Czyli problemy z Günterem Grassem, a przy okazji mało znane wcielenie Marka Siwca - subtelnego krytyka poezji... Newsweek, Portal Opinii - 09.04.2012 |
Kilka lat temu Günter Grass wyznał reporterom Frankurter Allgemeine Zeitung, że w 1944 został wcielony do 10 dywizji pancernej SS „Frundsberg” i po przeszkoleniu, w lutym i marcu 45, brał udział w walkach z Armią Czerwoną. Ranny w kwietniu 1945 i odesłany do Marienbadu, trafił do niewoli amerykańskiej – rozbita 10 dywizja poddała się Rosjanom w czeskich Cieplicach.
Do 2006 roku prawie nikt, poza samym Grassem, nie wiedział, że przez dwa miesiące walczył on w szeregach Waffen-SS*. Grass wyjaśnił też, że do SS został wcielony wbrew swej woli i na podstawie rozkazu o poborze, ale wcześniej sam chciał zostać podwodniakiem w Kriegsmarine, jego podanie wówczas odrzucono ze względu na zbyt młody wiek kandydata.
[] Günter Grass. Fot. za: Lebendiges Museum Online.
Rolf Hochhuth, jedyny chyba dramaturg, który potrafił bez zmrużenia oka przejść od oskarżenia Piusa XII o współudział w Holokauście, do określenia Davida Irvinga mianem „znakomitego pioniera nowoczesnych badań historycznych i autora wybitnych dzieł", w publicznym liście do Grassa, opublikowanym w ubiegłą sobotę (7.04) w Merkur napisał: Jesteś tym, kim zawsze byłeś, esesmanem, który przez 60 lat ukrywał swą przeszłość, a jednocześnie sztorcował kanclerza Kohla, gdy ten wraz z prezydentem USA odwiedził cmentarz, na którym leży 40 żołnierzy SS.[] Rolf Hochhuth. Fot. DPA/Merkur.
Hochhuthowi wtóruje tuz polskiej polityki i znawca poezji Marek Siwiec, który na swym blogu woła: Grass wierszokleta w 85 roku życia, po otrzymaniu Nagrody Nobla i przyznaniu się do służby w SS, próbuje potępić atomową potęgę Izraela...
Zapewne na skutek omyłki, w angielskiej wersji blogu epitet „wierszokleta” został przetłumaczony jako „poet” i, korzystając z okazji, na ten karygodny błąd tłumacza pozwalam sobie zwrócić szanowną uwagę pana Siwca; proszę pilnie przekazać odpowiedzialnej za blog osobie, że właściwe tłumaczenie to „poetaster”.
[] Marek Siwiec. Fot. za: Życie Piły
Powodem zgodnych protestów obu panów jest wiersz Co musi być powiedziane (Was gesagt werden muss), który Günter Grass opublikował w Süddeutsche Zeitung.
Günter Grass
Was gesagt werden muss - Co musi być powiedziane
Warum schweige ich, verschweige zu lange, was offensichtlich ist und in Planspielen geübt wurde, an deren Ende als Überlebende wir allenfalls Fußnoten sind. Es ist das behauptete Recht auf den Erstschlag, der das von einem Maulhelden unterjochte und zum organisierten Jubel gelenkte iranische Volk auslöschen könnte, weil in dessen Machtbereich der Bau einer Atombombe vermutet wird. Doch warum untersage ich mir, jenes andere Land beim Namen zu nennen, in dem seit Jahren - wenn auch geheimgehalten - ein wachsend nukleares Potential verfügbar aber außer Kontrolle, weil keiner Prüfung zugänglich ist? Das allgemeine Verschweigen dieses Tatbestandes, dem sich mein Schweigen untergeordnet hat, empfinde ich als belastende Lüge und Zwang, der Strafe in Aussicht stellt, sobald er mißachtet wird; das Verdikt 'Antisemitismus' ist geläufig. Jetzt aber, weil aus meinem Land, das von ureigenen Verbrechen, die ohne Vergleich sind, Mal um Mal eingeholt und zur Rede gestellt wird, wiederum und rein geschäftsmäßig, wenn auch mit flinker Lippe als Wiedergutmachung deklariert, ein weiteres U-Boot nach Israel geliefert werden soll, dessen Spezialität darin besteht, allesvernichtende Sprengköpfe dorthin lenken zu können, wo die Existenz einer einzigen Atombombe unbewiesen ist, doch als Befürchtung von Beweiskraft sein will, sage ich, was gesagt werden muß. Warum aber schwieg ich bislang? Weil ich meinte, meine Herkunft, die von nie zu tilgendem Makel behaftet ist, verbiete, diese Tatsache als ausgesprochene Wahrheit dem Land Israel, dem ich verbunden bin und bleiben will, zuzumuten. Warum sage ich jetzt erst, gealtert und mit letzter Tinte: Die Atommacht Israel gefährdet den ohnehin brüchigen Weltfrieden? Weil gesagt werden muß, was schon morgen zu spät sein könnte; auch weil wir - als Deutsche belastet genug - Zulieferer eines Verbrechens werden könnten, das voraussehbar ist, weshalb unsere Mitschuld durch keine der üblichen Ausreden zu tilgen wäre. Und zugegeben: ich schweige nicht mehr, weil ich der Heuchelei des Westens überdrüssig bin; zudem ist zu hoffen, es mögen sich viele vom Schweigen befreien, den Verursacher der erkennbaren Gefahr zum Verzicht auf Gewalt auffordern und gleichfalls darauf bestehen, daß eine unbehinderte und permanente Kontrolle des israelischen atomaren Potentials und der iranischen Atomanlagen durch eine internationale Instanz von den Regierungen beider Länder zugelassen wird. Nur so ist allen, den Israelis und Palästinensern, mehr noch, allen Menschen, die in dieser vom Wahn okkupierten Region dicht bei dicht verfeindet leben und letztlich auch uns zu helfen. | Dlaczego milczałem, długo nie mówiłem o czymś otwarcie praktykowanym w grach wojennych, po których ci z nas którzy przeżyją będą już tylko przypisami? Zakłada się prawo pierwszego uderzenia które może zniszczyć naród irański słuchający wrzaskliwych osiłków i spędzany na prorządowe demonstracje, gdyż podejrzewa się jego władze o budowanie broni atomowej . Czemu więc do siebie tylko mówię, by nadać imię tej innej ziemi w której od lat – choć w sekrecie – rozwija się potęga nuklearna nie poddana żadnej kontroli i której nie ma nawet dowodu istnienia? Owo powszechne ukrywanie faktów, któremu służy moja własna cisza, zdaje mi się groźnym kłamstwem, współudziałem wiodącym ku karze w chwili wyznania; znajomy werdykt: „antysemita”. Ale teraz gdy mój własny kraj za swe własne zbrodnie, ogromne i nieporównane, raz za razem stawiany na przesłuchania, ma być, jak mówią, w czym jest wyłącznie chęć zysku, łatwo nazwanego zadośćuczynieniem, portem, skąd do Izraela wypływa kolejny u-boot przystosowany do przenoszenia głowic nuklearnych płynący do kraju któremu nie udowodniono budowy jednej bomby atomowej, ze strachem tylko zamiast dowodów, powiem co musi być powiedziane. Lecz czemu aż do dziś zachowałem ciszę? Gdyż myślałem, że me własne korzenie, zbrukane plamą której zmyć się nie da zabraniają oczekiwać przyjęcia całej prawdy od ziemi Izraela z którą jestem i zawsze będę związany. Czemu teraz wreszcie mówię, postarzały i z resztką atramentu: potęga atomowa Izraela zagraża już i tak kruchemu pokojowi Świata? Dlatego że to musi być powiedziane i że jutro może być za późno; i dlatego że my Niemcy – własną winą obciążeni – być może dostarczamy narzędzia do zbrodni którą można przewidzieć, a więc nasz współudział nie będzie umniejszony żadną zwyczajową wymówką. I przyznaję: przerwałem milczenie ponieważ zmęczyła mnie już hipokryzja Zachodu i mam też nadzieję, że wielu uwolni się ze swej ciszy, i będą nalegać by odpowiedzialni za to widoczne zagrożenie odrzucili użycie siły, i że zażądają by rządy obu krajów wyraziły zgodę na nieskrępowaną i pełną kontrolę międzynarodową izraelskiej broni nuklearnej i irańskich instalacji atomowych Na tej tylko drodze jest nadzieja dla Izraelczyków i Palestyńczyków, i wszystkich ludzi w tym wrogim sąsiedztwie okupowanym przez złudzenia, i ostatecznie, dla nas wszystkich. |
Tłumacząc wiersz Grassa nie wiedziałem, że jest już dostępne nieporównanie bardziej profesjonalne i o wiele zgrabniejsze tłumaczenie Tomasza Ososińskiego, opublikowane przez Gazetę Wyborczą w tekście Bartosza Wielińskiego Grass piętnuje wierszem Izrael, a które (wraz z rzeczonym tekstem Wielińskiego) odkryłem dopiero czytając Potępienie wierszoklety pióra Marka Siwca.
