Czyli o wkraczaniu mediów w system wymiaru sprawiedliwości blogowa rozmowa z Łukaszem Piotrowskim. Newsweek, Portal Opinii - 22.09.2011 |
Nie jest to wpis o karze śmierci ale o – jak to trafnie nazwał Łukasz Piotrowski w swoim wpisie – „krwawym widowisku” towarzyszącym głośnej w Stanach sprawie Troya Davisa, skazanego na śmierć za zamordowanie policjanta, Marka MacPhaila.
[] Troy Davis w więzieniu.
Z naszej perspektywy faktycznie musi to wyglądać na jeszcze jedną sprawę, w której prokurator i sędziowie ferują „jedynie słuszne wyroki”, skazując na śmierć bez dowodów. Czy jednak jest to prawdziwy obraz? Problem w tym, że prokuratura zupełnie nie popisała się w podawaniu informacji i trzeba długo szukać starych roczników gazet z Savannah, żeby się zorientować jak było - co jak raz zrobiłem, wkurzony maksymalnie po zbyt długiej dyskusji z przyjaciółmi, którzy "bronią Davisa jak Konstytucji".Cała sprawa z punktu widzenia prokuratury wygląda tak:
Davis wychodzi poirytowany z imprezy, wdaje się w kłótnię z członkiem innego gangu i strzela przeciwnikowi w twarz - to jeszcze nie ten policjant, bynajmniej, tu, to drobny gangster, Michael Cooper. Davis idzie następnie do knajpy z bilardem, tam spotyka znajomego, „Redd” Colesa, razem wychodzą. Coles kłóci się z bezdomnym, Larry Youngiem, więc Davies interweniuje, to znaczy bije Younga pistoletem po głowie. Young krzyczy, podchodzi ochroniarz z pobliskiego Burger Kinga (zazwyczaj Burger King nie ma ochroniarzy, jednak w niektórych dzielnicach to konieczne). Ochroniarzem jest Mark MacPhail, policjant, który po służbie dorabia do pensji jako rent-a-cop. Davies, widząc MacPhaila, strzela do niego dwukrotnie, trafia w klatkę piersiową, po czym podchodzi i ciężko rannego dobija strzałem w głowę, przez cały czas myśląc, że ma do czynienia z lokalnym ochroniarzem z Burger Kinga. I to w jest jedyna spójna i naprawdę dobrze udowodniona wersja.
[] Mark Allen MacPhail
Świadkowie, którzy przedstawili całkowicie zbieżny rozwój wydarzeń, stopniowo, z biegiem lat, zaczynali zmieniać zeznania i przypominać sobie coś innego (jeden z nich dopiero po 20 latach nagle "zobaczył jak dziś" zupełnie nowe szczegóły). Okazywało się więc, że to chyba, może, jednak nie był Davies ale może, jednak, chyba Coles, albo że Davies coś powiedział, ale chyba jednak nie powiedział konkretnie, że zabił, albo że koszula nie była biała, bo świadek teraz sobie przypomniał, że może była w innym kolorze etc.Czas mija, a obrona przedstawia kolejne wersje wydarzeń z których każda musi być sprawdzona. Jedna z nich głosi, że każdy czyn popełnił ktoś inny - to tzw. wersja z trzema sprawcami - ciut naciągana bo użyto tej samej broni przy postrzeleniu Coopera i morderstwie MacPhaila. Inna, że jeden człowiek, ale nie Davis, zabił MacPhaila i strzelił w twarz Cooperowi, a Davis tylko pobił bezdomnego. Wszystkie wersje obrony cały czas "ewoluują", w miarę jak świadkowie zmieniają zeznania – niektórzy więcej niż raz - to główny powód przeciągania procesu.
Obrońcy Davisa skutecznie "zapomnieli", że był on członkiem gangu, aresztowanym wcześniej za posiadanie broni, i że członkami gangów jest większość świadków; zmiany zeznań w procesach członków gangu są, niestety, codziennością. Tu akurat bynajmniej nie chodzi o zastraszanie - chodzi o manipulacje obrony i "politykę między-gangową". To prawda, wszystko wskazuje na to, że Davis był mało ważnym członkiem gangu, i to prawda, że w jego części miasta większość dzieciaków wstępuje do jednego z gangów, ale faktem jest, że członkiem gangu był. Przytaczany w ostatnich latach argument o zastraszaniu świadków przez policję też nie trafia mi do przekonania. IA, czyli Sprawy Wewnętrzne, to w amerykańskiej policji nieprawdopodobnie silna instytucja i na podstawie takich pogłosek spadają na ewentualnych zastraszaczy jak tona cegieł – tu najwyraźniej niczego nie znaleźli (a znajdują, naprawdę znajdują). I nie myślmy, proszę, w kategoriach: Georgia, wiadomo, biała policja łapie czarnych „standardowych podejrzanych”. To nie czasy „Przeminęło z wiatrem”. I szef policji w Savannah, i większość jego podwładnych to Czarni Amerykanie.
