Zabawnie się czasem uaktualniają stare wpisy. Moja pierwsza, obszerna polemika ze dość szczególnym sposobem postrzegania relacji międzynarodowych, jaki prezentuje Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych, czyli portal Geopolityka.org - tu w osobie swego publicysty, Leszka Sykulskiego, wówczas jeszcze magistra, dziś doktora. Całkiem niedawno ECAG uaktywnił się z garścią analiz dotyczących sytuacji na Ukrainie, prezentujących zaskakująco podobną perspektywę. Trochę zaskakująca była w tym wszystkim odpowiedź pana Sykulskiego - stąd też uzupełniłem wpis fragmentem dyskusji. Pan Sykulski niestety wycofał się z dyskusji po moim, skierowanym do niego komentarzu, a dalsza rozmowa była już tylko przyjacielską wymianą zdań między blogerami portalu. Newsweek, Portal Opinii - 23.11.2011 |
Pojawił się ostatnio na Redakcji nowy blog, a właściwie kolejna jakby reklama, czy lepiej zwiastun, portalu Geopolityka.org. Można byłoby taką formę nazwać "blogiem zwiastowania", jednak trochę się obawiam czy nie urazi to uczuć czytelników - religijnych lub antyreligijnych. Nie jestem zupełnie przekonany do koncepcji wrzucania jedno czy dwu-zdaniowych notek, które mają czytelnika zachęcić do kliknięcia linku i przeczytania osobnego tekstu. Czasem są to ciekawe sprawy, o których w innej sytuacji bym się nie dowiedział, ale w sumie, gdy chcę podyskutować na innym portalu, to raczej tam zaglądam. Może lepiej wrzucić cały tekst, a przynajmniej obszerne przedstawienie zasadniczych tez (tak, jak to robi Blog Powszechny)? No i gdzie właściwie mam pisać komentarz czy polemikę – u nas, czy „u źródła”? Ponieważ jednak rozumiem, że forma wynika z braku czasu, i ponieważ domyślam się, że odpowiedź brzmi: a komentuj Pan gdzie się Waści podoba, wreszcie, ponieważ podoba mi się tutaj, więc tu odpowiem i mam tylko nadzieję, że autor bloga/zwiastuna (którego "główny" blog pilnie śledzę :) ) da znać „u źródła” o moim komentarzu, bo na Geopolitykę zapisywał się nie będę, jako że XIX wiek to dla mnie historia, a nie sposób uprawiania badań akademickich (a poza tym ptok ptakowi nie jednaki...)
Wpis, którego rzecz dotyczy, nosi tytuł Nippon Chiseigaku – kilka słów o początkach geopolityki japońskiej i prowadzi do głównego tekstu autorstwa pana Leszka Sykulskiego, do którego przeczytania wszystkich zachęcam, jako że bez tego mój poniższy tekst, jak mawiał Kokosz, będzie jak woj bez pasa – straci wiele ze swego uroku.
Geopolitykę postrzegam zazwyczaj w obrębie nauk takich jak psychologia – dobry temat po paru piwach, kiedy nie ma już zupełnie o czym rozmawiać, a generalnie pozostawiam ją ludziom, których to zajmuje. Na tekst Leszka Sykulskiego muszę wszak odpowiedzieć z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że wciąż jeszcze pamiętam ojca wszystkich kaców jakiego przeżywałem po wielokrotnych, nocnych dyskusjach ze znajomymi Japończykami, Koreańczykami i Chińczykami, poświęconych (geo)polityce widzianej z perspektywy 135 E, pod którą to długością geograficzną zdarzyło mi się niegdyś pracować. Niech moje cierpienia nie będą na darmo... Drugi powód jest taki, że najwyraźniej przedstawiona w tekście teza ma wspierać inne tezy autora, utalentowanego piewcy uroków Trójkąta Kaliningradzkiego, więc ktoś mógłby potraktować jego japońskie dywagacje nazbyt poważnie. Po trzecie wreszcie, co chyba najbardziej mnie zirytowało, autor zwyczajnie lekceważy sporą grupę ludzi, od których powinien uczyć się naukowej rzetelności, i dla których taka zwykła, naukowa rzetelność stała się kiedyś przyczyną politycznych prześladowań.
Ad rem...
Leszek Sykulski kreśli w swym tekście krótką – acz sugestywną – charakterystykę początków „akademickiej geopolityki” w Japonii, lokując owe na okres panowania cesarza Taishō (1912-1926); wspierając je następnie nader selektywną charakterystyką badań w „złotych latach” japońskiego militaryzmu, 1930-45, a więc we wczesnym okresie Shōwa (1926-1989); by wreszcie zamknąć całość niepokojącymi uwagami o ich współczesnym odrodzeniu. Otrzymujemy zwarty i całkowicie jednostronny obraz Japonii, w której badania geopolityki początkowo rozwijają się ściśle pod wpływem suprematystycznych teorii niemieckich, przyjmują formę „panazjanizmu”, w 1945 zostają ocenzurowane i zamierają na pół wieku, a ostatnio, o zgrozo, znów podnoszą głowę. Oczywista manipulacja polega na zrównaniu japońskiej geopolityki z jej specyficznym wariantem - ideologiczną geopolityką lat 30-tych i 40-tych. Opisane w tekście fakty i teorie to, pomijając rozmaite błędy, po części prawda, ale jedynie w odniesieniu do wybranej grupy badaczy, tych konkretnie, którzy jak ich odpowiednicy w nazistowskich Niemczech, popadli w koniunkturalną lub ideologiczną symbiozę z rządząca strukturą nacjonalistyczno-militarną, i którzy w tej symbiozie zdominowali lata 30-te i 40-te japońskiej myśli geopolitycznej. Co najdziwniejsze, Leszek Sykulski w bibliografii powołuje się na teksty Takeuchiego i Fukushimy, podające skróconą wprawdzie, ale jak najbardziej rzeczywistą i zupełnie inną wersję wydarzeń. Prawdę mówiąc to praca Fukushimy tak bardzo różni się on od tez L.S., że trudno mi uwierzyć, że autor w ogóle to czytał, a co do rozdziału Takeuchiego w Dobbsie, to najwyraźniej, hm, sporo mu umknęło. Powiem szczerze i z przykrością: padł UJ straszliwie, skoro jego absolwenci zwyczajnie manipulują cytatami, zakładając, iż "ciemny lud wszystko kupi".
