Tuesday, April 28, 2015

Zapiski rowerzysty-terrorysty

...


Newsweek, Portal Opinii -  06 07 2014 


Wielkiego Wuja proszę, by przestał zaglądać mi przez ramię, słowo „terrorysta” w tytule ma wyłącznie charakter ironiczny… 


Jak co roku, sezon rowerowy w pełni, jak co roku zaczynają się kłótnie. Sezon rowerowy mało mnie wzrusza, ale niepotrzebne kłótnie są bardzo irytujące. Tak się składa, że ze względu na pracę muszę sporo prowadzić, więc, żeby choć trochę równowagi zachować, świątek i piątek, zimą i latem, poza pracą jeżdżę rowerem. Wszyscy chyba wiemy, że oczywiście są kiepscy, nieznający przepisów, zachowujący się chamsko rowerzyści, tak jak oczywiście są też kiepscy, nieznający przepisów i zachowujący się chamsko kierowcy.

Z moich prywatnych obserwacji wynika, że to głównie te dwie grupy wzajemnie na siebie narzekają.



To naprawdę wygląda tak, że ludzie, którzy rzeczywiście dobrze prowadzą, i ludzie, którzy rzeczywiście dobrze jeżdżą na rowerze, starają się wzajemnie współpracować i odnoszą się do siebie z odrobiną szacunku. Wiele razy przydarzyło mi się, że kierowcy zatrzymywali się i machali ręką kiedy podjeżdżałem rowerem do przejazdu dla rowerzystów, ba, nawet kiedy podjechałem i zatrzymałem się! Nie obowiązują tu kategorie edukacji, zawodu, wieku, płci. Efektowna blondynka z wieczorowym makijażem w śliczniutkim Mini Cooperze, starszy pan w wyglancowanym na wysoki połysk Megane, ostro wytatuowany chłopak z TAAAAKIM karkiem w poobijanej furgonetce z reklamą usług malarskich (czy to mogła być Nysa???), dżentelmen w rewelacyjej skórze na wypasionym Road Kingu, i całkiem spora, różnorodna grupka innych, sympatycznych postaci.
Co ich łączyło?
Jak by to niegdyś Franz Maurer powiedział (a dziś, ostrzej, minister Sienkiewicz):

Bo to dobrzy kierowcy byli…


 Wiele razy, w odwrotnej sytuacji, ja sam się zatrzymywałem i przepuszczałem rowerzystów.

Na przejechanie rowerem tych kilku metrów po przejeździe rowerowym potrzeba przeciętnie około 3 – 5 sekund (zależy od drogi i od siły rowerzysty). Tych parę sekund naprawdę nikogo nie zbawi…

W czym więc sprawa się ma cała? Z jakiegoś tajemniczego powodu, większość narzekających zaczyna od wyśmiewania wartości jeżdżenia rowerem w mieście jako ćwiczenia fizycznego. Bo przecież, jak właśnie w swoim blogu pisze nam z pasją pan Kielich:
 Nigdy nie pojmę tego, co w tym jest wspaniałego by truć swoje ciało na drodze, w czasie uprawiania wysiłku lecz ono nie jest moje, w związku z tym to problem władającego owym. 

Z tą tajemniczośćią to ciut przesadziłem, bo w sumie retoryczny cel takiego początku jest dość oczywisty – chodzi o rozpoczęcie wywodu wskazaniem, że z oponentem musi być coś nie tak, bo działa nielogicznie.



Argument dotyczy nie tylko rowerzystów, ale i biegaczy. (Tak naprawdę , to jest popularne usprawiedliwienie, by samemu się nie wysilać, ale to inna sprawa.)

Że zaś nie tylko jeżdżę na rowerze (się czerwienię ze wstydu), ale także biegam(się bym pod ziemię zapadł najchętniej), czyli truję się w czasie uprawiania wysiłku, to sobie pozwolę zadać pytanie w kwestii świeżego powietrza – czy szanowni krytykanci podłączyli już te butle tlenowe do klim i uszczelnili kabinki?
 Bo jeśli nie, to niestety, ale oddychają mniej więcej tym samym powietrzem co piesi i rowerzyści, tyle że po pierwsze primo, w zamkniętej przestrzeni mają wyższe stężenie zanieczyszczeń, po drugie primo- w przeciwieństwie do pieszych i rowerzystów – są zanieczyszczeń tych znaczącym powodem…

Im mniej zanieczyszczeń, tym lepiej dla nas wszystkich, czy siedzimy na rowerze, czy w samochodzie. To zaś, kto jest zdrowszy, to sprawa dyskusyjna. Mimo wszystko postawię na biegacza i rowerzystę. Nawet przy obecnym zanieczyszczeniu powietrza w miastach.

W tym wszystkim najważniejszą sprawą jest wspólne korzystanie z drogi. 

I tu, mam wrażenie, wpis pana Kielicha jest wręcz wzorcowym wyrazem dwóch zasadniczych zastrzeżeń jakie niewielka CZĘŚĆ (podkreślam część!) kierowców ma wobec rowerzystów, a zarazem znakomitym przykładem ich argumentacji.

Pierwsze zastrzeżenie dotyczy naturalnie tego, że rowerzyści jeżdżą na rowerach (nb. ci sami kierowcy mają bardzo podobny problem z motocyklistami…)

Drugie zastrzeżenie, pojawiające się prawie bez wyjątku w potępiających wypowiedziach rozmaitych przedstawicieli Ruchu Sfrustrowanych, odnosi się do istnienia przejazdów rowerowych.

Zastrzeżenie pierwsze wskazuje na patologiczną wśród rowerzystów nieznajomość przepisów ruchu, których to przepisów rowerzyści poznać nie są w stanie, a to choćby z powodu wykazanej na początku głupoty, przejawiającej się jeżdżeniem na rowerze. Samochód, rower na tej samej drodze i uczestnik ruchu bez znajomości przepisów drogowych! - informuje nas posępnie pan Kielich, i już czytelnik i czytelniczka rwą włosy w rozpaczy (żeli, oczywiście, mają co wyrywać). Dobrze, wszyscy to już wiemy, włosy wyrwane, tylko taki drobiazg jeszcze… Dlaczego w dalszej części wpisu postanowił pan Kielich udowodnić czytelnikom – i to tak, by nie pozostały im żadne wątpliwości – że on sam, kierowca… No… Jak to powiedzieć… No, nie zna przepisów drogowych, więc musi mu je wyjaśniać rowerzysta.
A jakby tego było mało, wyznaje nam pan Kielich, że nie znając przepisów prowadzi w sposób lekkomyślny i niebezpieczny – zapominając o OBOWIĄZKOWYM zwolnieniu i zachowaniu ostrożności przy zbliżaniu się do przejazdu rowerowego…
(Panu Kielichowi przypomnę, że to dotyczy także przejścia dla pieszych). Czy, hm, naprawdę nie widzi pan Kielich niczego dziwnego w swoim rozumowaniu? Sądząc z opisywanego wydarzenia, większym problemem są nieznający przepisów kierowcy. Pisze dalej pan Kielich, znów dając wyraz popularnej wśród owej mniejszości frustracji, iż przejazdy rowerowe przecinają w miastach jezdnie. No przecinają, panie Kielichu, nie da się ukryć. Przecinają i przykro mi z tego powodu jak cholera…

Gorzej jeszcze, jak zaznacza – całkowicie słusznie – pan Kielich, przejazdy rowerowe przecinają także te jezdnie, które – o, zgrozo, zgrozo nad wszelkie pojęcie, nad wszelki ludzki wyraz – są częścią dróg krajowych! Co oczywiście stwarza wyjątkowe wręcz zagrożenie dla życia i zdrowia, ludzi i zwierzątek.

