastający niepokój wobec coraz silniejszych tendencji w relacjonowaniu wydarzeń – zwłaszcza na blogach politycznych, wśród których wyrosło ogromne poparcie dla jego kampanii podczas wyborów prezydenckich.
By uniknąć nieporozumień, O’Brien zacytował dalej słowa prezydenta o „wrzaskach nad pustką”.


[] The Hill, Michael O’Brien, Obama open to newspaper bailout bill, 9.20.2009.

Tekst O’Briena był krótkim podsumowaniem wypowiedzi Obamy. W tym właśnie tekście, w jednym zdaniu złożonym pojawiło się przeciwstawienie zdrowia demokracji (związanego z dobrym dziennikarstwem) i krytyki tendencji rozpowszechniających się na blogach.



Specjaliści od przesady czyli Business Insider


Kolejnym stopniem budowania manipulacji, tym razem już poprzez świadome nagięcie słów Baracka Obamy, był akapit otwierający artykuł Yael Bizouati i Johna Carneya w Business Insider: We Need To Bail Out Newspapers Or Blogs Will Run The World, (Musimy dofinansować prasę albo blogi będą rządzić światem) opublikowany następnego dnia po tekście O’Briena. Bizouati i Carney napisali śmiało i bez wahań:
Jak donosi The Hill, Obama wyraził wczoraj zaniepokojenie kiepskim stanem przemysłu medialnego i powiedział, że przyjrzy się możliwościom pomocy prasie, bo w przeciwnym razie blogi przejmą władzę nad światem, i to będzie zagrożeniem dla demokracji.



[] Business Insider,  Yael Bizouati i John Carney, 
We Need To Bail Out Newspapers Or Blogs Will Run The World, 9.21.2009

Drobne przetasowanie zdań podrzędnych i nie wiadomo już co demokracji właściwie zagraża. Przyczepić się trudno, bo autorzy także zamieścili cytat, a interpretować przecież im wolno.
Business Insider założony został w roku 2009 przez Kevina P. Ryana, magnata internetowego, twórcy i właściciela sieciowego, luksusowego outletu Gilt Group, twórcy i właściciela 10Gen, firmy projektującej najwyższej klasy bazy danych, wreszcie twórcy DoubleClick, systemu reklamy internetowej (ten ostatni w roku 2008 Google kupiło od niego za 3 miliardy dolarów). Business Insider ma łączyć informacje gospodarcze, z agresywnym, przyciągającym uwagę serwisem wiadomości. Jego reporterzy, skądinąd w większości znakomici fachowcy, w poszukiwaniu interesujących ujęć tematu, notorycznie balansują na granicy dopuszczalnej interpretacji, od czasu do czasu ją przekraczając. Zabiegi te w ubiegłym roku opisywał Felix Salmon, dziennikarz zajmujący się ekonomią i edytor blogosfery Reutera, w swym tekście Business Insider and over-aggregation (Business Insider i gruba przesada).

Gwoli sprawiedliwości należy dodać, iż Business Insider stara się zachować „aktywną neutralność” i swobodnie przesadza w relacjach dotyczących wszystkich stron sceny politycznej, podgryzając zarówno New York Timesa, jak i Fox News.

Wsparcie nieufnej czirliderki


Wreszcie kropka nad i, lub jak mawiają w kraju prezydenta Obamy, „wisienka na torcie”. By domknąć proces konstrukcji potrzebna jest jeszcze jedna osoba, która we wspomnianym wcześniej napadzie idiotyzmu dokona ostatniej redakcji tekstu i ogłosi:

Obama: Bloger „Zagrożenie dla demokracji”: Prez. alarmowa kontrola internetu…
Zagrożenie dla demokracji!
Obama powiedział, że musimy wykupić prasę, albo blogi będą rządzić światem!



[] The Burbank Digest, 10.18.2009

Ten alarmistyczny komunikat napisała pani Liz Burbank, założycielka, redaktor naczelny, i (jeśli dobrze widzę) jedyna autorka portalu jedno-blogowego The Burbank Digest. Ironią losu jest, że choć cytat streszczony później do „Obama mówi, że blogi są zagrożeniem dla demokracji” wyszedł spod pióra autorki skrajnie lewicowej, wspierającej Obamę tylko dlatego, by nie zwyciężył międzynarodowy kapitalizm, to w Polsce stał się on orężem handicapowych lingwistów preferujących wizję świata o 180 stopni różną od tej, którą głosi pani Burbank.

Handicapowym lingwistom zadedykuję przekład niepowtarzalnej prozy Liz Burbank:
…zniewoleni materialnymi i psychologicznymi przywilejami klasy i rasy, napędzani ideologicznymi silnikami białego, suprematystycznego rasizmu i „konsumeryzmu” … i przy okazji, Hitler z podziwem przejął eugenikę z usa – wraz z przemycanym w ukryciu kapitalistycznym wsparciem ponieważ u.s. zamierzało II w. św. jako część jego „ostatecznego rozwiązania” by pokonać radziecki socjalizm i jego postępy.
(Starałem się wiernie oddać malowniczy styl komentarzy pani Burbank, łącznie z charakterystycznym użyciem dużej i małej litery, tudzież z efektownym początkiem zdania)

Postscriptum


Mało związane z tematem słowa prezydenta Obamy o zagrożeniu jakie niesie cywilizacja iPadów i Xboxów pojawiają się zazwyczaj w tym kontekście kiedy wpuszczony w maliny bloger, w związku ze wspomnianym, hmm, niewielkim handicapem lingwistycznym, mimo gorączkowego googlowania, nie jest w stanie znaleźć właściwych źródeł.

Cytat o iPodach pochodzi z przemówienia Obamy do studentów uniwersytetu Hampton w Wirginii, wygłoszonego prawie rok później, w maju 2010 roku. Obama powiedział tam:
Wśród iPodów i iPadów i Xboxów i PlayStation – o żadnym z nich nie wiem, jak działa – informacja staje się odwróceniem uwagi, czymś rozpraszającym, formą rozrywki raczej niż narzędziem, które miałoby nas wzmacniać, niż środkiem naszej emancypacji.
Najbardziej wariackie teorie mogą [w ten sposób – M.] szybko nabrać rozpędu – dodał, mówiąc o niektórych blogach i jednoosobowych rozgłośniach radiowych.

Obama powiedział następnie, że stoimy w obliczu zasadniczych zmian, których nie można powstrzymać, ale do których można się przystosować.
Wykształcenie może być waszą siłą, tak jak było nią dla starszych pokoleń, siłą pozwalającą podjąć wyzwania waszych czasów.
(Oba cytaty za notką w brytyjskim, konserwatywnym i konstytucyjnie promonarchistycznym The Telegraph z dnia 10 maja 2010)

Przemówienie, powiedziałbym, stosowne do miejsca i okoliczności, nawet jeśli w retorycznym zapale prezydent ciut przesadził – w rzeczywistości iPada używać potrafi, dostał go w prezencie od Steva Jobsa i sporo czasu spędza słuchając na nim muzyki. W sieci można znaleźć muzyczne listy z iPadów zarówno Baracka Obamy (No Doubt i Wilco), jak i Mitta Romneya (The Killers i Roy Orbison).

I to by było na tyle.