Blog, Panie Magistrze, czy nie blog, noblesse oblige.
Tekst jak wspomniałem jest sugestywny, ale podstawowa teza autora zupełnie nie pasuje do wielu rzeczy, które zdarzyło mi się słyszeć i czytać na temat nowoczesnej Japonii, a żeby było smutniej, także autorska wizja funkcjonującej w tle geopolityki niemieckiej pozostawia wiele do życzenia. Zacząłem więc się zastanawiać, co właściwie autor zlinkowanego wpisu rozumie pod pojęciem "geopolityka". Szukając odpowiedzi znalazłem niezły (IMO) przegląd znaczeń tegoż terminu w Użyciach i nadużyciach geopolityki Øyvinda Østeruda (w końcu znalazłem też autorską definicję samego L.S., ale o tym później).
Østerud omawia zasadnicze interpretacje terminu, od najbardziej nieokreślonej, XIX-wiecznej, po najbardziej praktyczną - relacje między polityką a geografią. Nie ma tam niestety „geopolityki akademickiej”; z odrobiną złośliwości powiem, że tę akurat wersję najlepiej pamiętam ze znakomitej Zamiany Davida Lodge'a. Złośliwości na bok, Leszek Sykulski ma najwyraźniej na myśli akademickie badania geopolityki prowadzone w Japonii. Niezależnie od tego, którą z omawianych przez Østeruda interpretacji geopolityki uznamy za właściwą, nie da się w żaden sposób obronić tezy, że:
LS: Początków geopolityki akademickiej w Kraju Kwitnącej Wiśni należy się doszukiwać w okresie Taishō.
Pomińmy bolesną kwestię stylu; wszak teza taka obroni się tylko i wyłącznie w jednym kontekście - mianowicie w kontekście wprowadzenia konkretnego terminu „geopolityka” w tekstach akademickich Japonii. Było rzeczą charakterystyczną dla rozwoju systemu akademickiego nowoczesnej Japonii stopniowe modyfikowanie nazw w naukach humanistycznych; zazwyczaj poprzez wybór tłumaczeń z j. zachodnich. Badania podejmowano więc wcześnie ale tytuły i terminy stopniowo, powoli dostosowywano do standardów zachodnich. Refleksje, które później przyjęły nazwę geopolitycznych, oryginalnie rozwijały się w obrębie geografii i antropologii (podobnie jak w Europie). Teoria oparta na chronologii nazw będzie więc miała znaczenie wyłącznie formalne, co więcej, musi zostać usytuowana wobec daty. Skoro autor określa tę datę na rok 1925, schyłek Taishō, to tym samym trudno uzasadnić szukanie przezeń początków wcześniej, dokładniej w 1903, czyli w okresie Meiji. Trzeba tu wspomnieć, że skrócona wersja nazwy:chiseigaku (地政学), niewątpliwie główny przedmiot rozważań Leszka Sykulskiego, zaczęła funkcjonować dopiero w latach trzydziestych; to, co wprowadzono i czego używano w latach 20-tych, to termin: chiseijigaku (地政治学), nauka o polityce i geografii, najbardziej dosłowne tłumaczenie terminu zachodniego. Nie przypuszczam, że autor miał na myśli aż tak bardzo zawężony kontekst, odpowiem więc z punktu widzenia faktycznego rozwoju studiów geopolitycznych w Japonii.
W praktyce sprawa jest oczywista, początków nowoczesnych, akademickich rozważań geopolitycznych w Japonii, zwłaszcza teorii azjanizmu, trzeba szukać w okresie Meiji, i to nawet całkiem wcześnie w obrębie tego okresu, bo już w latach 70-tych wieku XIX, jeszcze przed Konstytucją Meiji z 1889 roku. Fundamentem teorii azjanizmu była obserwacja militarnej i ekonomicznej supremacji mocarstw zachodnich i eksploatacji krajów azjatyckich, przede wszystkim Chin i Korei. Reformatorzy Meiji, wśród nich absolwenci najlepszych uniwersytetów europejskich i amerykańskich, uznali, iż konieczne jest promowanie regionalnej współpracy i modernizacji gospodarczej, przywracającej krajom Azji (zwłaszcza Azji Wschodniej) równorzędną pozycję. Ich zdaniem, wobec upadku znaczenia Chin i związanego z nim politycznego chaosu Korei, jedynie Japonia miała szansę poprowadzić rejon ku zmianom. Był to więc w sumie dość typowy, odrobinę nacjonalistyczny, oparty na geografii i polityce koncept, i nie byłoby specjalnym problemem znalezienie analogii np. wśród wypowiedzi pojawiających się w Polsce po 1989 w odniesieniu do Europy Środkowo-Wschodniej. Koncept tego typu z natury swej podatny jest na zawłaszczenia i tak się też stało w Japonii, gdzie stopniowo został on podporządkowany i zniekształcony przez agresywną, dominującą część kręgów decyzyjnych, związanych z przemysłem, armią, rządem i cesarzem. Stało się to jednak dopiero w latach 30-tych, podczas gdy w początkowym okresie, do około 1910, koncepcja zdominowanego przez Japonię azjanizmu przez większość japońskich badaczy była traktowana jako nieprzekonująca i motywowana wyłącznie koniunkturą polityczną.
