Monday, March 30, 2015

Mistrz i Małgorzatki, czyli polityczny mem konstrukcji semantycznej

...


Newsweek, Portal Opinii -  2 08 2013 


Mój panie Billu, cóżem ci uczynił? W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?


Tak liturgicznie zaczynam, bo pan Killbill komentując wpis profesora Krysztofiaka, pisze o moim odpuszczaniu, przywołując mnie, λόρδου Jendrasu λόρδοó Jendrasó oraz señora Matadora. Za siebie tylko powiem, że owszem, odpuściłem. No odpuściłem, a teraz pan, panie Billu, musiał mnie z tego odpustu wywołać. I kiedy ja wreszcie do wieniawskiej Pelargonii pojadę, co? I jak niby mam nie odpuszczać, kiedy nic w ręce nie zostaje?

Widzę, że na szczęście całe został już pan, panie Billu, doprowadzony do porządku przez Dzielnego Obrońcę Profesorskiej Czci i Wiary w Siebie, Zawsze Czujne Sumienie Portalu, Naszego Drogiego Sędziego, Wzorzec Blogowej Etykietki, Słońce Kultury Sieciowej, Pana Humaniaka. (I)
Żeby oszczędzić panu Humaniakowi trudu odkrywania dwuznaczności w moich wypowiedziach, oznaczę ironię jako „I”, aluzję jako „A”, zaś sarkazm jako „S” – inaczej mówiąc, tu, panie Humaniaku, to była ironia.(A)

Wyjaśnił tam już pan Humaniak, że pan nie widzi, panie Billu, meritum tekstu i głównych tez autora. Ponieważ to oczywista prawda i ponieważ być może nie tylko pan ich nie widzi, więc to meritum, tutaj, wyłożę.

Meritum, czyli sednem sprawy i właściwym celem, ku któremu prowadzi czytelnika tekst jest zestawienie „szkalowania Wałęsy” i „szkalowania Powstania”. Tekst nie jest zbudowany na zasadzie dowodzenia tez, ale na zasadzie prowadzenia czytelnika ku konkluzji. Sednem tekstu nie jest więc, wbrew pozorom, prowokacyjna teza o rzekomej „pacyfikacji” polskich mitów historycznych. Cały ten, swobodny wywód o pacyfizmie, martyrologii etc. etc. jest obszernym, pozornym uzasadnieniem do efektownego, końcowego zestawienia:
„szkalowanie Wałęsy” = „szkalowanie Powstania”
To ostatnie jest oczywiście wskazówką dla rozpoznania intelektualnej ułomności prawicy, która sama nie wie czego chce – w przeciwieństwie do wspieranego przez pana Profesora Ruchu Palikota, który chce wprowadzenia obowiązkowych przeglądów technicznych rowerów.

Konstrukcje felietonów pana profesora są trudne, i zdarzało się poprzednio, iż najbardziej życzliwi czytelnicy sedna nie łapali (co jest dziwnym zjawiskiem, bo nieżyczliwi jakoś łapali.) Gorzej, bo choć nie łapali, to tekstów bronili zacięcie i z wielką werwą, tak, że autor musiał ich, z widocznym zażenowaniem i starając się zachować dyskrecję, po główkach poklepywać. (I) Tym razem więc pan Profesor zrobił co w jego mocy by meritum zaakcentować, nie niszcząc przy tym perswazyjnej konstrukcji felietonu – dlatego właśnie cel został wprowadzony w wieńczącym dzieło akapicie, zaopatrzonym w jednoznaczny tytuł: „Morał”. Morał! MORAŁ! (I)

Jest tu poważny problem natury logicznej, mianowicie jakby na to nie spojrzeć, osoba i dokonania Lecha Wałęsy to i historycznie, i filozoficznie, zupełnie inna kategoria pojęć niż Powstanie, więc takiego zestawienia racjonalnie uzasadnić się nie da. Dla przykładu: można dodawać „2+2”, ale nie ma racjonalnego sensu dodawanie „2+tramwaj” (S). (Czekam z palcem w oku na wywód pana Humaniaka o niezmierzonej celowości dodawania „2+tramwaj”.)(I)

Pan Profesor, z małp (A) bardzo sprawnie zauważył jednak, że jeśli do felietonu wprowadzimy nieco przekręcone terminy z dziedziny nauk medialnych, np. „mem”, czy „topos”, i dodamy kilka pustych znaczeniowo zbitek terminologicznych (koniecznie z uwzględnieniem „polityki” i „behawioryzmu”), to powstanie przekonujące, pozorne uzasadnienie dla dowolnej konstrukcji, w tym oczywiście także dla całkowicie sztucznego zestawienia Lecha Wałęsy i Powstania. Puste zbitki są tu ważne. Raz, że czytelnik i czytelniczka z chęcią czymś swoim je wypełnią, czując się dzięki temu intelektualnie i filozoficznie dopieszczonymi poprzez nawiązanie dialogu z MISTRZEM. Dwa, jeśli autor zostanie przyparty do muru, to może zbitkom przypisać absolutnie dowolne treści. Ważne są też nieco przekręcone terminy z nauk medialnych. Do przekręcania autor wybiera terminy oryginalnie wieloznaczne, na zarzut ich nonsensownego stosowania może więc zawsze odpowiedzieć „w mojej interpretacji”, jednocześnie powołując się na autorytety ich twórców – znakomita większość czytelników i tak nie będzie w stanie przywołać właściwego kontekstu, w jakim terminy te zostały niegdyś postawione. Ba, zaraz pojawi się Zawsze Czujne Sumienie etc. et consortes, i wspólnie przystąpią do kolejnej obrony kolejnego felietonu (choć dziś akurat mogą być pozbawieni wsparcia taktycznego, słoneczko świeci, dobry dzień do opalania, wierne czierliderki zapewne leżą w solariach).



Moglibyśmy przyjrzeć się rozmaitym, interesującym spostrzeżeniom natury społecznej i geograficznej. I tak np. w fascynującej narracji (S) profesora Krysztofiaka, Niemcy, Polacy, a nawet – ten typ tak już ma – europejscy Żydzi, nie są bynajmniej Europejczykami. To jednak tylko atrakcyjne drobiazgi i, jak pisze pan Humaniak, nie należy się ich czepiać.
Się więc odczepmy, panie Billu, i weźmy taką oto teorię pana Profesora:

Polska kultura jest głównym wehikułem memu niemieckiej zbrodni przeciw ludzkości.

Naturalnie, można byłoby napisać prosto i przejrzyście coś w rodzaju:

„W Polsce powstało i powstaje najwięcej książek i filmów poświęconych zbrodniom nazistowskim.”

Można, ale… Takie proste i przejrzyste stwierdzenie jakiś upierdliwy kundel (moi) mógłby zacząć sprawdzać. (I) A pan Profesor przecież już dawno nam wszystkim wyjaśnił, iż tzw. fakty i jego własne o faktach wyobrażenia mają dlań taką samą wagę. (To nie jest ironia, służę linkiem.) Przecież autor felietonu nie ma najmniejszego zamiaru sprawdzać, czy np. we Francji powstało więcej, czy mniej niż w Polsce dzieł poświęconych zagładzie Żydów? A Anglicy, więcej, czy mniej tego wypuścili? Felieton, zdaniem pana Profesora, nie wymaga sprawdzania faktów. W ogóle autor nie musi sobie zawracać głowy, bo gdy doda „memy” i „wehikuł”, to automatycznie rozluźniona zostanie konstrukcja znaczeń tekstu i każdą tezę zdoła uzasadnić. Więc kiedy ten upierdliwy, rozhejterzony kundel (moi) sprawdzi dostępną powszechnie listę filmów poświęconych Holokaustowi, to owszem, może mu wyjść, że Polska nie jest ani na pierwszym, ani na drugim, ani nawet na trzecim miejscu*. Gorzej, wyjdzie mu, że ci wredni Niemcy sami, złośliwie, nakręcili o tej swojej zbrodni najwięcej w Europie (choć nawet nie są Europejczykami!). Czyli głównym wehikułem memu (bla-bla-bla) jest jakby kultura niemiecka. A już w skali światowej, to oczywiście amerykańska – szkoda gadać, znowu ci paskudni Amerykanie z Niemcami łapa w łapę idą i kulturze polskiej jej główną wehikułowatość ukręcają.(I) To nie ludzie, to cholerna stonka kulturalna.(I) Ale to wciąż nie jest dla autora istotne, ponieważ wspomniane rozluźnienie znaczeń powoduje możliwość wstawienia najrozmaitszych uzasadnień – na przykład, że trzeba przyjąć zupełnie inną podstawę bazową, i że nie można opisywać kultury niemieckiej jako wehikułu zbrodni niemieckiej, bo:

a) zbrodniarz wraca na miejsce zbrodni, co w tym wypadku oddziałuje na statystyki,
b) kultura niemiecka nie ma wystarczająco dynamicznego charakteru by być wehikułem,
c) nie ma jednolitej kultury niemieckiej, więc powyższe statystyki są bez znaczenia,
d) statystyki nie uwzględniają ambiwalentnego przesłania niepolskich filmów o Holokauście.
(Ja tak mogę długo, ale po cholerę?)

Biegunkę słowną powstającą w efekcie takiego rozluźnienia znaczeń można porównać do bardziej materialnych efektów rozluźnienia zwieracza jelita grubego, acz bez pożytków zdrowotnych związanych niekiedy ze znanym mechanizmem fizjologicznym.

Stawia pan Profesor śmiałą tezę, iż

mity są memami dostarczającymi politycznych wzorców behawioralnych.

Mity, oczywiście, są mitami, wprowadzenie tu pojęcia „memu” jest zabiegiem zbędnym, ale jeśli już koniecznie ktoś chce, to przecież nie „mity są memami”, tylko memy powstają „z fragmentów konstrukcji mitu” lub „przez radykalne uproszczenie mitu”; z całą też pewnością memy nie dostarczają „politycznych wzorców behawioralnych”, bo nie ma czegoś takiego jak „polityczne wzorce behawioralne”, tak jak nie ma „politycznej nadziei na wolność” – owszem, mamy czynnik behawioralny związany z wzorcami zachowań politycznych, ale to już bardziej konkretne i trzeba by było dokładnie wyjaśnić o co nam chodzi, gdzie te memy, gdzie mity, gdzie behawioryzm. Byłoby to trudne i nudne, a tak powstaje wygodna, pusta zbitka terminologiczna, wypełniana w razie zagrożenia powodziowego i oznaczona użyteczną notką: „terminy użyte zostały w interpretacji autora”.

Całą konstrukcję wywodu dobrze ilustruje zdanie pana Profesora, iż

medialne procesy jej replikacji świadczą o ich strategicznej celowości.


To ciekawe zdanie. „Jej” odnosi się tu do frazy o „polskich obozach koncentracyjnych”, ale kluczowy zaimek „ich”, zarówno w zdaniu, jak i w całym akapicie, może odnosić się tylko i wyłącznie do samych „medialnych procesów”. Procesy świadczą więc o własnej celowości. To Meisterstück prawdziwy jest i już, nie potrafię tylko powiedzieć, czy skonstruowany świadomie, czy powstały w efekcie omyłki. Jakkolwiek by było, dobrze ilustruje zasadniczą konstrukcję argumentu –

JEST, BO JEST.

Ciemny lud wszystko kupi, poprze gorąco i znajdzie własne (bardziej egzotyczne) uzasadnienia, licząc na jakże dowartościowujący wyraz pańskiego przywiązania, na życzliwe, choćby nawet od niechcenia, poklepanie po ramieniu.
Żeli więc ktoś tę potrzebę życzliwego poklepania odczuwa – viel Spaß!
Ja lecę wreszcie na odpust do Pelargonii i mnie proszę, chwilowo, z lasu nie wywoływać.

Wszystkich czytelników pozdrawiam serdecznie!

____________
* Na prośbę mojego ulubionego czytelnika, który ma pewne, zupełnie zrozumiałe, problemy z obsługą wyszukiwarek internetowych, podaję linki do list filmów o Holokauście.
Jedną z najbardziej chyba kompletnych prezentuje RANKER
Na Rankerze trzeba jednak poświęcić wiele czasu na sprawdzenie kraju, który film firmuje, więc prościej będzie to policzyć korzystając z listy zestawionej w angielskojęzycznej Wikipedii.
Ponieważ na tej ostatniej liście filmy paradokumentalne (jak „W ciemności” Agnieszki Holland) pojawiają się i w kategorii filmów fabularnych, i wśród dokumentalnych, więc mogłem się pomylić zliczając flagi, ale wygląda na to, że łącznie z dokumentami mamy mniej więcej dwukrotnie więcej filmów niemieckich (nb. przed zjednoczeniem Niemiec, jest wśród nich zaskakująco mało filmów wschodnioniemieckich – bodaj pięć, czy sześć, nie zmieniają zasadniczo proporcji), w przybliżeniu więc ponad 50 filmów niemieckich do nieco ponad 20 filmów polskich.



____________________________

KOMENTARZE
____________________________



Andrzej Jędrasik 02 sierpnia 2013 19:14
@Marlow
Ja też pozdrawiam. Wszystkich nie,ale Ciebie tak.:)


Marlow 02 sierpnia 2013 20:34
@Andrzej-jedrasik
Spotkamy się na odpuście! ;)


Jendras - Obywatel 02 sierpnia 2013 21:01
Captain @Marlow
Wogle nie odnosząc się (chwilowo bynajmniej) do merituma tego Pana, Panie Marlole, hejterskiego paszkwila, muszę tylko nadwzmiankować, że zawód sprawiłeś mnie Pan jak Luśnia, srogi znaczy. I się mnie nie rozchodzi nawet o to, że wewspominasz Pan o mnie - jak to misternie wywiódł był Pan Dyżurny Humanista - odmianą stanowiącą wzrot lekceważący (w końcu sam se zapracowałem na to powszechne lekceważenie i potępienie, nie?), ale o to, że rażąco naruszasz Pan wew niem, tem wzrocie znaczy, reguły ortografii!
Na powszechność błędu, którego okazałeś się Pan ogólnoeuropejskim wehikułem, pisząc nieprawidłowo moje własne i osobiste personalia, przytomnie zwrócił uwagę wewspomniany już Pan Dyżurny Humanista, słusznie wytykając mię swego czasu niezgodność z regułami ortografii we frazie "Panu Profesoru". Wew związku z tem kategoryncznie się dopraszam, abyś na przyszłość, przy takiej odmianie, stosowałeś Pan, Panie Marlole, pisownię prawidłową - λόρδοó Jendrasó. Wiele nie cierpisz Pan, Panie Marlole, na dysortografomanię rzecz jasna. :mrgreen:


Matador 02 sierpnia 2013 21:12
Drogi Panie @Marlow
Na wstępie mojego komentarza pragnę serdecznie podziękować za Pana wpis, z którym się w zupełności zgadzam. Pragnę jeszcze dodać, że... ;)
Jak już wspomniał @KillBill odpuściłem jakiekolwiek dyskusje merytoryczne z panem Krysztofiakiem, bo ile razy próbowałem dostawałem wiązankę, pokazującą niedwuznacznie, żebym nie podskakiwał do pana Profesora, bo mi przypier...
Nie, żebym jakoś specjalnie czuł się przez autora pobudzony do rozważań, ale jawne głupoty, podpisane tytułem profesorskim należałoby dla przyzwoitości prostować. Ponieważ raptem pół roku minęło, kiedy pożegnałem ojca, któremu z właściwą sobie swadą pan Krysztofiak przypisuje ubecką karierę i przypalanie żelazkiem, postanowiłem, że odpuszczam i nie mam zamiaru stanowić widowni dla tego wybitnego naukowca.
Aby jednak nie tracić wątku, właśnie przeczytałem ostatnie dzieło. Mówiąc krótko. Nie przyłożył się. O wiele bardziej medialne ( to jedyny cel tej bazgraniny - internetowa popularność) byłoby zestawić "zbrodnię Powstania Warszawskiego" i "zbrodnię smoleńską". Odzew byłby z pewnością większy. A jak słusznie Pan zauważył, "udowodnić" dowolny "morał", nie jest dla pana Profesora żadnym problemem.
Pozdrawiam serdecznie. Tez się wybieram po odpust - do Lichenia. ;)