Acha, jeszcze przestroga. Jeśli inteligenty człowiek popełni błąd i mechanicznie powtórzy zmanipulowaną informację, świat się nie zawali i nikt źle o nim nie pomyśli. Jeśli jednak co i rusz powtarza kolejne głupstwa, a konfrontowany z rzeczywistością próbuje ich bronić niczym pan Wołodyjowski Kamieńca… Cóż, nie powinien być zaskoczony, jeśli publiczny wizerunek jego intelektu, śladem Małego Rycerza, z płonącą pochodnią w ręku zejdzie do magazynu amunicji.


[] Barack Obama, fot: The Independed Journal




______________________________

 K O M E N T A R Z E
______________________________



Karnigore Kanibal 13 grudnia 2012 10:54
I wszystko jasne, nie będą mi tu jacyś niedouczeni rojaliści kitu wciskać.


Daria Siemion 13 grudnia 2012 14:00
Teraz trzeba Twój tekst na angielski przetłumaczyć i pokazać Amełykanom opozycjonistom.
Gratki, dobra robota :)


Afapipi 13 grudnia 2012 14:11
No cóż głupcy są wszędzie i taką metkę "idioty" można podpiąć każdemu w każdej branży. Nie tylko blogerowi, ale i ministrowi, lekarzowi, sprzedawcy i wielu innym ludziom działającym w zawodach, które w mniejszym, czy większym stopniu są opiniotwórcze.
Braża tworząca relacje poprzez czytanie ma najbardziej pod górę w świecie, w którym powszechne jest zjawisko wtórnego analfabetyzm. :) Statystyki są bezwzględne, jak informuje wiki :" 77% Amerykanów, 47% Polaków i 28% Szwedów ma problemy ze zrozumieniem tekstów, a mianem sprawnych językowo można nazwać w tych trzech krajach odpowiednio tylko 2%, 21% i 32% mieszkańców (według International Adult Literacy Society)".
Pozostaje zatem zakończyć komentarz optymistycznym akordem, że w stosunku do durnych 77% Amerykanów, te 47% durnych Polaków to bułka z masłem. ;)
(Mały procent durnych Szwedów (28%)- to zapewne efekt zamiłowania tejże nacji do czytania- pierwsze miejsce w Europie.)
A przy okazji - Twój tekst nie jest łatwy do zrozumienia,co nie znaczy, że należy próbować.;)


Daria Siemion 13 grudnia 2012 14:25
@Afapipi Hm, a może, jeśli chodzi o prasę, jest to właśnie manipulacja, kwestia już nie samej niemożności czytania ze zrozumieniem, a raczej chęci obrócenia kota ogonem, przedstawienia faktów w takim świetle, żeby wywołać sensację? I jak jest sensacja, to ludzie ją kupują, właśnie ze zrozumieniem czytają bzdury napisane przez redaktorów, powtarzają je, ale nie zweryfikują choćby jednym kliknięciem (jak szanowna blogerka przywołana w tekście) - myślę, że to stoi u źródła problemu, ludzie wszystko kupują, a redaktorzy potrzebują krzykliwych, głośnych tytułów.
"Twój tekst nie jest łatwy do zrozumienia,co nie znaczy, że należy próbować"- ej, Afa, sprawdzasz czujność czytelnika, testujesz jego rozumienie tekstu? ;P


Marlow 13 grudnia 2012 14:35
@karnigore-kanibal Zdaje się, że jakiś pleonazm wkradł się do Twojego komentarza. ;)
@dariasiemion Dzięki :) ale... (za chwilę ciąg dalszy ;) )


Afapipi 13 grudnia 2012 14:52
@dariasiemion
Nie bądź taka przebiegła:P
Ja myślę, że manipulacja to jest wyższa szkoła jazdy, chociaż nie w każdym przypadku. Dużo jest prymitywnej manipulacji i jeśli taki tekst będący taką prostacką formą wywierania wpływu trafi na osobą mającą problem ze zrozumieniem tekstu to łatwiej go łyknie.
W przypadku mistrzów manipulacji obrona przed manipulacją tychże jest niesamowicie trudna, ponieważ są takie mechanizmy, którym ciężko się oprzeć nawet wiedząc jak to działa. Tak jest z zasadą ograniczonego dostępu, czyli zakazanym owocem. Jeśli (przykładowo) jakiś obszar wiedzy uchodzi za niedostępny, to tym bardziej chce się go posiadać. A kiedy się już zdobędzie upragnionego njusa i upowszechni go to odkręcenie tej sytuacji jest prawie niemożliwe. A bywa, że njus to podpucha. Żeruje na tym zjawisku wielu dziennikarzy i polityków.:)


Marlow 13 grudnia 2012 15:02
@Afapipi Bardzo ciekawy przykład przytaczasz (bez ironii to piszę, naprawdę świetny!).
OK jak najszybciej - to błąd z polskiej wiki. Powinno być nie "2% Amerykanów" a 13-14 % Amerykanów można uznać za sprawnych językowo. Oryginał, czyli angielska wiki mówi wyraźnie "13%" -
http://en.wikipedia.org/wiki/Literacy
W owym oryginale te 2% odnosiło się do proporcji w różnych grupach społecznych, a konkretnie dotyczyło czarnych Amerykanów. Tu należy dodać, iż praktycznie rzecz biorąc ten procent (pełnego rozumienia) można utożsamić z pełnym wykształceniem wyższym, przy czym tylko część osób z takim wykształceniem może go osiągnąć.
http://nces.ed.gov/naal/pdf/2006470.pdf


Marlow 13 grudnia 2012 15:05
@dariasiemion @afapipi W obu wypadkach jest to chyba problem tego, co uznamy za "czytanie ze zrozumieniem". Nawet na poziomie licealnym "rozumienie" jest rozumiane (wybaczcie) w sposób bardzo podstawowy:
http://xn--jzyk-polski-rrb.pl/testy-czytanie-ze-zrozumieniem/630-test-z-kronik-tygodniowych
tekst: "Po 24 latach możemy sobie powiedzieć..."
pytanie: "Z jakiej perspektywy czasowej Prus opisuje..."
:roll:


Jendras - Obywatel 13 grudnia 2012 15:19
Pani @dariasiemion
Wyszło chyba na to, że testerem to Pani była, nie? ;)


Afapipi 13 grudnia 2012 15:20
@Marlow
Przykładem "marchewkowej umysłowości" nie są jedynie czarni Amerykanie. Nie tak dawno przekonał się o tym boleśnie kucharz Jamie Oliver.Brytyjczyk dostał zadanie odchudzenia najbardziej otyłych miast USA. Chdziło głównie o stany Tennessee, Mississipi, Alabama. Gdzie 30 % ich mieszkańców ma indeks masy ciała (BMI) o wartości powyżej 30. Jamie padł na ameryksńskich przepisach dotyczących żywienia w szkolnych stołówkach, a lokalne władze (gdzie próbował wprowadzać zmiany)i społeczność odsądziły do od czci i wiary. :)Jamie nie został zrozumiany - poddano go ostrej krytyce. Musiał się poddać i ze łzami w oczach- na tarczy - wrócić na Wyspy. Bo jak tu wytłumaczyć Amerykanom, że pizza z dodatkiem zmielonych dwóch kromek chleba(bo norma żywieniowa tak nakazuje, aby do obiadu złożonego z pizzy dodać dwa kawałki pieczywa :):):))- jest gorsza niż pieczony kurczak, świeże warzywa i owoce? :)A przecież takowe normy nie są ustalane przez blogerów, ale wykształconych specjalistów od żywienia!