LS: Kakuzo Okakura (1863-1913) – ideowy ojciec panazjatyzmu – swoje koncepcje geopolityczne wyłożył w książce pt. „Ideały Wschodu”, wydanej w 1904 r.
Kakuzō Okakura (znany też jako Okakura Tenshin) napisał swoje słynne prace po angielsku i opublikował je na Zachodzie. Prace, gdyż w tym okresie wydał dwie. Wspomniane "Ideały Wschodu" The Ideals of the East to jak raz pierwsza, i nie z 1904, a z 1903, w którym to roku wydał ją w Londynie J.Murray. Druga, właśnie z 1904, to The Awakening of Japan czyli „Przebudzenie Japonii”, wydane w Nowym Jorku (wyd. Century). "Ideały Wschodu" z geopolityką nie mają wiele wspólnego. To popularny, cokolwiek "salonowy" wykład sztuki i kultury Azji, ze szczególnym uwzględnieniem Japonii. Dopiero "Przebudzenie Japonii" było prezentacją autorskiej wizji szczególnej roli Japonii, jako "unoszącej zasłonę nocnych ciemności, jakie ogarnęły Azję".
Ot, mechaniczna pomyłka źródła, które cytuje pan magister (niestety nie identyfikując go)
[] Kakuzō Okakura. (Fot.: Wiki)
Okakura to rzeczywiście bardzo ciekawy człowiek, uczeń i współpracownik Fenollosy, znany obecnie jako twórca kontrowersyjnej koncepcji „Japonii jako muzeum sztuki azjatyckiej”, proponowanej w „Ideałach Wschodu”. W Polsce znany chyba głównie z promującej ideały ceremonii herbacianej "Księgi herbaty"
Jego obserwacje z pogranicza geopolityki i historii najnowszej, w samej Japonii znalazły oddźwięk dopiero po roku 1930, po ich przetłumaczeniu na japoński. Dla teorii japońskiego azjanizmu miał więc znaczenie, ale dopiero dla wersji najbardziej nacjonalistycznej, po 1930. Okakura nie był bynajmniej "ideowym ojcem" azjanizmu i uznanie go za takowego jest zabiegiem mało poważnym. Teoria Okakury była rozwinięciem poglądów jego mentora i przyjaciela, Ernesta Fenollosy, więc konsekwentnie musielibyśmy powiedzieć, że Bostończyk był japońskiego azjanizmu dziadkiem...
Ernest Fenollosa, Epochs of Chinese and Japanese Art, (London-Heinemann, 1912)
Wcześniej, od 1895, azjanizm propagował zarówno w badaniach akademickich, jak i w polityce, Atsumaro Konoe, absolwent uniwersytetów w Bonn i w Lipsku, rektor elitarnej, tokijskiej szkoły wyższej Gakushuin, parlamentarzysta i doradca cesarza. Jego studia w Lipsku (zakończone dysertacją w 1890 roku) zbiegły się z wykładami tamże Friedricha Ratzela i z publikacją pierwszej części Anthropogeographie. Ta właśnie praca, w interpretacji Konoe, była rzeczywistym otwarciem nurtu niemieckiej geopolitik w badaniach japońskich. Ratzel był m.in. autorem koncepcji Raum, czyli „przestrzeni”, jako jednego z czynników określających rozwój państw. Raum-motiv Ratzela miał być jednak przede wszystkim narzędziem badawczym pozbawionym bezpośredniego przełożenia na polityczną agresję, charakterystyczną dla nazistowskiej transformacji tego terminu.
[] Atsumaro Konoe (Fot. Biblioteka Parlamentu, Japonia)
Atsumaro Konoe także przecież nie jest „ideowym ojcem” azjanizmu. W tym kontekście trzeba pamiętać o jeszcze wcześniejszym Yukichi Fukuzawa.
Brak tego ostatniego jest w całym tekście najbardziej zaskakujący, jako że Fukuzawa to jedna z najważniejszych postaci historycznych schyłku Edo i okresu Meiji. Jeszcze za shogunów był uczestnikiem pierwszych, skierowanych na Zachód misji dyplomatycznych: do USA w 1860 roku, i do Europy w 1862. W okresie Meiji założył w Tokio szkołę wyższą Keio gijiuku, „Szkołę badań zachodnich”, która w 1890 przekształcona została w znany po dziś dzień, prestiżowy Keio daigaku – Uniwersytet Keio. Fukuzawa był między innymi autorem wpływowej Bunmeiron no Gairyaku „Ogólnej teorii cywilizacji” z 1875(!), wykładającej jego koncepcję związków historii, polityki i geografii, zdecydowanie wyprzedzającej wymienioną w tekście Leszka Sykulskiego "Geografię..." Makiguchiego.
[] Yukichi Fukuzawa (Fot. Biblioteka Parlamentu, Japonia).