 Ze wstydem muszę ponownie powtórzyć, że naprawdę sporo jeżdże rowerem. Tak, mea culpa… Jeżdżę! Po mieście! Po ścieżkach, a gdy ich nie ma to jezdnią! Gorzej jeszcze, nie tylko w sezonie, ale nawet – upadek mój moralny nie ma żadnych granic – zimą! Na podstawie własnego doświadczenia powiem, że z reguły, jeżeli ścieżka rowerowa na terenie miasta przecina ulicę będącą zarazem główną drogą krajową, i jeżeli nie ma tam sygnalizacji świetlnej, to albo mamy rondo, albo jest tam ograniczenie prędkości do 30 km. Na pewno nie jest tak zawsze, i choć trudno mi przytoczyć z pamięci jakikolwiek przykład przejazdu rowerowego bez sygnalizacji świetlnej, przecinającego drogę miejską, na której nie byłoby specjalnego ograniczenia prędkości ani znaku „stop”, to z pewnością są takie przypadki. Mam jednak wrażenie, że obowiązujące w mieście 50 na godzinę to wciąż jeszcze prędkość bezpieczna – pod warunkiem zachowania ostrożności (wymaganej przepisami) i zwolnienia przed przejazdem dla rowerzystów (wymaganego przepisami).

A przepisy są tu wyjątkowo wręcz jasne. 

Ustawa: Prawo o Ruchu Drogowym (Dz.U. 2012 poz. 1137 z poźn. zm.) definiuje przejazd dla rowerzystów jako powierzchnię jezdni lub torowiska, przeznaczoną do przejeżdżania przez rowerzystów, oznaczoną odpowiednimi znakami drogowymi. Na terenie naszego miasta przejazdy dla rowerzystów oznakowane są dwojako. Znakiem D- 6A, gdy oznaczony jest sam przejazd, czyli miejsce przeznaczone dla przejazdu rowerzystów w poprzek drogi. Bądź znakiem D-6B, w przypadku występowania obok siebie miejsca przeznaczonego do przechodzenia przez pieszych i przejazdu rowerzystów w poprzek drogi. W obydwu przypadkach kierujący zbliżający się do miejsca oznaczonego powyższymi znakami jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych czy rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących czy też wjeżdżających. 

 Artykuł 27 cytowanej ustawy mówi: 1 Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe. 1a. Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost po jezdni, pasie ruchu dla rowerów, drodze dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić. 3. Kierujący pojazdem, przejeżdżając przez drogę dla rowerów poza jezdnią, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi. Za nieustąpienie przez kierującego pojazdem pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe dla rowerzystów grozi manat karny w kwocie 350 złotych i 6 pkt. karnych. 

 Jak to zgrabnie wyłożyła pani rzecznik Barbara Salczyńska w rozmowie z redaktorem Michałem Maliszewskim, przy okazji otwarcia sezonu rowerowego. (Michał Maliszewski, Kto ma pierszeństwo… 23 kwietnia 2014.)


Ludziska! Wszystkich nas obowiązuje zdrowy rozsądek, i tak jak pan Kielich ma obowiązek zwolnić i zachować ostrożnosć przed przejazdem rowerowym – i przed przejściem dla pieszych(!), tak i piesi, i rowerzyści powinni przed wejściem/wjazdem na jezdnię rzucić okiem na drogę, bo choć już na przejściu/przejeździe mają pierszeństwo, to przecież NIE warto wskakiwać przed nadjeżdżający z oszałamiającą prędkością samochód (np. pana Kielicha)… Zaś kierowców, którzy – jak pan Kielich – powodowani stanem wyższej konieczności zapomnieli o konieczności regularnego zapoznawania się z ważniejszymi zmianami w prawie drogowym uprzejmie proszę, by znajomość przepisów sobie w wolnej chwili podreperowali.

Wakacje są, warto trochę czasu poświęcić, usiąść sobie pod drzewkiem i poczytać, odświeżyć umysł, by być, jak mawia Józef Oleksy, k***a, jak brzytwa!

Przypominam na ten przykład, że idotyczny przepis, w myśl którego rowerzysta bezwzględnie MUSIAŁ przeprowadzać rower przez jezdnię, szczęśliwie odszedł do lamusa historii razem z Biurem Politycznym PZPR. Rowerzysta na przejeździe rowerowym ma prawo PRZEJEŻDŻAĆ przez jezdnię.

Wszystkim zaś, i pieszym, i kierowcom, i rowerzystom przypomnę, iż właśnie jest dyskutowany szereg poprawek do ustawy o ruchu drogowym. Jest tam słynny w pewnych kręgach fragment o 125. (Nareszcie! NARESZCIE! A przy okazji uzasadnienie potrzeby istnienia Senatu! Senatorom, z uznaniem i całkowicie szczerze gratuluję zdrowego rozsądku!)

Jest też bardzo ważna propozycja, która już wkrótce może obowiązywać (z tego co pamiętam, zaopiniowana pozytywnie): kierowca będzie miał obowiązek zatrzymania pojazdu nie tylko, gdy pieszy jest już na skrzyżowaniu, lub właśnie na nie wchodzi, ale także GDY PIESZY ZBLIŻA SIĘ DO SKRZYŻOWANIA LUB STOI PRZED NIM. (- Lub nie zacznie, czytam właśnie, że PiS i SLD są przeciw, a PSL jest za, a nawet przeciw.)

Zanim przestawiciele Ruchu Sfrustrowanych zacznią wskazywać oczywistą bezsensowność i kryminalny wręcz debilizm takiego rozwiązania, uprzejmie proszę o zademonstrowanie przykładów negatywnych, dowodzących, iż rozwiązanie to przynosi rzeczywiste szkody ruchowi pojazdów. Dobrym miejscem do poszukiwania owych przykładów będzie Wielka Brytania, w której (podobnie jak w paru innych krajach), przepis taki obowiązuje od wielu lat.