Jendras - Obywatel 13 grudnia 2012 15:23
Mister @Marlow
No, aleś se Pan nagrabił! Zara się zacznie znaczy. :mrgreen:


Jendras - Obywatel 13 grudnia 2012 15:53
Pani @Afapipi
"bo norma żywieniowa tak nakazuje, aby do obiadu złożonego z pizzy dodać dwa kawałki pieczywa"
Przepraszam, że przerwię, ale żadna norma żywieniowa na świecie nie odnosi się do spożycia określonych produktów lub ich grup. Normy zawsze dotyczą tylko i wyłącznie spożycia składników odżywczych, a więc białka, tłuszczów, węglowodanów, składników mineralnych i witamin. Zresztą nawet takie "normy" nie zawsze mają to słowo w nazwie, bo jest zbyt "sztywne" i nie do końca oddaje ideę. W Jueseju operuje się RDA - Recommended Dietary Allowance i należy to rozumieć jako zalecane spożycie, a - dodam dla pełnej jasności - broń Boże nie minimalne.
W produktach może być jedynie wyrażona przykładowa racja pokarmowa, pokrywająca zalecenia wynikające z "normy". Mam wrażenie, że mamy tu do czynienia dokładnie z takim samym przypadkiem, jaki opisuje Pan @Marlow - "uogólnienia" plus nieznajomość tematu w kolejnych źródłach przetwarzających informacje pierwotną. Myślę, że te kuriozalne kromki wynikają z tego, że - jak wygląda - niedouczeni szefowie szkolnych stołówek na siłę, nieudolnie i najprostszym, choć głupawym, sposobem próbują zbilansować np. poziom węglowodanów w posiłku lub diecie. Albo po prostu lokalne zwyczaje żywieniowe są takie, a nie inne i od tego odbił się nasz reformator. Z pewnością jednak nie są za to odpowiedzialni "wykształceni specjaliści od żywienia".


Xylomena 13 grudnia 2012 16:06
@Marlow
Ależ ten świat jest przewrotny - jedni się oburzają na manipulacje, a inni z niej żyją robiąc np. szkolenia z certyfikatami o tym jak dobrze już się potrafi manipulować... Tobie bym wybrała coś z tej listy: http://www.aboutyou.pl/pl/dla-firm/szkolenia/szkolenia-otwarte.html numer dwunasty "Sekta, Religia, Firma, Osoba. W oparciu o procesy ewolucji genów oraz zasady fizyki kwantowej" ;). Bo tam ma być między innymi o tym, jakie ważne są "Metody poruszania odpowiednich półkul mózgu za pomocą miejsca przemowy". Jak Obama stanął w miejscu nieodpowiednim, to musiał nie te półkule poruszyć u ludziów i tyle... (więc już nie ważne o czym mówił).


Afapipi 13 grudnia 2012 16:10
@jendras
No tak, ale ktoś w stosownym resorcie uznał że określona ilość :"białek, tłuszczów, węglowodanów, składników mineralnych i witamin"- mieści się w pizzy i dwóch kromkach pieczywa. Jamie chciał przełamać schemat i zaproponować samą pizzę,(bez pieczywa) ale się nie dało.:) Wyjściem iście Salomonowym okazało się wrzcenie komponentów dwóch kromek pieczywa w rzeczoną pizzę. :)Czyli poszukiwanie sensu w bezsensie :)A wszystko zmierzające we wspomnianym przez Ciebie kierunku - broń Boże minimalnie :)


Afapipi 13 grudnia 2012 16:13
@jendras
"Albo po prostu lokalne zwyczaje żywieniowe są takie, a nie inne i od tego odbił się nasz reformator. Z pewnością jednak nie są za to odpowiedzialni "wykształceni specjaliści od żywienia".
"Z pewnością" drogi Jendrasie, to Kopernik umarł :)

Xylomena 13 grudnia 2012 16:21
@jendras
Nadmiar wiary w specjalistów - tak ogólnie. Chciałoby się, żeby byli nieomylni, ale jak świat światem żyją tylko z ustawicznego wychodzenia z błędów, a dokładnie odkrywania ich w wiedzy dotychczasowej. Wystarczy aby przeminęli, by okazało się, że sami także nimi nie byli.


Afapipi 13 grudnia 2012 16:31
@jendras
(link)


Daria Siemion 13 grudnia 2012 16:47
@Marlow To czekam niecierpliwie :)
Co do licealnego czytania ze zrozumieniem- no może nie zawsze jest tak kolorowo jak w przykładzie, który wskazałeś, pamiętaj, że Szymborska nie zdałaby matury z własnego wiersza (nie weryfikowałam tej informacji, takie słuchy mnie doszły).
@Afapipi Pamiętam taką sytuację, zaraz po śmierci papieża- z kiosku zerkał na mnie Jan Paweł II, ale bardziej interesujący od jego twarzy był wielki, krzyczący nagłówek: "TO ON ZABIŁ PAPIEŻA!", aż gazetę kupiłam z ciekawości. Okazało się, że artykuł dotyczył lekarza, który odłączył aparaturę. To jest chamskie, ble, nastawione na zysk, myślę, że pisane z premedytacją. Po prostu fatalna sytuacja. Fakt faktem, że w "Fakcie", to było, a tego nie traktuje się poważnie, ale dla wielu ludzi ten dziennik jest alfą i omegą i redaktorzy, to wiedzą, wiedzą, że mają do czynienia z ludnością na jednym z niższych szczebli intelektualnych, wykorzystują to. A potem mamy nagłówki, jakie mamy.
@jendras Na szczęście moje bystro-chore oko wychwyciło ;)


El mohero 13 grudnia 2012 17:04
@Afapipi @jendras
Pozwólcie grubasom być grubasami. Nie każdy musi mieć talię osy. ;)


El mohero 13 grudnia 2012 17:06
@Marlow "Najbardziej wariackie teorie mogą [w ten sposób – M.] szybko naprać rozpędu – dodał, mówiąc o niektórych blogach i jednoosobowych rozgłośniach radiowych."
Mogą naprać, oj, mogą... ;)


Marlow 13 grudnia 2012 17:11
@Xylomena Takie szkolenia mają swój własny urok, o którym też na pewno warto napisać. Tego akurat nie znam, mogę więc tylko założyć, że mimo niezbyt szczęśliwego tytułu jest użyteczne i prowadzone w sposób kompetentny.
A tytuł niezbyt użytecznym, bo "Metody poruszania odpowiednich półkul mózgu" podejrzanie kojarzą mi się z robieniem wody z mózgu...
:D


KillBill 13 grudnia 2012 17:11
Panie @Marlow,
pięknie Pan zagrał na nożyczkach, naprawdę. Tak jest, kiedy się człowiek poczuje wskazany, a siła kompleksu większa od możliwości intelektu, he he. Szkoda, że ta samoocena pozostanie nieuświadomiona. ;)
Swoja szosą (stary żart w kontekście jednego z komentarzy przeżywa drugą młodość), zadanie było łatwe, a trafienie niemal pewne.
I kto teraz dopowie, że nie idzie tylko o to żeby znaleźć i powtórzyć, ale żeby wiedzieć gdzie szukać, no kto? Pan na to za delikatny, wiem. :)