Tak naprawdę, nie ma żadnego sensu szukanie ideowych ojców azjanizmu. Jego wczesną wersję znajdziemy w czasach Edo, w zamknięciu Japonii wobec państw zachodnich, przy zachowaniu kontaktów dyplomatycznych i ekonomicznych z Azją Wschodnią. W czasach Meiji teoria azjanizmu stanowiła punkt wyjścia wielu rozważań, zarówno wśród badaczy akademickich, jak i wśród polityków. Dopiero u schyłku tego okresu pojawiła się w Japonii wspomniana przez autora mechanistyczna i atrakcyjna w swej pozornej racjonalności doktryna pan-regionalizmów Haushofera. Japonia zajmowała szczególne miejsce w życiu i badaniach Haushofera. Kilkumiesięczna wizyta Haushofera w Japonii w 1909, o której czytamy u Leszka Sykulskiego, trwała naprawdę półtora roku, od schyłku 1908 do połowy 1910. W późniejszych latach niemiecki badacz poświęcił Japonii kilkanaście oddzielnych publikacji, tak, iż ostatecznie trudno nie zastanawiać się, na ile było to oddziaływanie symetryczne, na ile teoria pan-regionalizmów wsparta została funkcjonującą od dawna w Japonii tradycją azjanizmu! Kiedy w 1945 syn Haushofera został zamordowany w Berlinie za udział w spisku przeciw Hitlerowi i kiedy w jego kieszeniach znaleziono kartki z wierszami, były wśród nich japońskie – Kami i Itsukushima. Yoriko Fukushima słusznie jednak stwierdza, iż choć koncepcje niemieckie ostatecznie zdominowały badania prowadzone przez Japończyków w latach 30-tych i 40-tych, to ich początkowe postrzeganie było w Japonii wyraźnie niechętne, a badacze japońscy mieli wobec nich wiele zastrzeżeń.
Nawet jednak w latach 30, gdy zjaponizowana koncepcja Haushofera zyskała naczelną pozycję w japońskiej praktyce politycznej, nie była ona bynajmniej jedyną badaną doktryną. Poza grupą zagorzałych zwolenników Haushofera, których cokolwiek przypadkowy wybór pojawia się w tekście L.S., istniał ośrodek badań geopolitycznych Cesarskiego Uniwersytetu Kioto, było Japońskie Stowarzyszenie Geopolityki (Nihon chisengaku kyokai) i był wreszcie niezależny zespół badawczy Shōwa Kenkyūkai, skupiony wokół Gotō Ryūnosuke. Oprócz Haushofera, studiowano i rozwijano teorię Kjelléna , tradycyjne, historyczne teorie formułowane w Japonii i w Chinach, a także zyskującą popularność, opartą na shinto teorię „fizjokratyczną”. Ostatecznie większość grup, z istotnym wyjątkiem Shōwa Kenkyūkai, musiała zaprzestać badań lub podporządkować się głównej, ideologicznej teorii geopolityki, ale w swych początkach demonstrują one duże zróżnicowanie badanych koncepcji.
LS: Nippon chiseigaku – kilka słów o początkach geopolityki japońskiej.
Nippon chiseigaku wprawdzie można dosłownie przetłumaczyć jako „geopolitykę japońską”, jednak autor naprawdę powinien wiedzieć, że we współczesnych badaniach jest to specyficzny termin oznaczający „geopolitykę japonocentryczną” związaną z kręgami nacjonalistyczno-militarnymi. Termin ten, popularny w latach 30-tych i w czasie II wojny, stanowi specyficzne ujęcie idei azjanizmu w kontekście ekonomicznej i kulturowej supremacji Cesarstwa, prowadzonego boską postacią Cesarza. Nie jest to w żadnym wypadku całość japońskiej myśli geopolitycznej i nie jest to także całość azjanizmu. Mimo niekiedy brutalnych nacisków, znacząca część japońskich badaczy geopolityki nawet w tamtym okresie nie wspierałanippon chiseigaku. Część z nich musiała wówczas wycofać się z pracy uniwersyteckiej, część spotkały szykany. Prace innych, którzy próbowali połączyć obiektywność badań z nakazaną ideologią, przypominają znaną nam doskonale z lat Układu Warszawskiego ekwilibrystykę słowną naszych własnych luminarzy studiów politycznych. Kiedy Keishi Ohara, który wcześniej wielokrotnie sugerował „pewną anachroniczność” obowiązującej teorii, ostatecznie nie wytrzymał i – akurat w 1940 (to się nazywa „instynkt leminga”) – opublikował zdecydowanie krytyczny artykuł, najpierw stał się obiektem inwigilacji tajnej policji, a następnie stracił pracę. W tym samym czasie aresztowano większość nazbyt niezależnych badaczy stowarzyszonych w Shōwa Kenkyūkai. To nie było bynajmniej dwóch czy trzech mało ważnych jegomościów, była to istotna grupa japońskich teoretyków geopolityki. Część z nich, ci, którzy przeżyli i którym wciąż chciało się to robić, odbudowywała dyscyplinę w latach powojennych.