Dziennikarz Wyborczej, w charakterystyczny dla tego pisma sposób, przedstawia obiektywny przegląd związanych z wierszem reakcji niemieckich, nie broniąc tezy o antysemityzmie Grassa i pozwalając czytelnikowi na wyciągnięcie własnych wniosków. W trosce o czytelnika i nadal w zgodzie z dominującym stylem Wyborczej (nie tylko, ale tu akurat o nią chodzi) Bartosz Wieliński ułatwia - trudne przecież - wniosków wyciąganie, w obszernym zakończeniu pisząc, że pozycje Grassa popierają niemieccy lewacy i postkomuniści z Lewicy, od kilku lat oskarżani o nowoczesny antysemityzm (w przeciwieństwie do pana Wielińskiego dostrzegam w tym oksymoron - jest, owszem, sztuka nowoczesna, ale nie ma nowoczesnej sztuki walenia kijem), i którzy wydawali antyizraelskie ulotki splatające swastykę z Gwiazdą Dawida.
Przyznam, ten bardzo skuteczny zabieg „ułatwiania wyboru czytelnikowi” wywołał moją - raczej nieuzasadnioną - nieufność wobec następującego dalej tłumaczenia dra Ososińskiego, uznałem więc, że ostatecznie pozostawię własne, przyznając bez fałszywej skromności: zdecydowanie gorsze. (Oczywiście, odpada też kwestia praw autorskich... – tu od razu zaznaczę, że jeśli komukolwiek moje tłumaczenie do czegokolwiek się przyda, zapewne jako przykład negatywny, proszę bez wahania i bez pytań z niego korzystać.)
Niemieckie reakcje na wiersz Grassa były, w znakomitej większości, krytyczne. Wspomniany list Hochhutha stanowi przykład może skrajny, ale przecież dobrze oddający ogólny ton krytyki:
Jako Niemiec, wstydzę się Twojej aroganckiej głupoty, tego że chcesz zapobiec kupieniu przez Izrael niemieckiej łodzi podwodnej, która może być ostatnią linią obrony tego maleńkiego kraju przed sąsiadującą z nim nuklearną potęgą, zdolną w ciągu nocy zetrzeć go z powierzchni ziemi.
[] Mój Boże! Tam idzie Gunter Grass, a ja nie mam mojej
pałki na antysemitów! Rys.:Harm Bengen, za: Der Palastina-Israel Blog.
Od słów do czynów, a w każdym razie do gestów. Eliyahu Yshai, izraelski minister spraw wewnętrznych, oficjalnie uznał Grassa za persona non grata w państwie Izrael, stwierdzając, że podżegnuje on do nienawiści i przywołując obowiązujące prawo zakazujące wjazdu do Izraela byłym członkom SS. Gest, trzeba przyznać, cokolwiek demonstracyjny, gdyż Grass i tak od pięciu lat nie może oficjalnie przyjechać do Izraela. W podobnym duchu wypowiedział się minister spraw zagranicznych, Avigdor Lieberman, mówiąc podczas poniedziałkowego spotkania z Mario Montim, iż Grass gotów jest ponownie skazać Żydów tylko po to, by zyskać popularność i sprzedać kilka książek. (The Times of Israel, 8.04.2012) W Izraelu pojawiły się przecież także głosy krytyczne wobec reakcji rządu Natanyahu. Już dziś Avi Primor, były ambasador Izraela w Niemczech oświadczył, że decyzja Yshai była przesadna; albo histeryczna, albo populistyczna, ale w każdym razie pozbawiona podstaw. (Merkur, 9.04.2012)
Frank Schirrmacher, jeden z wydawców Frankurter Allgemeine Zeitung, który przeprowadzał z Grassem słynny wywiad w 2006, stwierdził, iż potępienie jakie wywołały w Niemczech słowa Grassa jest pisarzowi potrzebne, by wykonać następny krok, i wskazać, że w jego kraju nie wolno krytykować Izraela.
Pośrednią odpowiedzią na, być może trafiającą w sedno, uwagę Schirrmachera były słowa Anshela Pfeffera, publicysty centro-lewicowego, izraelskiego Haaretz, który w tekście o Moralnej ślepocie Güntera Grassa napisał:
Logika i rozum zawodzą, gdy bardzo inteligentny człowiek, laureat nagrody Nobla, nie rozumie, że jego członkostwo w organizacji, która zaplanowała i przeprowadziła ludobójstwo milionów Żydów, dyskwalifikuje go jako krytyka potomków tamtych Żydów, dziś rozwijających ostateczną broń, ubezpieczenie przeciw komuś, kto pragnąłby dokończyć dzieło rozpoczęte niegdyś przez jego organizację. (Haaretz 6.04. 2012)
Można byłoby powiedzieć, że zaskakującym akordem w tej dyskusji jest niedawna wypowiedź byłego dyrektora Mossadu Meira Dagana, cieszącego się dobrze zasłużoną sławą „człowieka, który nie cofnie się przed niczym” dla amerykańskiej sieci CBS.
Dagan oświadczył, że jest przeciwnikiem koncepcji uderzenia wyprzedzającego i stwierdził, że reżim irański jest, na swój specyficzny sposób, racjonalny, i że nawet prezydent Iranu postępuje w miarę racjonalnie w kwestii nuklarnych ambicji swego kraju. Byłoby to więc zaskakujące, gdyby nie fakt, że Dagan swą opinię wielokrotnie i od dawna już powtarza, zarówno w Izraelu, jak i w mediach międzynarodowych - i niewykluczone, że jest ona znana Grassowi. (CBS – 60 Minutes, 11.03.2012)
[] Meir Dagan. Fot. AP/Telegraph
By całą sprawę podsumować, warto wspomnieć jeszcze o tekście Jakoba Augsteina w Spieglu, piszącego, że wiersz Grassa nie jest ani szczególnie wybitną poezją, ani bardzo przenikliwą analizą polityczną, ale pisarzowi należy się wdzięczność za rozpoczęcie otwartej dyskusji nad problemem, jaki może stanowić udział Niemiec w nuklearnych zbrojeniach rządu Netanyahu.
[] Samotny blaszany bębenek. Rys. Tiede
_____________________
*) Nie śledziłem nazbyt pilnie wyznań Grassa z 2006 i dopiero teraz, po pięciu latach, dokładniej czytam tamte dyskusje. Wynika z nich, iż Grass nie tyle wyjawił swą służbę w SS, ile o niej przypomniał, jako że poruszał tę kwestię w wywiadach z lat 50-tych i na początku 60-tych - wówczas jednak nikogo to nie obchodziło i cała sprawa została zapomniana. Za: The Jerusalem Post 28.06.2007
_________________________
KOMENTARZE
_________________________
Piotr Wolejko 09 kwietnia 2012 15:44
Dzięki za ten wpis!