Dawid Humaniak 02 sierpnia 2013 21:41
Dnia 20 maja, o godzinie 22:57 miała miejsce mała katastrofa. Nie została ona dostrzeżona przez żądne sensacji media, jednak jej skutki są coraz bardziej widoczne. Tego bowiem dnia i o tej godzinie, nasz blogowy pies hejterski rozpoczął proces autodestrukcji.
Napisał on bowiem:
"Marlow 20 maja 2013 22:57
(@Marlow)
Λόρδος @jendras señor @matador Na wszelki wypadek spróbuję się ograniczać.”
Cóż tu widzimy? Ano nasz Autor nie dokonał jednorazowej czynności na potrzeby chwili, („spróbuję się ograniczyć”) rozpoczął on długofalowy proces samoograniczania się. Trzeba nam dodać, że próba powyższa zakończyła się pełnym sukcesem, co widać na przykładzie powyższego, pożal się Bobrze, artykułu.
Czymże bowiem jest ten artykuł? Generalnie tym samym, co komentarze jego Autora – złośliwym deprecjonowaniem czyjegoś tekstu. Przy czym, trzeba zauważyć, że jak przywołana w parafrazie słów Chrystusowych (pieśni wielkanocnej) panna KillBillówna, która jako mały hejterek - ratlerek podgryza tylko sznurówki, czepiając się gramatyki lub ortografii, tak tu Autor wbija zęby głęboko w łydkę konstrukcji semantycznych adwersarza. Ach, musi boleć!
Nie tak znowu dawno, nasz bohater zszokowany był, że poświęciłem 600 słów na niemerytoryczne szkalowanie paru osób. Ten artykuł zawiera znacznie więcej słów (nie wiem ile, nie chce mi się liczyć), a służy temu, co zwykle u Marlow'a – wykazaniu sofistyki, pustosłowia i w konsekwencji – głupoty interlokutora.
Wygląda na to, że nas Pies w Googlach jako ten bullterier rok temu chwycił prof. Krysztofiaka ( @krysztofiak ) za łydkę i w szczękościsku trzyma do dziś, przy czym coraz bardziej zaciska kły. Ot, obsesja jakaś Marlowowa, żeby temu akurat naukowcowi dopiec, a zwłaszcza dogryźć (!).
Proces samoograniczania się kontynuowany ponad dwa miesiące robi jednak swoje. Gdzież te dawne ślady lotności (o pełnej lotności nigdy nie było mowy), gdzie googlowana erudycja? Pozostało czepianie się być może mniej udanych, albo zbyt górnolotnych dla zauważenia ich z żabiej (psiej) perspektywy fraz. I na nic Wadenbeisserowi tłumaczenie, że to felieton, że żadna nauka, że wcale nie musi tam być naukowej ścisłości. Według naszego samozwańczego „pogromcy psora” musi i basta!
Przy czym znów bohatersko, nadstawiając kosmatą pierś walczy on z własnymi tezami – i wygrywa! :-P Ot, dla przykładu zdanie (A) „Polska kultura jest głównym wehikułem memu niemieckiej zbrodni przeciw ludzkości” zinterpretował jako: (B)„W Polsce powstało i powstaje najwięcej książek i filmów poświęconych zbrodniom nazistowskim.” Po czym rozniósł to zdanie w strzępy podając, że możliwe są tezy przeciwstawne (że Niemcy, Chamerykańcy, itd.) a adwersarz nie raczył podać stosownych dowodów. (Nawiasem mówiąc, zwróćmy uwagę, że Marlow także nie poparł swoich przypuszczeń choćby jakimiś źródłami, poza tym tylko, że on, kundel, sprawdzi). Abstrahując od dowodów i prawdziwości Marlowowej parafrazy zauważmy, że zdanie (A) ma znacznie więcej znaczeń, niż tylko (B). Co profesor miał tu na myśli, to może on sam wyjaśni, teraz chodzi tylko o to, że nasz Marlou von Wadenbeisser umiejętności hermeneutyczne kiedyś miał na znacznie wyższym poziomie. Cóż, samoograniczanie działa...
Zaiste, z małpią zręcznością (wszak to predykat pozytywny, nieprawdaż?) Herr Marlou von Wadenbeisser zum Abschmack za pomocą ironii, sarkazmu i aluzji wykazuje żałosny stan nauki polskiej na przykładzie znienawidzonego przez niego „psora”. Typowa zagrywka hejtersko-trollowska, dokładnie to samo, co Marlow robi od roku w komentarzach.
Tu mamy do czynienia tylko z większą skalą przedsięwzięcia – boż to cały artykuł, nie jakiś tam komentarz, nawet przydługi. I w tym też upatruję schodzenie Marlowa na psy – rozum karlejący daje się coraz bardziej kierować emocjami, zwłaszcza resentymentem...
Cóż, Panie Marlow – jeśli szybko nie oświadczysz, że zaczynasz samodoskonalenie, to postępujące samoograniczanie się uczyni z Pana - Poligrafa Poligrafowicza Szarikowa po drugiej fazie eksperymentu prof. Preobrażeńskiego – z człowieka zamienisz się Pan w psa i będziesz mógł tylko szczekać.
Morał – marlorał:
„Zawiść, pycha, egoizm do małości zmusza...”
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, a Autora artykułu pozdrawiam miłym dla jego spiczastego ucha „Hau, hau!”
PS
Idę wyprowadzić psa na spacer. Dla ścisłości, to jest suka (co za suka!) owczarka niemieckiego.


Marlow 02 sierpnia 2013 22:50
(@Marlow)
λόρδος Jendras Ja tu w rzeczy samej, niczym srogi Luśnia, chciałem właśnie tym biczem satyra λόρδοó Jendrasó wymłócić, za tę odrażająco upokarzającą formę "panu profesoru", a nawet jeszcze gorsze "panu psoru", co je waść, λόρδε, rzucasz z uporem godnym lepszej sprawy.
Ale po starej znajomości i jako lojalistyczny członek lokalnej Bandy Czterech się dostosowywuje do tych waszych gramatycznych fanaberii. Do tej bandy to się waść, λόρδε, sam dopraszałeś, choć lepsi od was, po wielokrość, z godnością i współczuciem, dawali szansę nawrócenia - no to waść masz, jest Banda Czterech i kuniec. Jak się znajdzie jeszcze jeden, to będzie Czterech Pancerników i Pies!
Señor @Matador Ja śledzę, bo to są teksty często bardziej eksperymentalne niż mojego ulubionego blogera Portalu, pana Wieniawy ( @cleofas ). Ogólnie to jednak wolę teksty pana Wieniawy, bo on eksperymentuje głównie z nieoczekiwanymi kompozycjami językowymi, i to jest naprawdę inspirujące. (Iloma ja już celnymi powiedzonkami zabłysnąłem przy różnych okazjach, dzięki cytatom z blogu pana Wieniawy! Zawsze wszak dodaję: "jak mawia pan Wieniawa"...)
Pan Profesor raczej eksperymentuje w sferze dowodu, przy piwie trzeba by to sprowadzać do bardziej bezpośrednich form, i te teksty, niestety, wiele na tym tracą. To znaczy nic nie zostaje. Nawiasem mówiąc, miałem zamiar omówić ten tekst, w którym pan profesor dowodził, że w czasie II wojny naziści dokonali zagłady antysemitów, bo to klejnot logiczny jest, ale już się trochę zestarzał, kiedy ja po wschod środkowej Europie jeździłem za chlebem (i innymi artykułami).
Może jeszcze wrócę.
Żeli pan nie czytał, to wyjawię, że Profesor zestawił tam Holokaust z rzeźnią koszerną i uznał ubój rytualny za przejaw antysemityzmu, przed którym Ruch Palikota winien chronić polską młodzież. Resztę już pan sobie wywnioskujesz. ;)
Γεια μας!
PS. Żeli się któreś do Grecji wybiera, to to się czyta Jamas! A znaczy tyle, co u nas "zdrówko" ;)


KillBill 02 sierpnia 2013 22:54
Panie Ryszardzie (@humaniak),
ja tylko na słówko. Nie trzeba liczyć. Wystarczy zaznaczyć tekst, skopiować do dokumentu w dowolnym edytorze tekstów, a ten policzy. Całość zajmuje do 30 sekund.
KillBillówna


Marlow 02 sierpnia 2013 23:24
Pan @humaniak
Panie Humaniaku - co było do wykazania, co było do wykazania.
(Nie piszę po łacinie, bo ta sentencja z nagrobków, no, sam pan wie najlepiej ;) ).
Linki do list filmów o Holokauście oczywiście dodałem i przepraszam za ich brak. Hmmm. Przyznam, że przepraszam trochę nieszczerze, nie spodziewałem się aż takich problemów z ich samodzielnym znalezieniem. (I)
Zupełnie natomiast szczerze wyjaśnię, że absolutnie nigdy nie miałem zamiaru udowadniać, iż mój interlokutor jest głupcem. Naprawdę, panie Humaniaku. Obawiam się, że to chyba jakaś niepewność musi skłaniać pana do takich podejrzeń. Raz jeszcze, szczerze piszę – nie udowadniam głupoty interlokutorów.
Mam natomiast wrażenie, że można, a czasem nawet powinno się wskazywać błędy w rozumowaniu popełnione przez interlokutorów. Popełnienie błędu, panie Humaniaku, nie czyni z kogoś głupca. Wskazanie tego błędu także popełniającego błąd w głupca nie zamieni. (A)
W każdym razie, bardzo dziękuję - komentarz dokładnie taki, jakiego się po panu spodziewałem! Nie, to nie jest ani ironia, ani aluzja, ani sarkazm, tylko zwykłe stwierdzenie faktu – założyłem, że pański komentarz będzie wyglądał mniej więcej tak, jak rzeczywiście wygląda.
Pozdrawiam i liczę na dalszą, równie owocną współpracę, a przede wszystkim na wiele cennych rad dotyczących blogowania w ogóle, a kultury i etykiety tegoż w szczególności.
Pozdrowienia także dla pańskiej suczki!
A skoro pan woli po psiemu, to służę uprzejmie:
HAU HAU!


Marlow 02 sierpnia 2013 23:29
Pan @killbill
A piszy jemu Jebakow, jak powiedział starszyna Magomajew, gdy Pierre Doliński zatrzymany został po zarzutem rozpowszechniania nieprawdziwych wiadomości o miejscu pobytu Najjaśniejszego Pana.
Tak swoją szosą, patrzę na tę autoprezentację i za każdym razem myślę: oż ty w mordę, no to musiało być ale seminarium!
;)
PS. Λόρδος @Jendras - najmocniej przepraszam, małpę mi wycięło w komentarzu wyżej, i to zupełnie niezręcznie... :(


KillBill 02 sierpnia 2013 23:42
Pan @Marlow
Lędźwie se to umiem wyobrazić ;), ale w zachwyt wpadam inadwansystyczny, za każdym razem kiedy czytam cytowane resume. A czytam za każdym razem, bo jest! :mrgreen:
Chciałbym jeszcze na chwilkę wrócić do tezy Mity są memami dostarczającymi politycznych wzorców behawioralnych i nieco ją zmodyfikować Memy są mitami dostarczającymi politycznych wzorców behawioralnych. Lepiej, prawda?


Marlow 02 sierpnia 2013 23:45
Pan @killbill Panie Billu, bez kozery powiem, że o 180% lepiej!
Spotkali się walcząc z tłumem:
- gdzie masz rozum?
- mam resume...


KillBill 02 sierpnia 2013 23:49
Pan @Marlow
A to jest procent liczony narastająco ujemnie w stosunku do wartości bazowej pomniejszonej o iloraz sumaryczny odejmowania wartości cyfr prostych i złożonych z dwóch kolejnych prostych, czy jak?


Marlow 03 sierpnia 2013 00:14
Pan @killbill
Panie Billu, nie ukryję, że teraz to już jest klasyczne 40 procent. ;)


KillBill 03 sierpnia 2013 00:30
@Marlow
szyzieśsi ośm
Ciał, ciał bambino, idę spaś.


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 00:48
@killbill
Jestem pod wrażeniem opanowania przez panienkę podstaw obsługi edytora tekstów. W dobie szalejącego bezrobocia możesz pracować jako szparka sekretarka.
 (Biedna Killbill marzy o hejtowaniu na zlecenie i i za pieniądze - jakiekolwiek)
@Marlow
Co ja się będę wyćwierzał, jak odpowiednio podbechtany dostarczasz Pan te źródła na tacy :mrgreen: A moim zdaniem temat nie jest warty aż takiej uwagi. Nie chciało mi się szukać, tak samo, jak liczyć słowa w artykule, nawet kopiując do edytora. ;-)
Wszak nie od dziś wiadomo, że jest Pan miszczem (!) Googli, czego dowodzą gogle na Pana nosie :-P
Poza tym, temat niewart jest uwagi także z tego powodu, że jest to Pana teza, nie prof. Krysztofiaka. Niby dlaczego mam optować za jedną Pańską tezą, obalając przy tym drugą Pańską tezę?
Zdanie: „Polska kultura jest głównym wehikułem memu niemieckiej zbrodni przeciw ludzkości” można interpretować dla przykładu jako:
- Polacy najbardziej ze wszystkich nacji pamiętają niemieckie ludobójstwo;
- W Polsce Niemcy traktowani są jak ludobójcy częściej, niż gdzie indziej;
- W utrwalonych w języku polskim związkach frazeologicznych zawarte są sugestie ludobójstwa niemieckiego częściej, niż w innych językach;
- Polacy w swej zbiorowej świadomości postrzegają Niemców jako ludobójców, inne nacje niekonieczne.
„(Ja tak mogę długo, ale po cholerę?)” ;-)
Tymczasem Pan wybrał sobie do obalania zdanie uprzednio omówione, które Pan własnomóżdżnie wyprodukował. Przy czym ma ono tą zaletę, że można je zweryfikować! No to huzia na Józia, szak nie? Google w ruch!
Ot, i Pańska sofistyka ukazała się jako ta d*pa w pokrzywach. :mrgreen:
Przy czym naprawdę z maniackim uporem traktuje Pan teksty prowokacyjne, prywatne i nienaukowe (co p. Krysztofiak oznajmiał wielokrotnie) – jako naukowe właśnie! I czepia się Pan nieścisłości, stylistyki, braku źródeł, oraz amfibolii ortografii i takich tam drobiazgów. Podobnie traktuje Pan moje teksty satyryczne – a to już zatrąca o zboczenie. Jakoś tak jedną miarką Pan wszystko mierzy... Ma być naukowe i ch...! Jednak samoograniczanie...
A'propos, zna Pan takie powiedzenie: „to do ch... niepodobne?”
Proszę zwrócić uwagę – jest to kompletna abstrakcja, gdy dajmy na to murarz mówi do murarza wskazując partacko wykonaną robotę: „to do ch... niepodobne!” Sam ch... występuje tu w roli miernika rzeczy niemierzalnych...
Ch... miarą wszechrzeczy!
Uprzejmie więc proszę o znajdowanie miary adekwatnej do mierzonych wielkości. :-P
A swoje szczere zapewnienia możesz Pan sobie wsadzić tam, gdzie przed chwilą wlazła Panu panienka Killbilówna za pomocą bezwstydnego włazid*pstwa :lol: :lol: :lol:
Bo wszak obaj wiemy, ile one są warte.
Zaś moja suczka (co za suka!) na Pana szczekanie odpowiada: Wrrrrrrr!
A jako że ja po psiemu ni w ząb (!), to pożegnam się tak:
Gute Nacht, Herr Marlou von Wadenbeisser zum Abschmack!


Marlow 03 sierpnia 2013 01:28
(@Marlow)
@humaniak Znakomity komentarz, panie Humaniaku, znakomity. Bez ironii - nadal znakomicie wpisuje się pan w moje oczekiwania, a właściwie nawet je przekracza.
Dziękuję przede wszystkim za obszerny fragment poświęcony dowolnym interpretacjom memowego wehikułu. Cieszę się, że kontynuuje pan tę krótką listę zabawnych interpretacji, które wstawiłem do tekstu. Widzi pan, dokładnie o tym właśnie pisałem. Dzięki panu czytelnicy znacznie lepiej zrozumieją jak funcjonuje ta metoda. Nie chciałem przesadzać w tekście z ilością przykładów, wspaniale, że wstawił pan własne!
Dziękuję również za przypomnienie (i poparcie) opinii pana Krysztofiaka, iż jego felietony nie wymagają naukowej rzetelności. Widzi pan, miałem wrażenie, że jeśli sam to wprost napiszę, będzie to odczytane jako wyraz uprzedzeń - bardzo więc cieszę się, że przypomniał pan to "w obronie" pana Profesora. (I)
Bardzo więc dziękuję, i mam nadzieję na kolejne komentarze.
Proszę wybaczyć, na jeden drobiazg pozwolę sobie zwrócić uwagę. Zauważyłem u pana taki zabawny zwyczaj - kiedy pański rozmówca wpisze coś np. po łacinie, albo po niemiecku, pan w swej odpowiedzi stara się umieścić więcej zwrotów w tym samym języku. Nie ma w tym oczywiście nic złego, proszę tylko pamiętać, by zawsze te zwroty sprawdzać. Kończy pan ostatni komentarz sympatycznym Marlou von Wadenbeisser zum Abschmack i tu niestety wychodzi problem z przyimkami. No nie da się, panie Humaniaku, zrobić "Marlou von Wadenbeisser", naprawdę, to bez sensu i czytelnik znający jezyk niemiecki roześmieje się zupełnie z czegoś innego, niż by pan sobie życzył. W tym wypadku powinno być zwyczajnie, bez "von". Swoją drogą Marlou to, obawiam się, raczej wersja holenderska (wiem, wiem, zachodnioniemiecki, ale jednak naprawdę coś innego). Ale to oczywiście pański wybór, jednak z "von" proponuję zrezygnować.
Pozdrawiam uprzejmie!
PS. Minus pod pańskim komentarzem nie ja wstawiłem. Ten komentarz naprawdę jest bardzo dobrym uzupełnieniem wpisu i byłoby to z mojej strony całkowicie nie fair.


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 01:47
@Marlow
Faktycznie, „von” nie pasuje tutaj, ale ze zgoła innych względów, niż Pan raczył wymienić. Partykuła ta sugeruje szlacheckie urodzenie, a przecież w przypadku omawianego indywiduum, o szlacheckości absolutnie nie ma mowy. Szlachetności zresztą także. Proszę więc uznać poprzednie tytułowanie za niebyłe i przyjąć całkiem ludowe miano Psa w Googlach ;-)
Pzdr srdczn


Marlow 03 sierpnia 2013 02:03
@humaniak Panie Humaniaku, tym razem mnie pan rozczarował. Ani ja nie wymieniałem żadnych względów, napisałem jedynie, że nie pasuje, ani "von" nie jest w języku niemieckim partykułą, wreszcie nie zdołał pan sprawdzić połączenia "von Wadenbeisser".
Połączenie takie znajdzie pan np w formie "Benutzerkonto von Wadenbeisser" co nie oznacza "konto użytkownika von Wadenbeissera" ale "konto użytkownika Wadenbeissera". Inaczej mówiąc przyimek "von" łączy się z "Benutzerkonto", nie z nickiem "Wadenbeisser".
Panie Humaniaku, no to był, niestety, trochę rozczarowujący komentarz. Mam nadzieję, że następne będą znów bardzo ciekawe.
Pozdrawiam uprzejmie!
PS. Byłbym zapomniał, pan prosił o podawanie linków - żeby panu ułatwić, poręczna lista partykuł stosowanych w języku niemieckim.