[] Kenkichi Kodera (Fot. za: Yamashita)
Skoro jednak podstawowym tematem tekstu jest chyba(?) Nippon chiseigaku, to źródeł ideologicznej geopolityki japonocentrycznej trzeba najpierw i przede wszystkim szukać w absolutnie podstawowych dla tej teorii pracach Kenkichiego Kodery, zwłaszcza w Daiasiashugiron, a więc – uwaga – „Traktatcie o Wielkim Azjanizmie” z 1916, o którego istnieniu Leszek Sykulski zdaje się nie mieć pojęcia (co jest naganne, acz zrozumiałe, nigdy nie widziałem tej publikacji w języku innym niż japoński, a sam Kodera poza Japonią jest mało znany). Warto też przy okazji spojrzeć na wcześniejsze prace Kodery, choćby na „Prawdziwe przyczyny Wielkiej Wojny Europejskiej i agresywne państwa” z 1915 (Ōshu tairan no shinin to kōsen rekkoku). Bardzo ważni byli również Masatarō Sawayanagi i Teiichi Sugita. Intelektualnym ośrodkiem ruchu w czasach Taishō było wydawane przez Shigenobu Okuma pismo Shin Nippon (Nowa Japonia).
LS: Rozwój japońskiej geopolityki został zatrzymany w 1945 r. Od tego czasu aż do początków tego wieku termin chiseigaku był pojęciem politycznie niepoprawnym i właściwie zakazanym (początkowo cenzura, potem autocenzura)... …Obecnie w Japonii mamy do czynienia z powolnym odradzaniem się geopolityki jako odrębnej dziedziny wiedzy.
Tu najbardziej daje się we znaki problem nonsensownego, mechanicznego zrównania przez autoraNippon chiseigaku i japońskich badań geopolityki w ogóle. Badania geopolityczne oczywiście funkcjonowały na uniwersytetach japońskich już od pierwszych lat po wojnie, a w pełni odbudowane zostały po zakończeniu okupacji w 1952. Konsekwencje wojny i publiczna percepcja jej sprawców sprawiły, że na „wewnętrzną emigrację” (niekiedy całkiem wygodną) udali się starzy badacze związani z Nippon chiseigaku. Przełomem w rozwoju współczesnych, japońskich badań przedmiotu był kongres Międzynarodowej Unii Geograficznej, który odbył się w Japonii w 1957 roku i który zademonstrował na arenie międzynarodowej istnienie współczesnej myśli geopolitycznej w Japonii, zdecydowanie różnej od tradycji azjanizmu. Badania te do dziś mają się całkiem dobrze, choć istotnie mówi się raczej o „geografii politycznej” lub o „geografii i polityce” niż o „geopolityce”, właśnie ze względu na dawne zawłaszczenie tego terminu. Co oczywiście nie oznacza, że jest jakiś zakaz jego używania. Dla zrozumienia tematu zaproponowałbym Leszkowi Sykulskiemu uważną lekturę znakomitego opracowania: Takashi Yamazaki, "Przestrzeń, miejsce i polityka: wobec geografii polityki", ale niestety jest ono w języku japońskim... Być może wszak niesłusznie osądzam Prezesa Geopolityki, który w wolnych chwilach czytuje Matsuo Bashō w oryginale – proszę o wybaczenie i już się poprawiam: 山崎孝史『政治・空間・場所―「政治の地理学」にむけて』,ナカニシヤ出版 2010
W okresie powojennym badania teorii Nippon chiseigaku odesłane zostały w obręb historii geopolityki – i w tym zakresie były prowadzone. Pewien „renesans” koncepcji azjanizmu rzeczywiście ma w ostatnich latach miejsce, ale primo, nie jest to jedyny kierunek badań, ani bynajmniej główny, secundo, zjawisko to ma swoje własne uwarunkowania, zbyt złożone by je pobieżnie omawiać.
Brak sił daje się we znaki, czytelnikom niechybnie też, nie napiszę więc już dlaczego szukanie źródeł „teorii Japonezji” w 1961 jest ulokowane o 100 lat za późno, podpowiem tylko poszukiwaczom, że dla zrozumienia tej akurat teorii trzeba przyjrzeć się wczesnemu współzawodnictwu między flotą a armią Cesarstwa Meiji i towarzyszącym temu doktrynom.
* * *
Część czytelników zna być może znakomitą powieść Philipa K. Dicka z 1962 – Człowiek z Wysokiego Zamku (The Man in the High Castle). W kreślonym przez Dicka świecie, Japonia, po wygraniu wojny, włączyła zachodnią część USA do utworzonego przez siebie tworu, Wielkiej Wschodnioazjatyckiej Strefy Dobrobytu. Dick rozwinął tam oryginalną, historyczną koncepcję takiej strefy, obejmującej Japonię i okupowane kraje azjatyckie. W tle tekstu Leszka Sykulskiego zdaje się krążyć posępna wizja współczesnej strefy, powstającej dzisiaj na fundamencie odrodzonej, japońskiej „geopolityki akademickiej”. Można się tylko domyślać, że przed azjatyckim zagrożeniem miałby nas bronić rosyjski projekt „Związku Europejskiego” tak atrakcyjnie zaprezentowany w innym wpisie tegoż autora.
Cóż, nie wiem jak Wy, drodzy czytaelnicy, ja wobec takiej alternatywy zdecydowanie wspieram Japonię... (choć prywatnie wyznam, że wolę kuchnię koreańską ;) ).
* * *
PS. Po dłuższych poszukiwaniach udało mi się znaleźć wyłożone przez Leszka Sykulskiego jego własne rozumienie geopolityki. Całość krótkiego tekstu wyraźnie wskazuje na chroniczną niemożność wydostania się ze schematów myślowych typowych dla schyłku wieku XIX, niezależnie od przywołania „geografii politycznej” w pierwszym akapicie, i od kompletnie rozmytej definicji w zakończeniu tekstu. Kulminację anachronicznej myśli autora znajdziemy w fascynującej propozycji:
LS: W odróżnieniu od geografii politycznej, geopolityka pomija w swoim obrazowaniu państwa marginalne, nie liczące się w danym układzie sił. Eksponuje natomiast liczących się graczy, stosując przy tym ścisłą ich gradację.