Marlow 09 kwietnia 2012 16:03
@Piotr-wolejko :)
Andrzej Jędrasik 09 kwietnia 2012 19:30
@Marlow
Już to kiedyś zamieściłem ale historia lubi się powtarzać:
Spotkałem Güntera Grassa...
- W bibliotece?
- Na wywczaSSach...
Marlow 09 kwietnia 2012 20:21
@Andrzej-jedrasik A przy okazji, jak w tym dowcipie o wróbelku (nie każdy, kto na ciebie narobi, jest twoim wrogiem) - czasem ktoś, kto cię postrzeli, oddaje ci ogromną przysługę ;)
El mohero 09 kwietnia 2012 21:25
@Marlow Günter Grass ma rację. (Pewnie już jestem persona non grata w państwie Izrael - mam to gdzieś.) Gdyby krytycy Grassa, których wymieniłeś (oraz Patryk Gorgol), czytali jego książki (choćby Psie lata), na pewno nie nazywaliby go antysemitą. Każdy krytyk polityki Izraela jest zaraz okrzyknięty antysemitą. Zostanie ogłoszony bohaterem narodowym dopiero kiedy umrze.
Obecny papież też był Hitlerjugend i we wojsku nazistowskim i zdezerterował (karygodne). Zdaje się, że "antysemityzm" to częstokroć wygodna łatka-naklejka propagandowa.
RaCZa 09 kwietnia 2012 21:43
Kto jak kto, ale Grass powinien uważać na dające podstawę do krytyki, bezmyślne uogólnienia. Nie uważał więc jako członek organizacji uznanej w całości za zbrodniczą, nie powinien się dziwić. A swoją drogą, taki stary, a dał dupy jak gimnazjalista. Że o miernej jakości utworu nie wspomnę. Musi Nobel daje i odbiera. Czujność odbiera. Kiedy chce się być sumieniem narodów - niekoniecznie mówiąc najważniejszą w kontekście prawdę o samym sobie - czujność trzeba zachować. Albo nie zawracać potem tyłka.
leszekbejmert 09 kwietnia 2012 21:50
@elmohero
Patrzę na Twój komentarz i na Twój awatar . No nie może być .
Też nie byłem w Hitlerjugend . Się do Izraela nie wybieram
i mam to obojętne .
pozdro.hejo.
Marlow 09 kwietnia 2012 22:25
@racza To chyba jednak nie tak (mogę się mylić - oczywiście). Grass nie chce i nie chciał być "sumieniem narodu niemieckiego", choć bodaj tak go nazwano w spiczu noblowskim; Grass od początku mówił, że Niemcy powinni kierować się sumieniem (wiem, uogólnienie, ale ci literaci już tacy są ;) ) i powinni zgodnie ze swym sumieniem się wypowiadać. W tym sensie Grass nie wypowiada się jako "sumienie Niemiec", ale jest Niemcem i ma sumienie więc się wypowiada.
Grass nie jest gimnazjalistą i prowokacja nie jest mu obca (podobnie jak, nie przymierzając szanownemu :P ) To o to chyba chodzi, i dlatego wspomniałem Schirrmachera: potępienie jest Grassowi potrzebne do postawienia następnej tezy. Oczywiście, jeśli to prawda, to jego ostatnie wypowiedzi o rozczarowaniu etc. są nieco teatralne (choć nie aż tak, jak głupoty, które standardowo wypisuje Hochhuth, który z prowokacji żyje).
Marlow 09 kwietnia 2012 22:42
@elmohero Słyszałem, że dla kotów robią wyjątek, ze względu na legendarną zdolność gatunku do lekceważenia wszelkiego rodzaju zakazów :) Jednak czarny kot to niestety feles non gratis :(
Nazywanie Grassa antysemitą jest po prostu dziwne. Nie mogę się zgodzić na propozycję w której, rzeczowa, konkretna krytyka działań rządu Izraela jest "z urzędu" piętnowana jako antysemityzm.
Marlow 09 kwietnia 2012 22:46
@leszekbejmert Też nie byłem i na razie się nie wybieram, ale kiedyś muszę pojechać. Kumpel mój był i mi ustawiacznie truje cztery litery, że to fantastyczny kraj i że powinienem zobaczyć. Będę musiał w końcu pojechać, albo przestać z nim pić. :(
RaCZa 10 kwietnia 2012 01:23
@Marlow
Ej tam zaraz prowokacja. Zwyczajnie chlapnął, moim zdaniem.
Punktem wyjścia do dyskusji o Grassie jest dla mnie zatajenie faktu, który mógł jego twórczości nadać nieporównywalnie większe znaczenia niż i tak przecież niezaprzeczalnie duże.
Marlow 10 kwietnia 2012 01:36
@racza Trudno powiedzieć, zostanę przy prowokacji, ale naprawdę nie jestem pewien. To po prostu trochę pasuje do jego ostatnich tekstów. Trochę tak, jakby przed śmiercią chciał zrobić parę rzeczy odkładanych na później, które są ważne, ale dopiero teraz, w tym momencie. Wiesz, w jakimś stopniu to ujawnienie walki w szeregach SS jakby zyskuje na znaczeniu poprzez swoje spóźnienie. Tak trochę paradoksalnie - w jego (Grassa) najbardziej "lewo-politycznym" okresie, podobne wyznanie byłoby chyba łatwiejsze. Ten późny coming-out :) sprawia wrażenie bardzo przemyślanego.
No nie wiem, trochę to brzmi nieskładnie - sam czuję. ;)
W każdym razie zdrówko!
Afapipi 10 kwietnia 2012 08:35
@Marlow
Aby zrozumieć protesty Izraela wyrażone przez Netanyachu przytoczę obszerniejszy fragment jego wypowiedzi, który jak sądzę zamyka temat dyskusji :"- Haniebne porównanie między Izraelem a Iranem, którego dokonał Grass, mówi bardzo mało o Izraelu, a bardzo wiele o panu Grassie. To Iran, a nie Izrael, wspiera masakrę syryjskiego dyktatora na Syryjczykach. To Iran, a nie Izrael, kamienuje kobiety, wiesza za homoseksualizm i brutalnie tłamsi miliony swoich własnych obywateli. Iran neguje fakt Holokaustu i wzywa do zniszczenia Izraela. To Iran, a nie Izrael, finansuje organizacje terrorystyczne, które odpalają rakiety na ludność cywilną - powiedział premier Benjamin Netanyahu"- Zatem nieskazitelny(?) autorytet moralny, - jak Grass w takiej sytuacji powinien zachować pokorne milczenie.
RaCZa 10 kwietnia 2012 10:38
@Marlow
Tylko o co w ewentualnym działaniu/prowokacji chodzi.
Póki co o zwrócenie uwagi na siebie. Ale zgoda, poczekajmy.
Ślepowid 10 kwietnia 2012 10:38
@Afapipi
Wiele z tych oskarżeń wobec Iranu, można by skierować do państw takich jak: Uganda, Rosja, Chiny czy USA. A ja tylko zaprezentuję fragmenty z kalendarium które prowadziłem, z 2011 roku:
4 listopad - „Izrael jest bliższy użycia siły wojskowej niż środków dyplomatycznych w celu zażegnania zagrożenia jądrowego ze strony Iranu”, mówi Szimon Peres, prezydent Izraela
12 listopad – Dochodzi do pierwszych w tym roku wybuchów w Irańskich bazach wojskowych
20 listopad - Waszyngton składa Teheranowi ultimatum. Jeśli program atomowy nie zostanie zatrzymany, USA da zielone światło dla Izraela, w razie jakichkolwiek rozwiązań zbrojnych
4 grudnia – Pojawiają się pierwsze informacje o tym, że sławetny dron amerykańskiej armii RQ-170, zwany Bestią z Kandaharu, został przejęty przez Irańskie wojsko. Rząd USA zaprzecza. Byłby to ogromny cios, bo zastosowana w maszynie technologia jest bardzo nowoczesna i niedostępna innym krajom.