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 02:28
@Marlow
Tak jeszcze na chybcika - zaiste, uroczy z Pana gość – gdyby sam przytoczył Pan opinię prof. Krysztofiaka o jego felietonach, to nie byłoby to odczytane jako wyraz uprzedzeń – po prostu cała Pańska praca jawnie okazałaby się zbędna, to jest psu na budę. Nie ma wszak sensu oskarżać poematu o brak matematyki, szak nie? (To taka meta-amfora była, czyli kamfora na kalumniach w stylu bajońskim).
W pomiędzyczasie zauważyłem, Pański ostatni komentarz. Oto respons:
1. Gratuluję biegłości w Googlach ;-)
2. "Partykuła von lub zu występowała przed nazwiskiem szlacheckim w krajach dawnego Cesarstwa Niemieckiego, we Francji – de, na Węgrzech końcówka -y (-i). Podobne znaczenie ma polski łącznik "z" np. Jan z Bnina, Dobiesław z Kurozwęk. Te przedimki (nazwane partykułami szlacheckimi) pierwotnie znaczyły przynależność do rodowej siedziby.”
Zechce Pan sobie wygooglować źródło.
Czy to jest poprawne, czy niepoprawne użycie terminu "partykuła", nie chce mi się szukać. Pan to zrobi lepiej ;-)
Pzdr srdczn


Marlow 03 sierpnia 2013 03:33
@humaniak No, paaanie Humaniaku! (To ma być takie afektowane przedłużenie w stylu Andrzeja Zielińskiego, bo bardzo się cieszę, że do bardziej konkretnej rozmowy wracamy.) Pozwoli pan, że pominę "czkawkę felietonową" - jeśli znów się panu przypomni, to wrócimy do tego.
Brawo, wreszcie źródło. Szkoda trochę, że tym źródłem jest polska wikipedia, ale, zawsze to coś. O partykule za chwilę (i, o Bogini, także o PRZEDIMKU, niewiarygodne...), ale najpierw, jeśli pan pozwoli, nieszczęsny przyimek "von" czyli sedno tej naszej ostatniej wymiany.
Fragment przytoczonego przez pana cytatu z polskiej wikipedii dotyczący jego stosowania jest w miarę poprawny, powinien pan jednak zwrócić uwagę na końcówkę (pozwolę sobie poprawić przedimek na przyimek, proszę wybaczyć, pisanie o "przedimkach" to już naprawdę zbyt głupie - to zarzut do autora hasła, nie do pana):
Te przyimki pierwotnie znaczyły przynależność do rodowej siedziby.
Nie do końca jest więc tak, że do każdego słowa możemy dodać "von" i będzie szlacheckie nazwisko. Musi to odpowiadać nazwie rodowej siedziby, lub posiadłościom - "Duke of York", "Robert III d'Artois" etc.
Wracając do cytatu, nie tylko pierwotnie, do dziś francuskie "de", angielskie "of" i niemieckie "von" znaczą to samo, czyli "z" (i tu nazwa siedziby lub posiadłości).
W niemieckim, nawet kiedy w XIX wieku nadawano nowe tytuły szlacheckie, to mechanicznie uznawano istniejące nazwisko za nazwę siedziby, domu rodzinnego lub nadanej posiadłości. (stąd "von Goethe" oczywiście).
I widzi pan, panie Humaniaku, właśnie z Wadenbeisser tak się nie da, bo to nie jest i nie będzie ani nazwa miejsca, ani istniejące nazwisko. Tak z ciekawości, panie Humaniaku, proszę wybaczyć, ale w tym momencie już jest mniej więcej dla wszystkich jasne, że niemiecki nie jest pana mocną stroną, i nie ma w tym żadnego wstydu - zapewne nikt z nas nie jest w stanie policzyć języków, których nie zna. Zapytam więc, pan wie, co znaczy w popularnym niemieckim Wadenbeisser?
Pytam, bo to mi się ten Wadenbeisser naprawdę bardzo podoba, to zarazem pasuje i jest autentycznie zabawne.
Ale pytam też dlatego, że jeśli pan wie, to powinien pan już dawno zauważyć, że do "rodowej siedziby" nijak się tego nie zastosuje... Musiałby pan, w najlepszym razie, dość mocno formę zmienić.
W kwestii partykuły, no niestety, to jest przyimek. Nie partykuła, nie przedimek. Kiedyś, nie tak dawno temu, autor opracowania heraldycznego cierpiący na dziwną słowomanię, uznał, że przyimek brzmi zbyt skromnie, trzeba znaleźć coś lepszego. Wymyślił więc sobie ów autor "partykułę szlachecką", uznając ją jednocześnie za "przedimek". Mogę się tylko domyślać, że partykuła "brzmiała godnie", jakoś międzynarodowo i w ogóle. Ale skąd się mu wziął ściśle z rodzajnikiem związany przedimek? No, bywa. ;)
Nikt z czytelników nie musi mi wierzyć na słowo, proszę jednak nie brać zbyt poważnie polskiej wikipedii i zapytać nauczyciela języka niemieckiego, jaką częścią mowy jest "von" - zaznaczając, że chodzi o "von" w nazwisku. O partykułę szlachecką też można zapytać, ale ostrożnie, nie przy jedzeniu! ;)
Pozdrawiam wszystkich!


Marlow 03 sierpnia 2013 04:06
Powinno być "dawno temu", nie "nie tak dawno temu", bo to było chyba zaraz po odzyskaniu niepodległości, podczas porządkowania rozmaitych spraw administracyjnych, w tym kwestii nazwisk szlacheckich. Za pomyłkę czytelników przepraszam!


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 04:06
@Marlow
Pan to jednak jesteś Pies na Google :-P
Żeby Pan tak jeszcze mniej wyzłośliwiający był... Może Pan założy ten garnitur, co? ;-)
A Pana ostatnie wyćwierzanie podsumuję tak:
Sie sind ein Besserwisser, Wadenbeisser und Regenschirmersatzteil! :mrgreen:
Szkoda tylko, że w sprawach trzecio- i czwartorzędnych...
Narra!!
PS
Źródłem ostatniego cycatu (!) nie była Wikipedia, co łacno byś Pan stwierdził używając cudzysłowiów (!) ! Czyli jednak Pańska biegłość googlowa ma swoje granice...
Podaję linkę do cycata: http://www.usc.pl/aktualnosci;216.
Pzdr


Marlow 03 sierpnia 2013 04:50
Pan @humaniak
Niczego pan nie podsumował, bo chodziło o niewłaściwe dodanie "von" do "Wadenweisser".
Błąd pan tam zabawny popełnił i tyle.
Anonimowy autor polskiej wersji wikipedii słowo w słowo powtórzył tekst takoż anonimowego autora stron Platformy Urzędu Stanu Cywilnego - łącznie z "partykułą". A że wikipedia wychodzi w wyszukiwarce wcześniej - stąd też moje przypuszczenie, iż była ona pańskim źródłem (którego nie był pan uprzejmy uprzednio zidentyfikować).
Szkoda, iż - podobnie jak pan, panie Humaniaku - autor wiki nie zadał sobie trudu sięgnięcia do zlinkowanej na stronie Platformy USC Poradni Językowej PWN.
[ http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=830 ]
Tam, już nie anonimowo, pan dr Jan Grzenia pisze wyraźnie:
W wielu obcych językach funkcjonują nazwiska z przedimkiem, znamy m.in. francuskie nazwiska typu de Gaulle, de La Fontaine, niemieckie von Goethe, von Weizsäcker, holenderskie van Gogh, van de Velde. Podobne nazwiska funkcjonowały kiedyś w Polsce, a wyrazy de, von, van są odpowiednikami naszego przyimka z, który występował w staropolskich nazwach osobowych utworzonych od nazw miejsc, np. Andrzej z Bnina, Dobiesław z Kurozwęk.
Jak pan widzi, niczego to nie zmienia.
Pan dr Grzenia jednak w innym miejscu uznaje, iż de/von może być uznane za rodzajnik, co, muszę przyznać, usprawiedliwia pisanie o "przedimku". Co by pan też zauważył, gdyby poświęcił pan nieco więcej czasu na sprawdzanie swoich własnych źródeł - a pański komentarz znacznie by zyskał na celności. (Panie Humaniaku, żebym ja musiał za pana z moim własnym komentarzem polemizować? No jak to wygląda?)
Co do rodzajnika mam nadal pewne wątpliwości, bo i Niemcy, i Anglicy piszą wyraźnie iż, odpowiednio, "von" i "of" to przyimki - Präpositionen / prepositions. Ale o to już muszę zapytać pana dra Grzenię.
Jest z naszej dyskusji jeden niewielki pożytek, widzę, że przestał pan stawiać "von" przed Wadenbeisser - i całe szczęście!
Dla czytelników rozwiązanie zagadki - Wadenbeisser to dosłownie "łydkogryz", i wbrew pozorom słówko to oryginalnie ma wydźwięk pozytywny. Bezpośrednio oznacza ono małego psa myśliwskiego, foxterriera, lub jamnika szorstkowłosego, który bez lęku rzuca się na znacznie większego przeciwnika i nie popuszcza. W przenośni Wadenbeisser to ktoś, kto walczy nawet jeśli pozornie nie ma szans.
[ http://de.wiktionary.org/wiki/Wadenbeißer ]
Oczywiście, jak widzimy pod podanym linkiem, można też użyć tego w sensie negatywnym, dla określenia kogoś, kto atakuje lepszych od siebie, i niewątpliwie na tym znaczeniu skupił się w swych komentarzach pan Humaniak.
Co nie zmienia faktu, że mnie się "Wadenbeisser" jako określenie mojego pisania bardzo podoba.
Wszystkich pozdrawiam serdecznie!
PS. Panie Humaniaku, czy pan aby na pewno, ale tak na pewno, zna kontekst w jakim słowo Regenschirmersatzteil stało się nazwiskiem?


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 04:52
@Marlow
Panie Marlow, zechce Pan zauważyć: to są bzdety. Nie w sensie, że bzdury, ja Panu wierzę, że dr Grzenia, napisał, co Pan przytacza (sprawdziłem :-P), ale przecież ma się to nijak nawet do Pańskiego artykułu. Ma to znaczenie dla językoznawców, ale na Bobra Wielkiego, po kiego grzyba nam to wiedzieć, na blogu opinii?
To jest właśnie Pana taktyka besserwisserska – zagina Pan interlokutora na nieistotnych szczegółach, a kwestie zasadnicze leżą odłogiem. Niektórzy dają się na to nabrać, niestety. Trochę też marnuje Pan swoje zdolności, (też) niestety. Machnąłby Pan pracę jakąś na tematy ważne, poważne, istotne, nurtujące, zasadnicze, mądre, dogłębne (niepotrzebne skreślić), co? Naprawdę taką radochę sprawia Panu pastwienie się nad tym, czy owym? Warto tracić na to czas?
Musze już kończyć nabijanie Panu ilości komentarzy - ładnie już artykulik wyskoczył w „Gorących dyskusjach”. Świadomie biorę udział w tej grze, wszak nieraz też Pan mi pomagał w ten sposób, powiedzmy więc, że spłacam dług wdzięczności. ;-)
Do zrobaczenia! (!)
EDIT: o, coś Pan dopisał w międzyczasie. Ale nie wymaga to odpowiedzi ;-)


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 05:13
@Marlow
No dooobra, ostatni raz. Postscriptum dopisane po moim dopisku, chyba wymaga odpowiedzi, bo znów chce mnie Pan zagiąć na jakimś nieistotnym drobiażdżku.
Odpowiedź brzmi: owszem, znam onżesz wyżej zapodany kontekst. Ale nie będę się wysilał, żeby to udowodnić, bo Pan wie, że ja wiem, że Pan wie, że ja wiem, że każdy może to sobie wygooglować :mrgreen:
Bobranoc, a właściwie dzień Bobry, bo już jasno.


Marlow 03 sierpnia 2013 05:24
(@Marlow)
Pan @humaniak Skoro pan ów kontekst zna, to, przyznam, zaskakuje mnie tak swobodne tego słowa użycie. Ale to pańska sprawa.
Za pomoc w promocji tekstu bardzo dziękuję, choć trudno mi oprzeć się wrażeniu, iż nie altruizm był głównym powodem pańskich kolejnych komentarzy.
O zasadniczych kwestiach trochę jednak było wcześniej, i tu raz jeszcze dziękuję za uzupełnienie wpisu stosownymi komentarzami. Obawiam się, że dyskusję o szczegółach rozpoczął właśnie pan komentarzem wstawionym o godz. 01:47 - proszę zauważyć, w naszej dyskusji to pierwszy tekst całkowicie pozbawiony związku z wpisem.
Proszę więc nie zakładać, że jeśli pan chce pisać o czymś zupełnie nieistotnym to jest to właściwe, a jeśli czyni to ktoś inny, to jest to "zaginanie interlokutora na nieistotnych szczegółach".
Wracając do tematów istotnych, wie pan, kwestia zachowywania naukowej rzetelności także poza publikacjami ściśle naukowymi jest, moim zdaniem, niezwykle wręcz istotna. Ale tu, jak rozumiem, dzieli nas wyraźna różnica zdań.
Również pozdrawiam i życzę dobrej nocy - praktycznie to już dobrego dnia.


Matador 03 sierpnia 2013 10:06
@Marlow
Panie @Marlow, proszę wybaczyć, że budzę komentarzem, po pracowitej nocy spędzonej na dyskusji z p. @Humaniak'iem, ale muszę to napisać: I PO CO TO PANU BYLO?!
Jeszcze się Pan nie zorientował, kiedy i dlaczego pojawił się na tym portalu niejaki Humaniak? Miał odwalić robotę, ale mu się spodobało i został... :)
Czasem nawet coś fajnego napisze, ale 90% jego aktywności, to jednak zwykła hejterka. To co się Pan dziwisz, że zwalcza konkurencję?
Przez noc wpadło mi do głowy, że jednak najkorzystniej byłoby w omawianym wpisie p. Krysztofiaka zestawić "zbrodnię powstania" z "tuczem gęsi na stłuszczone wątróbki".


henrykspol 03 sierpnia 2013 12:16
@Marlow
Pozostając pod wrażeniem Twojego tekstu (już nawet w tygodnikach opinii niczego podobnego nie znajduję. Ewentualni polemiści nie trudzą się analizą tekstów przeciwników, tylko walą na odlew.)zauważę jednak, że Wałęsy i Powstania porównać się rzeczywiście nie da. Natomiast można znaleźć miernik jakiś, np. wartość historyczną. Wartość historyczna Wałęsy i wartość historyczna Powstania mogą być porównywalne. Nawiasem (2)dwóch bułek i 2 (dwóch piekarzy) też dodawać nie można. Czytając z pozytywnym nastawieniem wpis profesora (czyli z założeniem, że jest to tekst o czymś istotnym), wypełniłbym zbitki pojęciowe jakąś treścią ( o czym zresztą piszesz). Podobnie jak czytelnik dzieła literackiego wypełnia treścią rozchwiane sensy (rozluźnione znaczenia) masowo występujące w dziele. Tu chyba jest pytanie: wpis winien być raczej bliższy publikacji naukowej czy literaturze? Ja cenię poszukiwanie, może na razie niezdarne, innowacyjności przez prof. Krysztofiaka i p.Kleofasa Wieniawę. Teoria Kopernika też na początku wyglądała niezdarnie. :mrgreen: Niezręcznie mi występować z pozycji, z jakiej piszę komentarz, bo nie lubię unaukowiania wszystkiego i tworzenia pojęć (konstruktów, wihajstrów),celem zachwycania czytelników. Jednak muszę dać stanowczy odpór Twojej, wyrafinowanie szatańskiej, próbie utożsamiania koalicji antyhejterskiej z Zespołem Do Spraw Obrony Wpisów Prof. Krysztofiaka. Uwzględniając zwłaszcza zastosowania metajęzyka, postponującego wzmiankowaną koalicję: Okopy św. Trójcy Co się będzie dziać, jeśli ktoś uaktualni tezy Młodej Lekarki , o przemożnym wpływie rozmaitych jednostek chorobowych na twórczość różnych artystów oraz przejawianą we wzmiankowanej twórczości rdzawopomarańczowość? Nie, żebym szantażował... :mrgreen:


Matador 03 sierpnia 2013 12:35
@henrykspol
Drogi Henryku!
Pan wybaczy, że włączam się nieproszony do dyskusji, ale może jednak nie próbujmy nadawać analizom dokonywanym bądź co bądź z użyciem pojęć naukowych (przynajmniej w zamyśle), znamion dzieła literackiego, w którym ważniejsze są jednak emocje, skojarzenia, interpretacja i takie tam... ;)
Tego w omawianych tutaj tekstach nie ma i nie zanosi się, żeby być mogło.
Przy okazji ponawiam również pytanie (retoryczne): Kto ostatnio na blogerni w sposób najbardziej bezwzględny hejtuje? ;)
Dla mnie teksty p. Krysztofiaka są próbą analizy dokonanej z użyciem narzędzi dostarczanych przez filozoficzno-logiczne zainteresowania naukowe autora.
Co do jakości tych narzędzi się nie wypowiadam, ale analityk z p. Krysztofiaka marny. Może jednak narzędzia niewystarczające?