 Korzystając z okazji, wszystkich kierowców, rowerzystów i pieszych, którzy uważają, że droga jest dla nas wszystkich, i że trzeba, najzwyczajniej w świecie, umieć z niej wspólnie korzystać – serdecznie pozdrawiam i wielu miłych, wakacyjnych przejazdów życzę! Kochajmy się! (Jeno nie wyrzucajmy tych gumek byle gdzie, wakacje, czy nie wakacje! ;) )


 [] Londyn, Naked Bike Ride Day. I nie, nie mam zielonego pojęcia, czy porządnie oznakowali objazdy, zupełnie co innego zaprzątało moją uwagę…


______________________________________

POST SCRIPTUM

Przytoczyłem wyżej argument o zanieczyszczeniach (stawiając na rowerzystę, jako zdrowszego). Na co pan Kielich odpowiedział mniej więcej w takim sensie, iż rowerzysta głębiej oddycha, więc wdycha więcej zanieczyszczeń. Z ciekawości sprawdziłem, czy ktoś próbował porównać ilość zanieczyszczeń wdychaną przez kierowcę i przez rowerzystę, jadących tą samą trasą i w ruchu miejskim. I wyobraźcie sobie, panie i panowie, że tak. Zespół holenderskich (gdzieżby indziej? ;) ) naukowców (lekarzy i chemików, jeśli dobrze widzę), przeprowadził całkiem solidne badania porównawcze, a że wyniki sporo mnie zaskoczyły, więc się nimi z szanownym Czytelnictwem podzielę.


Rowerzyści
Kierowcy
Tlenek węgla
2.670*
6.730
Dwutlenek Azotu
156
277
Benzen
23
138
Toluen
72
373
Xylen
46
193


Van Wijnen JH, Verhoeff AP, Jans HW, van Bruggen M., The exposure of cyclists, car drivers and pedestrians to traffic-related air pollutants. Za: Ibike-Kraków Choć więc argument pana Kielicha nie wydawał mi się przekonujący, to przyznam, nie spodziewałem się aż tak wyraźnych różnic. Okazuje się, że badani kierowcy wdychali prawie trzykrotnie więcej tlenku węgla, dwukrotnie więcej dwutlenku azotu, ponad sześciokrotnie więcej benzenu (!), pięciokrotnie więcej toluenu i xylenu. Przy szybkiej jeździe w godzinach szczytu i – tym samym – głębszym i szybszym oddychaniu, dawki zanieczyszczeń wdychanych przez rowerzystów nadal pozostawały poniżej wdychanych przez kierowców – tu wyjątkiem były wyższe u rowerzystów poziomy dwutlenku azotu (to ostatnie jednak nie znalazło potwierdzenia w późniejszych badaniach duńskich). Podobne wyniki uzyskano podczas serii badań podjętych w Nowej Zelandii (Cycling research: every breath you take – PDF), i w Kopenhadze (Differences in cyclists and car drivers exposure to air pollution from traffic in the city of Copenhagen). Podobnie w Londynie i Barcelonie.Wyniki wszystkich tych badań podsumowuje opinia duńskich badaczy z uniwersytetu Roskilde: - tym samym, nawet po uwzględnieniu wyższych jednostek cyklu respiracyjnego rowerzystów, kierowcy samochodowi wydają się bardziej wystawieni na działanie zanieczyszczeń powietrza niż rowerzyści. (W oryginale: „Therefore, even after taking the increased respiration rate of cyclists into consideration, car drivers seem to be more exposed to airborne pollution than cyclists.”)

Pozdrawiam wszystkich!


 _______________
*) Krakowiacy błędnie chyba podali jako jednostkę g/m3, w oryginale widzę μg/m3.



____________________________

K O M E N T A R Z E
____________________________



madziafaka 06 lipca 2014 19:34
@Marlow
Pan to tak ładnie opisał, że ja blondi zwątpiłam w swój intelekt. ;) Jak rowerzysta powinien zachować się na przejściu dla pieszych ? bo o tym pisze Pan @kielih . a ta babcia to moja :)

Marlow 06 lipca 2014 19:41
@madziafaka ;)
Że aż zacytuję pana Kielicha: ( @qielih )
Rzeczywiście istnieje duża część rowerzystów, którzy są przekonani, że mają pierwszeństwo na przejściu dla pieszych jeżeli jadą drogą rowerową! Przecinającą główne ulice w mieście w tym drogi krajowe! 
Czyli chodzi tu o przejście dla pieszych połączone z drogą rowerową (przecinającą główne itd.). Dlatego o przejazdach rowerowych piszę w moim tekście, żeby nieporozumień uniknąć.
Jeżeli nie ma osobnej sygnalizacji świetlnej (tej ze znaczkiem roweru) i jest tylko zebra, bez zaznaczonej części dla rowerów - czyli mamy samo przejście dla pieszych, bez przejazdu rowerowego, to z Prawa... etc. wynika, że rowerzysta powinien rower przeprowadzić.
Wszystkie babcie są nasze! ;)


Xylomena 06 lipca 2014 21:30
@marlow
Gdybym wcześniej wiedziała, że Ty Linda, to całkiem inaczej byśmy pogadali ;).


Marlow 06 lipca 2014 23:15
@Xylomena No, byś musiała usłyszeć, jak mówię "więc nie mów mi... ...o gotowaniu..."


henrykspol 06 lipca 2014 23:51
@marlow
Wydaje mi się, że Twój adwersarz jest wzorcowym, statystycznym modelem cząsteczki naszego społeczeństwa.Potrafi znaleźć i wskazać wrogów.Twierdzi, że inni źle czynią (jeżdżąc rowerami oraz biegając), bo on tak twierdzi. Zarzuca innym niestosowne zachowanie i łamanie przepisów, których sam nie zna.Krytykuje rozwiązania organizacji ruchu, bo mu się one nie podobają. Nareszcie wiem, dlaczego jesteśmy w kupie, jacy jesteśmy. Nie wiem tylko jeszcze skąd to się bierze


qielih 07 lipca 2014 00:14
(@henrykspol)
Z tego co widzę doprowadziłeś do perfekcji system szukania wroga zgodnie z systemem swoich wartości.
Niestety pozbawiony wszelkich form argumentacji logicznej.
To znamienne, że Polacy wszelkie argumentacje traktują jako te wrogie sobie, zamiast skupić się na samodoskonaleniu.
Są takie systemy, że profesorem może zostać tylko syn profesora. Mam nadzieję, że tutaj poziom intelektualny adwersarzy nie zostanie sprowadzony do tego gdzie wynik starć rozmówców będzie znany zanim Ci przedstawią swoje argumenty.


Marlow 07 lipca 2014 00:37
@henrykspol Gwoli ścisłości - bieganie to mój dodatek, pan Kielich tylko tych cyklistów nie mógł zrozumieć, co sobie ciała trują. Dodałem bieganie, bo, boginią a prawdą, nie traktuję wpisu pana Kielicha jako szczególny, wyjątkowy obiekt polemik, a jedynie jako, excusez-moi, dość typowy wyraz uczuć wspomnianej, niezbyt wielkiej grupy kierowców.
Bardzo podobne przemówienie usłyszałem parę miesięcy temu w kolejce do szewca, od pewnego żętelmena, który zauważył kask rowerowy przypięty do mojego plecaka. Zazwyczaj w tym argumencie o zanieczyszeniu powietrza biegacze się też pojawiają (dzięki czemu, zdaniem argumentującego, to brzmi mniej personalnie) - stąd też pozwoliłem sobie tych biegaczy dodać, żeby - z tej strony - było mniej personalnie. :mrgreen:
Wiesz, twoje pytanie, nie masz wrażenia, że to może trochę związane z opisywanym przez ciebie problemem modernizacji?
Tak mi się w każdym razie skojarzyło...
@qielih Panie Kielichu - oświadczę z całym przekonaniem, że ani ja, ani - z tego co wiele razy widziałem - Henrykspol, nie rozstrzygamy z góry dyskusji przed wysłuchaniem argumentów.