5 grudnia – Dochodzi do kolejnego, tajemniczego wybuchu w jednej z Irańskich baz wojskowych
7 grudnia – USA przyznaje się do utraty Bestii z Kandaharu i oznajmia, że wykonywała ona misję szpiegowską na terenie Iranu
9 grudnia – Iran prezentuje filmy na których pokazana jest Bestia z Kandaharu, ucinając wszelakie spekulacje. USA wysyła na Bliski Wschód superlotniskowiec USS Abraham Lincoln
12 grudnia – Kolejny wybuch w Iranie, tym razem w fabryce stali
+ zamachy na Irańskich naukowców, których o dziwo nie miałem w kalendarium. Obydwie strony są winne, a histeria w jaką wpadły władze Izraela, po tym jak szanowany Noblista wyraził swoją opinię, jest zwyczajnie śmieszna.
Afapipi 10 kwietnia 2012 10:50
@slepowid
Nabieram coraz większego przekonania, że Twój awatar - jego nazwa jest niezwykle adekwatny do wyrażanych przez Ciebie opinii.
"histeria w jaką wpadły władze Izraela, po tym jak szanowany Noblista wyraził swoją opinię, jest zwyczajnie śmieszna". No właśnie opinię wyraził noblista - nie pan Ździcho, a przynależność do intelektualnych elit zobwiązuje, bo pospolita nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
Afapipi 10 kwietnia 2012 10:51
@slepowid
Naprawdę widzisz w tej sytuacji coś śmiesznego???
Ślepowid 10 kwietnia 2012 11:20
@Afapipi
Naprawdę, krytyka rozmówcy polegająca na wyśmiewaniu czyjegoś avatara i nicku jest poniżej poziomu. Nie rozumiem, co miał na celu ten komentarz, poza wbiciem "szpili", co raczej nie świadczy zbyt dobrze o czyimś poziomie.
To że jest Noblistą, nie znaczy, że nie ma prawa do własnej opinii. Ocenia postawę Izraela tak, nie inaczej. Zabranianie mu tego oraz stosowanie sankcji dyplomatycznych, jest jak najbardziej śmieszne. Tym bardziej, że nie skrytykował całego narodu Żydowskiego, a tylko jego politykę odnośnie sprawy Iranu. Nie można odbierać każdego słowa, które nie chwali Izraela, jako antysemityzmu. Tym bardziej, że "naród wybrany" pokazuje różki, już nie pierwszy raz zresztą.
A chyba nikt nie jest na tyle nierozsądny, by wybielać całkowicie Izrael. Obydwa kraje mają swoje za uszami. Pan Grass, w fali medialnego biczowania Iranu, pokazał, że również druga strona nie jest bez winy.
Bo jak na razie, to jest jednostronna "wojna". Zamachy na naukowców, niszczenie fabryk i placówek wojskowych, sankcje gospodarcze i dyplomatyczne, zapowiedzi interwencji zbrojnej, wysyłanie samolotów szpiegowskich oraz głośny atak cybernetyczny z pomocą Stuxneta. Zapowiedź zablokowania Cieśniny Ormuz, zniszczenie ambasady UK czy strasznie, że "już się ma bombę" (Iran straszy tak już od roku), to przy tym pikuś.
Afapipi 10 kwietnia 2012 11:38
@slepowid
Nie wyśmiewam Twojego awatara (zastanawiająca drażliwość?) - a jedynie sugeruję, że Twoje widzenie wyrażone w opiniach jest krótkowzroczne.Podobnie, jak tych, kórzy w przeszłości nie widzieli zagrożenia w poczynaniach ludzi budujących Das Dritte Reich.Ale nawet jeśli uważasz, że kpię z Ciebie - to co właściwie Ty robisz stwierdzająć :"a histeria w jaką wpadły władze Izraela, po tym jak szanowany Noblista wyraził swoją opinię, jest zwyczajnie śmieszna"- i jak ta opinia świadczy o Twoim poziomie?
Ślepowid 10 kwietnia 2012 12:14
@Afapipi Właśnie o to mi chodziło w początku poprzedniego postu. Przyczepienie się, do tekstu w którym nie zamierzałaś mnie obrazić, wzbudził moją pozorną drażliwość. Która była bezpodstawna. I tak samo bezpodstawna jest drażliwość osób oskarżających Guntera Grassa o antysemityzm. W tym momencie, Ty byłaś Noblistą, a ja jego przeciwnikami. Ty wyraziłaś swoją opinię, a ja oskarżyłem Cię, o próbę zdyskredytowania mojej osoby oraz niski poziom odpowiedzi.
Empatia, to bardzo ważna rzecz, a jej brak jest właśnie świadectwem krótkowzroczności.
Wracając do tematu, równie dobrze zamiast Iranu w postaci budowniczych, można postawić Izrael. I tak, i tak niedobrze. Definicja krótkowzroczność przedstawiona w Twoim rozumieniu, jest (moim zdaniem) naturalna. Bo gdybyśmy się zabrali za "profilaktykę", to niestety, z Ziemi wiele by nie pozostało.
Jak na razie Iran podpisał i ratyfikował "Non-Proliferation Treaty" (którego nie podpisały tylko Izrael, Indie, Pakistan i bodajże Korea Północna). Może nieco nie na temat, ale podpisał i ratyfikował też "Biological Weapons Convention" (znowu, niepodpisany przez Izrael). W 2009 roku, prezes IAEA, Yukiya Amano, informował, że według dokumentów tejże organizacji, nie ma dowodów na potajemne prace Iranu nad bronią nuklearną.
Czy naprawdę, biorąc pod uwagę działania Izraela (przedstawione w poprzednim poście) oraz to co przedstawiłem teraz, można mieć do pana Grassa pretensje, że ma wątpliwości?
Afapipi 10 kwietnia 2012 12:53
@slepowid
Realizm magiczny z gdańskiej trylogii, Grassa wydobywa problem ideologii prowadzącej do zbrodni, dlatego tym bardziej dziwi mnie aktualna postawa Grassa.Inny twórca - równie genialny pisarz tworzący podobnie jak Grass w duchu realizmu magicznego -Salaman Rushdie (Dzieci Północy)-jest w moim przekonaniu wystarczjącym przykładem na zasadność poczynań Izraela w ogóle, jak i na krytykę stanowiska Grassa.
Xylomena 10 kwietnia 2012 15:39
@Marlow
No cóż, tak jak my Polacy możemy i lubimy krytykować politykę swego kraju, czy mentalność własnego narodu, tak co najmniej kilka nacji znalazłoby się na antypodach takiej maniery kulturowej, żeby się źlić na swoich. A obywatele Izraela, to chyba nawet w tym przodują, by złego słowa o ojczyźnie nie mówić...
Marlow 10 kwietnia 2012 17:14
@slepowid Jedno, dość istotne uzupełnienie (korekta). Amano objął stanowisko dyrektora generalnego IAEA w grudniu 2009. Jego pierwszy raport dotyczył materiałów IAEA poprzedzających jego kadencję – to był taki „raport o stanie w momencie przejęcia zarządu”. Ostatni raport Amano, z listopada ubiegłego roku, zakłada możliwość rozwoju broni nuklearnej przez Iran. Tu jednak trzeba wskazać na wątpliwości. Wg wikileaks, ale także wg komentarzy politologów, od czasu objęcia rządów przez Amano działania i wnioski IAEA są ściśle synchronizowane z aktulnymi postulatami USA. (W wikileaks Amano mówił, że w 100% zgadza się z punktem widzenia USA, ale będzie musiał wykonać jakieś drobne, polityczne ustępstwa dla krajów rozwijających się). Z jego listopadowym raportem zdecydowanie nie zgadza się Hans Blix - poprzedni dyrektor IAEA, zaś Robert Kelly, były szef kontrolerów IAEA w Iranie (odsunięty przez Amano), stwierdził, że Iran trzeba nadal bardzo dokładnie sprawdzać, ale listopadowy raport Amano zawiera przemilczenia, a jego wnioski są oparte na dokumencie będącym ewidentną fałszywką. Kelly w swym tekście przytoczył też przykład Iraku, w którym eksperci zbyt długo milczeli na temat swych wątpliwości co do istnienia BMR w tym kraju:
Iran nuclear weapons
Marlow 10 kwietnia 2012 17:20
@xylomena To nie tak, że w Izraelu nie ma krytyki rządu. Krytykują jak jasny gwint.Rzecz w tym, że Netanyahu jest premierem i szefem większościowej koalicji, więc siłą rzeczy za granicą to on jest „głosem Izraela”. Rzuć okiem niżej ;)
@Afapipi Są tu dwa pytania. Pierwsze dotyczy tego, czy Grass w ogóle ma prawo krytyki jakichkolwiek spraw związanych z Izraelem. Drugie, czy taka krytyka jest zasadna.