Marlow 13 grudnia 2012 17:15
@Afapipi "ktoś w stosownym resorcie uznał że określona ilość" - najprawdopodobniej ów ktoś miał spore problemy z rozumieniem czytanego tekstu. ;)
Jednak Jamie Olivier, tak zupełnie uczciwie mówiąc, chyba nie powinien pouczać o odchudzaniu. Ale to już w ogóle inna sprawa.
:roll:


Marlow 13 grudnia 2012 17:15
@elmohero DOBRE STOP POPRAWIŁEM STOP PRZEPRASZAM STOP DZIĘKUJĘ STOP
:D


Marlow 13 grudnia 2012 17:30
Lordas @jendras Z tą różnicą, że choć owi szefowie stołówek (i ich biurowi przełożeni) robią takoż zez powodu nieumienia czytania bez nierozumienia, to robią to z pełną entuzjazmu chęcią zrobienia uczniom dobrze. :) W powyższym przykładzie to odnosi się chyba tylko do pani Liz Burbank. Swoją drogą, to polecam życzliwej uwadze Lordasa - a takoż pana Billa (@killbill) wspomniany komentarz pani Liz i jej krótką, acz pouczającą dyskusję z panem Garym, autorem głównego wpisu. American Saloon. :D
Pan @killbill Na siłę uświadamiał nikogo nie będę - konsekwencje mogą być tragiczne! (Carrie się mi przypomina ;) )
Choć trudno w to uwierzyć, oryginalnie w pierwszym akapicie komentarza napisałem "swoją szosą". W międzyczasie przeczytałem pański komentarz, więc wyedytowałem. Nie mogę powiedzieć, czy gdzieś we wpisie lub, na ten przykład, w komentarzach jest tzw. cyngiel uruchamiający to skojarzenie, ale podejrzewam, że jest. Gorzej - to może być spisek!
:shock:


El mohero 13 grudnia 2012 17:31
@Marlow
1. Na załączonym zdjęciu domaluj chmurkę z napisem o czym myśli Obama...
2. Wszedłem po lince na The Independed Journal i... po prawej stronie jest komiksowy wywiad (Political Cartoon of the Day) z prezydentem USA, który jest... biały. :) Stereotyp?


Marlow 13 grudnia 2012 17:34
@elmohero Fakt, stereotyp, z tym że to Uncle Sam generalnie, niekoniecznie prezydent. ;)


Afapipi 13 grudnia 2012 17:35
@elmohero
Pomijając altruizm i zatrzymując się na biznesie...:) Pozwolić grubasom pozostać grubasami to skazać społeczeństwo na ponoszenie kosztów leczenia chorób będących wynikiem złego odżywiania....Nadciśnienie, zawały, wylewy, nowotwory - to schorzenia które są często(zbyt często) konskwencją otyłości. Utrzymanie tych z talią osyjest mniej kosztowne.;)


El mohero 13 grudnia 2012 17:45
@Afapipi Ale to grubasy utrzymują rząd, bo płacą większe i więcej podatków. Rząd zaś podnosi wtedy sobie pensyjki i daje premie za pierdzenie w krzesło, a obcina koszty leczenia.
http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/665658,570_milionow_na_premie_dla_urzednikow_m_in_za_punktualne_przychodzenie_do_pracy.html
http://www.fakt.pl/600-mln-zl-premii-dla-urzednikow-,artykuly,140277,1.html
wystarczy w google wpisać "premie dla urzędników"
Jestem za gruntownym odchudzeniem urzędów z urzędników. :)


KillBill 13 grudnia 2012 17:46
Panie El mocherze (@elmohero),
no i coś Pan narobił najlepszego, co? Co mam teraz począć z napoczętą, he?
Panie @Marlow,
Pan edytuje nazad i opijamy syndrom nożyczek. No bo jak tu się po takiej akcji wywrotowej nie naprać.


Afapipi 13 grudnia 2012 17:46
@dariasiemion
Z papieżem to była ciekawa historia. On nie chciał być podtrzymywany na siłę przy życiu, nie chciał, aby patroszono go na relikwie- chciał być klasycznie pochowany. Na szczęście uszanowano jego życzenie, by odłączyć aparaturę, która nie pozwalała mu spokojnie odejść. Przynamniej to. Ale i tak kato-oszołomy nie byływ stanie tego zrozumieć.
Czy to ktoś napisał z premedytacją? ("to on zabił papieża")Być może, ale uważam, że bardziej tragiczne, by było gdyby napisał tak - bo tak sądził,- że to było świadome skrócenie życia.
Wychodzi na to, że mam dokonać wyboru pomiędzy wyrachowaniem, a głupotą...Jakby nie istniała normalność :):):) A przecież istnieje nawet jeśli jedynie na marginesie. To istnieje przecież :)


El mohero 13 grudnia 2012 17:48
@killbill kontynuować proces napoczynania ;)


Ireneusz Stolarski 13 grudnia 2012 18:45
 (@Marlow) Strach podać jakąś błędną informację, Marlow czuwa :D
Przeczytałem z przyjemnością, ale nie znęcałbym się tak bardzo nad blogerem, do którego zapewne skierowany jest ten tekst. Ot, podał błędną informację, chciał ją obronić, tyle :) Ze mną Pan dłużej wojował podczas dyskusji o zawłaszczeniu przez anarchistów mieszkania, nim zrozumiałem gdzie leży nieporozumienie i się pokajałem!

Jendras - Obywatel 13 grudnia 2012 19:32
Pani @Xylomena
Będę się upierał - w tym przypadku problem nie ma najmniejszego nawet związku z wiarą czy niewiarą w uczonych specjalistów, ani ....
Pani @Afapipi
... z żadnym resortem, w którym cokolwiek ustalono.
Uczeni określają tzw. normy, które wyrażone są w składnikach odżywczych (zainteresowanych odsyłam tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Recommended_Daily_Allowance ), a na poziomie jadłospisu, (który w założeniu powinien być jedną z możliwych form przełożenia tej normy na produkty spożywcze i potrawy), a tym bardziej składu czy receptury konkretnej potrawy, jedynym decydentem jest szef danej placówki żywienia. Tak samo jak w domu - czy jeżeli dla naprzykładu do zupy zapodamy sobie trzy razy więcej śmietany niż trzeba albo posmarujemy chleb masłem na centymetr, to winni są uczeni? Skądinąd wiadomo (i jest to zresztą jakoś tam fizjologicznie uzasadnione), że - generalnie - lubimy słodko i tłusto ;), więc w jakimś stopniu dochodzą do tego preferencje konsumenckie (ten motyw pojawia się zresztą w filmiku).
Generalnie z samymi "normami" to można oczywiście dyskutować i dyskusje takie trwają na okrągło, ale obciążanie uczonych akurat tymi kromkami to zwykłe nadużycie jest.
Nawiasem 1 - ten Jamie to jednak robi trochę wrażenie hochsztaplera na mój gust. Pojawia się zresztą istotne pytanie, na które w filmiku odpowiedzi nie znalazłem: czy ta pizza na śniadanie to jest reguła, czy też pojawia się sporadycznie. Jeżeli to drugie, to w ogóle nie ma o czym mówić, a ten motyw jest manipulacją. Jeżeli dzieciaki rąbią ją jednak ze trzy razy na tydzień, to problem rzeczywiście może być, choć też niekoniecznie.
Nawiasem 2 - Kopernik nie umarł, tylko umarła. :lol:
Pan @elmohero
Niejednokrotnie chyba wspominałem w tym środowisku o swojej gigantycznej nadwadze, więc nie śmiałbym sugerować, że masz Pan być jak osa. :mrgreen:


Afapipi 13 grudnia 2012 20:06
@jendras
Wygląda na to, że przebrnąłeś jedynie przez część pierwszą, która zawiera śniadniową pizzę.:) Tymczasem jest to przygrywka do problemu, który wyłania się w części drugiej. Jednakże koniec części trzeciej i część czwarta dają należyty pogląd na sprawę żywienia dzieci w amerykańskich szkolnych stołówkach. To ma znaczenie, jak lokalnie podchodzi się do norm, gdyż dzieci otrzymują posiłki śmieciowe. Śmieciowe, bezwartościowe z punku widzenia zdrowia jedzenie. Kreuje się złe nawyki. I to jest w oczywisty sposób pokazane w tym filmie. Zatem w tym systemie coś nie jest tak i odpowiadają za to i ludzie, którzy go tworzą i ludzie, którzy nad nim potem zawiadują, czyli wracamy do mojej myśli "A przecież takowe normy nie są ustalane przez blogerów, ale wykształconych specjalistów od żywienia!". I nawet można ją rozwinąć dokonując parafrazy :"A przecież takowe normy i ich praktyczne zastosowanie nie są przedmiotem działań blogerów, ale wykształconych specjalistów od żywienia".
Jeśli wolisz....:) - Z pewnością drogi Jendrasie, to Kopernik umarła ;)


El mohero 13 grudnia 2012 20:20
@jendras Czy Ty już masz lustrzycę? ;) (Pana se daruj, bo jeden jest Pan, choć we trzech mu raźniej ;) )


henrykspol 13 grudnia 2012 21:11
@Marlow
Świetne jak zwykle. Twój wpis powinien być lekturą obowiązkową na pierwszym drugim i trzeci roku żurnalistyki. Wykrycie handicapowych lingwistów jest bezcennym wkładem w badania nad językiem. Większość blogów jest robieniem hałasu i niczym innym. Ma to zapewne istotną wartość terapeutyczną dla hałasujących, i jako takie powinno być chronione, ale z demokracją ma mało wspólnego. Tak było, jest i będzie. Portal terapeutyczny kiedyś proponowaliśmy, ale hałasujący sami różne salony sobie potworzyli. Mimo Twojej niebywałej erudycji pewnie musiałeś trochę się namęczyć, szukając kolejnych oczek łańcuszka. Niestety, tak jak napisałeś, wyjaśnienie zniknie w zgiełku czynionym przez różne sfory. Łaknące i pragnące prostoty Manipulacja zaś będzie przyczyną niejednej iluminacji. Swoją drogą nie wiem czy istnieje możliwość rzetelnego informowania za pomocą krótkich komunikatów słowno - obrazkowych. Bo chyba tylko takie komunikaty są możliwe przy istnieniu milionów aktywnych nadawców próbujących przekazać informacje o prawie nieograniczonej objętości.

Marlow 13 grudnia 2012 21:17
@slepowid No zara, zara, to zupełnie coś innego. Myśmy wtedy dyskutowali z dużym zaangażowaniem ale - żeli mogę to tak okreslić - całkiem konkretnie. Błąd, który faktycznie się pojawił, nie wynikał ani ze złej woli, ani tym bardziej z niezrozumienia czegoś, ale zwyczajnie był konsekwencją wykrętnej informacji podanej przez tzw. organa i niemożnością dotarcia do, powiedzmy, "źródeł wewnętrznych" ;) . Ja miałem tę oczywistą przewagę, że choć ściśle rzecz biorąc nie jest to mój wyrtel (tak tu mówią), to jest to wyrtel sąsiedni, dosłownie o rzut kamieniem - no i miałem też znajomych do zreferowania sprawy.
Gdyby wyszło inaczej sam się bym  kajał - i ujmy by mi to w niczym nie przyniosło; jednak naprawdę nie była to sytuacja przed którą przestrzegam w zakończeniu.
Mówiąc naprawdę zupełnie szczerze, w tym konkretnym wypadku (Obama etc.) nie mam zamiaru wchodzić w jakiekolwiek polemiki z blogerem który bez zastanowienia przytoczył zmanipulowany komunikat, bo to jego sprawa, komentujący próbują dojść do faktów itd.
Zainteresował mnie mechanizm samej manipulacji.
Pozdrowienia!
;)


Jendras - Obywatel 13 grudnia 2012 21:20
Mr @elmohero
Hmm, od dawna. :mrgreen:
Pani @Afapipi
Bez bicia przyznaję, że wszystkiego nie oglądałem i - co gorsza - raczej nie zamiaruję. Problemy z pewnością są, co widać zresztą nieuzbrojonym okiem. Się mnie rozchodziło tylko o to, że nie za wszystko odpowiadają dyżurni chłopcy do bicia - uczeni. Z drugiej strony, jak przypomnę sobie śniadanka, którymi raczono mnie w jakimś bed @ brekfast w Szkocji, to aż się dziwię, że Wyspiarze mają czelność cokolwiek wspominać o racjonalnym żywieniu. :lol:
Ja nie wolę - to jest fakt historyczny podany przez jedną Siostrę z Ligi. ;)



henrykspol 13 grudnia 2012 21:23
@slepowid
Dobrze, że w ogóle jest ktoś kto czuwa. :) Błędna informacja o wysokości wieży Eiffla to jedno, a informowanie, że ktoś powiedział coś czego wcale nie powiedział, to jednak zupełnie co innego.


henrykspol 13 grudnia 2012 21:30
@Xylomena
Się zgadzam z tym nadmiarem wiary w specjalistów. Od zawsze wiedzieli wszystko i autorytatywnie to obwieszczali. A to krew należało puszczać, celem wyleczenia określonych przypadłości. A to palić na stosie czarownice, celem uczynienia ze świata miejsca dobrego dla ludu. ;)


Afapipi 13 grudnia 2012 21:39
@jendras
Szkoda, że nie zamiarujesz, bo ciekawy jest ten filmik. Zwłaszcza jeśli ma się, świadomość, że 70 milionów Amerykanów ma problemy z otyłością.:) Ten film w pewnym stopniu odpowiada na pytanie- skąd te ilści grubasów w USA? A warto dodać, że polskie grubasy gabarytowo to mały pikuś przy tych amerykańskich.
Jamiego uwielbiam i często korzystam z jego przepisów. On edukuje również Wyspiarzy - jak smacznie i zdrowo przyrządzać posiłki.:)
"Fakt historyczny" niestety nie jest odbiciem badań DNA. Znaczy fakty historyczne rozjeżdzają się z faktami genetycnymi.I tyle... Reszta jest milczeniem...;)