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 12:46
@Marlow
Był Pan uprzejmy napisać: „kwestia zachowywania naukowej rzetelności także poza publikacjami ściśle naukowymi jest, moim zdaniem, niezwykle wręcz istotna”.
Bez żadnej złośliwości (oczywiście, na ile jest to możliwe w danych cyrkumstancjach) zauważę, że podłożył się Pan koncertowo. Żeby nie było zarzutu, że wyrywam jakąś frazę z kontekstu, przytoczę cały akapit:
„Wracając do tematów istotnych, wie pan, kwestia zachowywania naukowej rzetelności także poza publikacjami ściśle naukowymi jest, moim zdaniem, niezwykle wręcz istotna. Ale tu, jak rozumiem, dzieli nas wyraźna różnica zdań.”
Cóż z tego wynika? Określenie „ poza publikacjami ściśle naukowymi” dotyczy wszystkich tekstów nienaukowych: felietonistyki i eseistyki, poezji, całej literatury tzw. pięknej, przepisów kucharskich, Biblii i innych pism objawionych, tekstów satyrycznych, pieśni opilczych Kwajdonosów, kołysanek hotentockich... („ja tak mogę długo, ale po cholerę”) ;-) Czyli we wszystkich tego rodzaju tekstach zamierza pan tropić rzetelność naukową i dotkliwie piętnować jej brak. :shock: :shock: :shock: Życzę powodzenia w tym wręcz tytanicznym przedsięwzięciu...
Przy okazji, z niejakim zawstydzeniem zauważyłem, że moje wyćwierzanie się z panem Częścią Zamienną do Parasola ma jakiś posmak antysemicki. Szczerze zapewniam, że nie to miałem na hipokampie w momencie pisania – po prostu zabawnym wydało mi się wówczas to wielokrotne złożenie, typowo niemieckie, w zestawieniu z innymi złożeniami. Serdecznie za ten niezamierzony wydźwięk wypowiedzi przepraszam.
I na koniec rzecz niezwykle istotna. Zadawałem już wcześniej, także pod tym artykułem bardzo ważne pytania, na które jakoś nikt z Panów nie zechciał odpowiedzieć. Niniejszym je powtórzę:
1. Dlaczego Pan i kilka innych osób uważacie, że „parcie na popularność wpisu” jest „kuriozalne”??
2. Co jest złego w promowaniu swojej osoby i zyskiwaniu popularności? I najważniejsze – dlaczego Panów tak straszliwie to drażni?! :shock:
3. Po co wyśmiewanie, poniżanie, pastwienie się i nękanie??
4. Czy warto tracić czas na złośliwe pastwienie się prześmiewcze nad ludźmi?
Oto są pytania.


obserwatorka 03 sierpnia 2013 12:57
@Andrzej-jedrasik
Fałszywy jesteś, że tylko @Marlow pozdrawiasz. Ale czego się spodziewać po bywalcach odpustów. Masz szczęście, że @Afapipi wyjechała.


obserwatorka 03 sierpnia 2013 14:37
Autor @Marlow
Może nieświadomie te Małgorzatki profesora @krysztofiak całkiem wysoko postawił.
"… Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły,
Która wiecznie zła pragnąc,
Wiecznie czyni dobro."
Tak brzmi motto Mistrza i Małgorzaty, najsłynniejszej powieści świata. To jest utwór genialny, złożony pod każdym względem także filozoficznie. Nie każdy potrafi go zrozumieć. I dlatego zastanawiam się co autor chciał powiedzieć. Bo treść oczekiwanego " Czekając na wpis Marlowa" wpisu z założenia ma dokopać a według mnie gloryfikuje. Chyba, że po kolejnym czytaniu znajdziemy jakąś ukrytą głębię. I właściwy sens. Albo całkowity jego brak bo wpis może okazać się zabawą z blogerów. Nie z blogerami.


Marlow 03 sierpnia 2013 14:58
@henrykspol No nie, utożsamienie obrońców Św. Trójcy z Komitetem Obrony prof. Krysztofiaka (w skrócie KOK), byłoby uproszczeniem i absolutnie nie o to tu chodzi. To jest właściwie trochę taka dyskusja per procurationem. Wpisy prof. Krysztofiaka okazały się całkiem użytecznym wspólnym mianownikem dla zupełnie różnych wartości. (Ta metafora ma być prosta, nie chodzi o Wartości przez duże W).
Stąd też ich przywołanie przez obie strony. One doskonale prezentują prawie wszystkie wady i zalety, które w dyskusji tej padły.
Pana Wieniawy wpisy cenię ogromnie, są dla mnie nieocenionym źródłem intelektualnej przyjemności i skarbnicą znakomitych powiedzonek - "to słowa z trzeciej ręki, a właściwie ucha", ostatnio, wyobraź sobie, zatoczyło krąg i wróciło do mnie! :D Temu, jak bardzo je cenię, wielokrotnie już dawałem wyraz w komentarzach i mam zamiar jeszcze parę razy wyraz ten dać (pod warunkiem, że przeżyję lekturę kolejnych, co nie zawsze jest gwarantowane).
Wpisy profesora Krysztofiaka, czytam od czasu do czasu. Niestety, prawie zawsze są one irytujące, właśnie dlatego, że intelektualny potencjał ich autora jest oczywisty. Ich obecną formę mogę więc wyłącznie uznać za wyraz głębokiej pogardy tegoż dla intelektualnego potencjału czytelników.
Młodej Lekarki trochę mi brakuje. Ona wówczas odkryła co najmniej jeden, nieznany obraz Goyi, i zniknęła, zanim miałem szanse zapytać o miejsce jego przechowywania. :(


Marlow 03 sierpnia 2013 15:14
Señor @matador Noc była, przede wszystkim, zabawna. Ostatnio miałem od cholery roboty, więc takie siedzenie po nocy przy 40% / 25℃ i analizowanie popularnych wyrażeń z języka niemieckiego jest, zwyczajnie, sympatyczne. :D
Z tym porównaniem, to masz Señor świętą rację, choć bym wolał, byś może nie podsuwał sugestii...  :|
Z tym aparatem i agitacyjnymi analizami, to myślę, Señor, jest tak jak z aparatem fotograficznym i gwoźdźem. Można. No można. Ale czy nie lepiej sięgnąć po młotek?
Olé! :D


Marlow 03 sierpnia 2013 15:24
@humaniak Panie Humaniaku, to, że na postulat zachowania naukowej rzetelności także poza tekstami naukowymi odpowie pan sprowadzając całość do absurdu, było dla mnie oczywiste. Ad absurdum nie zawsze jest naganne, bywa dopuszczane jako pomocniczy argument wyjaśniający, ale stosowanie go jako argumentu głównego jest zawsze przedsięwzięciem raczej żenującym.
Przypomnę, panie Humaniaku, iż rozmawiamy tu o tekstach zaopatrzonych w autorską notkę:
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute )
No przecież chyba nie sądzi pan, że pan Profesor dopisuje coś takiego do każdego przepisu kulinarnego?
Więc może nie przesadzajmy, są powody, dla których pan Profesor uznał za stosowne dorzucenie resume do każdego swojego "felietonu" i te powody powinien pan starannie rozważyć.
Ech, panie Humaniaku. Z panem tak zawsze, najpierw, w porywie pasji, coś pan napisze, później dopiero zauważy, co napisał.
Pytam pana o kontekst, bo ta "zapasowa część od parasola" to nazwisko, które pełni poczucia humoru carscy urzędnicy z wielkim rozbawieniem nadawali dla żartu żydowskiej biedocie podczas administracyjnego ujednolicania systemu nazwisk w wieku XIX.
Zapytałem więc, czy na pewno wie pan, jaki był oryginalny kontekst - napisał pan stanowczo, że oczywiście wie.
Jest jasne, że pan nie wiedział, bo to przecież nie w pańskim stylu, więc po cholerę pan pisał, że wie?
Nb. Niemcy tego w formie inwektywy nie używają, w tej formie to jest akurat taki "słowiański niemiecki", który miał wyśmiewać jednocześnie i Żydów, których nie było stać na łapówkę, i wielosylabowe, niemieckie nazwiska, więc, na litość, nie wciskajmy kawałków o hipokampie.
Wolałbym więc, szczerze mówiąc, skoro jest pan już w nastroju do przepraszania, by pan przepraszał czytelników nie tyle za użycie, ile za to "oczywiście, że wiem", bo fakt że nie miał pan na myśli antysemickiego zastosowania tego słówka, jest dla każdego (w każdym razie dla każdego z Bandy Czterech) całkowicie oczywisty.
Widzi pan, dokładnie na takiej samej zasadzie chce pan wszystkim czytelnikom zademonstrować, że wie pan na czym polega właściwa forma blogowania i kto to robi dobrze - pańskim zdaniem np. profesor Krysztofiak - a kto źle - czyli panowie Killbill, Matador i Jendras tudzież ja.
No niestety nie. Tak nie jest. Niestety, to jest jedna z tych rzeczy, które działają wyłącznie w jednym kierunku, tak jak mechanizm zapatkowo-zębatkowy w kasecie, i jeśli pan to usiłuje robić, to powstaje słynny już efekt posła Mroczka, czyli inaczej mówiąc "poMroczność".
Mogę panu dać jedną tylko radę, analogiczną do tej, którą dość często otrzymywał w ostatnich miesiącach poseł Mroczek. Otóż posłowi Mroczkowi radzono powszechnie, by wyznaczał pozytywne rowerowe standardy jeżdżąc na rowerze. Niechże więc pan, panie Humaniaku tworzy pozytywne wzorce wpisów i dyskusji i niech pan, z łaski swojej przestanie zajmować się pouczaniem, bo tu ma pan niewielkie, jak dotąd, szanse na sukces.
Co też widać po ostatnich czterech pytaniach, które, niestety, są całkowicie chybione.


Marlow 03 sierpnia 2013 15:30
@obserwatorka Głębia? Jaka głębia? Trzeci tydzień upałów idzie, i ma być głębia?
:)
PS. Każdy tę, jakąś tam, ulubioną książkę ma - i bardzo dobrze!


Matador 03 sierpnia 2013 15:39
@Humaniak
To może ja pierwszy.
1. "Parcie na popularność" może być sposobem na spełnienie. Niektórym imponuje status celebryty i niech tak zostanie. Czy jednak pracownik naukowy ( a taki status narzucił tutaj @Krysztofiak) w połączeniu z celebrytą, to zestawienie? Gdyby blog był określany przez autora jako rozrywka oderwana od jego stanowiska, to nic mi do tego. Jeżeli jednak p. Krysztofiak autoryzuje swoje wpisy oficjalnym tytułem naukowym, to znaczy, że nie widzi różnicy między sobą a Dorotą Rabczewską (której fanem nikt mu być nie zabrania). Nie "drażni mnie to straszliwe" ale nie chciałbym takiego grona profesorów na uniwersytecie, który wybiorą moje dzieci.
2. Patrz p. 1.
3. Ani poniżanie, ani pastwienie się ani nękanie. To jest pana ogląd sytuacji, który powstał post factum, czyli w momencie, kiedy konflikt żył już własnym życiem. Zaczęło się od kuriozalnej próby "zagadania" blogerów zwracających uwagi na szkolne błędy popełnione we wpisach. Aby zrozumieć dlaczego te komentarze się pojawiły musi niestety przyjąć pan moje wyjaśnienie udzielone w p. 1.
4. Może być Pan pewien, że nikt tego nie robi. Panu jest wszystko jedno, jak p. Krysztofiaka odbiorą jego studenci, zaglądając na tę blogernię. Mnie nie. Przez szacunek dla nauki i profesury, co zapewne jest wynikiem mojego niepoprawnego idealizmu i zupełnego oderwania od środowiska naukowego. Młodymi ludźmi łatwo manipulować. Dlaczego nie wykazał pan ani odrobiny aktywności w wymianie komentarzy p. Krysztofiaka z @krzyszton'em? Bo to bełkot? A no właśnie...
PS. O widzę, że już nie jestem pierwszy, bo @Marlow się odezwał...


Marlow 03 sierpnia 2013 16:56
@henrykspol Jeszcze jedno, bo istotną część Twojego komentarza pominąłem. Rzeczywiście, perspektywa historyczna, na pierwszy rzut oka, wydaje się idealną do zestawienia wydarzeń i postaci historycznych. I tu jest ciekawa sprawa - w momencie kiedy te dwa przykłady - osobę Lecha Wałęsy i wydarzenie Powstania Warszawskiego umieścimy obok siebie w perspektywie historycznej, zauważymy, chyba z największą wyrazistością, nonsensowność ich porównywania. Jako przeciwstawienie lub analogię dla Lecha Wałęsy, musielibyśmy wybrać podobną postać, w której ogniskuje się postrzeganie wydarzenia. Strajki sierpniowe i Solidarność postrzegamy przez pryzmat Lecha Wałęsu, kto więc byłby taką postacią w Powstaniu? Musi to być ktoś, kto albo formalnie, albo praktycznie sprawował funkcje przywódcze, demonstrując zarazem własną odwagę i upór.
Powiem szczerze, nie znajduję postaci, która bezpośrednio mogłaby być zestawiana. Jeśli dopuścimy spory margines różnic dzielących postacie, to mógłby to być np. Tadeusz Bór-Komorowski. Mam w sumie wrażenie, że kogo byśmy nie wybrali, zauważymy ostateczną nonsensowność bezpośredniego zestawienia. Margines różnic będzie zbyt duży i będzie dotyczył różnic zbyt istotnych dla społecznej i historycznej percepcji postaci. Nie bardzo też widzę możliwość postawienia w perspektywie historycznej znaku równości między wydarzeniem Powstania i wydarzeniem strajków sierpniowych. :(
Nawet jednak jeśli skupimy się na cechach wspólnych i znajdziemy zestawienie Lech Wałęsa - jeden z przywódców Powstania, lub Powstanie - strajki, nadal pozostanie pozbawiona możliwości obrony, nonsensowna teza o równoważności "szkalowania Wałęsy" i "szkalowania Powstania". Jej jedynym logicznym wytłumaczeniem jest uznanie równoważności jakiegokolwiek szkalowania, jako zabiegu nieetycznego, ale to sprowadza całość do absurdu i obraca się przeciw autorowi, który sam niekiedy nie cofa się przed szkalowaniem politycznych lub ideologicznych przeciwników.
:(
Zdrówko!
PS. @all O Bogini. ZapaDkowy oczywiście. Bardzo przepraszam. - To do komentarza wyżej. Pora się przewietrzyć, najwyraźniej... :(


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 17:51
@Marlow
Szanowny Panie, Pana postawa tropienia naukowości tam, gdzie jej nie ma i piętnowania tekstów i autorów z powodu braku tejże, jest równie absurdalna w przypadku felietonów prof. Krysztofiaka, jak i w pozostałych przypadkach. Ja tylko ten absurd uwypukliłem.
A to, że p. Wojciech ma się czym pochwalić pod względem naukowym wcale nie znaczy, że jego teksty na luzie muszą być naukowe. A Pan się upiera, że muszą i ch...! Pan wie lepiej, szak nie? I to m. in. nazywamy besserwisserstwem...
Cóż, tak się składa, że jak wiem, co miałem na hipokampie, Pan może tylko zgadywać. Pisz Pan, co chcesz, jak sprawia to Panu przyjemność i nie szkoda Panu czasu.
Nie wiem, czy Pan zauważył, nie wypowiadam się raczej na temat, jak Pan to ujął „właściwej formy blogowania”, ja tylko piętnuję jedną z IMHO niewłaściwych jego form, tj. złośliwego, prześmiewczego pastwienia się. Niebycie słoniem nie implikuje bycia mrówką dajmy na to. Można być eee... (psiakrew, sporo pojęć dotyczących zwierząt ma negatywne znaczenia metaforyczne, a ja akurat nie chcę obrażać...) eee, no tym... bożą krówką, i eee... dośpiewajcie sobie, co chcecie ;-)
Przy czym stosuję Pana i kolegów metody na Panu i kolegach właśnie. Po protestach imć @matador -a poznaję, że jest to dość nieprzyjemne. Pan się oczywiście nie przyzna, ale po reakcjach poznaję, że kilka razy wybiłem Pana i Killbilla z błogiego samozadowolenia... A widzi Pan... Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe, chciałoby się powiedzieć, ale Pan oczywiście takie banały ma tam, gdzie Killbill panu... itd. ;-)
A te cztery pytania są kluczowe dla hejterskich ekscesów, są pytaniami o motywy dość jednak aspołecznych zachowań. Pana opinia dotycząca tych czterech pytań jest rewelacyjną wręcz odpowiedzią. Tym unikiem odpowiadania powiedział Pan o sobie znacznie więcej, niż Pan zamierzał.
I na koniec: faktycznie, niewielkie mam szanse na sukces, próbując wpłynąć na osoby ze spetryfikowaną strukturą emocjonalną i oznakami sztywności myślenia. (Kto z hejterów skuma, co to znaczy, powinien od razu zapisać się do – niehejterskiego – towarzystwa wzajemnej adoracji :-P )
Pocieszę Pana – wkrótce zredukuję swoja hejterską działalność. Jej cel jest już prawie osiągnięty. A jaki to cel – ma Pan szanse na sukces w zgadywaniu... ;-)


Marlow 03 sierpnia 2013 18:30
@humaniak Cóż panie Humaniaku, pan poseł Mroczek też nadal twierdzi, że obowiązkowe przeglądy rowerów są rewelacyjnym pomysłem. Podobnie jak w wypowiedziach posła Mroczka, tak i w pańskim ostatnim komentarzu, obawiam się, nic nowego się nie pojawiło i zaczynamy marnować czas.
Przyznam, pod wpływem pańskich komentarzy mam wrażenie, że społeczny obraz pracowników nauki - zwłaszcza nauk humanistycznych - jest jeszcze niższy, niż mi się wydawało, a wydawało mi się, że jest całkiem niski. Przykra sprawa, ale nic na to nie poradzimy.
Więc i ja się powtórzę i ponownie zaproponuję odrobinę zastanowienia nad, przyznam, śmiałym założeniem, że nie powinien pan próbować określać reguł blogowania.
To zaś, czy ma ochotę aktywnie oddawać się, jak pisze, "hejterskiej działalności", to już naprawdę nie mój problem, podobnie jak zupełnie mnie nie interesują działalności tej powody.
Pozdrawiam uprzejmie!