W odpowiedzi na drugie pytanie zgodzę się całkowicie z Jakobem Augsteinem –to nie jest najlepsza analiza sytuacji politycznej, ale nie jest też zupełnie chybiona, więc może zacznijmy poważnie dyskutować, bo problem istnieje i trzeba szukać rozwiązania.
W odpowiedzi na pierwsze – uważam, że oczywiście tak, i trudno mi znaleźć argumenty, jakimi można mu tego zabraniać. Z zachowaniem proporcji: to, że uważam PZPR za organizację przestępczą, nie oznacza, że nie szanuję konkretnych ludzi, którzy byli jej członkami.
Łączenie obu pytań w jedno jest – moim zdaniem – złym zabiegiem, który powoduje gmatwanie całej sytuacji. Powołujesz się na Netanyahu, ale nie jest przecież tak, że Netanyahu mówi to, co myśli większość mieszkańców Izraela, ani nawet nie to, co myśli największa grupa tych mieszkańców.
( @Afapipi @Xylomena ) Netanyahu ma stałe poparcie na poziome 29% , a więc zbliżone do naszego PiS. Przez bardzo krótki okres w 2009 miał blisko 50%, po tym, kiedy w przemówieniu na uniw. Bar-Ilan, w odpowiedzi na wezwania Obamy, zdecydowanie złagodził retorykę i dopuścił istnienie państwa palestyńskiego (na bardzo twardych warunkach) – nastąpił w efekcie skok poparcia znów analogiczny do tego, który pamiętamy u nas. Netanyahu od tego czasu wycofał się całkowicie z tej propozycji (kolejna analogia) a jego poparcie spadło do „twardego elektroratu” i 29% (to jest wprost niesamowite, z tymi analogiami). Jego Likud jest w rzeczywistości nie pierwszą, a drugą co do wielkości partią w parlamencie, ale pierwsza – centrowo-liberalna Kadima, nie była w stanie stworzyć zdolnej do rządzenia koalicji. Likud stworzył koalicję z nacjonalistami i populistami z Yisrael Beiteinu Avigdora Liebermana (którego wypowiedź też w tekście cytowałem – o „poświęcaniu Żydów, żeby sprzedać parę książek”) - znów analogia do koalicji PiS – LPR/Samoobrona. Zarówno skalę rzeczywistego poparcia, jak i polityczną sytuację Likudu można więc porównać z PiSem – oczywiście przy odmiennych postulatach, teorii politycznej etc.
Dla elit intelektualnych Izraela chyba bardziej charakterystyczne jest stanowisko Carlo Strengera z Uniwersytetu Tel Aviv, które ów opublikował w Huffington Post (Huff RULES! :D @Xylomena – rzuć okiem, krytyka, jak u nas ;) )
Carlo Strenger: Netanyahu prowadzi Israel ku mrocznym czasom.
Afapipi 10 kwietnia 2012 17:52
@Marlow
W zasadzie można bić pianę na temat tego, do czego Grass ma prawo, a do czego nie? I czy istotne jest to, jakie procentowo poparcie ma Netanyahu - skoro w swoim komentarzu do całej tej sprawy z Grassem dotyka sedna problemu? Nie możesz komentarza do sprawy Grassa łączyć z poplarnością Netanyahu w ogóle. Tym bardziej, że nie wiemy nic o statystykach reakcji społeczności Izraela na wspomnianą wypowiedź.A ja nie sądzę, żeby nawet przeciwnicy polityczni Netanyahu zaprzeczyli jego słowom, ponieważ to są fakty:"To Iran, a nie Izrael, wspiera masakrę syryjskiego dyktatora na Syryjczykach. To Iran, a nie Izrael, kamienuje kobiety, wiesza za homoseksualizm i brutalnie tłamsi miliony swoich własnych obywateli. Iran neguje fakt Holokaustu i wzywa do zniszczenia Izraela. To Iran, a nie Izrael, finansuje organizacje terrorystyczne, które odpalają rakiety na ludność cywilnej".
Bardzo ciekawie ujął ten problem "wrowitek" do wpisu P.Gorgola:"G. Grassa przypadki. Czy wolno krytykować Izrael?".Dlatego przytoczę spory cytat, który jest zgodny również z moim stanowiskiem w tej sprawie:"Nie mogło być mowy o rzetelnej dyskusji na temat zbrojeń jądrowych na Bliskim Wschodzie, bo Grass swoją retoryką od razu wprowadził dyskusję na poziom pyskówki. Grass traktuje Izrael jak samowolnego bachora. Oskarżenie Grassa o antysemityzm nie było wywołane krytyką Izraela jako taką. Czy każda krytyka poczynań rządu jest dowodem na antysemityzm? Nie, nie każda. Rząd Izraela jest stale krytykowany przez różne frakcje i partie w Izraelu. Przez Turcję, Syrię, Egipt, no i oczywiście Autonomię Palestyńską. Ale nikt pod ich adresem nie wykrzykuje, że są antysemitami. Stwierdzanie, że zarzut antysemityzmu jest odpowiedzią na samą krytykę Izraela, jest wyłącznie zaciemnianiem obrazu, zamydlaniem oczu.
Antysemityzmem jest stawianie Izraela na równi z Iranem. Izrael ma broń atomową, ale oficjalnie nikt o nie nic nie wie. Ale Izrael gdyby miął użyć tej broni, to by jej dawno użył. Izrael nie jest państwem mocarstwowym, które szuka wpływów poprzez swoją siłę militarną. Nie wygraża żadnemu narodowi, że go zmiecie, wymaże z mapy, wytnie w pień. Mówienie, że Izrael przecież może zrobić wszystko to samo, o czym mówi Iran, że chce zrobić, jest antysemityzmem. Bo tylko zajadła nienawiść może przesłaniać jasny obraz. Nie każde państwo może mieć broń atomową, bo niektóre mają nieobliczalnych przywódców i agresywną politykę. Dlatego nikomu nie przeszkadza, że broń atomową mają Indie [choć mają kilka konfliktów granicznych], a ze sprzeciwem spotyka się fakt posiadania broni przez Koreę Północną. Proponowana przez Grassa wizja Ahmadineżada jako enfant terrible, mocnego w gębie, niegroźnego łobuza była już raz stosowana w Europie lat 30-tych ubiegłego wieku. I właśnie Grass, jako Niemiec, który się broni, że do Waffen-SS został powołany w wieku 17 lat wbrew swojej woli, powinien o tym dobrze pamiętać".
Marlow 10 kwietnia 2012 18:43
@Afapipi To jest oczywiście zrozumiały punkt widzenia. Nie zgadzam się z nim - ale go rozumiem. :)
Marlow 10 kwietnia 2012 21:29
@Afapipi Sorry, jedno pytanie nie à propos. Zabrzmi, jakbym chciał się czepiać, więc zaznaczam, że to naprawdę nie jest krytyka, pytanie poniżej nie ma związku ani z wpisem, ani z naszą dyskusją.