Daria Siemion 07 lipca 2014 02:14
@Marlow Ja tak z innej beczki. A nie denerwują Cię piesi, ale nie-piesi na ścieżkach rowerowych? I nie o psach tu mowa. Deskorolkarza jeszcze przeboleję, wyminę łukiem i żyję, jadę dalej, ale kobiety z wózkami, z całym szacunkiem, nie są jednośladami. Idzie (jedzie?) taka, z prawej strony jezdnia, z lewej pełny ludzi chodnik, rowerzysta za nią i przed nią i przepraszam bardzo, co ja powinnam zrobić- wjechać pod samochód czy potrącić pieszego?
W ogóle dobrze, że mamy przepis, na mocy którego przy budowie, odnawianiu drogi od razu reperuje się chodnik i robi ścieżkę rowerową, bo w ogóle nic by nie było.
O drechach z mentalnością drożdżówki, wracających nocą całym chodnikiem i ścieżką nie wspomnę, bo tych wypadałoby rozjeżdżać (gdyby posiadało się większe gabaryty, wiadomo).
Aaaaaaaaaaaaaaaaa! Miał być relaks!


Daria Siemion 07 lipca 2014 02:18
@Marlow O bieganiu ostatnio taki jeden pseudoredaktor z Rzepy się wypowiadał... :roll: Po pięciu minutach biegu czuje się odmóżdżony, tak mówi. Ciekawe, że na WFie nie miał ambicji i na studiach widocznie też, skoro pisuje do słabej gazety i jeszcze twierdzi przy tym, że mózg ma, kiedy nie biega.
A w ogóle odmóżdżenie, jeśli chodzi o medyczny punkt widzenia, to takie jakby, hmm, zesztywnienie, ciekawe. To gafa prawie jak z "Ziemią Obiecaną". Podczas gali wręczania nagród w kategorii biznes z okazji 25. wolności, konferansjer powiedział, że "ten człowiek zrobił z Polski ziemię obiecaną"
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!


Marlow 07 lipca 2014 02:39
@dariasiemion O widzisz, nie odpowiedziałem od razu, bo wstawiałem postscriptum. Rzuć proszę okiem, bo to trochę właśnie o tym odmóżdżeniu.
Nie, te wózkowe aż tak mnie nie denerwują. Zrób to co ja. Zaopatrz się w naprawdę głośny, przenikliwy dzwonek! ;)
Miej litość dla drechów, oni muszą całą szerokością, inaczej czują dziwny, egzystencjalny niepokój powodujący moczenie! :mrgreen:
Zdrówko!
@henrykspol No właśnie, ciekawa rzecz wyszła z tym porównaniem wdychania zanieczyszczeń. Rzuć także okiem w wolnej chwili na postscriptum.
Zdrówko!


qielih 07 lipca 2014 09:40
W przypadku dwóch pierwszych przykładów brak metodologii badań.
W przypadku ostatniego przykładu mowa jest o samochodach z lat dziewięćdziesiątych. Badanie przeprowadzono w 1998 roku.
Nie jestem ekspertem ale z tego co wiem przez te około 20 lat wiele się zmieniło.
Tak jak pisałem u siebie to źle, że nie wszyscy mogą mieć wyposażony samochód w filtr kabinowy, najlepiej węglowy.
Czy dysponuje Pan wynikami badań z dzisiejszej Kopenhagi przy użyciu nowych samochodów?


Karnigore Kanibal 07 lipca 2014 10:14
(@Karnigore-kanibal)
Ech, panie Marlolu, idę ja sobie dzisiaj do pracy, aż tu nagle ZIÓÓÓM, przejeżdżają mi przed samem nosem dwa rozpędzone pedalizatory, nawet nie próbując hamować przy skrzyżowaniu chodnika ze ścieżką rowerową, po czym na czerwonym świetle przelatują przez ulicę. Nie, nie zatrzyma się taki burak jeden z drugim widząc, że ma czerwone - on ma rower, on się zmieści! Jak mawiają w Anglii: "Cyclists are a bandit tribe who blithely ignore the usual laws of the road."


leszekbejmert 07 lipca 2014 12:01
(@leszekbejmert)
@Karnigore-kanibal
Gdyby Cię najechała jedna z tych cyklistek ze zdjęcia to byłaby chyba zobowiązana do udzielenia pomocy i to plus tego rozwiązania bo pomoc udzielona przez taką pięknie roznegliżowaną cyklistkę od razu by Cię na nogi postawiła ...
Gorzej jak ja bym Cię najechał i jeszcze po browarze ...
Nie był byś zadowolony z mojej pomocy .
pozdro.hejo.


leszekbejmert 07 lipca 2014 12:06
@qielih
Nie ma znaczenia czy auto nowe czy stare tylko ile czasu się na drodze przebywa a jak wiesz cykliści w większości są niedzielnymi użytkownikami dróg .
Ja jestem zawodowcem i jeżdżę często ale wyjątkowo wolno bo zauważyłem że im prędzej jechałem tym więcej butelek tłukłem a to niedopuszczalna strata ...
Właściwie to cyklistki Ci się nie podobają czy jakiś uraz masz ?
pozdro.hejo.


qielih 07 lipca 2014 13:29
Leszku,
Żadnych urazów. Tak nieubrane cyklistki mogą odwracać uwagę co może prowadzić do wypadków:)Nie no dobra. Ok. Podobają się.
------
W badaniach należy uwzględnić czy samochody posiadały filtr powietrza kabinowy(oraz jaki) czy też nie, gdyż musi istnieć różnica pomiędzy jakością tłoczonego powietrza do kabiny samochodu poprzez filtr od tego niefiltrowanego.
W innym razie można manipulować badaniami tak, żeby uzyskać pożądany efekt.
W sytuacji bez filtrów, wtedy rzeczywiście przebywając dłużej w danej atmosferze dawka trucizny będzie większa.
W przedstawionej metodologii nie dopatrzyłem się informacji o filtrze a nawet jak był zamontowany to przez te 20 lat mogło się wiele zmienić w jakości wspomnianych filtrów.
Ważne w takim badaniu również jest podanie jakiej jakości był ten filtr. (oraz czy w jakim był stanie? brudny, czysty).
Właśnie, żeby się dowiedzieć czy to ilość czasu czy też inne czynniki wpływają na to co wdychamy.
Skoro są to badania naukowe to moje wymagania przecież nie są tymi egzotycznymi.
W końcu jest to bardzo ciekawa dyskusja i jestem w stanie odszczekać wszystko jeżeli przedstawione zostaną wyniki badań oparte na właściwej metodologii badania eliminującej ryzyko manipulacji tudzież popełnienia błędów.
Przecież w sprawie tej (dla mnie przynajmniej) najważniejsze jest dowiedzenie się jak jest zdrowiej.