____________________________________
Arano Yasunori Kinsei Nihon to higashi-Ajia [Japonia w czasach Edo a Azja Wschodnia]. (Tôkyô Daigaku Shuppankai, 1988)
Chô, Gun [Zhao Jun] Dai-Ajiashugi to Chûgoku [Wielki Azjanizm i Chiny] (Aki Shobô, 1997)
Fukushima, Yoriko “Japanese Geopolitics and its Background: What is the Real Legacy of the Past?” w: Political Geography, Jg. 16, (1977), 407-421
Lone, Stewart Army, Empire and Politics in Meiji Japan. The Three Careers of General Katsura Tarô (New York: St. Martin's Press, 2000)
Murphy, David T. The heroic earth: geopolitical thought in Weimar Germany, 1918-1933 (Kent State Univ. Press – Kent, 1997)
Østerud, Øyvind, “The Uses and Abuses of Geopolitics” w: Journal of Peace Research , Vol. 25, No. 2, Jun., 1988, 191-199
Saaler, Sven “The Construction of Regionalism in Modern Japan: Kodera Kenkichi and His ‘Treatise on Greater Asianism’ (1916)”, w: Modern Asian Studies, Vol. 41, No. 6 2007 (1261-1294)
Yamamoto, Shigeki Konoe Atsumaro-sono Meiji-kokka to Ajia-kan [Konoe Atsumaro: jego poglądy o państwie Meiji i Azji] (Mineruva Shobô, 2000)
Yamazaki, Takashi Seiji, kukan, basho: seiji no chirigaku ni mukete [Przestrzeń, miejsce i polityka: wobec geografii polityki] (Nakanishiya 2010).
_____________________
KOMENTARZE
_____________________
S 23 listopada 2011 21:43
Tekst umieszczony na portalu Geopolityka.org nie został zaopatrzony – z winy wydawcy – w odnośnik do źródła, czyli mojego bloga. Na wszelki wypadek podaję jego adres, aby oszczędzić Panu na przyszłość „dłuższych poszukiwań”: www.geopolityka.blox.pl. Swoją drogą, obsługa wyszukiwarki internetowej nie jest taka trudna ;-)
Zmartwię Pana, ale mój wpis, nie ma żadnej „tezy”. Jest luźnym i subiektywnym (w końcu piszę to na blogu, a nie na łamach pisma naukowego) przedstawieniem kilku wybranych postaci chiseigaku. Podtytuł tego wpisu brzmi „kilka słów o początkach japońskiej geopolityki”. Zarzucanie braku „rzetelności naukowej” wobec krótkiego i z zasady publicystycznego blogowego wpisu, jest najzwyczajniej w świecie przejawem złej woli, którą notabene w Pańskim przypadku doskonale rozumiem.
Nie wymieniłem Fukuzawy, Kodery i co najmniej kilku innych myślicieli i polityków japońskich świadomie. Nie mam takiego obowiązku w zwięzłym wpisie na blogu. Tym bardziej, że moim celem nie było przedstawienie historii chiseigaku. Widzę, że nie rozumie Pan stwierdzenia „kilka słów” i to że wpis dotyczył 地政学 a nie 地政治学
Wybór japońskich zwolenników Haushofera w moim wpisie nie jest przypadkowy. Jest subiektywny i przemyślany. Myli się Pan ws. wizyty tego uczonego w Azji. Do Tokio przybył on dopiero w lutym 1909 r. W 1908 wyruszył z Niemiec. Cała misja trwała półtora roku 1908-1910 i obejmowała nie tylko Japonię, ale o tym pewnie Pan nie doczytał. Kilkumiesięczny pobyt Haushofera w Japonii w 1909 był kluczowy (m.in. spotkanie z cesarzem).
Jeśli już trzymamy się puryzmu językowego, to 文明論之概略 lepiej przetłumaczyć jako „Zarys teorii cywilizacji”. Tłumaczenie 大正時代 jako okres/epoka Taisho jest powszechne na Zachodzie. Rozumiem, że szwedzki nie jest Pańską mocną stroną, ale mimo wszystko powinno być nie „teorię Kjella”, ale „teorię „Kjelléna”.
Nie zrównuję chiseigaku z badaniami geograficzno-politycznymi. Po prostu inaczej rozumiem geopolitykę sensu stricto, a inaczej geografię polityczną. O różnicach piszę w innym miejscu na moim blogu. Podaję linki, jakby miał Pan problemy z obsługą Google’a:
http://geopolityka.blox.pl/2011/08/Geopolityka-a-geografia-polityczna.html
http://geopolityka.blox.pl/2011/09/Roznice-miedzy-geopolityka-a-geografia-polityczna.html
P.S.
Nie gustuję w japońskiej XVII-wiecznej poezji japońskiej, więc lekturę dzieła 奥の細道 pozostawiam Panu.
P.P.S.
Radzę zmienić dietę. Za dużo 고추장 szkodzi. Nie tylko na umysł.