Andrzej Jędrasik 03 sierpnia 2013 18:32
@obserwatorka
Fałszywy?!Jak możesz?Ja jestem ORYGINAŁ! :P


Marlow 03 sierpnia 2013 18:34
@Andrzej-jedrasik Nie do podrobienia! :D


Andrzej Jędrasik 03 sierpnia 2013 18:40
@Marlow
1.Odpust
Spotkały się na odpuście:
- Znów mam zgagę po kapuście…
(28.05.2012)
2.Resume
Jestem wzruszony! W tak poważnej dyskusji,argumentujesz posiłkując się mną,
par excellence,of course,my horse.
3.To wszystko przez upał. (Swój wpis mam na myśli) :P


Andrzej Jędrasik 03 sierpnia 2013 18:43
@Marlow
Znowu się wzruszyłem!I to w taki upał!Sumienia nie masz!!! ;)


Matador  03 sierpnia 2013 18:56
@Humaniak
A wie Pan co? Skoro ma mnie Pan tam, gdzie Humanoidy maja hemoroidy, to podsumuję w sposób ostateczny naszą "dyskusję":
PIERDOL SIĘ PAN W PODARTY SŁOIK.


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 20:03
@matador
Hm, właśnie pisałem Panu obszerną i szczerą odpowiedź w poszanowaniu Pańskiej szczerości przy odpowiadaniu na dość osobiste jednak kwestie. No, ale po takim dictum czuję się zwolniony ze szczerości i obowiązku odpowiadania:-P
Chcesz koleś hejterzyć? Nie ma sprawy! :mrgreen: Niech gra muzyka, zabawimy się!


Matador 03 sierpnia 2013 20:05
Nie. Nie zabawimy się. Baw się z Krysztofiakiem zdjęciami Dody. To wam wychodzi najlepiej.
Bez odbioru.


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 20:14
@matador
A cio tak słabiutko, chłopczyku? Naprawdę nie stać cię na więcej? :lol: :lol: :lol:


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 20:24
(@humaniak)
Odnoszę miłe wrażenie, że mam fanów :-) Jak tylko coś napiszę, dostaję plusika, albo dwa. Może się Państwo ujawnicie? Niekoniecznie w komentarzach, może być prywatna wiadomość :-)
Wszystkich fanów bardzo serdecznie pozdrawiam!


Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 20:27
(@humaniak)
O, plusik! Bardzo dziękuję!


Marlow 03 sierpnia 2013 23:15
@all Czytelników proszę o wyrozumiałość. Gorąco jest, i to fakt. ;)
@Andrzej-jedrasik Co chcesz, jesteś w końcu twórcą nowego gatunku poezji - "jędraszki"! :D


Andrzej Jędrasik 04 sierpnia 2013 11:50
@Marlow
Patrząc na"oplusowanie",to pod strzechy "jędraszkom" droga daleka i wyboista. ;)


Matador 04 sierpnia 2013 13:32
@Andrzej-jedrasik
Spotkali się, on stawiał minusy
- Szkoda, że masz rozum kusy...


Dawid Humaniak 04 sierpnia 2013 15:08
@matador
Doprawdy, uroczo się podsumowałeś, kolego, boć to przecież Ty ze swoimi kumplami te minusiki zaciekle mi stawiałeś, szak nie? :lol: :lol: :lol:


Marlow 04 sierpnia 2013 15:40
@Andrzej-jedrasik @Matador
Andrzej jest ofiarą własnej popularności. To niedoceniani poeci tak słabo punktują. Nie ma gorszej furii niż zazdrość barda!
;)


Matador 04 sierpnia 2013 15:48
@Marlow
@Andrzej-jedrasik
Wielki Poeta Małych Form...
;)


Marlow 04 sierpnia 2013 15:49
@Andrzej-jedrasik @Matador QED :D


Matador 04 sierpnia 2013 17:11
@Andrzej-jedrasik
Przepraszam, ale coś się przykleiło do mojego komentarza skierowanego do Pana i zniekształca treść.


Marlow 04 sierpnia 2013 17:19
@Matador
Że się wtrącę - to może być PSL...
:mrgreen:


Andrzej Jędrasik 04 sierpnia 2013 17:22
@matador
Tak na mój rozum,były to minusy ujemne...


Matador 04 sierpnia 2013 17:25
@Marlow
PSL? Chyba PSH?
@Andrzej-jedrasik
Mogło tak być. A procentowo to lepiej, czy gorzej będzie?


Andrzej Jędrasik 04 sierpnia 2013 17:26
@Marlow,@matador
Jaja sobie robicie.Mam jednak nadzieję,że jak zemrę,to dołożycie kilka dych na moje skromne,kryte strzechą MAUZOLEUM.


Matador 04 sierpnia 2013 17:28
@Andrzej-jedrasik
Ja to się nawet jeszcze na LINOLEUM na podłogę dorzucę, żeby czystość formy można było łatwo utrzymać, jak jakiś odmieniec w butach wejdzie...


Marlow 04 sierpnia 2013 17:29
@Andrzej-jedrasik "Mauzoleum pod strzechą"? Dobry tytuł dla zbiorku poezji. Bez zdziwienia, dołożę!
;)


Andrzej Jędrasik 04 sierpnia 2013 17:40
@matador,@Marlow
Więc to prawda.Śmierć wszystkich pogodzi.Szkoda,że akurat moja. :(



Matador 04 sierpnia 2013 17:42
@Andrzej-jedrasik
No przecież jak ja umrę, to już się pogodzić nie dam rady. Albo jedno, albo drugie...


Andrzej Jędrasik 04 sierpnia 2013 17:49
@matador
No jeśli Ty będziesz pierwszy,to odstąpię Ci linoleum.
Póki co,piosenka...


Wojciech Krysztofiak 04 sierpnia 2013 18:36
@Marlow
Serdecznie dziękuję za napisanie tekstu na temat mojego tekstu. Pana komentarze są miłe mojemu sercu; wpisują się w styl, który wprowadziłem w przestrzeń newsweekowych blogów.
Niestety, źle Pan tłumaczy "mechanizmy semantyczne tekstu" - kluczowe w tekście są "polskie obozy koncentracyjne"; "Wałesa" , "Magdalenka" "zdrada narodowa" są wspomniane na końcu, aby pokazać,że mówienie o zdradzie Powstnia jest tym samym, co mówienie przez faszystów z PiS-u (wybaczy Pan, ale PiS to nie prawica; prawica to Ja; oni są faszystami) o Bolku i innych.
W kwestii memów - nie ma jeszcze defincji tej kategorii, na którą zgdziliby się wszyscy badacze procesów kultury; zgadzają się w jednym - memy dostarczają wzorców zachowań. Mity tym samym są memami; gdyż właśnie mity są kreowane dla dostarczania społeczeństwom wzorców behawioralnych.
Codo frazy : "Wynik tych protestów jest marny; fraza jest dalej powielana. Bez wątpienia, medialne procesy jej replikacji świadczą o ich strategicznej celowości.". "jej" odnosi do frazy "polskie obozy koncentracyjne". Pisze wiec o replikacji tej frazy; osobiscie uważam, że jej powtarzanie w mediach (były o to awantury) jest celowe; cel: dokonac dekonstrukcji pojęcia obozów koncentracyjnych. Po co? Po to, aby nie kojarzono Niemców z dziedzicami zbrodni. A po co to? Po to, aby się integrowac w Europie. trudno się integrować w europie w sytuacji w której najpotęzniejsze państwo jest właśnie tak spostrzegane. Oczywiscie jestem za integracją - ale nie przez wymazywanie pamięci historycznej, ale przez praktyki tworzenia wspólnych projektów kulturalnych (nauka, sztuka, itd.)
Co do Polski jako wehikułu tego memu - nie mówilem,że mam na myśli tylko ksiazki i filmy o II wojnie swiatowej; są jeszcze programy nauczania, czas, który poświeca się w szkole na mówienie o zbrodniach niemieckich; muzea-obozy, które są odwiedzane przez młodych ludzi; no i cała sfera ludyczna - opowiadania o Niemcach, Ruskich z czasów II Wojny. Wiem na pewno - we francji ani w Anglii tyle o tym się nie mówi w szkołach; wiem na pewno, że muzeum oświęcimskiego nie ma we Francji ani w Kalifornii (Holywood)- czyż to nie jest najważniejszy wehikuł memu ludobójstwa niemieckiego?
Na koniec, dziękuję za poświecenie czasu na lekturę mojego felietonu i jego omówienie w oddzielnym tekscie. To dla autora jest zaszczyt. Mam poczucie,że nie piszę do szuflady. Dzięki Najdroższy Czytelniku !!!!


Marlow 04 sierpnia 2013 19:38
Pan profesor @krysztofiak
W kwestii "klucza" - pańska wola panie profesorze. Skoro uważa pan, że kluczowe w tekście były "polskie obozy koncentracyjne", to zapewne tak było.
Muszę jednak powiedzieć, że tym razem nie wiem jak dokładnie rozumieć to sformułowanie, tzn:
kluczowe w tekście były "polskie obozy koncentracyjne".
Domyślam się - być może błędnie - że pana zdaniem ta fraza jest w tekście najbardziej zauważalna, inaczej mówiąc, że ona ma przyciągnąć uwagę czytelnika. Obawiam się, że jest to tylko pańskie, subiektywne odczucie i podrzymuję teorię o celu tekstu (nie o kluczu).
(Piszę tak bardzo niedwuznacznie, jak tylko mogę).
Proszę zauważyć, że ani tytuł pańskiego tekstu, ani jego konstrukcja, ani konkluzja ("morał") w żaden sposób na to nie wskazują. Jeśli więc tak było, to poniósł pan porażkę - najlepiej świadczą o tym komentarze. Przejrzałem je ponownie i nie widzę tam najmniejszych śladów dyskusji na temat "polskich obozów koncentracyjnych". Merytoryczna część tamtej dyskusji niemal bez wyjątku koncentruje się na kwestii "szkalowania Powstania" i nonsensowności myślenia PiSu i Narodowców.
Zaznaczę - przyjmuję protest wobec nazywania pańskich przeciwników politycznych prawicą, jednak w takim wypadku muszę uznać, iż także pan, z całą pewnością, prawicy nie reprezentuje. (Wynika to z mojej interpretacji pańskich tekstów i nie mam zamiaru sie o to spierać.)
Pański wywód o mitach i memach nie daje się obronić w kontekście jaki pojęciu memu nadali Hawking i Dennet - do których prac odsyłam czytelników.
W tym wypadku był pan uprzejmy praktycznie potwierdzić - za co bardzo dziękuję - moją uwagę, iż świadomie wybiera pan terminy wieloznaczne, dodając im własne interpretacje.
Absolutnie nie neguję pańskiego prawa do najbardziej nawet dowolnych interpretacji, wyjaśniam jedynie w moim wpisie jakie są perswazyjne mechanizmy takich działań - raz jeszcze dziękuję za praktyczne potwierdzenie.
W ogóle bardzo dobry jest pański komentarz - ze względu na uzupełnienie i potwierdzenie mojej wakacyjnej analizy. Proszę zauważyć, dokładnie tak, jak zakładałem we wpisie, teraz wypełnia pan własną treścią pustą zbitkę "wehikuł memu". I tak jak wyjaśniałem, po wypełnieniu treścią nagle okazuje się, że bardzo trudno jest to obronić.
Akurat we Francji muzeów poświęconych zbrodniom niemieckim jest bardzo dużo, znacznie więcej niż w Polsce, w tym jedyny obiekt który miał tam porównywalny charakter - Natzweiler-Struthof. Trudno wymagać, żeby w UK stawiali makiety nazistowskich obozów zagłady. Działa oczywiście, całkiem prężnie, centrum Beth-Shalom, poświęcone zbrodniom nazistowskim stałe wystawy mają i konferencje organizują wszystkie muzea choćby częściowo związane z tematem - w tym Imperial War Museum.
Sami Niemcy zamienili na muzea m.in. Sachsenhausen, Dachau i Buchenwald. Zachowują, bez nadawania nazwy muzeum, większość pozostałych obozów i nazistowskich więzień, do tego stworzyli sporą ilość lokalnych ośrodków poświęconych Holokaustowi. Hollywood nie jest od muzeów, Hollywood jest od filmów, i to w Hollywood powstało najwięcej na świecie filmów o zbrodniach nazistowskich i o zagładzie Żydów.
Jak więc pan widzi, po konkretyzacji, pańska hipoteza okazuje się być pozbawioną podstaw.
Nb. muzeum oświęcimskie (sic – oświęcimskie!) jest w Japonii. Akurat to muzeum rzeczywiście ma tworzyć i wzmacniać pewien mit, to jednak jest zupełnie oddzielna, bardzo ciekawa sprawa, demonstrująca zjawisko całkowicie odmienne niż w przedstawionej przez pana hipotezie - ale to już zupełnie coś innego.
Sfera ludyczna. Słusznie zwrócił pan uwagę, powinienem był wspomnieć w tekście wpisu, iż kolejnym zabiegiem będzie wprowadzenie argumentów, które w żaden sposób nie dają się skonkretyzować. Nie da się statystycznie policzyć, czy popularnych podań o zbrodniach nazistowskich jest proporcjonalnie najwięcej w Polsce, czy, np. w Rosji.
Przeoczenie tej części metody perswazji to oczywiście mój błąd - bardzo dziękuję za jego wskazanie.
Omówienie pańskiego tekstu było dla mnie sympatyczną, umysłową rozgrzewką i to raczej ja dziękuję za dostarczenie mi po temu okazji.
Przede wszystkim jednak dziękuję za komentarz i za potwierdzenie konkretnych części mojej analizy.
Pozdrawiam serdecznie!
(I załączam przykład ze sfery ludycznej.)



Marlow 04 sierpnia 2013 19:50
Niestety, "błąd 503"...


Matador 04 sierpnia 2013 20:13
Nie skorzystał Pan z doskonałej okazji aby milczeć Panie @Marlow!
Do rzeczy. Czytając komentarz p. Krysztofiaka, nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że już wiem dlaczego sprzeciw paru osób na blogerni spotyka się tak naprawdę z ostracyzmem a nie zrozumieniem pozostałych blogerów. Wygląda na to, że cała ta pisanina p. Krysztofiaka jest jakąś próbą oddziaływania na czytelników w sposób niezupełnie dla tych czytelników jawny. Nie potrafię ocenić, czy próba ta jest udana, czy też nieudolna. W odniesieniu do mnie raczej to drugie, ale kto wie? Może pan Krysztofiak ma jakiś probierz, pozwalający ocenić, że wobec innych internautów wszystko zadziałało zgodnie z jego planem?
Czytam w internecie wypowiedzi autora na różne tematy i umieszczone w różnych miejscach (niekoniecznie przez niego) i oczywiście pewnych rzeczy ukryć się nie da. Te dysfunkcje jednak zostawmy na boku. Tym niemniej tutaj na Newsweeku, chyba nie ranking portalu w Google był dla p. Krysztofiaka jedyną przynętą.
W sumie to nawet wolałbym, żeby tak było jak piszę, bo lepiej, żeby naukowiec sprawdzał sobie na nas - blogerach swoje teorie, nawet rozwalając w ten sposób jakąś internetową społeczność, niż gdyby jednak miało się okazać, że to prawdziwy obraz jego umysłu i poglądów.


henrykspol 05 sierpnia 2013 00:01
@Marlow
Wpadłem na (genialny) pomysł opracowania formuły, czyli wzoru na wartość historyczną. Na zasadzie opisanej przez O.Borchardta (ktoś zdający angielski stawiał w dryf Waszyngtona i płynnie recytował alfabet) Na razie mi przeszło, bo pewnie oprócz Ciebie i Byłego Młodego Uczonego nikt nie zwróciłby na wpis uwagi. Ja nie bardzo wiem czemu prof. Krysztofiak pisze tak jak pisze, choć sądzę, że robi to w jakimś celu.
Na zdrowie!


henrykspol 05 sierpnia 2013 00:25
@matador
Drogi Matadorze!
Próba napisania dzieła literackiego z użyciem terminologii naukowej mogłaby być ciekawym eksperymentem (jeśli już ktoś na to nie wpadł). Zresztą, moim zdaniem taka, może nie literatura, a piśmiennictwo uprawiane jest od dość dawna. Jednak, w wypadku wpisów Profesora, dodatkowym argumentem przemawiającym za Pana tezą (użytym zresztą przez Marlowa) jest notka na dole strony. Możliwe, że narzędzie użyte do analizy jest (na razie?) marnej jakości. Możliwe też, że prof. Krysztofiak pisze swoje felietony w taki właśnie sposób i na takie tematy w nieznanym mi celu. Pozwoli Pan, że uchylę się od odpowiedzi na pytanie o największego hejtera. Mnie irytuje nie tyle hejtowanie, co narzucanie wymiany inwektyw jako metody dyskusji. Pozdrawiam z opóźnieniem.