Moodus 07 lipca 2014 13:47
@Marlow
No i po Kielichu... ;)


Marlow 07 lipca 2014 15:41
@qielih
Panie Kielichu, milczałem znacząco, kiedy zaczął pan pisać o filtrach, bo, zwyczajnie, nie chciałem pana ośmieszać. Ale skoro pan nalega...
Tak zwane filtry kabinowe, umieszczane zazwyczaj w systemach klimatyzacji w samochodach są faktycznie filtrami przeciwpyłkowymi. Ich funkcją jest usuwanie z systemu wentylacji zbierających się w przegrodzie silnikowej drobin w rodzaju pyłków, zarodników pleśni i cząsteczek sadzy. Jeśli pan sobie wyobraża, że one, na ten przykład filtrują dwutletnek azotu, czy dwutlenek węgla no to, niestety, ale właśnie się pan ośmiesza... No cudów nie ma, panie Kielichu. Tlenek węgla, panie Kielichu, ma gęstość niższą, niż gęstość niezanieczyszczonego powietrza, niby jak chciałby pan go filtrować? Niechże pan zrozumie, gdyby filtr kabinowy go wyłapywał, to by musiał jednocześnie całe powietrze zatrzymać i by się pan udusił. Kataliza dwutlenku azotu (nie filtrowanie!) przebiega, jeśli pamiętam, w temperaturach powyżej 200C. Obecnie dopiero opracowywane są prototypy systemów przeprowadzających ją w niższym zakresie temperatur.
Dzięki dobremu filtrowi kabinowemu nie ma pan w samochodzie charakterystycznego dla starszych pojazdów zapaszku - i po części chronią pana przed różnymi alergiami. Raz jeszcze, tu nie ma cudów. Ich znaczenie dla tej części badań dotyczy szybkości przepływu powietrza - inaczej mówiąc określa szybkość wymiany powietrza w kabinie. Niechże pan sprawdza, zanim pan coś zapisze. Czy pan poważnie wierzy, że filtry kabinowe filtrują CO2???
Pisząc, że w dwóch pierwszych pracach brakuje metodologii badań, zwyczajnie pan kłamie.
Ponieważ ktoś mógłby uznać to stwierdzenie za przesadzone, zacytuję fragment abstraktu pierwszej pracy:
Volunteers provided with personal air sampling (PAS) equipment covered concurrently, by car or bicycle, various selected routes. These comprised two inner city routes in Amsterdam (ICR 1 and 2) as well as a route including a tunnel on a busy highway (TR) and a rural route just south of Amsterdam (RR). A third inner city route, a busy narrow street, was subsequently also selected, and covered by bicycle or walking (ICR 3). Each run lasted about 1 h; the sampling time on the TR route was approximately 30 min. The sampling periods in January and May lasted 2 weeks with four sampling days per week. In August only ICR 3 was covered, this sampling period lasted 2 days. CO, NO2, benzene, toluene and xylenes were measured in the personal air samples. A monitoring vehicle covered the routes concurrently and measured CO, NO2 and pm10 (semi) continuously. Lead and PAH content in pm10 was determined. The ventilation of the volunteers was measured while they were using a car or a bicycle. The route and the type of transport influenced (P < 0.001) the concentrations of CO, benzene, toluene and xylenes. The daily average temperature was positively associated with the exposure of car drivers and cyclists to most compounds measured.
Opis metodologii w pełnej wersji jest nieporównanie bardziej rozbudowany. Druga z prac jest popularnym przeglądem źródeł, do których odsyła w stosownych przypisach. W poszczególnych źródłach metody badań są precyzyjnie opisane.
Wybrałem te prace, bo są akurat dostępne i mają dość syntetyczny, przystępny charakter - zwłaszcza praca Duńczyków jest, moim zdaniem, wyjątkowo dobrze napisana. Jednak skoro chce pan aktualne, to poniżej cytuję za Karanasiou, Viana, Querol, Moreno, i de Leeuw, 2013 (!) przegląd wybranych publikacji od roku 2000:
Dons et al., 2011, 2012 and 2013; DeNazelle et al., 2012; Nwokoro et al., 2012; Rojas-Rueda et al., 2011; Strak et al., 2010; Zuurbier et al., 2010; Int Panis et al., 2010; Berghmans et al., 2009; Boogaard et al., 2009; Briggs et al., 2008; McNabola et al., 2008; O’Donoghue et al., 2007; Kaur et al., 2006; Adams et al., 2001 and 2002; Rank et al., 2000
Przegląd wybranych, bo wszystkich się nie da. Nie ma tam np. opracowania Gullivera i Briggsa z 2004, nie ma rezultatów badań amerykańskich, które w ubiegłym roku opublikowali Bigazzi, Figliozzi, and Clifton, itd, itd.


Marlow 07 lipca 2014 15:51
@leszekbejmert No czas przejazdu i trasa to oczywiście jest chyba najważniejsza sprawa, i masz tu rację. Ja naprawdę jeżdżę po mieście bardzo dużo. Tu niedaleko, w godzinach szczytu, wiara przejeżdża samochodami niecałe 2 km w ciągu 15 minut (czasem dłużej, jak ich tramwaj zablokuje). Jadąc kawałek dalej ścieżką rowerową, przejeżdżam obok nich w jakieś 6 minut.
No cudów nie ma.
W tych badaniach trochę sztucznie kazali ludziom pedałować w korku. Normalnie każdy tego unika.
Ale te cyklistki to, no, rewelacyjne!
;)
@moodus Czyli, inaczej mówiąc, obyśmy tak zdrowi byli!
;)


Marlow 07 lipca 2014 15:58
@karnigore-kanibal No to jest oczywista rzecz, panie Kanibalu, oczywista. Toteż piszę w otwarciu wpisu, że istnieją kiepscy, nieznający przepisów, zachowujący się chamsko rowerzyści. No istnieją, i nic nie poradzimy. Tak jak istnieją beznadziejni, chamscy,kierowcy.
Nic nie poradzimy. Drogówka trochę może pomóc, trochę szkoła, ale my nic nie poradzimy. W Anglii też są, oczywiście, są i w Holandii, i w Japonii też. (pPanie Kanibalu, co taka jadąca na rowerze starowinka w Tokio jest w stanie wyczyniać, to by pan nie uwierzył, tak jak by pan pewnie nie uwierzył, jak jej, też wiekowa, sąsiadka, będzie kombinować swoją Toyotą, wyjeżdżając z parkingu sklepowego. Żywe nie ma prawa!)
Ja tylko, panie Kanibalu proszę uprzejmie, żeby na podstawie istnienia idiotów nie tworzyć absurdalnych generalizacji.