"realizm magiczny z gdańskiej trylogii Grassa wydobywa problem ideologii prowadzącej do zbrodni"
Masz może przypadkiem link do jakiejś szerszej analizy, albo nazwisko autora? Pytam, bo słyszałem to już kilka razy, więc domyślam się, że gdzieś jest takie opracowanie i chętnie bym to przeczytał.
Pozdrowienia!
Afapipi 10 kwietnia 2012 23:42
@Marlow
Nie żebym była złośliwa, ale takie analizy to robiłam już w liceum :P Ideologia w tym przypadku to faszyzm--> nacjonalizm, a zbrodnia to jego konsekwencja wynikająca i z takiego założenia :"gdyby nie naród niemiecki na wszystkich terenach wschodnich panowałoby barbarzyństwo".(Cytat oczywiście z "Blaszanego bębenka" Grassa)
henrykspol 11 kwietnia 2012 00:42
@Marlow
Gdyby p.Grass wstąpił swego czasu do Wehrmachtu, zrobiłby to w obronie swego kraju, przynajmniej tak bym to odebrał. Wstąpił jednak do Waffen-SS (choć podobno 10 DPanc.SS składała się z poborowych). Wśród elit niemieckich oraz lewicowej młodzieży, Waffen -SS jest źle odbierana. Ale państwo niemieckie nigdy chyba nie zauważyło, że SS to organizacja zbrodnicza. Emerytury stosowne, opieka itp. kombatantom należała się jak najbardziej. Dla mnie p. Grass wpisuje się w działania osłabiające co najmniej, niemieckie poczucie winy.Okazuje się coraz bardziej, że Niemcy cierpieli też, a nawet bardziej niż inni. Hitler uderzył na Polskę dzięki Stalinowi. (Dojdą w końcu do wniosku, że to my rozpętaliśmy II wojnę światową) Jeśli chodzi o Waffen-SS. Pełno, także po polsku historii wielu dywizji. Wychodzi, że eleganccy oraz szlachetni, rycerscy i waleczni żołnierze Waffen-SS walczyli z hołotą ze wschodu oraz dzikusami zza oceanu... ;) Zaś sytuacja na Bliskim Wschodzie była, jest i pewno będzie beznadziejna, moim zdaniem. Jeśli skądś wypełznie wojna światowa, to właśnie stamtąd. Swoją drogą, jak zwykle, świetnie to napisałeś.
Marlow 11 kwietnia 2012 02:51
@Afapipi, sorki, nadal nie całkiem rozumiem, chcesz powiedzieć, że to jest u nas coś w rodzaju przyjętej analizy licealnej? To by w sumie wyjaśniało dlaczego to słyszałem, ale nie miałem pojęcia skąd się wzięło.
W każdym razie w tzw. międzyczasie poszukałem w Humanities i znalazłem zbiór tekstów pod redakcją Lois Zamory z 1995, który to zbiorek być może zapoczątkowuje taką teorię (to było najstarsze co znalazłem, ale może jest coś jeszcze starszego). Konkretnie o Grassie piszą tam Rawdon Wilson i John Erickson (nie ten historyk, to zupełnie inny Erickson) Wiesz, poza czysto formalnymi, nie bardzo rozumiem podstawy takiej klasyfikacji (czy Alicja w Krainie Czarów to też magic realism?) dlatego muszę poczytać. Zobaczymy. Przy okazji dowiedziałem się, że Milan Kudera to też magic realism. Więc Carroll pewnie też. Nie jestem na bieżąco ;)
Marlow 11 kwietnia 2012 03:05
@Henrykspol Dzięki! :)
Na wszelki wypadek zaznaczę - dla wszystkich - że nie mam najmniejszego zamiaru wybielać SS, a ich kombatanckie renty (wywalczone przez osławione HAIG w końcu lat 60-tych), to zwyczajnie wstyd dla Niemiec - Kohl też się kajał, ale najwyraźniej nic nie mógł zrobić.
Co do meritum: gdyby Grass sam wstąpił - chyba bym tego nie napisał, a już na pewno nie pod takim tytułem. Leni Riefenstahl wielką artystką była, i to jest fakt, ale była też absolutnie głupią babą. Rzecz w tym jednak, że nie wstąpił. Zgłosił się do Kriegsmarine w wieku lat 15 i nie został przyjęty. Waffen-SS (w tym 10 dywizja) w 1944 było już solidnie wykrwawione, zarówno w działaniach na froncie wschodnim, jak i na zachodnim, wobec czego zmieniono zasady rekrutacji i obok ochotników wprowadzono obowiązek zaciągu, kierując w pierwszej kolejności do oddziałów SS wszystkich, którzy zgłosili się do wojska, ale wcześniej nie zostali przyjęci ze względu na wiek. (Bodaj obniżyli też wtedy wymagania dot. kategorii etc., ale to inna sprawa). Inaczej mówiąc Grass miał tylko taki wybór - mógł się stawić albo dostać automatyczny wyrok śmierci za dezercję w czasie wojny. Nb, już w Norymberdze wykluczono z automatycznej klasyfikacji "członkowie organizacji przestępczej" tych, którzy w 44 i 45 zostali obowiązkowo wcieleni do Waffen-SS.
Że Grass wpisuje się w działania osłabiające poczucie winy. Myślę że masz rację, na pewno po części taki jest efekt jego ostatnich książek. Ale myślę też, że żaden kraj nie może permanentnie żyć w poczuciu winy. To nierealny postulat i chyba w praktyce musi prowadzić do patologii. Winni powinni zostać osądzeni, ofiarom, w miarę możności należy się zadośćuczynienie, ale w końcu to poczucie winy musi zmienić się w pamięć. Dla Grassa (jak sądzę) poczucie winy jest oczywiste, a w książkach właściwie od samego początku pisze o problemie pamięci jednostki wobec wszechogarniającej zbrodni (stąd trochę zaskoczył mnie ten magiczny realizm, o którym wspomniała @Afapipi - dzięki!) - o tym są jego książki i tu właściwie nie ma żadnej zagadki. Co pamiętamy, jak pamiętamy, o czym nie wolno zapominać, a zapominamy. Pamięć "fantazjująca" i pamięć "realna". Swego czasu był przeciw zjednoczeniu Niemiec, uważając, że ostatecznie doprowadzi ono do zagubienia ważnej części pamięci - podział Niemiec powinien być, jego zdaniem, trwałym efektem tego, co Niemcy zrobili w czasie wojny (też nie było to realne). Nadal o tym wszystkim mówi i pisze, ale jednocześnie już od kilku lat, w miarę jak się starzeje, zaczyna robić taki rodzaj "archiwizacji", któremu w całości można nadać tytuł "co jeszcze trzeba zapamiętać". O tym było "Obieranie cebuli", a wcześniej, chyba w większym nawet stopniu, "Idąc rakiem".
Pozdrawiam serdecznie!
Zhannah 11 kwietnia 2012 03:50
hmm.. nie zdazylam przeczytac komentarzy, lecz pije mnie mysl.. zaczeta w tytule artykulu... zawsze bedziesz esesmanem, niegroznym dla ofiar, bo one wybaczyly, a Ty sie pokalales... ale zawsze bedziesz groznym esesmanem, dla tych, ktorzy z Toba w mlodosci kroczyli i moze tez w cichosci swoim rodzinom splendoru tak jak Ty nagrodami przyniesli, a nie godza sie z mysla, ze moga wyjsc z cienia jakoz Ty wyszles...Moze rodziny jak nasza Rita, tez rodzinnych tajemnic posiadly, lecz jesli niechlubne to i uczniowie Jezusa sie zaparli.... ?
Marlow 11 kwietnia 2012 04:16
@Zhannah Jak zwykle - w sedno :) Też mnie trochę uwiera ta wieczna wina - stąd (nieco melodramatyczny) tytuł.