Wojciech Krysztofiak 05 sierpnia 2013 00:34
@Marlow
Nie napisałem, że nie ma Pan racji, przedstawiając swoją ostateczną konkluzję. Myślę,że ma Pan rację, twierdząc,że skonstruowałem analogię typu: plucie na Powstanie = plucie na Wałęsę. Pana analiza po jej rozbudowaniu i wyrzuceniu nieakademickich sformułowań byłaby ocenina przeze mnie na 6 z dwoma plusami jako praca na zaliczenie z semantyki.
Oczywiście,że tekst jest perswazyjny; po to pisze się felietony,zeby czytelnikowi pokazać jakiś sens. Ja postawiłem pytanie: dlaczego w mediach w tym roku jest tyle plucia na Powstanie? Zbudowałem pewną opowieść,żeby to pytanie na czymś ufundować; na określonych skojarzeniach, obrazach, itd. technika musi wciagnać wyrobionego czytelnika; a poprzez snucie fabuły to się czsami udaje.
Powiem szczerze, motywem dla mnie była kwerenda po forach internetowych (zatrzęsienie tekstów o tym, że powstanie było zbrodnią). Dzień wcześniej oglądałem film o tym, jak w Chinach zatrudnia się blogerów do dekonstrukcji dyskursu internetowego (300 tys. 0.5 $ za tekst). Postanowiłem zbudować opowieść - że nasi blogerzy też są zatrudnieni; no, ostatnia afera z dziećmi w charakterze doradców Ministra Spraw Wewnętrznych - po co Minister zatrudnia dzieci jako doradców? - no, żeby formowali ekipe hejetrów, blogerów do zadań "wojny" internetowej; wojny memetycznej). Na to nałożyły mi sie mapki Snowdena i niestety, sukces zawodowy mojej córki i jej męża w Dolinie Krzemowej (po roku!!! - dla mnie to dziwne).
Felietony są rodzajem twórczości artystycznej w tym sensie,że nie chodzi w nich o opis świata; ale o zaprojektowanie pewnej sieci obrazów pojęciowych, poprzez które możemy spoglądać na świat. Taki charakter ma właśnie mój tekst - spojrzeć inaczej na rzeczywistość; zwrócić czytelnikowi uwagę na pewien sens.
W tekscie niewiele piszę o Powstaniu; ale o jego interpretacji jako zbrodni; to mi nie smakuje, więc dekonstruuję tę interpretację (czynię to z punktu widzenia włąsnego systemu wartości).
Pisanie, jak zauwazył Umbert Eco w "Lector in fabula' jest grą z czytelnikiem; ja też próbuję z nim grać, tworząc fabuły; osiągam sukces kiedy czytelnik zostanie wybudzony z błogiej drzemki.
Używam trudnych słów "-izmów" w charaketrze promocji aktywnosci akademickiej - niech czytelnik zajrzy od czasu do czasu do słownika wyrazów obcych o ile chce zrozumieć. Felietony nie są wytworem naukowym. W felietonach konstruuje się punkty widzenia. Oczywiście, może Pan twierdzić,że moich punktów widzenia nie lubi - ale są ludzie, którzy je lubią (choć przyznam niewielu jest takich).
Nie odkrywam prawdy absolutnej; zwalczam "prawdę" tych, którzy twierdzą, że odkryli absolut.


Marlow 05 sierpnia 2013 00:36
@henrykspol Paru już na to wpadło. ;) Nie tylko w dziedzinie literatury, tu mam coś i dla Ciebie, i dla @Andrzej-jedrasik 'a :
I grant you ample leave
To use the hoary formula 'I am'
Naming the emptiness where thought is not;
But fill the void with definition, 'I'
Will be no more a datum than the words
You link false inference with, the 'Since' and 'so'
That, true or not, make up the atom-whirl.
Resolve your 'Ego', it is all one web
With vibrant ether clotted into worlds:
Your subject, self, or self-assertive 'I'
Turns nought but object, melts to molecules,
Is stripped from naked Being with the rest
Of those rag-garments named the Universe.
Or if, in strife to keep your 'Ego' strong
You make it weaver of the etherial light,
Space, motion, solids and the dream of Time--
Why, still 'tis Being looking from the dark,
The core, the centre of your consciousness,
That notes your bubble-world: sense, pleasure, pain,
What are they but a shifting otherness,
Phantasmal flux of moments?--


Marlow 05 sierpnia 2013 05:09
Pan profesor @krysztofiak
Panie Profesorze.
Dobry przykład pan wrzucił z tymi wynajętymi chińskimi blogerami, bo on, jak raz, świetnie ilustruje zasadniczy problem, jaki mam z pańskimi tekstami, a pan z moimi uwagami. Przy okazji dzięki niemu będziemy mogli porozmawiać o konkretach, nie tworząc nowych, interesujących interpretacji terminologicznych. Pozostałych czytelników uprzedzę, że będzie tu sporo nudnych drobiazgów.
Absolutnie nie odbieram panu prawa do artystycznej ekspresji, ani do żartu. To nie jest żadna ironia – uważam, że im więcej poważnych przemyśleń zostanie publicznie przedstawionych w formie żartu lub popularnego eseju, tym lepiej. Przypomniał pan o Umberto Eco – doskonały przykład.
Zapiski na pudełku od zapałek to zbiór swobodnych, żartobliwych esejów, omawiających rozmaite przykłady zachowań społecznych, a przy okazji też kwestie społecznych kreacji, przechowywania i deformacji rozmaitych mitów. Wszystko na luzie i – jak najbardziej artystycznie.
Panie Profesorze, proszę wziąć Zapiski... i sprawdzić – wszystkie terminy użyte są precyzyjnie, we właściwym kontekście i tylko tam, gdzie rzeczywiście są niezbędne. Jeśli zostały ironicznie przekręcone – jak „pornografia” np. (skądinąd znakomity jest ten esej), to przekręcenie jest świadome i oczywiste, odnosi się do kontekstu i nie tworzy „nowej interpretacji”, tylko w dowcipny sposób wstawia znany termin w nieoczekiwany kontekst, dzięki czemu autor może wyjaśnić specyficzny aspekt odbioru dzieła sztuki (nb. 50 lat przed Eco, Rudolf Arnheim opisał to co najmniej równie dobrze, ale w nieporównanie bardziej nudny sposób). Niech pan, BARDZO PROSZĘ, sprawdzi fakty i daty. One się zgadzają. Dawno temu Eco wyjaśniał w wywiadzie, już nie pamiętam dla której gazety, bodaj dla Guardiana, że kiedy pisze teksty z literatury i eseje, to sprawdza dane równie starannie, co w tekstach przeznaczonych do publikacji w periodykach naukowych. Różnica polega na tym, że w tekstach dla periodyków wstawia przypisy bibliograficzne i rezygnuje z żartu, poza tym z daleko większą starannością konstruuje hipotezy i uzasadnia teorie. Ale SPRAWDZA, panie Profesorze, SPRAWDZA równie starannie.
Proszę wybaczyć, zakładając, że może to czytać ktoś poza panem, napiszę wprost, jednoznacznie i brutalnie:
ECO SIEDZI NA CZTERECH LITERACH I SPRAWDZA DANE, ŻEBY KNOTÓW NIE PRZEPUŚCIĆ
bo taką ma etykę pracy. To nazywam profesjonalizmem, ale to zarazem określa poziom szacunku dla czytelnika.
Tymczasem pan, na blogu Krzysztonia, rzuca w komentarzu:
W google news teksty nie ida z automatu, lecz sa przez administratorów wklejane "ręcznie" - to jest sterowane. Idzie to podem na komórki na ipady (czy jakoś cos podobnego; nie wiem jak to nazywaja).
To, niestety, jest nonsens. Naturalnie nikt z nas nie musi się na wszystkim znać, ale akurat coś takiego bardzo łatwo sprawdzić.
W rzeczywistości teksty do google news są wybierane całkowicie automatycznie, przez oprogramowanie, na podstawie ich popularności oraz na podstawie związków tematów i fraz z innymi tekstami wyszukiwanymi przez odbiorcę. „Ręcznie” pracownicy google news wybierają z krajowych mediów tytuły, które będą przeszukiwane przez oprogramowanie. (Zdecydowana większość jest przepuszczana, proces ten ma na celu wyeliminowanie gazetek neonazistowskich i im podobnych, co nie zawsze działa, i co czasem - w Chinach np. - bywało zbyt daleko posunięte.) Polski Newsweek na tej liście jest, trudno żeby go nie było, wyszukiwanie automatycznie obejmuje blogi Newsweeka, pan Krzysztoń ma dużo kliknięć, jeśli ktoś czytał coś, gdzie pojawiały się podobne słowa i frazy, dostanie od google news teksty pana Krzysztonia. Często pan wchodzi na blogi Newsweeka, więc wpisów pan Krzysztonia dostanie pan aż w nadmiarze.
Formułowana przez pana hipoteza googlowej konspiracji jest zwykłą bajką, przedstawioną w ułomnej postaci tylko dlatego, że NIE SPRAWDZIŁ PAN DANYCH.
Domyślam się, że w odpowiedzi usłyszę od pana, że jest to rzeczywiście opowieść, "swobodna narracja o charakterze literackim", która nie wymaga naukowej ścisłości. To prawda, ale swobodna narracja o charakterze literackim absolutnie nie wyklucza sprawdzenia danych ani nie zabrania naukowej ścisłości. Ich stosowanie, lub nie, zależy od umiejętności i preferencji narratora, nie od zakazów i nakazów gatunku. Proszę spojrzeć na Imię róży i porównać je z Dziełem otwartym, czy z Pejzażem semiotycznym. Owszem, główne postacie Imienia... są fikcyjne, ale wszystkie realia epoki są przedstawione z ogromną, nomen omen benedyktyńską, starannością. Rzetelnością Imię... tamtym pracom nie ustępuje.
Inny przykład. W naszej dyskusji, w komentarzu wyżej, pisze pan:
w Chinach zatrudnia się blogerów do dekonstrukcji dyskursu internetowego (300 tys. 0.5 $ za tekst).
Proszę wybaczyć żart, ale to przypomina słynny komunikat radia Erewań o rozdawaniu rowerów. Stawia pan hipotezę o „dekonstrukcji dyskursu internetowego”, a ja się zaczynam zastanawiać, która możliwość jest prawdziwa: czy bardzo inteligenty człowiek z habilitacją z filozofii nie rozumie słowa dekonstrukcja, czy ten sam człowiek po prostu lekceważy czytelnika? Szczerze szanuję pański potencjał intelektualny, więc nie mam wyboru i muszę założyć prawdziwość tej drugiej możliwości.
Oni nie dostają pół dolara. Oni dostają pół yuana, inaczej 50 fenów, czyli odpowiednik 8 centów amerykańskich. To nie jest nic nowego, bo cała sprawa była opisywana już od 2005, w 2008 Guardian opublikował spory artykuł (dostępny w sieci), a od tego czasu wyszła tona tekstów o „Armii 50 Centów”. Nazwa pochodzi od „chińskich centów” (w sensie - setnych) które piszący dostają, czyli fenów, nie od centów amerykańskich. Po chińsku nazywa się ich „(zawodowymi) komentatorami sieciowymi” - 网络评论员 (wangluo pinglun yuan). I nie za dekonstrukcję dyskusji dostają grosze, tylko za najzwyklejszą propagandę (w niewielkim stopniu za trolling, Ministerstwo Kultury ChRL instruuje ich w pozorowaniu racjonalnej dyskusji, podejmowanej z prorządowych pozycji). Na 300 000 szacowała ich liczbę BBC w 2008, dzisiaj Ministerstwo Kultury ChRL zatrudnia ich prawie dwukrotnie więcej; angielskojęzyczny, opozycyjny Freedom House szacuje ich liczbę na ponad pół miliona (około 560 000). Wreszcie drobiazg – chodzi głównie o mikroblogi.
Wszystko więc się w zasadzie zgadza, a jednocześnie cała pańska wypowiedź jest skonstruowana z drobnych błędów. Naprawdę, cała! (Stąd moje skojarzenie z radiem Erewań, gdzie też się wszystko zgadzało, z tym że...) Rozumiem oczywiście, że jest to cytat z pamięci za filmem dokumentalnym, ale, panie Profesorze, popularny film dokumentalny ma prawo bezkrytycznie cytować pan Krzysztoń, nie ktoś, kto publikuje w Husserl Studies.
I widzi pan, pan teraz mi powie zapewne, że
TO SĄ NIEISTOTNE DROBIAZGI DOZWOLONE ZE WZGLĘDU NA ARTYSTYCZNĄ LUB LITERACKĄ FORMĘ EKSPRESJI.
A ja powiem, że to właśnie wywołuje wrażenie braku rzetelności i lekceważenia czytelnika. Biorąc zaś pod uwagę, iż konsekwentnie przypomina pan o swojej naukowej afiliacji, u części czytelników wpływa to zarazem – moim zdaniem – na znaczące pogorszenie społecznego obrazu pracowników nauki.
Proszę spojrzeć – mógł pan napisać proste zdanie „widziałem film dokumentalny o chińskich blogerach pracujących za grosze dla rządu”. Wszystko byłoby w tym prawdziwe. Czemu więc mają służyć detale, po co jest tam „dekonstrukcja”? Czy nie jest tak, że obecność detali i naukowego terminu ma wzmocnić przekaz komunikatu? Ale jeśli tak jest, to czy owych detali nie powinniśmy sprawdzić? A jeżeli nie chcemy, lub nie możemy sprawdzać detali, to czy nie lepiej z nich zrezygnować?
To są tylko dwa przykłady z ostatnich komentarzy. Wybrałem je ze względu na ich świeżość, ale także dlatego, że w tych, zbyt licznych, drobiazgach błędy są oczywiste. Być może mógłbym wyjaśniać dlaczego pana interpretacja pojęcia „mem” jest moim zdaniem stanowczo zbyt dowolna, ale primo, ma pan całkowite prawo do własnej interpretacji (to nie ironia!), secundo, brutalna prawda jest taka, że większość czytelników nie czytała Dawkinsa, a o Dennecie czy Edmondsie nawet nie słyszała, więc każdy „naukowo” brzmiący argument uzna za prawdziwy i cała dyskusja sprowadzi się do tego, kto „lepiej się prezentuje”. Nie ma sensu robić tu konkursów prezencji. Z Sharon Stone i z dwudziestotrzyletnią Olgą z Ukrainy nie mamy żadnych szans.
Panie profesorze, ja zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że znakomita większość naszych (i pańskich, i moich) blogowych czytelników, tak naprawdę ma głęboko gdzieś naukową rzetelność. Ale, po pierwsze, jej brak określa piszącego, nie owych czytelników; a dwa, ważną częścią zawodu pracownika nauki jest tejże nauki popularyzacja – tu, jak widzę, całkowicie się zgadzamy – a z nią wiąże się zachowanie rzetelności także w pracy o charakterze popularnym. I tego właśnie popularne teksty Eco są bardzo dobrym przykładem.
Pisze pan, iż chce edukować czytelnika – panie Profesorze, ja to widzę, i szczerze doceniam. (Bez żadnej ironii! To jest bardzo ważna rzecz!) Myślę jednak, że stwierdzenie „żeby sobie sprawdził w słowniku” może – tylko moim zdaniem – dowodzić niewłaściwych założeń procesu edukacyjnego. Myślę – raz jeszcze, to tylko moje zdanie – że lepsze rezultaty osiągniemy traktując podmiot edukacji, jako równy nam, nie stojący niżej.
Wreszcie, bardzo dziękuję za chyba jednak zawyżoną ocenę mojego tekstu. Uczciwie mówiąc, gdybym sam dostał go na seminarium, to odesłałbym go do poprawy jako zbyt mało klarowny (i wyraźnie pisany zbyt szybko), ale zarazem zdecydowanie poleciłbym zachowanie terminów nienaukowych. ;)
Pozdrawiam uprzejmie!
PS. Komentarz wstawiam po raz drugi w, mam nadzieję, bardziej przejrzystej formie – zaleta komentowania na własnym blogu, gdzie możemy czasem przekroczyć 15 minut dozwolonej edycji..
PPS. Czytelników, którzy mimo wszystko chcieliby jednak dowiedzieć się, dlaczego mam zastrzeżenia do interpretacji terminu „mem” dokonanej przez pana Profesora, odsyłam do niedawnego tekstu Jeremiego Burmana.


Dawid Humaniak 05 sierpnia 2013 15:57
(@humaniak)
Na marginesie pogwarek autorskich pozwolę sobie na zestawienie dwóch wypowiedzi Autora niniejszego artykułu.
W jednym komentarzu pisze on (znów przytaczam cały akapit, żeby uniknąć zarzutu wyrywania wypowiedzi z kontekstu):
„Zupełnie natomiast szczerze wyjaśnię, że absolutnie nigdy nie miałem zamiaru udowadniać, iż mój interlokutor jest głupcem. Naprawdę, panie Humaniaku. Obawiam się, że to chyba jakaś niepewność musi skłaniać pana do takich podejrzeń. Raz jeszcze, szczerze piszę – nie udowadniam głupoty interlokutorów.”
Z kolei w innym komentarzu Autor, pozwalając sobie na wyluzowanie (pisał do swojaka), raczy nas takim epigramatem w stylu jędraszkowym:
 „Spotkali się walcząc z tłumem:
- gdzie masz rozum?
- mam resume...”
Spróbujmy rozszyfrować zawartą tu implikaturę konwersacyjną i wydobyć ukryty sens wypowiedzi.
Redukując clou epigramatu do jednego zdania, otrzymujemy: (A) „Zamiast rozumu mam resume”.
Presupozycją zdania (A) jest: (B) „Mam coś zamiast rozumu.”
Z kolei zdanie (B) wynika ze zdania: (C): „Nie mam rozumu”. (C jest presupozycją B.)
O głupcach zaś mówimy, że nie mają rozumu. (mamy tu operację podstawienia terminu synonimicznego)
Zatem wg Autora, osoba którą opisuje w epigramacie jest głupcem.
To tyle w kwestii deklarowanej szczerości.
Pozostaje docenić ironię Mr Marlow'a w szczerym deklarowaniu czystości zamiarów (I*).
Oraz dość skomplikowaną implikaturę zbudowaną na podwójnej presupozycji...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
;-)
*) Wyjaśnienie oznaczenia w tekście powyższego artykułu.


