... Newsweek, Portal Opinii - 04 09 2014 |
Cokolwiek niechętnie i z wyraźnymi oporami odpowiedziała Administracja Moderacja na wredne zaczepki el Mohero, tłumacząc dyskutantom, iż:
Wyjaśniałam to już pod innymi wpisami, ale nigdy za wiele…
Otóż pani Ewo, jest pani uprzejma się mylić. Odpowiedź jest potrzebna nie dlatego, że „ale nigdy za wiele”. Potrzebna jest dlatego, że „ale niewystarczająco”. Choć wyjaśniała to pani może i razy wiele, to wystarczyć niestety nie mogło, z tego prostego powodu, że jako „wyjaśnienia” proponuje pani kilkakrotnie powtórzone, opisane różnymi słowami, te same, nieokreślone, intuicyjne wrażenia i pomysły, które nie wytrzymują próby logicznej analizy.
Wynika z nich, że komentarze pod wpisem w zasadzie służą wyrażeniu sympatii i składaniu życzeń szczęścia, pomyślności i zdrowia (gdy na rozum, najwyraźniej, za późno). Polemiki każdy może sobie pisać na swoim blogu.
Pisanie polemiki na własnym blogu, zamiast pod wpisem z którym bezpośrednio polemizujemy, nie jest przecież nową, nagle odkrytą możliwością. Akurat w tej chwili właśnie coś nieco podobnego czynię, a i wcześniej z takiej opcji korzystałem, kiedy treść, forma, czy po prostu długość polemiki wykraczały poza przyjęte ramy komentarza – i tak, pamiętam o tym, jak wiele z moich komentarzy trudno byłoby nazwać „zwięzłymi”, i zdaję sobie sprawę ze specyficznej wymowy tego fragmentu… ;) .
Polemiczny wpis jest więc dobrze znaną formą, ale, bardzo przepraszam, czy jest na sali jedna osoba, choćby jedna głęboko nieszczęśliwa duszyczka, której wydaje się, że polemiczny wpis i polemiczny komentarz to jedna i taka sama forma?
O, aż trzy…
Przykro mi, ale to jest tak dziwny sposób myślenia, że muszę zapytać bardziej brutalnie: czy ktokolwiek zakłada poważnie, ad personam – czy pani, pani Ewo, zakłada poważnie, że przeciętny czytelnik, po pochłonięciu z wypiekami na twarzy (i w innych prawnie dozwolonych miejscach) kolejnej brawurowej filipiki pani Szaromysiej-Zagajewskiej, będzie gruntownie przeszukiwał Portal w poszukiwaniu ewentualnych wpisów polemicznych? Czy myślicie, syćkie tsy, że po przedstawieniu przez pana Prosiaczka69 nieoczekiwanych zupełnie koncepcji poetycko-ornitologicznych, porażeni nimi czytelnicy, niczym jeden mąż i druga żona rzucą się na strony Portalu z jedną tylko myślą – czy ktoś aby przypadkiem nie wskazał błędów w tak fascynującym tekście?
Pamiętając o takim drobiazgu, iż dzięki nowym, wspaniałym narzędziom, autor polemiki może nie mieć nawet prawa by umieścić pod krytykowanym tekstem informację o istnieniu odmiennego punktu widzenia…
Portal, blogosfera, jak zwał, tak zwał, to nie jest papierowy magazyn. Tam, w papierowym wydaniu, w dziale „polityka”, pojawi się tekst redaktora Zetkowskiego, wyjaśniającego, dlaczego filozof Igrek błądzi niczym Jarosław w spożywczym, wywodząc z Etiopii pochodzenie teorii entropii. Już za tydzień, w następnym numerze, w tym samym dziale i miejscu, zobaczymy w owym magazynie polemikę filozofa Igreka, subtelnie dającego do zrozumienia, iż wg jego koncepcji z Etiopii pochodziła co najwyżej spóźniona grupa neandertalczyków, a wśród nich szanowny tatuś redaktora Zetkowskiego. Owszem, czytelnik magazynu taką polemikę zauważy i doceni, ale u licha, Szanowne Panie, Piękni Panowie, naprawdę nie piszemy w drukowanym periodyku! (I cieszmy się, jak cholera się cieszmy, bo w przeciwieństwie do Administracji Moderacji, naziści redagujący prasę drukowaną czasem stawiają zaporowe żądania znajomości reguł ortografii, a niekiedy, o zgrozo, nawet gramatyki!)
I oto nagle, z przyczyn, których wyjaśnienie moim zdaniem w żaden sposób nie daje się logicznie obronić, nieprzenikniona w swej mądrości Administracja Moderacja, jak by to napisał Pierwszy Myśliwy Rzeczypospolitej – „w wielkim bulu i nadzieji”, stworzyła i udostępniła blogerom „listę nielubianych”, czyli poręczne narzędzie mające w praktyce tylko jedno, i jedno wyłącznie przeznaczenie:
umożliwienie selekcji osób którym łaskawie pozwalamy na wypowiedź bezpośrednio pod naszym tekstem.
Nie da się spojrzeć na to inaczej, niż w perspektywie barejowskiego „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”
U Barei, podwórkowy dyktator, kierownik sklepu spożywczego, skutecznie wyeliminował najmniejsze próby krytyki, uznając je za chamstwo, złe zachowanie i niewątpliwy skutek nadużywania alkoholu. Do jego gablotki ze zdjęciami „klientów nieobsługiwanych” trafiały więc koejno fotografie osobnika wpychającego się do kolejki, kogoś, kto nader energicznie przeciw wpychaniu się zaprotestował, ale i kogoś, komu nie podobał się brud panujący w sklepie. W sklepie dozwolone były wyłącznie życzliwe, politycznie słuszne głosy poparcia, tworzące iluzoryczny obraz idealnej, „socjalistycznej placówki handlowej”.