Marlow 13 grudnia 2012 22:05
@killbill Już niczego nie edytuję, bo nie mam siły. Sprawdzam, co PIW wydał w 1989. Trwa to, bo dużo dobrych książek PIW wydał w 1989 i co i rusz wypada zdrowie czyjeś wypić. W tej chwili stoję na placówce, że na Portalu straszy duch Kosińskiego, z czasu kiedy tę wiejską zoofilię oglądał.
Jak by powiedział marszałek Żukow: Napierat bez edytowanija!
;)
@jendras @afapipi Jak mi na łamach Telegraphu wyjaśnia niejaki dr David Meyre, istnieją poszlaki, iż gen odpowiedzialny za tendencję do nadwagi jednocześnie obniża podatność na depresję.
8-)
Też mam pewne zastrzeżenia co do Oliviera. Nie do jego wagi - jego waga, jego sprawa - jeno do tego, że owa waga trochę zmniejsza wiarygodność dietetycznych wypowiedzi. I zgadzam się co do zasadniczej niewinności uczonych - no naprawdę nie ma takiej możliwości, żeby ktoś zaproponował taki ładunek węglowodanów jako właściwy posiłek dla dziatwy szkolnej. Natomiast bez problemu mogę sobie wyobrazić referenta w wydziale oświaty w Armpit, Tennessee, który w ten sposób przelicza sobie ilość kalorii i rodzaj witamin (w koncentracie pomidorowym). :green:
@jendras Jak ja sobie przypomnę dietę w jednostce... Żaden Szkot tych śledzi nie przebije.


Marlow 13 grudnia 2012 22:11
@henrykspol Ja tę sprawę pamiętałem (jak przez mgłę) z 2009, bo było sporo gadania, czy Obama potrafi posługiwać się iPadem, czy nie. Dopiero teraz przyjrzałem się trochę dokładniej wszystkim wypowiedziom prezydenta. Nie mogę powiedzieć, że całkowicie zgadzam się z jego punktem widzenia, ale niepokój podzielam.
Co do owych ultrakrótkich komunikatów słowno-obrazkowych - nie wierzę, że w ten sposób można informować. Bawić można, podjudzić można, obśmiać można. Informować raczej nie. Może i jeden obraz jest wart tysiąca słów (co nie jest żadnym chińskim przysłowiem), ale mniej niż jeden obraz na tysiąc jest wart, by o nim mówić.
;)



Afapipi 13 grudnia 2012 22:23
@Marlow
Nic nowego pod słońcem :) Pisał o tym Newsweek trzy lata temu
http://www.newsweek.pl/polska/gen-otylosci,46448,1,1.html
I tu powstaje błędne koło (nawiązuję do artykułu z linku)- jedząc śmieci naszpikowane związkami chemicznymi nakręca się spirala otyłości. Zatem można spokojnie przyjąć, że otyłość Jamiego jest na tyle zdrowa, że można nad nią zapanować i szybko zrzucić zbędne kilogramy.:):):) Ale... zrezygnować z tych wszystkich pyszności ciężko .:)


Marlow 13 grudnia 2012 22:26
@Afapipi Zapomniałem dodać - jego przepisy są całkiem, całkiem. Jeno w tę walkę o zdrowie młodzieży trochę nie wierzę. Szoł i tyle. ;)


Afapipi 13 grudnia 2012 22:29
@Marlow
Błogosławiona wina zatem :)


El mohero 13 grudnia 2012 23:01
@Marlow Po uwadze Henia @henrykspol ("Twój wpis powinien być lekturą obowiązkową na pierwszym drugim i trzeci roku żurnalistyki.") wpadło mi do głowy takie skojarzenie, a właściwie podobieństwo Twojego artykułu do sprawy rzekomego trotylu smoleńskiego.
Dziennikarstwo wymaga rzetelności; to brukowe też.


henrykspol 13 grudnia 2012 23:34
@Marlow
Też tak sądzę (o komunikatach słowno - obrazkowych). Jednak podejrzewam, że większość, w odniesieniu do bliższego i dalszego otoczenia, będzie się posługiwała głównie takimi komunikatami. Wyłączając naturalnie wiedzę służąca do zarabiania (kompetencje zawodowe). Zresztą czy to coś zmienia? Większość i tak nie ma większego pojęcia o świecie w którym żyje. Marketingowcy od dawna stosują takie komunikaty w reklamie. Politycy też. Informacja (rzetelna) może stać się na tyle kosztowna, że bezpłatnie dostępna nie będzie. Choć, z drugiej strony, tendencje w krajach rozwiniętych są zgoła odwrotne (pisałeś o tym). Kto chce i potrafi ma dostęp do informacji. Kilka gatunków ludzi powstanie? A może one już sobie istnieją tylko ich nie potrafimy dostrzec i sklasyfikować? :(


henrykspol 13 grudnia 2012 23:45
@elmohero
Dziennikarstwo pewnie rzetelności wymaga. Jednak zawsze głównym motywem pozostanie zysk. Rzetelność zależy od odbiorców. Pisałem kiedyś, że nie da rady znać się na wszystkim. Ale nie można też pozwolić by fachowcy, specjaliści, eksperci, politycy i inni. podejmowali za nas kluczowe dla nas decyzje, bo my się nie znamy . Musimy, prócz swojej wiedzy fachowej, znać się na myśleniu i tyle. W tym przypadku znał się na myśleniu @Karnigore-kanibal. Po prostu spytał o źródło. Nawet tłumaczył co to takiego. :)


Jendras - Obywatel 14 grudnia 2012 01:18
Pani @Afapipi
No jakoś opornie troszkie idzie z tą Kopernik. Może teraz: ;)
Albert: No choćby Kopernik!
Kobieta 1: To kłamstwo! Kopernik była kobietą!
Albert: Einstein?
Kobieta 2: Też była kobietą!
Maks: A może Curie-Skłodowska też?!
Albert: To akurat nie najlepszy przykład...
Maks: A bo mnie zmyliły!
Mr @Marlow
A jadłeś Pan dla naprzykładu taki specjał (nazwy nie pomnę): łój i podroby baranie, zmieszane z czymś na kształt kaszy manny, wszystko to razem wepchnięte we flak z baraniego żołądka i taka kicha w całości serwowana na gorąco prosto z wody! I to na śniadanie, podczas którego były już jaja na bekonie i jakieś smażone kiełbaski czy parówki! Że o kornflejkach z mlekiem jako starter już nie wspomnę. :roll:


henrykspol 14 grudnia 2012 01:42
Sir @jendras
Haggis prawdopodobnie Wasza Miłość wcinałeś. W Szkocji?