Afapipi 23 listopada 2011 22:18
@Marlow
No właśnie Marlow- szlachectwo zobowiązuje, ale najwyraźniej tylko Ciebie. :)Cała reszta to umniejszanie, jako wynik...no właśnie - dobre pytanie :P
Pozdrawiam - jak zwykle pełna podziwu.
Afapipi 23 listopada 2011 22:52
Radzę zmienić dietę. Za dużo 고추장 szkodzi. Nie tylko na umysł"
To kropka nad "i" do złudzenia, że magistra Sykulskiego "noblesse oblige." :D:D:D
Marlow 23 listopada 2011 23:36
@sykulski Brnie Pan dalej. Pisze Pan: Zarzucanie braku „rzetelności naukowej” wobec krótkiego i z zasady publicystycznego blogowego wpisu, jest najzwyczajniej w świecie przejawem złej woli..
Jak mam to rozumieć, chce Pan powiedzieć, że skoro to wpis na blogu to rzetelność naukowa (skąd ten cudzysłów?) przestaje obowiązywać? Jeśli tak, to, że zacytuję "pięknie się różnimy".
-
Co do jednej sprawy ma Pan pełną rację - teorię Kjelléna oczywiście - głupi błąd, poprawiam i przepraszam (prawdę mówiąc znajomość szwedzkiego nie jest tu potrzebna, ale też wyjaśniam, że szwedzkiego nie znam)
-
Co do pobytu Haushofera w Japonii: datę podałem za Takeuchim, ale po części ma Pan rację, rzeczywiście przybył on do Japonii w lutym 1909, niemniej przebywał tam ponad rok, jego jesienna wizyta w Korei i Mandżurii trwała raptem jeden miesiąc. W drogę powrotną udał się w czerwcu następnego roku i jadąc przez Rosję wrócił do Niemiec w lipcu. Przebywał więc w Japonii dobrze 16 miesięcy, nie "kilka miesięcy w 1909" (Chaudhary). Może by mi Pan umożliwił "doczytanie" i podał za kim cytuje Pan te "kilka miesięcy"?
-
Taisho jidai to okres albo epoka Taisho w rzeczy samej i nie przypominam sobie, bym takie tłumaczenie krytykował, bo i po co? Nie rozumiem, czemu Pan o tym wspomina?
-
Co do japońskiego słowa gairyaku (概略) - biorąc pod uwagę kontekst i treść pracy Fukuzawy pozostanę przy swoim tłumaczeniu "ogólna" (choć tłumaczenie "zarys" czy nawet "krótka" byłoby całkowicie poprawne).
-
Co do japońskiej poezji XVII wieku - wiele Pan traci.
-
W sumie w moim wpisie zarzucam Pana tekstowi cztery poważne niedostatki:
-
1. W tytule określa temat jako Pan "początki japońskiej geopolityki". Nie jednego nurtu ale geopolityki jako takiej. Przedstawia Pan natomiast wybór elementów które złożyły się na powstanie jednego tylko nurtu, ideologicznej geopolityki związanej z ruchem nacjonalistyczno-militarystycznym. Co więcej tekst sugeruje, iż postrzega Pan ten nurt jako całość japońskiej geopolityki, nie przywołując absolutnie żadnej innej teorii.
-
2. Jeśli wyrzucimy z tytułu "początki geopolityki japońskiej" i ograniczymy go do "Nihon chiseigaku", co jak rozumiem sugeruje Pan w komentarzu (jeśli tak, to można byłoby napisać wprost), to niezrozumiałe jest przecenianie marginalnej roli Okakury, przy braku autorów znacznie ważniejszych. Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić taką dyskusję w Japonii czy w Stanach, bez przywołania pierwszego tekstu o "Wielkim azjanizmie".
-
3. Uznanie Okakury za "ojca ideowego azjanizmu" - to, niestety, "turystyczny" błąd, podobny czasem pojawia się (nie mówię tu o Panu) w odniesieniu do Nitobe, który staje się autorytetem w kwestiach bushido. (plus D.T.Suzuki w Zen, choć z nich trzech on był akurat bardzo kompetentny w swej dziedzinie, tyle, że niezbyt ważny w Japonii)
-
4.Stwierdzenie: Rozwój japońskiej geopolityki został zatrzymany w 1945 za którym postępuje wprowadzenie jednego tylko wyjątku: koncepcji "Japonezji" - wyjątku zdecydowanie w duchu azjanizmu - jest po prostu niezrozumiałe.
Inaczej. Jest ono zrozumiałe tylko wtedy jeśli za jedyną ważną definicję geopolityki uzna Pan swoją własną (tą z eliminacją nieważnych państw).
-
Z jednego zarzutu muszę się, jak widzę z komentarza, wycofać. Uznałem tekst za manipulację, zakładając, że jego konstrukcja i dobór przykładów mają charakter świadomy i związane są z tezą, której Pan wprost nie formułuje. Z komentarza rozumiem, że "żadnej tezy tu nie ma" czyli dobór przykładów i konstrukcja mają charakter całkowicie przypadkowy.
-
Wreszcie ostatnia sprawa, dla mnie dość dziwna i niezrozumiała, zwłaszcza że chyba poza kontekstem. O ile wiem, nigdy Pana nie spotkałem, nie dyskutowałem z Panem ani osobiście, ani poprzez publikacje. Zupełnie więc nie rozumiem zdania o "złej woli, którą w moim wypadku Pan rozumie". Zapewniam, że nie odczuwam wobec Pana absolutnie żadnej złej woli. Uważam po prostu, że napisał Pan słaby tekst, biorąc się za zagadnienia pozostające zbyt daleko poza rejonem, którym Pan zazwyczaj się zajmuje (na tyle, na ile widzę to z innych Pana wpisów). Ponieważ tekst był na blogu, ja też piszę na blogu - nie widzę powodu, dla którego nie mógłbym go skrytykować - autentycznie nie rozumiem tego podejrzenia "złej woli".