Afapipi 11 kwietnia 2012 08:21
@Marlow
Ach! O realizm magiczny chodzi...:)
Afapipi 11 kwietnia 2012 08:43
@Marlow
Żródła podają, że prekursorem Neue Sachlichkeit był Franz Roh, który pierwszy użył terminu w Nach Expressionismus w 1925. Jednakże pojęcie Nowa Rzeczywistość użył pierwszy G.Hartlaub dyrektor Kunsthalle w Mannheim w 1923r. Dotyczyła ona NR prac malarskich namalowanych w konwencji realistycznej o zabarwieniu społeczno- politycznym. Reprezentatywna jest zwłaszcza twórczość G. Grosza. Szczególny rozkwit NS czyli RM przypada na lata 60, a zapoczątkował go w 1959 Grass "Blaszanym bębenkiem". Co do opracowań dotyczących RM - to poszperam :)
Pozdrówka!
Afapipi 11 kwietnia 2012 12:31
@Marlow
Właściwy trop dotyczący realizmu magicznego jest następujący- jak wsponiałam uprzednio wiąże się on z Franzem Roh. W czasopiśmie "Revista de Occidente" użył jej dla określenia dzieł malarskich z wystawy w Mannheim z 1924r. Ten nurt objął literaturę i występował kolejno w Niemczech, Włoszech, Francji, Hiszpani skąd trafił do Ameryki Łacińskiej, gdzie zaistniał w 1948 roku i był łączony z Arturo Pietri wenezuelskim pisarzem("Barabasz i inne historie"(?)). Jednak za ojca RM uznawany jest Miguel Asturias- Gwatemalczyk(noblista) i jego powieść "Hombres de maiz".Zatem można przyjąć iż to nie Grass był pierwszy,(po II wojnie) ale pisarze z Ameryki Łacińskiej. A termin RM jest pochodzenia niemieckiego(Magischer Realismus). :)
Afapipi 11 kwietnia 2012 14:06
@Marlow
Sorry, że tak chaotycznie piszę, ale z doskoku:)
"Wiesz, poza czysto formalnymi, nie bardzo rozumiem podstawy takiej klasyfikacji (czy Alicja w Krainie Czarów to też magic realism?)".
Alicja w Krainie Czarów jest ciężka do sklasyfikowania, ale to nie RM. Po pierwsze - nie te czasy, po drugie nie spełnia warunków RM. Owszem jest w niej realna rzeczywistość zderzona z omamami i aluzje satyryczne, ale nie dotyczą one problemów społecznych w ogóle, a jedynie nawiązują do problemów osób będących znajomymi autora. Oczywiście można je (problemy znajomych) na siłę przekładać na problemy społeczne, ale to naprawdę zupełnie inna bajka!:)
Marlow 11 kwietnia 2012 16:11
@Afapipi Pomyśleć, ja tylko chciałem się zorientować, jakie konkretnie miałyby być podstawy klasyfikowania w ten sposób Grassa. :)
Znów w tak zwanym międzyczasie ściągnąłem sobie i przeczytałem część zbiorku Lois Zamory. Faktycznie chyba to było właśnie opracowanie które wprowadziło modę na klasyfikowanie wszystkiego jako realizmu magicznego i to w nim przypomniano pełny, oryginalny tekst Roha z 1925, który nawiasem mówiąc czytałem już wiele lat temu. Przeczytałem tamże Rawdona Wilsona, okazało się, że ów o Grassie nie pisze, ktoś się ewidentnie walnął w przypisach (znam ktosia i nie omieszkam się wyzłośliwić przy następnym spotkaniu :) ), natomiast o Grassie pisze kilka stron dalej Jon Thiem, w tekście pod charakterystycznym tytułem „Tekstualizacja czytelnika w literaturze magicznego realizmu”, który też przestudiowałem z najwyższą uwagą ;) . Trochę chyba przesadną, bo w sumie jest tak, jak przewidywałem, czyli Thiem wrzuca absolutnie wszystko razem do kupy (słusznie zakładając, że kupy nikt nie ruszy), od Cortazara, po Niekończącą się opowieść (poważnie!), uzasadniając to straszliwie naginanymi do nowego kontekstu cytatami, w tym z Barthesa - którego chyba w ogóle nie rozumie (ale brzmi to bardzo solidnie).
Swoją drogą, z Rohem i przekształcaniem terminu sprawa jest odrobinkę bardziej skomplikowana. Kiedyś, dawno temu, zajmowałem się Colville’m i przyjrzałem się temu „z bliska”. To co pisał Roh dotyczyło kręgu Grosza i Dixa, ale zyskało uwagę ówczesnych krytyków artystycznych (obawiam się, że głównie potencjalna wszechużyteczność tego terminu została zauważona). Wobec literatury na początku terminu tego nie używano, ale gdyby ktoś koniecznie musiał to zapewne użyłby słów Roha do opisu elementów prozy Hessego. Natomiast to, co znamy jako nurty realizmu magicznego, to nurty w literaturze i sztuce lat 40-tych i kolejnych dekad. W literaturze to oczywiście wspomniana przez Ciebie literatura południowo-amerykańska (Rushdie, np., też tu pasuje, ale Rushdie sam powoływał się na tę właśnie literaturę). Swoją drogą Asturias ma polskie tłumaczenie - choć nie „Ludzie z kukurydzy”, a „Bolesny piątek” - i kot z kulawą nogą go nie czyta, ale to inna sprawa.
W każdym razie magiczny realizm w malarstwie powojennym to nazwa, za którą winni jesteśmy dozgonną wdzięczność panu Alfredowi H. Barrowi Juniorowi, który już w 42 w METs przygotował obszerną wystawę współczesnej mu sztuki amerykańskiej. Większość obrazów była realistyczna, część była bajkowa (w stylu np. Chagalla), część surrealistyczna, w przypływie natchnienia Barr zatytułował więc wystawę: Amerykański realizm i realizm magiczny, a wydany przez Barra katalog sprawił, że termin realizm magiczny był odtąd odnoszony do twórczości Frencha, Tookera i kilku ich znajomych. Dziś poważniejsze opracowania używają wobec tej grupy określenia „so-called American magic realism” (tak zwany amerykański realizm magiczny). Ponieważ zupełnie przypadkowo, w kilka lat później Colville wystawiał prace za pośrednictwem Hewitta, z którym współpracowali French i Tooker, do Colville’a przylgnął termin „magiczny realizm”. Oczywiście Colville to coś zupełnie innego niż panowie F. I T., i ostatecznie to jego twórczość zdefiniowała użycie tego terminu w malarstwie lat 50-tych i 60-tych. Tak czasem zabawnie bywa. Dow dawno temu słusznie zauważyła, że to taki termin-wytrych, którego można użyć do wszystkiego. Ta wystawa miała bardzo dobre recenzje i trafiła do krytycznego obiegu, i chyba za jej pośrednictwem zaczęto definiować podobnie część literatury południowo-amerykańskiej, zastępując inny – znacznie lepszy moim zdaniem – termin „realizm cudowny”, jaki proponował dlań nigdyś Alejo Carpentier.
Ostatecznie więc dla Roha to nie była część terminologii, ale po prostu opis konkretnych cech konkretnej grupy obrazów, w wypadku np. Marqueza to ogólna nazwa stylu literackiego, wobec Colville'a to ogólna nazwa stylu w malarstwie, natomiast dołączanie Kudery, Grossa, Woody Allena (jak najbardziej, mogę zacytować źródło) to już typowa gra akademicka w "kto dorzuci nową interpretację". Formalnie to jak najbardziej daje się stosować, ale też formalnie ten termin jest tak pojemny, że nie ma absolutnie żadnych przeciwwskazań dla objęcia nim Podróży Guliwera, Pamiętnika znalezionego w Saragossie czy Alicji w Krainie Czarów. Naciągania naprawdę nie potrzeba, ukazywana poprzez wprowadzenie czytelnika w kontekst opowieści i przez identyfikację z bohaterką transgresja wiktoriańskiego systemu hierarchii jest magiczna, zaś wspomniany Jon Thiem z autentyczną erudycją obejmuje terminem "magiczny realizm" wszystko razem i całość sprawnie dekonstruuje podpierając się (mniej sprawnie) Barthesem. Absolutnie mnie to nie rusza, nie mam też zamiaru tego robić - chcecie, bawcie się ;)
Jestem wszak bardziej jeszcze wdzięczny niż wczoraj, bo przy okazji tej dyskusji przeczytałem Rawdona Wilsona, który z Grassem nie ma nic wspólnego, w ramkach teorii magicznego realizmu czuje się niezręcznie, ale jego uwagi o przestrzeni fantastycznej są – nomen omen – fantastyczne :)
Nooo... przeczytałem też Thiema, ale nie mogę Ciebie za to winić... ;)
Pozdrawiam!