Marlow 05 sierpnia 2013 16:50
Pan @humaniak
Nic dziwnego, że postanowił pan powyższego komentarza nie adresować.
W pańskiej interpretacji widoczna jest spora doza złej woli w doszukiwaniu się nieistniejącej obelgi, panie Humaniaku. Podobny problem pojawiał się ostatnio w wielu pańskich komentarzach i w co najmniej jednym wpisie.
Niestety, pański dowód logiczny także cierpi z powodu pańskich uprzedzeń, a zastosowanie kilku mniej popularnych terminów nie maskuje widocznego w nim, podstawowego błędu.
Smutne to, ale ja panu pomóc nie mogę, sam musi pan się z tym uporać.
Mogę tylko powiedzieć - głowa do góry, więcej pewności siebie!
Pozdrawiam - z pewnym zażenowaniem.


Dawid Humaniak 05 sierpnia 2013 19:14
@Marlow
Szanowny Panie,
nie adresowałem specjalnie komentarza, bo adresatem jego byli wszyscy P. T. Czytelnicy; pisane czasem wezwanie @all nie spełnia swojej funkcji – bo nikogo nie przywołuje.
Nie mam złej woli w „w doszukiwaniu się nieistniejącej obelgi”, jak był Pan uprzejmy się wyrazić. Zechce zwrócić Pan uwagę na fakt, że mowa naturalna jest prawie zawsze wieloznaczna; zawiera ukryte znaczenia, aluzje, metafory, ironię, sarkazm, i całe mnóstwo tzw. mocy illokucyjnych (jest ich bardzo dużo) – czasami są one tak oczywiste, że nie zauważamy ich (!), czasami są ukryte.
Mój dowód po prostu wydobywa niezbyt głęboko ukryty sens oraz illokucję obrażania; jest on jasny nawet bez przeprowadzania dowodów dla osoby średnio kompetentnej językowo, ja tylko wyraziłem go expressis verbis.
Nie posądzam Pana o przypadłość pewnego Obywatela, który tak jakby nie widzi ukrytych sensów w swoich wypowiedziach. Gdyby faktycznie tego ukrytego (a wydobytego) sensu w Pana wierszyku nie było, byłby on bezsensowny. Zatem doskonale Pan wie o tym ukrytym znaczeniu.
Sama Pańska opinia o istnieniu błędu (podstawowego rzekomo) w mojej rekonstrukcji znaczeniowej nie sprawi, że jakiś błąd się w niej pojawi. Wypadałoby udowodnić, że jakiś błąd faktycznie tam istnieje.
W szczególności wypadałoby wykazać prawdziwość następujących zdań:
1. Nieprawdą jest, że zdanie „Mam coś zamiast rozumu.” jest założeniem zdania „Zamiast rozumu mam resume”.
2. Nieprawdą jest, że zdanie „Nie mam rozumu” jest założeniem zdania „Mam coś zamiast rozumu”.
3. Nieprawdą jest, że człowieka bez rozumu nazywamy głupcem.
Bardzo ciekawy chwyt retoryczny Pan zastosował, Szanowny Autorze. Stwierdzając o istniejącym w rozumowaniu „podstawowym błędzie” nawet go Pan nie nazwał – o wskazaniu go i udowodnieniu nie wspominając.
Domniemywam, że chciał Pan w ten sposób wprowadzić w błąd (!) mniej wymagającą część publiczności.
Bardzo ciekawą illokucję zastosował Pan też w zdaniu „Smutne to, ale ja panu pomóc nie mogę, sam musi pan się z tym uporać”. Jest tam zawarte jakby współczucie, ale jawnie podszyte ironią – a jak wiadomo, ironia polega na wypowiadaniu oczywistego dla wszystkich fałszu – np. powiedzenie: „Jaki jesteś szczupły” do grubasa. Złożenie współczucia i ironii daje prześmiewczość, fałszywe współczucie. Fiu, fiu, cóż za biegłość w manipulowaniu mocami illokucyjnymi...
Przy okazji wyjaśnia się, o co chodzi z tymi „danymi cyrkumstancjami”. Miałem na myśli naszą nieprzyjaźń, która ustawia nam filtry percepcyjne w taki sposób, że wypowiedzi nieprzyjaciela „z góry” traktujemy jako złośliwe; nawet wówczas, gdy są obojętne. Wyznam szczerze (oczywiście Pan w to nie uwierzy), że od jakiegoś czasu nie żywię do Pana negatywnych uczuć. Powiedzmy, że wyzerowałem sobie filtry percepcyjne. Pan natomiast doszukuje się złej woli w każdej mojej wypowiedzi. Proszę zwrócić uwagę – w poprzednim komentarzu nie ma żadnych zdań negatywnie Pana oceniających. Pan jednak tak to odebrał – w zasadzie wyłącznie z powodu swojego nastawienia.
Oczywiście, ten poprzedni komentarz demaskuje Pana intencje, co stawia Pana w niekorzystnym świetle. Chodzi tu zatem o poczucie zagrożenia, jakie Pan odczuwa z powodu wykrycia Pańskiej hipokryzji. Pocieszę Pana – choćby minimalna dawka hipokryzji jest warunkiem życia towarzyskiego. Weredyków nienawidzą wszyscy – a przecież oni mówią wyłącznie prawdę...
Pozostaję z szacunkiem.



Andrzej Jędrasik 05 sierpnia 2013 20:04
@Marlow
Pół dnia ze słownikiem.Dzięki!


Marlow 05 sierpnia 2013 21:58
@Andrzej-jedrasik No co, ja też musiałem posprawdzać. Ale nie mów, że nie warto!
;)


KillBill 05 sierpnia 2013 22:30
Panie @humaniak,
Pan tak lubi języki... ;)
 dw @Marlow


Marlow 05 sierpnia 2013 22:34
@humaniak Panie Humaniaku, niechże pan się nie pogrąża... Przecież już pan zdążył zauważyć, jeśli piszę, że jest błąd, to jest błąd i nie ma rady.
Przy łacińskiej sentencji był błąd? Był.
Przy Regenschirmersatzteil schrzanił pan kontekst? Schrzanił pan.
Teraz też jest błąd.
Ja go oczywiście wyjaśnię, to nie jest chwyt retoryczny, ale najpierw dam panu trochę czasu na spokojną refleksję. W wypadku słówka Regenschirmersatzteil wystarczyło, że się pan z tym przespał, tu też mam nadzieję, że, wcześniej raczej niż później, pojawi się pański komentarz mniej więcej z takim fragmentem:
Przy okazji, z niejakim zawstydzeniem zauważyłem, że moje wyćwierzanie się z panem spodowało pewne zamieszanie w logicznej i terminologicznej strukturze mojego wywodu...
;)
Wie pan, ja się bardzo cieszę, że pan zajmuje się poznawaniem teorii logiki, że czyta pan ciekawe rzeczy, poznaje nowe terminy i próbuje je stosować w komentarzach i wpisach.
Ale proszę, no niechże pan się zaraz tak nie zacietrzewia. Dajmy sobie trochę czasu na praktyczne opanowanie tych terminów, człowiek uczy się na błędach. Więc zamiast, nieco w stylu pana Wieniawy, testować rozciągliwość terminu "illokucja", zaproponuję panu odrobinę relaksu, kawa, herbata, co pan tam lubi, a potem ponowna refleksja nad swoim wywodem z "implikaturą konwersacyjną" i "presupozycją". Niech pan nie pakuje zbyt wiele na raz. Spokojnie i krok po kroku.
I przede wszystkim - niech pan się nie zacietrzewia, tylko, choćby hipotetycznie i tymczasowo, założy, że mógł się mylić, i że tam jednak mógł być błąd logiczny (dość fundamentalny).
Widzi pan, teraz znowu wyraźnie widać w pana komentarzu uprzedzenia - znów zaznaczę, całkowicie pozbawione podstaw.
Pisze pan o "naszej nieprzyjaźni". I że ja "nie uwierzę, iż nie uważa pan mnie za nieprzyjaciela".
Ależ mnie w ogóle nie przyszło do głowy, by pana uważać za "nieprzyjaciela" i oczywiście wierzę!
No panie Humaniaku, bez przesady. Naprawdę!
To nie znaczy, że uważam, byśmy byli zaprzyjaźnieni, ale to też nie znaczy, że uważałem, czy uważam pana za nieprzyjaciela, na litość Bogini, no. To jest blog przecież. Jest pan dla mnie nie mniej, i nie więcej, a sąsiadem z blogowego portalu. Mój stosunek do pańskiej osoby, postrzeganej wyłącznie przez pryzmat pańskich wpisów i komentarzy jest całkowicie neutralny.
Lękiem przed odkryciem hipokryzji to mnie pan najpierw szczerze rozbawił, ale potem spowodował moje zastanowienie. Przyznam, zakładałem wcześniej, że zasadniczym problemem jest to, iż wykonuje pan jakiś zupełnie inny zawód, obojętnie, kardiochirurga albo parkingowego, (wybieram taki rozstrzał, jaki mogę sobie wyobrazić), a czytanie logiki jest dla pana bardzo poważnie traktowanym hobby. Amatorskie, ale poważne badanie nauk humanistycznych powoduje czasem podobną niepewność, która może skutkować uprzedzeniami - i to miałem na myśli. Nie przyszło mi do głowy, że może chodzić o lęk przed odkryciem hipokryzji. A powinienem o tym pamiętać, bo rzeczywiście to sformułowanie ostatnio na blogach się pojawiło, i pamiętam, że sam zgadzałem się z jego autorem.
No, źle to wróży dyskusji, mam jednak nadzieję, że to nie to, bo jeśli motywem jest lęk przed odkryciem hipokryzji, to raczej trudno będzie nam się porozumieć.
Pozdrawiam.


Marlow 05 sierpnia 2013 22:46
Pan @killbill
Nabijam teraz komentarze odpowiadając osobno, ale nie chciałem dawać panu Humaniakowi podstaw do wyszukiwania objawów mojej nieprzyjaźni.
A ta plansza, panie Billu, to w niej jest sporo racji. I nawet mniej złośliwa niż moje teksty (chyba?).
Żeby jednak nie było znowu o nieprzyjaźni etc (ja mam traumę teraz, bo to mi autentycznie nie przyszło do łba, ot człek starszy, a głupszy :roll: ), to, wybaczy pan, jeszcze przypis dodam:
JEŚLI WZYWAM DO MYŚLENIA, TO DLATEGO, ŻE UWAŻAM, IŻ NIE JESTEŚ GŁUPCEM.
Zaryzykuję, i się popiszę, a co:
IF I ASK YOU TO THINK, THAT'S BECAUSE I DON'T CONSIDER YOU STUPID!
Tera pan możesz mój amerykański zhejtować najokrutniejszymi słowami! Rań mię do krwi ostatniej!
:mrgreen:


KillBill 05 sierpnia 2013 23:16
Pan @Marlow
Panie złoty, chuj z tymi mądrościami (pochodzącymi z jakiegokolwiek narzecza), które i tak pan @humaniak oplwa von his giemba silajwą o stężeniu 200% silajwy właściwej, za wartość bazową biorąc stejtment psorski, a brzmiący (wytłuszczenie oryginalne) Istotą rozmów, dyskusji na forach jest użycie języka szybkiego, niegramatycznego, skrótowego.


Marlow 05 sierpnia 2013 23:24
Pan @killbill Ech, co prawda, to prawda. Как тигрицу ебат.
Chciałem dać stosowną ilustrację, ale było tylko:
А теперь, Тигра, я научу тебя, как надо ебать кроликов!
A że to akurat sami wiemy...
:roll:
Zdrówko!


Matador 05 sierpnia 2013 23:57
@Marlow
@KillBill
Bando Dwóch!
Tego się nie da zrobić. Żebyście nie wiem ile pracy i serca włożyli w próbę nawiązania kontaktu, to jedynie biblijne powiedzenie o podartym słoiku znajduje zrozumienie.


Marlow 06 sierpnia 2013 00:13
Señor @matador Señor tak pięknie, biblijnie i w ogóle. Od razu widać, że prosto z odpustu w Sewilli. ;)


KillBill 06 sierpnia 2013 00:47
@Matador
Kup Pan flaszkię i dołanczaj.



Jendras - Obywatel 06 sierpnia 2013 01:29
(@jendras)
Captain @Marlow
Reakcja na ten Pana, Panie Marlole, egip epid, no, tę niby fraszkie znaczy, to mnie tak luźno starą szutkie jeszcze z peerela przypomniała:
Milicjant dorywa faceta, który w publicznej toalecie napisał na ścianie "Partia jest do dupy!", i - oczywizda - chce go aresztować. Facio tłumaczy się: "Panie władzo, ale ja wcale nie miałem na myśli naszej partii". A gliniarz na to: "Już ja dobrze wiem która partia jest do dupy". :)


Dawid Humaniak 06 sierpnia 2013 01:44
@Marlow
Noo, to się Panu pojechało po bandzie! :shock:
Spróbujmy zrekonstruować pewne ukryte sensy z Pana wypowiedzi.
Rozpoczął Pan swój artykuł, parafrazą pieśni wielkanocnej:
”Mój panie Billu, cóżem ci uczynił? W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?”
Cóż widzimy? Wypowiada Pan kwestię Chrystusa. Hmmm...
W ostatnim komentarzu zaś zapodaje Pan do publicznej wiadomości takie kuriozum:
”Przecież już pan zdążył zauważyć, jeśli piszę, że jest błąd, to jest błąd i nie ma rady.”
Cóż tu mamy z kolei? Otóż Pan przyznaje się do posiadania Mocy Stwarzania: Aktem Swojej Mowy stwarza Pan błąd. Nieważne, czy przed rzeczonym Aktem błąd był, czy nie: jeśli tylko raczy Pan napomknąć, że błąd jest, to on JEST i „ nie ma rady”! Hmmm...
Mamy więc: wypowiadanie boskich kwestii (przy katolickim założeniu, że Chrystus był Bogiem) i chwalenie się stwarzaniem rzeczy samym aktem mowy – a jest to boskie fiat („niech się stanie światłość”, dajmy na to) – czyli boska Moc.
Wychodzi zatem na to, Mistrzu Ironii, że ma Pan kompleks Boga! :twisted:
W tym kreowaniu się na nieomylnego (Wszechwiedzącego), nie wziął Pan pod uwagę, że ja nie zawsze odpowiadam na Pana zaczepki; nie znaczy to jednakowoż, że się z Panem zgadzam; czasem mi się nie chce, nie mam czasu, itp.
Kwestię sentencji hodie mihi, cras tibi zignorowałem. Ale skoro Mistrz Ściemniania ma życzenie...
Napisałem tak:
„Powtórzę: będziesz zasługiwał na szacunek dżentelmeńskimi manierami, to go otrzymasz. W przeciwnym wypadku – otrzymasz to, co dasz – w podwójnej dawce, a co.
Dyskutujesz merytorycznie – ja też. Wyzłośliwiasz się – ja też. Adekwatne przysłowie: hodie mihi, cras tibi.
Pozdrawiam.”
(znów cały akapit, żeby nie zarzucano mi wybiórczości)
Cóż znaczy owo hodie mihi, cras tibi? Można to przetłumaczyć jako „co dziś mnie, jutro tobie” (się stanie). Może to być zatem ostrzeżenie, zapowiedź rewanżu, odwetu – i tak została tu potraktowana. Cóż tu jest błędnego? Nie jest to mój pomysł – w identyczny sposób sentencja ta została użyta w „Bożych Bojownikach” Sapkowskiego – może jego Pan zechce obsobaczyć (to dobre słowo)?
Znów zatem koncertowo się Pan ośmieszył, wyśmiewając się z błędu, którego nie było. No i tą deklaracją swojej boskiej mocy!! :mrgreen:
Dam Panu czas, żeby mógł Pan sformułować rodzaj błędu i dowód nań - na temat mojego dowodu w kwestii traktowania przez Pana interlokutorów jak głupków.
BTW, komentarz w którym używam omówionej tu sentencji został przeze mnie usunięty (jako jeden z dwóch). Poniżej przytaczam go w całości.


Dawid Humaniak 06 sierpnia 2013 01:48
@killbill
Hm, jakby to ująć... Spróbujmy dyplomatycznie. Kultura osobista nie polega wyłącznie na tytułowaniu interlokutora per „pan”, „pani”. W jej zakres wchodzi także brak obrażania, poniżania i wyśmiewania i generalnie – dbałość o dobre samopoczucie rozmówcy. Niestety, z uporem godnym lepszej sprawy poniżasz, obrażasz, wyśmiewasz, sugerujesz głupotę i ogólnie wyzłośliwiasz się. Mnie akurat serdecznie bawią Twoje wysiłki, zdążyłem się już uodpornić.
Ale nie możesz spodziewać się szacunku, jeśli sam go nie okazujesz. Proste jak drut.
Kiedyś próbowałem Ci to zasugerować, ale z marnym skutkiem.
Zauważ – zaimki osobowe Ciebie dotyczące piszę wielką literą, tak więc nie lekceważę Cię całkowicie.
Powtórzę: będziesz zasługiwał na szacunek dżentelmeńskimi manierami, to go otrzymasz. W przeciwnym wypadku – otrzymasz to, co dasz – w podwójnej dawce, a co.
Dyskutujesz merytorycznie – ja też. Wyzłośliwiasz się – ja też. Adekwatne przysłowie: hodie mihi, cras tibi.
Pozdrawiam.