Marlow 14 grudnia 2012 01:46
@jendras Haggis... Rewelacja! W Edynburgu kiedyś to jadłem. Ja to w sumie lubię wszelkie podroby, tartary i inne psie mary. Ale nie lubię nader dobrze wymoczonych śledzi (z zapasów armii pruskiej) i mielonych z bułki z łojem. Przez to cholerstwo do dziś mielonych jeść nie mogę.
Śniadanie, Lordasie Jendrasie, to ja lubię solidne! :)
@elmohero E tam, zaraz dziennikarstwo. :roll: Takie sobie bajeczki.
@henrykspol Ponieważ ludzie powinni być równi wobec prawa, ale to oczywiście nie znaczy, że są tacy sami. I bardzo dobrze, inaczej byśmy się wyrżnęli z samej nudy, a tak potrafimy wynajdować lepsze preteksty. :mrgreen:


henrykspol 14 grudnia 2012 01:53
@Marlow
Ludzie nie są tacy sami.Ale jakoś porozumiewać się muszą. Przynajmniej powinni. :(


Afapipi 14 grudnia 2012 09:25
@jendras
No cóż.Przyznam, że "nie nadanżam" za gejzerem Twego intelektu ;)


leszekbejmert 14 grudnia 2012 09:27
@Afapipi
Czy to jest spotkanie manipulantów ?
pozdro.hejo.


Afapipi 14 grudnia 2012 09:29
(@Afapipi).
Wygląda na to, że tak.:) Ja jestem tu na gościnnych występach :P
Pozdro!


Xylomena 14 grudnia 2012 09:35
Panie @jendras, ja nie o problemie w kontekście ukazanym przez Marlowa, tylko Pańskiej rozmowy tu z Afapipi, że za szybko Pan wie, co potrafi być płodem "specjalistów" - pachnie mi głupotą, to na pewno nie oni. A bynajmniej.
Tym niemniej, jeśli już o tym głuchym telefonie, który zauważa Marlow jako Amerykę,to patrzyłabym na to, jeśli nie właściwość komunikacji międzyludzkiej, to swoistą sprawiedliwość. Przynajmniej w tym konkretnym przypadku. Im większa żądza manipulacji społeczeństwem, tym większy opór, aż do pozorów zidiocenia... Zła hipoteza?



Xylomena 14 grudnia 2012 09:37
@Afapipi
Ale żeś zaszalała ;). Cała dyskusja rozkręciła się wokół tej Twojej diety, a nie tematu Marlowa...


leszekbejmert 14 grudnia 2012 09:42
@Marlow
Szczerze Cię podziwiam . Opalony wydukał coś a la bla bla . Gamonie nie bardzo
zakumały więc dodały pierdu pierdu i wyszedł z tego cyrk . Ale to żadna manipulacja tylko tylko chęć bycia bardziej papieskim od Papieża .
Jak się interpretuje to można przedobrzyć . A te kulinaria rulez .
pozdro.hejo.


leszekbejmert 14 grudnia 2012 09:43
@Xylomena
Swoim komentem wracam do meritum . Bo diet nie cierpię .
pozdro.hejo.


Xylomena 14 grudnia 2012 09:48
@Marlow
Wygląda na to, że masz czasem całkiem skojarzenia jak moje, a w każdym razie 750 złotych za parę godzin gadania na ten temat nikomu bym nie zapłaciła, nawet jeśli certyfikat z tego jest oprawiony w rameczki. A gwoli skojarzenia. Jeśli ktoś uważa, że słowa jego prezydenta także są przepłacone, to może dlatego rozwija swoje własne podejrzenia, co się za tym kryje i nie koniecznie jest skończonym idiotą?
@henrykspol
Wiedziałam, że tylko ktoś, kto prawdziwie próbuje zgłębić naukę potrafi być sceptykiem wobec jej szafarzy :).


leszekbejmert 14 grudnia 2012 09:51
@Afapipi
Ciekawe jak manipulanci manipulują ze seksem .
pozdro.hejo.



Xylomena 14 grudnia 2012 09:52
@leszekbejmert
Mówisz mi o tym, oczekując, że będę Ci coś gotowała?


leszekbejmert 14 grudnia 2012 09:53
@Xylomena
A ryzykuję czymś o czym nie wiem .
pozdro.hejo.


Afapipi 14 grudnia 2012 09:55
@Xylomena
To tak jak w tym stary dowcipie z policjantem i rybką w akwarium. A reszta? Reszta jak w piosence poniżej ;)


Marlow 14 grudnia 2012 15:40
@leszekbejmert Kulinaria rulez - ale też najwięcej w nich manipulacji, z tym, że w kulinariach zazwyczaj nikomu manipulacje nie przeszkadzają. Śledź po japońsku z Japonią nic wspólnego nie ma, ale Japończycy się o nazwę nie obrażają.
:)
@henrykspol No i rozmawiają. Problem w tym, że czasem porozumienie ogranicza się do kręgu krewnych i znajomych królika. To wprawdzie spory krąg, ale jeśli ktoś krewnym i znajomym królika nie jest, to automatycznie staje się excommunicandum. Mówi się trudno, ostatecznie krewni i znajomi królika, jakkolwiek liczni, tak naprawdę są jednak mniejszością.
:roll:


KillBill 14 grudnia 2012 17:26
Panie @Marlow,
talmudyczna to praca te sprawdzenie PiW-u za rok. Może bym pomógłbym, gdyż mam czas naprędce, acz musiałbym dostać wypiskę z pozycjami. Najłatwiej mi będzie znaleźć, jeżeli od razu podeśle Pan zaznaczone z autorem.
By the way (sam czuję się nieco skonstatowany użyciem języka obcego), nożyczki nie mogą coś wybrzmieć, he he. I jeszcze coś manipulują, że są kombinerkami i się z Panem Szanownym porównywać śmieją śmią.


hk27 14 grudnia 2012 17:26
http://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151307039111749&set=a.53081056748.66806.6815841748&type=1&theater
B.Obama na czterech.


El mohero 14 grudnia 2012 17:47
@Xylomena Spróbowałem zobrazować dowcip @Afapipi
A reszta jak w piosence


Xylomena 14 grudnia 2012 19:27
@elmohero
W mordę i nożem - zbyt zawiłe! Dlaczego ten koci faszysta raz po polsku, raz po rusku, a po niemiecku nie szprecha? Podlec - pewnie rybka niemieckojęzyczna...


El mohero 14 grudnia 2012 20:50
@Xylomena Он говорит только по русски. Понимаеш?
Tylko chodzi o sowiecką (tudzież gestapowską) metodę przesłuchań. Nieważne, że nic nie wiesz, i tak powiesz...


Marlow 14 grudnia 2012 22:57
@elmohero Re-we-la-cja! :lol:
@killbill Nie dam rady, pani Billu. Problem w tym, że choć dla PIWa miałem zawsze wiele życzliwości, to było to tradycyjnie jedno z tych wydawnictw, w których zarząd sprawował osobiście podkupiony ze Stanów menedżer, pan Fethry Duck.
Na szczęście tradycja ta przetrwała i tylko dzięki temu, choć w 2001 oficjalnie wprowadzono w PIW stan likwidacji, to 11 lat minęło, a PIW nadal jest likwidowany. PIWewowi życzę jak najlepiej, więc niechże go likwidują jeszcze parę dekad. ;)
Niestety ubocznym skutkiem tradycji jest niemożność uzyskania jakiejkolwiek listy wydanych przez PIW książek. No pasaran! (Inskrypcja nad pewnymi drzwiami na Foksal.)
Mam wszak pewną poszlakę. Otóż, gdyby tak udało się wskazać tę jeden opos, (chyba zbiorek poezji?) którego wydanie w roku 1989 zapoczątkowało saneczkarską karierę PIWwuwu, to chyba mielibyśmy wreszcie poszukiwaną publikację. Ale prędzej opusy zaczną śpiewać, niż przedstawiciele PIWka (w likwidacji od 2001).