Temu samemu służy lista nielubianych – kogo nie lubimy, tego nie obsłużymy… Czy tylko mnie koncepcja ta jakoś dziwnie kojarzy się z przaśną wersją dzielnicy De Wallen?
Zamiast „socjalistycznej placówki handlowej” mamy oto „nader mądry i wybitnie przenikliwy blog opiniotwórczy”.
Owszem, istnieją osoby, które – z różnych powodów – nie są w stanie zmierzyć się z jakąkolwiek krytyką własnego tekstu, a mimo to chciałyby zabrać głos. Dobrze. To, że nie dają sobie rady z krytyką, nie znaczy przecież, że nie mają prawa wypowiedzi. Nawet, jeśli ktoś zupełnie nie jest w stanie dyskutować, może przecież powiedzieć coś interesującego.
Wprawdzie trochę by mnie zaskoczyło, gdyby takie osoby zdecydowały się na pisanie akurat w portalu, który jednoznacznie i zdecydowanie określa się jako „nastawiony na stymulowanie dyskusji”, ale jeśli już koniecznie chcą, i jeśli Administracja Moderacja uzna ich wkład za cenny – to mają przecież możliwość wyłączenia komentarzy pod swoim wpisem. Co też oczywiście powinno być wyraźnie zaznaczone w polu komentarzy.
Druga sprawa. Zdarzają się komentarze zupełnie niezwiązane z tematem i zawierające wyłącznie epitety. Są, oczywiście. Dlatego właśnie, także od dawna (bodaj od początku istnienia Portalu – nie wiem, nie byłem przy połogu), autor blogu ma możliwość moderacji dyskusji i usuwania konkretnych komentarzy. W tym wypadku dopuszczenie takich komentarzy jest decyzją autora blogu – część blogerów nie ma problemów z bardziej agresywną wymianą zdań, innym to przeszkadza.
Nb. w każdym wypadku usunięcia komentarza przez autora blogu, wyraźnie powinna pojawiać się informacja z loginem komentującego, i z tekstem „komentarz usunięty przez autora blogu” -tak, jak jest to powszechnie przyjęte. Komentarz nie powinien po prostu znikać nocą, niczym przeciwnik polityczny Władimira Władimirowicza.
Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że WordPress oferuje możliwość takiego ustawienia.
Rzecz w tym, że obie, wpływające na dyskusję akcje są – lub raczej powinny być – wyraźnie widoczne. Ktoś, kto z nich korzysta, robi to w sposób jawny. Może w ten sposób dawać do zrozumienia, że nie znosi chamstwa, może dawać do zrozumienia, że nie radzi sobie z krytyką. To nie jest istotne. W obu wszak wypadkach jest to uczciwa wskazówka dla czytelników, zawierająca czytelne przesłanie: „autor może się mylić”.
Czy nie taki przypadkiem jest problem z wyłączeniem, lub wycięciem komentarzy? Zażenowanie związane z zezwoleniem na wątpliwości? Możliwość, że czytelnik poważnie rozważy kwestię istnienia innych opinii?
Wielką zaletą blogów jest to, że każdy, kto gdzieś tam, w promieniu 100 km, ma szwagra z łączem internetowym i komputerem, może się dzięki nim (szwagrowi, łączu i komputerowi) wypowiedzieć. W Chinach, w Iranie, w Ghanie, w Polsce też. To jednak nie oznacza, że każdy, najgłupszy nawet tekst, jest nieruszalną świętością, której bezczeszczenie może zakłócić delikatny proces psychologicznej rehabilitacji autora. Nie przesadzajmy. Z publicznym pisaniem wiąże się odpowiedzialność za słowo. Jest tylko jedna możliwość egzekwowania takiej odpowiedzialność – dopuszczenie swobody krytyki.
Część z nas załapała się z dorosłością na końcówkę półwiecznego podziału na tych równych i tych równiejszych, na jedynie słuszne publikacje i na zwyrodniałych opluwaczy zdrowej tkanki narodu.
Wiem, wiem, pokolenie Administracji Moderacji się nie załapało.
Ale czy naprawdę musi?
W nadziei, że jednak nie musi, niniejszym Administrację Moderację najpokorniej upraszam o zaprzestanie ryzykownych eksperymentów z nowymi narzędziami masowej zagłady Portalu. Jawnie i publicznie proszę o jak najszybsze usunięcie zarówno listy „tych klientów nie obsługujemy”, jak i opcji ograniczania komentarzy do grupy krewnych i znajomych Królika. Jeśli prośby kierowane na priva mają większą wartość, to deklaruję pełną gotowość do wysłania takowej (proszę jedynie o dyskretną wskazówkę).
Zapewne nie poprawi to radykalnie jakości wpisów i komentarzy, ale sprawi przynajmniej, że zasady blogowania będą przejrzyste i jednoznaczne, a pisaniu towarzyszyć będzie choć minimum odpowiedzialności za to, co zostało napisane.
Nic to. Pora późna, kolejny odcinek „Nine Time Travels” sam się nie obejrzy, ale pamiętając o popularności podrabianego, chińskiego przysłowia, jakoby jeden obraz wart był tysiąc słów, a także o literacko-graficznych preferencjach Administracji Moderacji (wyrażanych wielokrotnie pod wpisami Ślepowida), przedstawię jeszcze na zakończenie bardziej dynamiczną wersję powyższego wywodu, przy sporządzeniu której bezczelnie i bezprawnie – ale w szczytnym celu – posłużyłem się, znakomitym skądinąd, komiksem Cai Zhizhonga.
Pozdrawiam wszystkich!

No comments:
Post a Comment