Marlow 23 listopada 2011 23:38
@Afapipi Wybacz, pisałem długaśną odpowiedź na komentarz ;) Ale diety będę bronił jak niepodległości :D Choroba, teraz jeszcze muszę myśleć, skąd ta zła wola? Jak to śpiewa Stachursky - taki jestem...
Marlow 23 listopada 2011 23:45
@Afapipi :( Z żalem muszę zauważyć, że dostałaś zdecydowany minus za swój komentarz (podobnie jak mój tekst). Dla równowagi wstawiam plusa i sympatykom mojego adwersarza dziękuję za szczerą ocenę, choć pozwalam sobie z zaskoczeniem zauważyć, że oryginalny tekst L.S. nie został w ten sposób oceniony, ani u nas, ani na geopolityka.org... Noblesse oblige :P
RaCZa 23 listopada 2011 23:49
Weźże Latrelku Miły pod uwagę, że niektórzy dużo pracują i niczym Pinguin publikuj wersje skrócone.
Erwin Wencel 23 listopada 2011 23:50
@Marlow
@LeszekSykulski
porównując Panów teksty mogę zaproponować wyłącznie jedno - skoro Pan Sykulski pozostaje głuchy na "noblesse oblige" to może w ramach dyskutowanej diety - chociaż tytułowe "seppuku".
zdecydowania przyśpiesza perystaltykę jelit
erwin wencel 23 listopada 2011 23:54
@RaCza
skrócone czy skręcone?
Marlow 23 listopada 2011 23:58
@racza Wybacz - całkiem szczerze to mówię. Uczciwie mówiąc to naprawdę powinienem tę polemikę wstawić na ichnim blogu - ale to nie takie proste. Musiałbym wrzucić jako komentarz (ciut za długa...) albo pokornie się pokłonić ichniej administracji - tam nie można się po prostu zarejestrować. Więc - szpraszam!
Marlow 23 listopada 2011 23:59
@Polski--dom--publiczny naah, jak w znanym dowcipie: dajmy mu szansę ;)
RaCZa 24 listopada 2011 00:00
@Polski--dom--publiczny
To się nazywa "sekupę" ;)
RaCZa 24 listopada 2011 00:06
@Marlow
Tam jest zapewne wpisowe.
Marlow 24 listopada 2011 00:18
@racza Lepiej, tam jest telefon, pod który masz zadzwonić i wyjaśnić w czym rzecz. I tu mam problem, bo jak raz, ja taki system doskonale pamiętam z Japonii i z Korei, ale nie chcę już flekować ichniego blogu, więc nie powiem, do czego ten system jest w tych krajach używany, to jednak powiem, że policja radzi obcokrajowcom, żeby nie dzwonić, nawet w nagłej potrzebie! :).
RaCZa 24 listopada 2011 00:23
@Marlow
Skoro są geo to się nie powinni pogniewać za wdeptanie w wierzchnie warstwy geologiczne.Marlow 24 listopada 2011 00:29
@racza powiedzą, że to niepolitycznie...
RaCZa 24 listopada 2011 09:21
@Marlow
No nie. Geopolityczne.
Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych 24 listopada 2011 09:47
Faktycznie na naszym portalu wyjątkowo nie zmieściliśmy adresu bloga p. Leszka Sykulskiego. To niedopatrzenie zostało już naprawione. Bardzo przepraszamy zarówno autora, jak i Czytelników.
Natomiast co do samej formy bloga na Redakcja.pl - rzeczywiście jego zamiarem jest sygnalizacja naszych tekstów. Główny materiał zawsze znajduje się na naszym portalu. Zależy nam po prostu, aby portal był czytany, co przynosi pożądane efekty. Podobną politykę uprawiamy też m.in. na Salon24 i Facebooku. Możliwe jednak z czasem co ciekawsze materiały będą w całości zamieszczane na naszych blogach.
Marcin Domagała
Dobczan 24 listopada 2011 10:44
@Marlow
Respekt.
El mohero 24 listopada 2011 15:29
@Marlow Przygotowujesz się do roli kaishaku? a narzędzie masz odpowiednie?
Marlow 24 listopada 2011 16:19
@Dobczan - Dzięki :)
@elmohero - mam scyzoryk szwajcarski ;) Ale naaah, nie mam do tego serca, pogoda jest już i tak zbyt przygnębiająca, żeby jeszcze asystować...
@geopolityczny Może na co dzień choć nieco dłuższy skrót głównego tekstu? Proszę rzucić okiem w wolnej chwili na Blog Powszechny -
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/595431,falszywa-alternatywa-11-listopada.html
W moim wypadku przeczytanie krótkiego, ale jednak solidnego przedstawienia tekstu, czy powiedzmy 2 lub 3 jego paragrafów, może rzeczywiście zachęcić do zajrzenia na główną stronę. Natomiast jedno zdanie - bardzo rzadko. W tym konkretnym wypadku zajrzałem tylko dla tego, że tytuł był, powiedzmy, nieoczekiwany. Powszechny można lubić albo nie, ale to solidna, profesjonalna marka i może niektóre ich zwyczaje warto upowszechniać...







No comments:
Post a Comment