Marlow 06 sierpnia 2013 02:22
Λόρδος @jendras
Klasyka gatunku. :D


Marlow 06 sierpnia 2013 03:13
Pan @humaniak
Panie Humaniaku, pan mnie poważnie zaczyna martwić, i to wcale nie jest ironia. Lęk przed ujawnieniem hipokryzji, teraz jeszcze wyraźny kompleks mesjasza, na dodatek niemożność choć hipotetycznego założenia własnej omylności.
No, nie wiem.
Panie Humaniaku, wiele razy mi pan zarzucał, jakobym miał zwyczaj dowodzić głupoty interlokutora. W tym - jak rozumiem - pańskiej. Wiele razy odpowiadałem, całkowicie zgodnie z prawdą, że nie uważam pana za głupca, i że w ogóle nie mam zwyczaju udowadniać czyjejkolwiek głupoty.
Po raz kolejny:
Panie Humaniaku, NIE UDOWADNIAM, IŻ JEST PAN GŁUPCEM.
Nie udowadniam. Nie sądzę tak, więc nie mam powodów udowadniać.
Panie Humaniaku, muszę w tej sytuacji zapytać:
DLACZEGO WIĘC UPARŁ SIĘ PAN, BY MNIE W TYM WYRĘCZYĆ?
Pomyśleć, że ja naprawdę byłem przekonany, że pan sprawdził tę sentencję i nie chciał swego błędu omawiać, a pan tymczas postanowił się pochwalić?
Ciężka sprawa, panie Humaniaku.
No dobrze. Spokojnie.
Panie Humaniaku. to nie jest żadne przysłowie i nie ma nic wspólnego z rewanżowaniem się. To jest sentencja, którą starożytni Rzymianie często pisali na nagrobkach. I która w tej postaci i kontekście przetrwała. Do dziś w wielu krajach świata widnieje ona na bramach cmentarzy.
W sensie metaforycznym jest to przypomnienie o nieuchronności śmierci i odpowiednik bardziej u nas popularnego memento mori. Ja dziś umarłem, jutro możesz to być ty. Dlatego też często pojawia się ta sentencja w wanitatywnej ikonografii średniowiecznej, w tym w wyobrażeniach Tańca Śmierci, z reguły w zestawie z memento mori (pamiętaj o śmierci), i mors omnia (śmierć kończy wszystko)
Sapkowski to nie do końca moja działka, ale tak się zabawnie złożyło, że tę książeczkę mam. U Sapkowskiego łacińską sentencję wygłasza bohater stojący na szafocie, tuż przed swoją śmiercią.
Tak w ogóle to Sapkowskim niech pan uprzejmie nie rzuca, bo wyjaśnienie i kontekst hodie mihi, cras tibi znajdzie pan studiując znakomity zbiorek pod tytułem, UWAGA:
Co mnie dzisiaj, jutro tobie: polskie wiersze nagrobne,
(1993), pod redakcją Jacka Kolbuszewskiego, profesora zwyczajnego w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Oczywiście, jeśli uważa pan, iż zna sprawę lepiej od jednego z najlepszych w tej części świata specjalistów od poezji dawnej i pragnie pan pana profesora Kolbuszewskiego interpretację poprawiać, to, że tak powiem swojsko:
BIMAJ GEST!
Jeśli zaś pan chciałby mieć na nagrobku "nie rób drugiemu, co tobie niemiło", to podziwiam dobrze mi już znany już zapał moralizatorski i poczucie humoru, ale - błąd pozostaje błędem. Błądzić jest rzeczą ludzką. Chwalić się błędem... Też jest rzeczą ludzką.
A prosiłem, żeby się pan nie zacietrzewiał, tylko hipotetycznie założył, że nie jest nieomylnym, i że wobec tego w pańskim dowodzeniu może być błąd. Pan, oczywiście, musiał się zacietrzewić.
Relaks - kawa, herbata, inne napoje.
Wrócimy do tego.



Dawid Humaniak 06 sierpnia 2013 04:46
@Marlow
Zgadza się, Mr. Marlow: sentencja nagrobna, Rzymianie i Kolbuszewski.
Wskazał Pan tradycyjny sposób rozumienia tej sentencji.
Aliści powróćmy do wzmiankowanego Sapkowskiego: sentencję ową wygłasza na szafocie Gelfrad von Stercza tuż przed egzekucją zaordynowaną przez księcia Jana Ziębickiego. Ostatnie słowa Sterczy słyszy Reynevan z opowieści świadka. Reynevan powtarza je później, zabijając Jana Ziębickiego; w tym kontekście „hodie mihi, cras tibi” nabiera dodatkowego znaczenia – właśnie zapowiedzi i spełnienia zemsty. Przedtem zresztą sam książę Ziębicki rozumie tą frazę w ten sposób. Pyta się on pojmanego i zmuszanego do zdrady Reynevana:
 „Reynevan nie odpowiedział i tym razem. Patrzył tylko. Książę nie spuszczał z niego oka.
– Ach, cóż za wzrok, cóż za wzrok – wykrzywił wargi. – Iście jak u Gelfrada Sterczy, z którym wszak tak wiele łączy cię i łączyło. Nie popróbujesz straszyć mnie, jak Stercza z szafotu? Nie powiesz: hodie mihi, cras tibi, co dziś mnie, jutro spotka ciebie? Nie powiesz tego?
– Nie powiem.”
(Andrzej Sapkowski, Boży bojownicy, W-wa 2004, s. 555, wytł. moje)
Zastosowana w tym kontekście sentencja nabiera cech groźby - można powiedzieć, że nabiera nowej mocy illokucyjnej. Jest to nowe znaczenie nadane jej przez Sapkowskiego; jego licentia poetica. Ja tylko przytoczyłem ją w tym znaczeniu.
Reasumując: wyłożył Pan starożytne/barokowe znaczenie naszej sentencji. Jednak z tego nie wynika, że nie wolno nadawać jej innych znaczeń. Jeśli nie zgadza się Pan z tym – pretensje do Sapkowskiego.
Pozdrawiam serdecznie ;-)
PS
Szanowny Panie, każdy jest omylny. Pan, ja, p. Krysztofiak, Racza/Killbill i wszyscy pozostali ludzie na świecie. Nawet psy się mylą ;-). Pisałem to wielokrotnie na tym blogu - nie zakładam, nawet hipotetycznie, że jestem nieomylny. Sugeruję także porzucić to założenie w stosunku do siebie :-D (o ile je Pan posiada, oczywiście)


Marlow 06 sierpnia 2013 05:06
(@Marlow)
Pan @humaniak
Założenie o własnej omylności staram się przyjmować konsekwentnie, co więcej, tak się zabawnie składa, iż potwierdzenie znajdzie pan także w powyższym wpisie.
Nadawania nowych znaczeń absolutnie panu nie zabraniam. Więcej, cieszę się, że w ten sposób, choć nieco okrężną drogą, powróciliśmy do tekstu wpisu, w którym o tworzeniu nowych interpretacji trochę pisałem. Oczywiście zakładając, że takie znaczenie będzie wykorzystane, jak mówi stare przysłowie, quamdiu bene gesserit - co pozwalam sobie wykorzystać w całkiem nowym znaczeniu, takoż funkcjonującym w pokrewnym gatunku literackim.
Pozdrawiam i życzę dobrego dnia!


KillBill 06 sierpnia 2013 08:43
Pan @Marlow
rzecz zdawała mi się oczywista - głupotę najlepiej udowadnia ten, którego ona dotyka. Niby nic odkrywczego, a jednak. No jednak, no... Dlatego się Pan nie gniewa i Humaniaku nie zarzuca, że się zajął sprawą z takim zaangażowaniem. Ale niech go Pan nie przestaje stymulować! 8O Jezusie i Maryjo...


KillBill 06 sierpnia 2013 08:54
Panie Ryśku (@humaniak),
już czytałem ten komentarz. Pan się zaczyna powtarzać i utwierdza mnie w przekonaniu, że wskazanie na brak szacunku dla mnie, jest dla Niego rzeczą bardzo ważną.
Ok, niech będzie, skoro targa Panem powoduje Panem potrzeba, ale pozwoli, że mi będzie pański szacunek powiewał na wietrze illokucji, co? Bo widzi Pan, ewentualny szacunek głupiego chama i przydupasa jest dla mnie zupełnie bezwartościowy.


Dawid Humaniak 06 sierpnia 2013 10:27
@killbill
Fafiku, rozśmieszyłeś mnie do łez. „Głupotę najlepiej udowadnia ten, którego ona dotyka” - powtórz to stojąc przed lustrem :mrgreen:
Zwłaszcza, że wygląda na to, że kompletnie nie zrozumiałeś powodu powtórnego umieszczenia powyższego komentarza. A wew w wogle, to po jakiemu ty piszesz: „... skoro targa Panem powoduje Panem potrzeba, ale pozwoli, że mi będzie pański szacunek powiewał na wietrze illokucji, co?” Uroczy ten bełkocik języka polskiego RaCzej nie przypomina... Filologoguś, a pisze jak trzecioklasista z podstawówki. Sypie się składnia, o interpunkcji nie wspominając.
Z powodu prostackości inwektyw, analizy nie będzie. Nie ma czego analizować, za to widać myślenie sztywne, niczym dębowa decha i koleiny umysłowe, w których schowa się TIR. Typowe przypadłości wypalonego belfra. Bo belfer to nie zawód, to diagnoza...


KillBill 06 sierpnia 2013 11:07
Panie Ryśku (@humaniak),
efekt edycji i niewielkiej uwagi, którą Panu poświęcam. Nie dziwi, że się Pan nie domyślił. Już poprawiam:
Ok, niech będzie, skoro powoduje Panem potrzeba, ale pozwoli, że mi będzie pański szacunek powiewał na wietrze illokucji, co? Bo widzi Pan, ewentualny szacunek głupiego chama i przydupasa jest dla mnie zupełnie bezwartościowy.


Dawid Humaniak 06 sierpnia 2013 12:25
@killbill
„Ok, niech będzie, skoro powoduje Panem potrzeba, ale pozwoli, że mi będzie pański szacunek powiewał na wietrze illokucji, co?”
Po poprawkach jest jeszcze gorzej :-P
Błędy:
- ogólnie - zdanie zbyt złożone, ze zbytnimi udziwnieniami, rozmywa się sens;
- „ale pozwoli” - brak podmiotu jako zabieg stylistyczny jest chybiony, zdanie podrzędne jest sztucznie udziwnione;
- „ ale pozwoli, że mi będzie” - szyk przestawny zaciemnił treść, zdanie staje się niezrozumiałe
- metafora „wiatr illokucji” jest niezręczna; nie pojawia się docelowa domena znaczeniowa i metafora jest mętna. Poza tym sugeruje nieznajomość terminu.
Ocena: dwója z plusem (za dobre chęci)
On pozwoli, że go wyręczę:
OK, niech będzie, skoro ma Pan potrzebę. Pozwoli Pan jednak, że Pański szacunek będzie powiewał mi na wietrze.
Prosto, jasno i klarownie. Proszę zwrócić uwagę na złośliwą dwuznaczność, jaka się pojawia w sformułowaniu: „ skoro ma Pan potrzebę” ;-)
Filolog... ja pierdziu! :shock:
Ciekawe, ile się dawało łapówki za bezproblemową obronę pracy magisterskiej, tak circa piętnaście lat temu... :roll:


KillBill 06 sierpnia 2013 12:43
Panie Ryśku (@humaniak),
skoro nie kumasz Pan dlaczego tak, a nie inaczej piszę do Pana, to spierdalaj Pan, bo już mi się nie chce, co? ;)


Marlow 06 sierpnia 2013 13:40
@humaniak Panie Humaniaku, na litość, niech pan już przestanie się kompromitować. Nowonauczonymi słówkami może pan robić wrażenie na pani z warzywniaka.
:roll:
@killbill Panie Billu, to nie wiatr illokucji, czuję wyraźnie, że to zwykłe wiatry...



Dawid Humaniak 06 sierpnia 2013 15:17
@killbill
Ależ wiem, dlaczego tak piszesz, Fafiku: zwyczajnie, lepiej nie potrafisz. Proste i żałosne.
Natomiast coś innego zwróciło moją uwagę – nie sądziłem, że dożyję tej chwili tak szybko... Oto @Marlow lokajem Killbilla... :shock: Mądrzejszy broni głupszego... Fiu, fiu, nawet coś na kształt symbiozy analnej się utworzyło – to chyba wyższa forma ewolucyjna towarzystwa wzajemnej adoracji. Killbill, za pomocą bezwstydnego włazid*pstwa, umieścił się w cieplarnianym (!) środowisku, a nosiciel żywi go własnymi resztkami przemiany materii i broni przed niebezpieczeństwem. Tłumaczy to wiodące analno-fekalne skojarzenia symbionta – jest to odzwierciedlenie takiego właśnie środowiska w jego ganglionach nerwowych.
Hipoteza ta tłumaczy też obecność tzw. „zwykłych wiatrów”. Symbiont przez swoje nerwowe poruszenia (albowiem niejasno wyczuwa, że go postponują) drażni jelito grube nosiciela i wzmaga perystaltykę jelit. To przyspiesza trawienie i zwiększa wydzielanie gazów.
Wartością samą w sobie jest też przepoczwarzanie się Marlowa – robiącego czasem wrażenie człeka umnego i kumatego – w b..., p..., c... i g... ;-) No, ale jak na coś w rodzaju faceta w ciąży, może być humorzasty :mrgreen:
Widzę, że ilość komentarzy przekroczyła setkę. Dług honorowy uznaję zatem za spłacony i żegnam uprzejmie.
PS
Oczywiście, kodeks hejtera nie pozwoli wam, żeby sprawę na tym zakończyć. Musicie mieć ostatnie zdanie, bo tylko wtedy uznajecie się (we własnym mniemaniu) za zwycięzców. Pozwalam wam na to i bawcie się sami.


KillBill 06 sierpnia 2013 15:30
Pan @Marlow
U Pana też tak gorąco?
EDIT
Co powie @krysztofiak na wytykanie błędów przez humaniaka. Co za brak lojalności z psorem i psorskim Istotą rozmów, dyskusji na forach jest użycie języka szybkiego, niegramatycznego, skrótowego. Smutno mi.
Wskakuję do basenu. Popływam godzinkę, ochłonę. No i zaliczę dzisiejsze mycie. ;)


Marlow 06 sierpnia 2013 15:40
@humaniak
Dług honorowy. O Bogini...
Proszę spojrzeć na własny, wcześniejszy komentarz:
Dawid Humaniak 03 sierpnia 2013 04:52
Musze już kończyć nabijanie Panu ilości komentarzy - ładnie już artykulik wyskoczył w „Gorących dyskusjach”. Świadomie biorę udział w tej grze, wszak nieraz też Pan mi pomagał w ten sposób, powiedzmy więc, że spłacam dług wdzięczności. ;-)
I powyżej:
Dawid Humaniak 06 sierpnia 2013 15:17
Widzę, że ilość komentarzy przekroczyła setkę. Dług honorowy uznaję zatem za spłacony i żegnam uprzejmie.
To chyba dość wystarczająco wyraźnie określa kto, wśród komentujących mój wpis, naprawdę, ale to naprawdę MUSI mieć ostatnie zdanie.
Dług honorowy...
Panie Humaniaku, przecież prosiłem, żeby się pan przestał kompromitować. Pański komentarz powyżej jest całkowicie jałowy, a powinien pan, zamiast się ciągle zacietrzewiać, zastanowić się nad uniwersalnym problemem jaki demonstrują wszystkie pańskie konstrukcje logiczne i bardziej konkretnie nad błędem jaki popełnił pan analizując moją fraszkę-jendraszkę.
Proszę się nie obawiać, tak jak obiecałem - wstawię wyjaśnienie błędów. Teraz ponownie proponuję relaks, może przy czymś zimnym, bo jak słusznie zauważył pan @killbill rzeczywiście jest gorąco i to niestety widać, słychać i czuć.
:roll
@killbill
 Panie Billu, bo pan do basenu skoczy i ten cały kurz z siebie spłucze. Ja zaraz nad rzekę jadę, do wody wejdę, pieskiem popływam i też kurz, i całą resztę przynajmniej na chwilę usunę. A przecież są ludzie z kompleksami, i tych kompleksów się tak łatwo nie wymyje, i to jest, cholera, autentycznie bardzo smutne. :(


Marlow 06 sierpnia 2013 15:47
@killbill Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że wszystkie te bzdury powstały w efekcie mojej, w sumie całkiem konkretnej, wymiany komentarzy z profesorem Krysztofiakiem właśnie. No smutne to jest jak cholera. :(


KillBill 06 sierpnia 2013 17:15
Pan @Marlow
Lepiej.... Dużo lepiej... Woda ma 25 stopni, wyszedłem, bo... zmarzłem.
Kurz blogowiska zmyłem przed wejściem do basenu, żeby mi woda nie skisła. Nie ma takiej chemii, która działa na tępotę.



Matador  06 sierpnia 2013 17:19
Bando Dwóch! (@KillBill @Marlow)
No przecież pisałem, że tylko po linii biblijnej... To jest zawodowy troll. Kto wie, może nawet chiński?


KillBill 06 sierpnia 2013 17:39
Pan @Matador
Taki słodko-kwaśny bączek blogowiska. ;)


Matador 06 sierpnia 2013 17:54
@KillBill
To już była wołowina po syczuańsku (czyli mocno pikantna) :mrgreen:


KillBill 06 sierpnia 2013 18:25
Pan @Matador
Tudzież jajka gotowane w sikach. Profesorskich sikach.


hk27 06 sierpnia 2013 21:53
(@hk27)
Wody pa kaliena,
a ryb pa chuj.:)


Matador 07 sierpnia 2013 11:41
Pan @Marlow
Wskazując ponownie na doskonałość wpisu i samego autora, kłaniam się uniżenie, chciałbym dodać, że doskonałego podsumowania problemu dokonał przy pomocy pysznego żartu bloger @hk27.