El mohero 11 kwietnia 2012 16:55
@Marlow @Afapipi
Słuchałem w tv kpiącej wypowiedzi Mieczysława Abramowicza, że niedługo jego ziomkowie nakażą książki Grassa palić, bo to be. Wołał o opamiętanie.
Afapipi 11 kwietnia 2012 19:10
@Marlow
Jestem Ci wdzięczna za ten długi komentarz ponieważ dałeś mi dużo do myślenia zwłaszcza w dziedzinie malarstwa, jako, że nie miałam pojęcia o istnieniu realizmu i tak zwanego realizmu magicznego :) Jeśli chodzi natomiast o literaturę, to zakres motywów charakterystycznych dla RM jest tak duży, że pozwala podciągać pod ten termin i Grassa i Dodgsona, pisarzy południowo- amerykańskich czy Ende i jego Niekończąca się historię:P Bo przecież motywy historii rodzinnych, życia po życiu, spirytualizmu,kataklizmów naturalnych i społecznych, charakterystyczni bohaterowie, symboliczne imiona bohaterów, czy pokrętna narracja, wizje, legendy, mity, pierwiastki religijne, metafory, symbole, ironia, paradoksy i cudowne zbiegi okoliczności są charakterystyczne dla twórczości wymienionych przeze mnie trzech panów, choć dzieli ich dokonania znaczny odstęp czasowy. Między Dodgsonem, a Ende to przecież będzie ze 100 lat ! Z czasem to pewnie ktoś uporządkuje i też będzie( analogicznie jak w malarstwie) - realizm magiczny i tak zwany realizm magiczny i może jeszcze - jak zauważyłeś - realizm cudowny, (a może lepiej by brzmiało :" cudownie magiczny realizm"?:P).
Dzięki!
Afapipi 11 kwietnia 2012 19:24
(@Afapipi)
@elmohero
Eeeee.... Abramowicz histeryzuje. Grassowi pogrożono jedynie palcem, publicznie dla zasady. Izrael to nie Iran, a Grass to nie Rushdie i w związku z tym nikt na niego fatwy nie nałoży i nie będzie palić jego książek, ani nie zabije ich tłumaczy (jak to miało miejsce w przypadku Rushdiego).
Marlow 11 kwietnia 2012 21:44
(@Marlow)
@elmohero @Afapipi tzn. mówimy o Abramowiczu, on nie historyzuje, on ironizuje :) Tak mówiąc ściśle, to nie można nawet powiedzieć, że pogrożono palcem, bo gest Yshai był czysto symboliczny. Ale - oczywiście ;) - zgadzam się z El Mohero - to faktycznie ma znaczenie, Abramowicz wypowiada się w poważnym tonie, ale z dużą dawką ironii. Z drugiej strony jest Eli Barbur, który wrzuca kolejną antygrasowską filipikę, utrzymaną dla odmiany w tonie ironii, ale całkowicie poważną:
"„Delfiny” to niezwykle skuteczna broń odstraszająca, mogąca zapobiec zagładzie nuklearnej (...) Jak więc potraktować przygłupa, który się temu sprzeciwia; dlaczego właściwie nie podebrać mu tego nobelka i zakazać lotów do Izraela?"
http://prawdalezynawierzchu.salon24.pl/
Jak w plakacie Fidesz: tessek valasztani - wybierz sam (sama) ;)
Pozdrawiam wszystkich
@Afapipi Musimy kiedyś wrócić do rozmowy o magicznym realizmie, ale już nie "w cieniu Grassa" ;)
El mohero 12 kwietnia 2012 17:29
@Afapipi Abramowicz to naprawdę mądry facet. A paleniem książek ironicznie porównał z mroczną historię III rzeszy. Zdaje się, że przyjaźni się z Grassem
@Marlow Swego czasu Wałęsa chciał odebrania Grassowi honorowego obywatelstwa miasta Gdańsk, ale opamiętał się. Nobelka nie dają za głupotę przecież, chyba że Obamie ;) (ale to z głupoty)
Ale Ciebie do Izraela wpuszczą - masz taki niearyjski nos... ;)
Marlow 12 kwietnia 2012 19:06
@elmohero Pamiętam tę sprawę z Wałęsą - całe szczęście, że jakoś normalnie to się skończyło.
Aryjski, nie aryjski, lał to (excuse-moi) kot :mrgreen:
Świata jam ci obywatel :P
Franz Marc, Hund vor der Welt, 1912
Echox 13 kwietnia 2012 11:17
Cóż, Gunter Grass, jest już stary, więc może sobie pozwolić na szczerość.
Ma rację w odniesieniu do Izraela. Jest faktem, że Izrael rozbudowując swój
potencjał nuklearny, jednocześnie najgłośniej krzyczy, że nie można dopuścić,
by inne państwa zbroiły się w broń atomową. To tak jak z mordami na Palestyńczykach, mordując, jednocześnie żądają współczucia dla siebie, bo się męczą. Parafrazując antysemityzm, można powiedzieć, że Izrael jest anty reszta świata.
Marlow 13 kwietnia 2012 19:30
@Echox Grass cały czas był szczery i kiedy mówi, że czuje się związany duchowo z Izraelem, to mówi szczerze. Nie jest tak, że Izrael jest przeciw reszcie świata. Jest natomiast pewna część Izraelczyków, w tym znaczna część wyborców Netanyahu, którzy permanentnie funkcjonują w syndromie oblężonej twierdzy. Może to być podobny procent (tu oczywiście zgaduję) jaki u nas liczy grono wyznawców teorii zamachu smoleńskiego. To są, moim zdaniem, dość podobne grupy społeczne, problem polega na tym, że rząd Netanyahu reprezentuje między innymi tę właśnie grupę i to retoryka i sposób myślenia tej grupy określają obecnie publiczny wizerunek Izraela - z tych pozycji przebiega cała dyskusja z Grassem. Wiem, że obrażą się na te słowa zarówno przedstawiciele teorii zamachu, jak i zwolennicy izraelskiego prawa do broni atomowej (z jakiegoś dziwnego powodu te dwie grupy się nawzajem nie lubią) ale tak właśnie jest.
Zhannah 15 kwietnia 2012 04:59
@Marlow......... ech..powiem zwiezle, dziekuje.... a trudno mi to rzec, bo jestes wyjatkowa postacia, bo jestes zyczliwy, bardzo wyrozumialy... i nie potrafie Cie polubic...i wiem, ze nie jestes falszywy...Jestes dla mej psychiki, czyms, czego pojac nie zdolam....
Przepraszam...Czyzbym pierwszy raz o elokwencje byla zazdrosna :)
Zhannah 15 kwietnia 2012 11:29
@Marlow... nie dziekuje, bo Cie uwielbiam... Male slowka, malych kobiecych emocji, moga ranic nawet lwa..Wczesniejszy moj komentarz byl probka wcielenia sie w zimna , wyprana emocjonalnie osobke esesmana... Jak poprawnie reagowac, na dobroc, np. taka jak Twoja, by nie ranic... Dlatego ja nigdy nie lubilam kobiecej postaci "Z nad Niemna".





No comments:
Post a Comment