qielih 07 lipca 2014 18:06
Panie Marlow,
Stwierdzeniem, że ja kłamię przekroczył Pan granicę, granicę poziomu intelektualnego dyskusji, którą kiedyś obiecałem sobie, że nie będę przekraczać.
Skoro twierdzi Pan, że filtry węglowe nie chronią nas w jakimś stopniu przed spalinami to potwierdza się to, że ta pewna granica została przekroczona i to nie jeden raz.
Cieszę się, że poświęcił Pan swój czas na szukanie dowodów, które miałyby osłabić moją argumentację. Z pewnością w jakiejś części się to Panu udało.
Pozostaję przy swoim, że badacze, skoro korzysta się z systemu wentylacji samochodu (czy się nie korzysta?), którzy pomijają jeden z ważnych elementów takowej popełniają błąd. Szkoda bo przy okazji dowiedzielibyśmy się ile są one faktycznie warte.
Dla Pana z pewnością materiał firmowy jest kłamstwem ale pozwolę sobie zamieścić coś na temat filtrów:
http://www.bosch-prasa.pl/informacja.php?idinformacji=1231
Pozdrawiam,
Q

Jendras - Obywatel 07 lipca 2014 18:28
Pan @Marlow
Ja przepraszam, że się tak wewcieram między tę lamkie wódki, a zakąskie, ale - w niczem nie zapotwierdzając bzdurów odkryć serwowanych przez Pana Kielonka - ośmielę się jednakowoż nadwzmiankować, że tego dwutlenka to nie tak trudno jezd zez powietrza wychwycić i z relacyją jego gięstości do gięstości powietrza wiele wspólności to nie zaposiada. Wiele dobrze pamiętam, to wystaczy jego, tego dwutlenka znaczy, przez roztwora wodorotlenka wapienia przebulgotać (a ma on, ten wodorotlenek znaczy, aż dwie grupy OH, co skądinąd bardzo Panu, Panie Marlole, spodobać się powinno ;) ), i tak zwanego frisze lufta będziem mieli jak się patrzy.
A jak któś chce tego dwutlenka na sucho z wozducha wyeksmisjonować, to trza go przez baniaczek z bryłkami tlenku wapnia, wapna palonego znaczy, przepuścić. W obu nadwzmiankowanych przypadkach ten dwutlenek z wapieniem się na trwałe zakuma i węglana wapnia se tem sposobem wyprodukujemy. Ale żeby w automobilach takie rzeczy zapodawali, to się mnie o uszęta nie obiło - co inszego w jakichś submarinach, w tych alkwa awkal aklaw, no, jak się nazywa, aparatach nurkowych znaczy, czyliż tyż jakowychś Apollach 13, co nawet w jednem filmie (tem z Forestem Gampem w jednej z głównych ról), o takiem filterze do frisze lufta było snadnie odrobione. :-)

Marlow 07 lipca 2014 19:00
@jendras Prawda, prawda i wszystko prawda panie Jendrasie. Ja tam jeno przeciw użyciu do tego celu filtra klimy, choćby nawet z samego Luksusa, zaprotestowałem.
Co do absorbcji to masz pan 100% racji (a nawet, przy zastosowaniu innych wartości bazowych, 150%), tylko to wdmuchiwanie do wiernej Syreny 105 wapna syfonowanego sodowanego czy innego wodorotlenku (tfu!) potasu (bardzo przepraszam) dodanego do mieszanki do oddychania to jakoś ostatnio mało przekonujące ono mi się wydawaje, od czasu, jak się kuzynka Krysia zbuntowała i odmówiła obsługi nożnej pomki od materaca, którą do tego celu zamakgajwerowałem, ta wredna małpa.
Ale, ja nikomu eksperymentów zabraniał nie będę.
:|


Marlow 07 lipca 2014 19:12
@qielih Oj, panie Kielichu, szukał, szukał, aż wyszukał. To niech pan wskaże uprzejmie, w którym miejscu pan Robert Bosch pisze, iż jego filtr skutecznie usuwa z powietrza:
Tlenek węgla
Dwutlenek Azotu
Benzen
Toluen
Xylen.
Byłby to pan uprzejmy wskazać?
Bo że taki filtr usuwa zanieczyszczenia stałe, jak sadza, pył i cząstki brudu, pyłki roślin i bakterie.
To ja już o tym, panie Kielichu wspominałem. I te usuwa, jak pisze pan Robert Bosch, w 100%, dzięki czemu, jak to panu dokładnie tam tłumaczą, nie będzie pan dotknięty objawami alergii. O czym też już pisałem. No pisałem, panie Kielichu, pisałem. Przecież nie twierdzę, że te filtry są bezużyteczne, przeciwnie, to dobra rzecz jest.
W sprawie kłamstwa. Panie, Kielichu. Opis metodologii w tekście jest, jak wół, zacytowałem jej streszczenie - za autorami, a pan twierdzi, że jej nie przedstawiono.
Jak mam to nazwać? Prawdą kreatywną?


qielih 07 lipca 2014 22:14
Z mojego linku:
"Większość samochodów osobowych jest obecnie wyposażona w filtry kabinowe, które zatrzymują szkodliwe substancje z powietrza zasysanego do wnętrza pojazdu: spaliny z innych pojazdów, drobne cząsteczki pyłu i sadzę, ale także pyłki roślin i bakterie, ozon oraz związki azotu."...
..."Filtry kabinowe z węglem aktywnym
Filtr kabinowy z węglem aktywnym dysponuje wszystkimi zaletami standardowego filtra kabinowego. W 100 proc. usuwa zanieczyszczenia stałe, jak sadza, pył i cząstki brudu, pyłki roślin i bakterie.
Dodatkowa warstwa zawierająca węgiel aktywny pochłania szkodliwe gazy takie jak ozon, węglowodory oraz związki siarki i azotu nie dopuszczając ich do kabiny kierowcy. "...
----------
Z innego źródła:
"Za do odpowiada węgiel w filtrze przeciwpyłkowym? Otóż, pierwiastek ten ma naturalne zdolności do neutralizacji pewnych substancji. Chodzi więc o to, że tego typu filtr prócz zatrzymywania elementów stałych o których już wspomnieliśmy, odpowiada za redukowanie niektórych szkodliwych dla zdrowia gazów. Węgiel łączy się bowiem z metalami ciężkimi, pochłania opary benzyny i niektóre tlenki. Dzięki temu do wnętrza pojazdu nie dostają się spaliny i brzydkie zapachy."
http://www.filterki24.pl/filtr-kabinowy-z-weglem-czy-sie-oplaca/
Zaznaczam: Nigdzie nie napisałem, że chroni ten filtr w 100%. NIGDZIE.
Kto chce może sprawdzić te dane w internecie.