Opos
PS.Porównanie - zawsze rzecz miła, panie Billu! ;)



Jendras - Obywatel 15 grudnia 2012 01:28
Pan @Henrykspol
A w Szkocji, w Szkocji (pisałem to zresztą koment wcześniej), w mieście Stirling, gdzie waleczny Mel (jeszcze nierozpłatany ofkors), naszatkował był trochę Angoli koło mostu. ;)
Mr @Marlow
Do podrobów nic nie mam, już bardziej do baraniny, a szczególnie baraniego łoju z wody na gorąco! I to faktycznie na deser! Do dziś mię potrząsa! :roll:
Pani @Xylomena
Nie próbuję uogólniać, a zwłaszcza ufać czy gloryfikować jakichś specjalistów - przypadkiem wyznaję się co to są, skąd się biorą, jak są konstruowane i czego dotyczą zalecane normy żywieniowe i zupełnie serio mówiąc, pomysły z chlebkiem do pizzy mają się do nich nijak. Również zupełnie poważnie zachęcam do luknięcia pod zapodany wcześniej link do RDA. :)
Pani @Afapipi
Sprawa ma się nijak do jakiegokolwiek gejzeru, zwłaszcza mojego rzekomego intelektu (przereklamowany jest on jak widzę). :mrgreen: Się rozchodzi tylko o prymitywną kinematografię, a konkretnie bardzo ważną misję Stuhra i Łukasiewicza. ;)


henrykspol 15 grudnia 2012 01:44
Sir @jendras
Musiałeś Pan być niezwykle cennym gościem dla tych poznaniaków. Żeby aż tyle w Waćpana wpakować! Choć wyraźnie szkockiej nie dali dla popitki. :mrgreen:


Jendras - Obywatel 15 grudnia 2012 01:53
Herr @henrykspol
Coś Pan, z rana? Służbowo byłem. ;)


henrykspol 15 grudnia 2012 02:06
(@henrykspol)
Sir @jendras
Nie znam przepisów zakazujących służbowego picia szkockiej z rana. :)


Marlow 15 grudnia 2012 02:27
Monsieur @henrykspol
W imieniu mieszkańców Krainy Podziemnej Pomarańczy muszę stanowczo zaprotestować przeciw wymiennemu stosowaniu nazw "poznaniacy" i "Szkoci". Mimo iż Szkoci w istocie wywodzą się z Poznania, to zostali stąd wygnani za rozrzutność i nazwa "poznaniacy" już im się nie należy, choćby nawet zawodzili Khooleyosh 5 razy dziennie.
Lordas @jendras
Sam sobie Lordas winien. Było nie wołać z poczucia służbowego obowiązku:
To co, rebiata, załoimy po obiadku?
:mrgreen:


Jendras - Obywatel 15 grudnia 2012 02:33
Herr @henrykspol
:lol:
Więcej powiem - się mnie zdarzyło pracować w zakładzie przemysłowym położonym z dala od większych skupisk ludzkich, do którego większość pracowników dojeżdżała samochodami. Patent był prosty - konsumpcję zaczynano o 7:00 (na taką wyuzdaną godzinę się tam do roboty uczęszczało!) i kończono ok. 8 - 8:30, więc na fajrant wszyscy byli z grubsza trzeźwi jak niemowlaki (no chyba, że ktoś ciut przefajnował albo przydługo balował). :)


Jendras - Obywatel 15 grudnia 2012 02:39
Mr @Marlow
A, to w takim razie musicie tam w Pyrlandii mieć wiele wspólnego z Holandzianami, którzy z kolei wygnani zostali ze Szkocji za skąpstwo. :mrgreen:


Solidarny 15 grudnia 2012 09:22
@Marlow
Jak Wam się udaje przyrządzić 12 wigilijnych potraw złożonych z samych ziemniaków?
A drzewko bożonarodzeniowe, czyli choinkę macie?
;)
PS. Nozyczki są fajne. Nie wiem, czy tak ładnie się odzywają, bo walenie w stół profesjonalne?
;)


Afapipi 15 grudnia 2012 09:30
@jendras
Możesz mieć słuszność z twierdzeniem, iż intelekt niektórch może być przereklamowany. Ta myśl podsuwa mi skojarzenie z następującym dowcipem.(Ach te skojarzenia z astronomią! :P)
Sherlock Holmes i doktor Watson wybrali się na kamping.
Rozbili namiot pod niebem usłanym gwiazdami i położyli
się spać. W środku nocy Holmes budzi Watsona i pyta:
"Watsonie, spójrz na te gwiazdy i powiedz mi, co z nich
dedukujesz?"
Watson odpowiada: "Widzę miliony gwiazd, a jeśli na
niebie są miliony gwiazd, to możliwe, że znajdują się
wśród nich także planety, co oznacza, że prawdopodobnie
niektóre przypominają Ziemię, a zatem możliwe jest na
nich życie."
Odpowiada Holmes: "Nie Watsonie. Jesteś idiotą. Ktoś
nam skradł namiot".


KillBill 15 grudnia 2012 13:25
Panie @Marlow,
one te przedstawiciele mogą nie wyśpiewać ze wstydu, iż wydawali byli grafomanię, a kryterium doboru wydawniczego był sypiący się z butów styropian plus bycie po imionu z Władkiem, acz także samo z innymi erosami podziemia.
PS
A to jest Opos Dei?
Play Station 2
Ma Pan słuszność z twierdzeniem, iż porównanie fajna rzecz. Wpływy wieszcza tyż...
Pan @Solidarny,
nożyczki jakoby miały wielką potrzebę wybrzmnięcia, to jednakowoż wychodzi im raczej inny dźwięk. A już najlepiej to zdjęcia z ręki. No chyba, że to było Heil Hitler. ;)



Marlow 15 grudnia 2012 16:16
@killbill O to, to. Tak też myślałem, że to erotyki były.
W kwestii Oposa Deiusa, pewien nie jestem, ale to chyba to samo co Opos Magnum. Taka ogromna spluwaczka co nią ten Henio Brudas wymachiwał.
YoungASmith


Solidarny 15 grudnia 2012 16:21
@kilbill
A na to, że to gest pozdrowienia nie wpadłem. Czuję się pociachany :( Czyli intuicja mnie nie zawiodła, że trzymam się z daleka...


KillBill 15 grudnia 2012 19:57
Panie "Marlow,
Pan mu dolepi wąsy i włos zczesze na czoło na modłę gminną, efekt może być ciekawy. ;)
Panie @Solidarny,
nic to wszystko, martwię się czy nożyczki nie straciły wzroku od flesza. Trzeba było założyć okulary, hy hy ;)


henrykspol 15 grudnia 2012 20:17
Godfather @jendras
Aha. Nareszcie wiem skąd te rozchwiane normy żywnościowe. :)


henrykspol 15 grudnia 2012 20:24
Don @Marlow
Nie bardzo wiem, czyim dekretem zostali Szkoci pozbawieni prawa do używania, przynajmniej w dni świąteczne, nazwy "poznaniacy". Jeśli jednak protest stanowczy jest nie do odrzucenia, to się zastosuję. :)




No comments:

Post a Comment