Na koniec najważniejsze „zapomnienie” - prokuratura dysponuje całkiem solidnymi dowodami - mają między innymi ślady krwi MacPhaila na szortach Davisa, ślady, które mogły się tam znaleźć jedynie podczas ostatniego strzału, kiedy Davis z bliska dobijał rannego MacPhaila. Coles stał z tyłu i do MacPhaila nie podszedł, wszystkie strzały padły z przodu, ostatni z tak bliskiej odległości, że krew ofiary ochlapała szorty Davisa. Rzecz w tym, że z powodu błędu proceduralnego policji sędzia nie zezwolił na wykorzystanie dowodów uzyskanych podczas przeszukania (na zwlekania matki Davisa jeden z policjantów zawołał: "otwierać, albo wyważymy drzwi!"). Prokuratura ma - i to zostało uwzględnione - fragmenty pocisków i łuski. Davies przyznał, że miał przy sobie broń, ale nie pamięta co się z nią później stało.
Cała sprawa przeszła, bodaj w ubiegłym roku, dokładny audyt wykonany na polecenie federalnych organów sprawiedliwości. Żaden z elementów wyroku nie został zakwestionowany.
Prokurator mówi o przegraniu w relacjach publicznych i ma oczywiście rację - zaniedbali PR tragicznie, co doskonale wykorzystała obrona i stąd cały ruch poparcia Davisa. W tym sensie PR okazały się rzeczywiście ważniejsze niż prawo. Tu uwaga personalna – Sorry Jose, ale ja takich Davisów, w dowolnym kolorze skóry, aż zbyt często mijałem na ulicy; a że u nas jest inaczej, więc i w Stanach z przyzwyczajenia ich zwyczajnie mijałem, nie "omijałem", na co z reguły słyszałem, ze wszech miar słuszne - "przestań się wygłupiać, co zrobisz jak wyciągnie broń?" Znając „nie-omijanych”, po sporze ze znajomymi po prostu przeczytałem materiały podane do publicznej wiadomości przez DA - fatalnie podane, to fakt, nader trudne do znalezienia, w sieci prawie niedostępne. Po ich przeczytaniu powiem: nie ma co z Daviesa robić niewinnie skazanej ofiary establishmentu, jak czyni to większość jego obrońców - to oczywiście nie jest krytyka wpisu Łukasza Piotrowskiego, przepraszam, jeśli tak to zabrzmiało, nic podobnego w tamtym wpisie nie ma, mówię o popularnym obrazie tej sprawy. Ba, pojawiają się tzw. poważne publikacje, sugerujące rasistowskie uprzedzenia stojące za wyrokiem, te akurat wyjątkowo głupie, gdyż tak się przypadkowo złożyło (naprawdę przypadkowo, to nie żadna aluzja), że większość w ławie przysięgłych stanowili Czarni Amerykanie. Przysięgli w Stanach nie ferują wyroków (choć mogą proponować takowe), decydują jedynie, czy sądzony jest winny, czy nie. Nie mieli wątpliwości, bo też nie był to bynajmniej proces poszlakowy...
W sumie to bardzo przykra sprawa i trzeba powiedzieć, że Davies miał naprawdę bardzo ciężkie życie - rozwód rodziców, matka z trudem wiąże koniec z końcem wychowując czworo dzieci, poważnie chora siostra, wreszcie paskudny rejon miasta z gangami i prochami. Trzeba też powiedzieć, że co najmniej dwukrotnie próbował się z tego wyrwać podejmując, niestety na krótko, regularną pracę. Na pewno należy się spierać o zasadność kary śmierci jako takiej, i w tej sprawie i w wielu innych, jednak może nie na podstawie niewinności, czy winy Davisa.
Wszystko to jednak nie zmienia stanu rzeczy: obraz Davisa, przedstawianego przez jego obrońców jako niewinny, wzorowy student prześladowany przez amerykański wymiar sprawiedliwości, to zwyczajne naciąganie faktów, a cała sprawa bynajmniej nie jest oparta na tak wątłej argumentacji, jak tego dowodzi większość autorów materiałów dostępnych w sieci.
PS. Pokojowy Nobel dla Obamy to oczywiście żenada i tu się zgadzam w 100%, ale to już zupełnie inna inszość!


No comments:
Post a Comment