Marlow 07 lipca 2014 22:20
@qielih Panie Kielichu, przepraszam, chyba nie zrozumiał pan pytania.
Pozwoli pan, że powtórzę:
Niech pan wskaże uprzejmie, w którym miejscu pan Robert Bosch pisze, iż jego filtr skutecznie usuwa z powietrza: 
- Tlenek węgla
- Dwutlenek Azotu
- Benzen
- Toluen
- Xylen. 
Byłby to pan uprzejmy wskazać? 
Z góry dziękuję.


qielih 07 lipca 2014 22:23
Panie Marlow,
W Pana świecie czarno-białym: Q=K.
Rowerzysta nie ma prawa zwolnić by wszystko pasowało do tego świata.
A ten, który czegoś być może nie dopatrzył jest kłamcą.
Ot cała prawda.
Jak wcześniej napisałem w jakiejś części zostałem przekonany, że tak rzeczywiście w większości samochodów musi być wyższe zanieczyszczenie. Najprawdopodobniej.
To się Panu udało. Najprawdopodobniej.
Pozdrawiam serdecznie.
Q


Marlow 07 lipca 2014 22:43
@qielih Czyli w jakiejś tam, drobnej części dyskusji, być może się porozumieliśmy. Zawsze to lepiej, niż bezwzględny brak porozumienia we wszystkich częściach.
Pozdrawiam wzajemnie!


obserwatorka 08 lipca 2014 06:59
@Marlow
Rowerzyści na polskich drogach to samobójcy. Tak mówią ale ja jeżdżę już sto lat i mam się dobrze.


Karnigore Kanibal 08 lipca 2014 09:50
@Marlow - ale to nie jedna taka wpadka, u nas notorycznie takie cymbały na rowerach uparcie przeciskają się między pieszymi na wąskim chodniku, mimo że ścieżka rowerowa jest PO DRUGIEJ STRONIE ULICY! Albo w przypadku braku wyznaczonego przejazdu dla rowerów przez ulicę JADĄ PO PASACH. Jak taki delikwent tak rowerem jeździ, to strach pomyśleć co wyprawia w samochodzie!


Andrzej Jędrasik 08 lipca 2014 10:15
@Marlow
Za późno się włączyłem do waszego wyścigu.Peleton już mi uciekł.
Ale nic to.Pedałuję dalej!



Marlow 08 lipca 2014 13:38
@obserwatorka Się zgadzam w 100%!
@Karnigore-kanibal Też wszędzie tak bywa niestety. I się zgadzam, to dotyczy samochodu, ale też to chyba dotyczy wszystkich aspektów funkcjonowania w społeczeństwie. Takie trochę niechlujstwo obyczajowe, żeli sie tak mogę wyrazić. W takich Stanach na ten przykład inna rzecz jest potwornie denerwująca - biegacze notorycznie zasuwają tymi 40 centymetrowymi pasami dla rowerów wydzielonymi z jezdni. W sumie, wszędzie to jakby dotyczy tego, żeby trochę pomyśleć i jakoś razem współpracować...
A póki co, ja tam, w takich sytuacjach, wrzucam na luz - w każdym tego słowa znaczeniu. ;)
@Andrzej-jedrasik Łap peleton! W kupie siła! :mrgreen:


henrykspol 08 lipca 2014 23:43
(@henrykspol)
Ależ ja Ciebie ani krytykuję, ani chwalę. Po prostu Twój wpis jest dla mnie przykładem naszej, uśrednionej, reakcji na ludzi i zdarzenia. Akurat pisałem o tym. Poza wszystkim, należy Ci się duży plus za spowodowanie wpisu Marlowa @Marlow . :)


henrykspol 09 lipca 2014 00:07
@Marlow
Właśnie tak mi się ( z problemem) modernizacji skojarzyło. Próbowałem rzucić okiem na ten artykuł, ale tylko pierwszą stronę pokazują i każą płacić. http://link.springer.com/article/10.1007%2FBF00626351#page-1. Wywołałeś nielichą dyskusję.


Marlow 09 lipca 2014 01:39
@henrykspol Lepiej o rowerach, niż międlić te (PO)(d)słuchy, z których w sumie nic nowego nie wynika. Giertych, w czasach gdy był wicepremierem, publicznie i jawnie zestawiał organizacje homoseksualistów z organizacjami faszystowskimi i komunistycznymi. Niby więc czego nowego się w tej kwestii dowiedzieliśmy?
Toż to, qurcavodna, jak niegdyś w maglu. :roll:
A tu przynajmniej coś konkretnego.
- Rowerzysta przeczyta - pomyśli, że może lepiej jednak trochę przed wjazdem popatrzeć, bo te wredne sukinkoty...
- Kierowca przeczyta - pomyśli, trzeba jednak zwolnić przed przejazdem, bo te wredne sukinkoty...
:mrgreen:
No. I jest jakiś pożytek.
W kwestii tekstu -rzuć okiem na priva.
Zdrówko!


obserwatorka 09 lipca 2014 10:41
@Marlow
A jeśli o zanieczyszczenia chodzi to bardzo ładnie ci Holendrzy to udowodnili. Ale ja całkiem duży laik wiem to na logikę bez nauki, że w aucie jak np włączymy klimatyzację albo i nie włączymy to więcej tego syfu w pudle zamkniętym mamy niż na wolnym powietrzu.
Co do bezpieczeństwa to - to słynne ograniczone zaufanie kierowców wszelkich pojazdów jest jak najbardziej słuszne. Bo na cmentarzu są całe aleje tych co mieli rację.


Trubadur 09 lipca 2014 11:57
@marlow
Rowerem jeżdżę rzadko - boli mnie tyłek od siodełka. Biegam często. Samochodem jeżdże często. Nie wiem, czy mogę przytoczyć wobec powyższego dwie scenki rodzajowe w sposób tak obiektywny jak autor i bez posądzania mnie o mądrzenie się, kiedy inni bardziej doświadczeni piszą...
Scenka 1. Trzy pasy ruchu w jednym kierunku. Główna arteria komunikacyjna w Warszawie. Ścisk na drodze jak zwykle. Na odcinku kilometra kilku rowerzystów "korzysta z drogi publicznej". Efekt identyczny jak roboty drogowe na prawym pasie w trzech miejscach. Robi się korek.
Scenka 2. Parę lat temu. Dwanaście litrów starego diesla o nazwie Ikarus toczy się w chmurze czarnego dymu po ulicy. Za nim "podciąga się", jadąc tuż za autobusem miłośnik kolarstwa. Mdło mi się robi na sam widok.
Tak sobie myślę, Panie Marlowie, że te stereotypy w postrzeganiu rowerzystów nie biorą się jedynie z natury typowej dla "pieniacza za kółkiem", ale też z sytuacji takich jak w scence 1.
Co do zdrowotnych aspektów uprawiania kolarstwa, to bez wątpienia lepiej się ruszać niż siedzieć. Niekoniecznie trzeba się delektować przy okazji taką jeżdżącą sziszą jak ten opisany Ikarus i będzie git. Ten opisany kolarz pewnie jechał do sklepu z ekologiczną żywnością po wodę z alpejskiego lodowca. :mrgreen:
Sądząc po reakcji na ten wpis, hitem następnych miesięcy mogą być podsłuchy rozmów prowadzonych przez rowerzystów, jadących po drodze publicznej "jeden obok drugiego". Coś w stylu: "Tych pieszych na pasach to trzeba wypie.dolić. Snują się całą szerokością w obu kierunkach jak święte krowy. Przejechać nie można!", Temat w sam raz na wakacje.


qielih 09 lipca 2014 13:22
@henrykspol
Nigdzie nie napisałem, że jestem geniuszem, kimś specjalnym. Jestem średnio inteligentnym człowiekiem. Do tego jak jest upał to się bardziej emocjonuję, szczególnie w pewnych okolicznościach. Pomimo codziennych starań.
Życie uczy. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Tak jak napisał Marlow. Być może jeden raz więcej ktoś zwolni. Pewnie się wkurzy ale może po jakimś czasie nie będzie myślał, że ten drugi to sukinkot.


Marlow 09 lipca 2014 15:31
(@Marlow)
@trubadur Panie Trubadurze, by tę obiektywność zachować, muszę zauważyć, że oba przykłady są odrobinkę jednostronne. Mógłbym na nie odpowiadać, mógłbym polemizować, ale prawdę mówiąc chodzi mi właśnie o to, żeby uniknąć "kłótni na przykłady" w rodzaju "a u was biją Murzynów!".
Rzecz w tym, że to nie powinny być podstawy do uogólnień, ale raczej problemy do rozwiązania. Nie ma sensu przytaczać "parkowania na ścieżkach rowerowych" jako przykładu głupoty kierowców. Trzeba się zastanowić, co jest nie w porządku, dlaczego to parkowanie jest - w danym miejscu - nieuniknione, i jak temu zaradzić (poza, oczywiście, pisaniem mandatów).
By wyjaśnić co mam na myśli, przykład z Pyrlandii.
Kamienica przy kamienicy, zakaz parkowania po jednej stronie, po drugiej ścieżka rowerowa. Rowerzyści się wkurzają i obszczekują kierowców. Kierowcy się wkurzają, bo są obszczekiwani - a że niby słusznie, więc znajdują inne powody do obmiałkiwania rowerzystów. A sprawa jest akurat w tym wypadku naprawdę prosta - robimy obszerną drogę jednokierunkową, starczy miejsca i na ścieżkę rowerową, i na dwa regularne pasy w jednym kierunku i jeden "półpasiec" do parkowania ukośnego, i na chodniki oczywiście. Dwie przecznice dalej robimy równoległą, dwupasową jednokierunkową na abarot.
Tymczasem wszak, na poziomie miasta, problemem zajmują się pracownicy Ministerstwa Dziwnych Kroków, którzy rozwiązują go dodając losowo wybrane znaki drogowe (obecnie brakuje już chyba tylko "kierowco, chroń jeża!").
Tak więc traktujmy to jako problemy do rozwiązania, nie jako przykład nonsensownych zachowań charakterystycznych dla całości.
(Nb. z zażenowaniem muszę napisać, że rozwiązanie pierwszego ze wspomnianych przez pana problemów się panu chyba nie spodoba, a jeśli się dobrze domyślam, o którym rejonie stolicy mowa, to ono, zdaje się, może być wprowadzone... :| Podkreślam - chyba się nie spodoba.)
@obserwatorka Znakomity Jan Nowicki jako Wielki Szu kiedyś takiej rady udzielał swojej, hm, bardzo bliskiej przyjaciółce ;) :
- jedź tak, jakby wszyscy chcieli cię zabić!
To oczywiście filmowa dramatyzacja, ale idea jest słuszna i z zasadą ograniczonego zaufania się głęboko zgadzam. Nigdy nie wiemy co zrobią inni uczestnicy ruchu, czy to kierowcy, czy rowerzyści, czy piesi, czy, na ten przykład, traktorzyści.
@all Do powyższej zasady zaś dodam - skoro mamy zaufanie już ograniczone, to nie denerwujmy się tak, jeśli się zasada potwierdziła, i ktoś faktycznie zrobił coś głupiego. No w końcu tego się spodziewaliśmy, nie? ;) Więc wyluzujmy, powiedzmy sobie z zasłużonym uśmiechem satysfakcji: wiedziałem, że się fujara jakaś zawsze znajdzie, i jedźmy, czy też idźmy dalej. ;)
@qielih Panie Kielichu, się zgadzam, i nawet powiem - a póki co, niech tam sobie nawet pomyśli, że sukinkot, ale niech się przy tym choć uśmiechnie!
Najważniejsze wszak, że zwolni i popatrzy. Czy to na rowerze, czy w samochodzie, czy - nie zapominajmy o najbardziej popularnym rodzaju komunikacji - pieszo.
Pozdrawiam wszystkich!


Trubadur 09 lipca 2014 17:57
@marlow
Organizacja ruchu, oznakowanie ulic i ogólnie pomysł na komunikację w mieście to horror jest. Zapewne taki sam w Pyrlandii jak i w Warszawce.
Znaczy to tylko tyle, że bez rozsądku i zrozumienia będziemy na siebie warczeć a lepiej nam i tak przez to nie będzie.
Wobec powyższego pozwalam sobie rzucić w czeluście Internetu hasło: "Użytkownicy dróg publicznych łączcie się!" :)


Marlow 09 lipca 2014 18:46
@trubadur Otóż to! Przy odrobinie dobrej woli da się jakoś te przepaści zasypać! :)


henrykspol 09 lipca 2014 18:54
@Marlow
Dzięki, rzuciłem. Zgadzam się z Tobą. Ta dyskusja o rowerach i ruchu drogowym jest na pewno istotniejsza niż proste przekomarzanie się fanów PO i PiS na temat podsłuchów.


qielih 09 lipca 2014 20:28
@Marlow
Panie Marlow nie miałbym nic naprzeciw jakbyśmy przeszli na ty.
Pozdrawiam,
Q


hk27 09 lipca 2014 21:32
@Marlow
Krajobraz - wykres ciśnień między pupą i siodełkiem jest m.in. funkcją wieku właścicielki pupy i kształtu siodełka.
Na wiek trudna rada. Nad kształtem trza się skupić.
W szczegółach nie wiadomo jeszcze jak jest. :shock:


Marlow 10 lipca 2014 00:00
@qielih
Z przyjemnością!!!
@hk27
Panie Haku, pan tu, nomen omen, dotknął sedna problemu. Konieczne są jednak dokładne badania terenowe. I tu zabawna sprawa. Otóż jeśli przyjrzymy się tej fotce w nieco większej rozdzielczości, to okazuje się, że za czwórką sympatycznych dziewcząt stoi pewien dżentelmen, który, powodowany ciekawością rasowego badacza, zatrzymał się, wyjął smartfona i najwyraźniej wykonuje zdjęcia kształtu wymienionej przez pana części ciała w bezpośredniej relacji z siodełkiem - niechybnie po to, by je później spokojnie przeanalizować w zaciszu gabinetu.

;)


qielih 10 lipca 2014 13:35
@Marlow
Również z przyjemnością.

No comments:

Post a Comment