Tuesday, April 28, 2015

Coś się kończy, coś się zaczyna...

...


Newsweek, Portal Opinii -  24 03 2015 





Firma Ringier Axel Springer ma wiele projektów, które łączą serwisy należące do korporacji: Onet, Newsweek, Fakt, Przegląd Sportowy, Forbes, oFeminin, Komputer Świat itd. Konsolidacja blogów jest jednym z takich projektów, ale nie jedynym (ten odczuwacie). Ma to na celu stworzenie jednego, porządnego, dużego serwisu, który będzie miał swój budżet na rozwój, narzędzia, siły do promocji, ludzi zatrudnionych tylko do pracy na blogach. Tworzy również projekt Onet Autorzy, który zbiera dziennikarzy i najlepszych blogerów ze wszystkich serwisów RASP. Blogerzy „Newsweeka” będą w pierwszej kolejności do tego działu wybierani i promowani jako konkretne nazwiska, wizytówki. By stworzyć duży portal blogowy Newsweeka, który konkurowałby technicznie i jakościowo z dużym serwisem, trzeba by zatrudnić osobne IT, kilku administratorów i postawić blogernię od nowa. Ale ponieważ jest wspólny projekt RASP, to nie wchodzi w grę. O innych przesłankach nie wiem.


Powyższe wyjaśnienie przedstawiła pani Ewa i, korzystając z okazji, bardzo za nie dziekuję. Pozwoliłem sobie wcześniej marudzić, że takie wyjaśnienie powinno się pojawić, i dobrze się stało, że się pojawiło.

Inna sprawa, że to jest coś w rodzaju oficjalnej linii komuniaktu RASP. Naprawdę dobrze, że jest, zachowajmy cywilizowane obyczaje, ale, jeśli się nad tym zastanowić, to raczej jest owo wyjaśnienie ukłonem w stronem blogerów, niż faktycznym obrazem rzeczywistości.

Zobaczmy: Newsweek, Fakt, Przegląd Sportowy, KomputerŚwiat, Forbes, to, jeśli się nie mylę, istniejące fizycznie czasopisma. Gdyby więc to wszystko miało działać w sposób wyjaśniony powyżej, musielibyśmy przyjąć, że następnym krokiem będzie ich konsolidacja w jakiś „Przegląd Forbesweek”, który pozwoli na stworzenie jednego, porządnego, dużego serwisu, który będzie miał swój budżet na rozwój, narzędzia, siły do promocji, najlepszych dziennikarzy, etc. etc.

Coś mi mówi, że w tej chwili nie ma takich planów i dziennikarze wszystkich powyższych tytułów nie mają powodu do niepokoju (tzn. tego, konkretnego powodu, bo inne zawsze się znajdą :( ).

Blogi były bezpłatne dla piszących, ale bynajmniej nie dla Newsweeka, który musiał zapłacić za sporą ilość tzw. roboczogodzin – za osobną obsługę techniczną blogu, będącego faktycznie osobną jednostką (to przecież nie była  integralna część sieciowego wydania tygodnika).
Oczywiście, w skali gazety, to nie są ogromne sumy. Serwery, obsługa techniczna i merytoryczna – to wprawdzie kosztuje, ale bez przesady- nie wykluczałbym, że naczelny więcej zarabia, niż ten blog łącznie kosztuje… ;)
Tylko że naczelny zarabia spore pieniądze (nie wiemy jak spore, ale że spore, to pewne)  bo jego rozpoznawalność oddziałuje bezpośrednio na poczytność tygodnika i, tym samym, zwiększa ilość kontraktów reklamowych, które współcześnie są nieodzowne dla istnienia tego typu publikacji. Jak by to powiedział księgowy – dobry naczelny jest istotnym aktywem przedsięwzięcia.
Żeby Portal utrzymać, on także musiałby być postrzegany przez redakcję i księgowość jako cześć aktywów – jako coś, co przyczynia się do sukcesu finansowego tygodnika.

W tym sensie można wymyślić kilka możliwych zalet blogerni. (Uwaga! Możliwych, to nie znaczy rzeczywistych!)

-  Odbiorcy czytają blogi, i automatycznie przyzwyczajają się do marki „Newsweek” – co tworzy tak zwaną ROZPOZNAWALNOŚĆ – (zupełnie jak w wypadku redaktora naczelnego).
- Odbiorcy czytają blogi, a potem klikają link do głównej strony Newsweeka – co powoduje bezpośredni TRANSFER odbiorców (zupełnie jak w wypadku redaktora naczelnego, ludzie widzą Nadredaktora, i sięgają po Newsweek).
Wreszcie jakość tekstów, (którą, do pewnego stopnia, można wymusić), korespondująca z jakością tekstów samego magazynu i tworząca wspólnie wizerunkowe przesłanie, a więc, uwaga, REPUTACJĘ (hmmmmmmm… w sumie, też zupełnie jak w wypadku naczelnego; co ma i dobre, i złe strony).

Jeśli w tych trzech kategoriach – rozpoznawalności, transferu i reputacji – blogosfera nie spełnia swoich funkcji…
:(


Więc może na razie odłóżmy na bok uprzejme wyjaśnienie Made in RASP. O ile korporacja ta nie została założona przez Jaszuroidy z planety Kretynia – a, jak wiem z wiarygodnych źródeł, NIE została – to Newsweek podejmuje decyzje wprawdzie w obrębie RASP, wprawdzie jako jednostka będąca częścią koncernu, ale – tu mocny akcent – jako jednostka autonomiczna! Owszem, RASP może zaproponować kolektywizację blogów, ale w praktyce to redakcja Newsweeka odniesie się do tej propozycji, przedstawiając argumenty za, lub przeciw.



Sprawa jest w gruncie rzeczy bardzo prosta: albo redakcja i księgowi wspólnie zdecydują, że Portal należy zaliczyć do rzeczywistych aktywów Newsweeka – inaczej mówiąc, że ma on pozytywny wpływ na funkcjonowanie tygodnika, albo zdecydują, że pozytywnego wpływu nie ma – inaczej mówiąc, że ów wpływ jest zerowy, albo negatywny. W tym drugim wypadku, żaden rozsądny dyrektor finansowy nie zgodzi się na wyrzucanie pieniędzy w błoto, a żaden z edytorów nie będzie o to walczył.



Naturalnie, jest coś takiego jak kwestia potencjału – ok, może w obecnej postaci Portal nie należy do aktywów Newsweeka, ale można go przekształcić tak, by stał się aktywem. Problem w tym, że potencjał nie może jednak zbyt długo pozostawać „potencjalnym”. Ile to jest zbyt długo?

Dwa lata – z całą pewnością zbyt długo.

W żadnym wypadku NIE protestuję przeciw decyzji redakcji o zamknięciu Portalu (pozwolę sobie pominąć dekoracje). To jest zupełnie zrozumiała decyzja. Co w tym wszystkim jest zarówno irytujące, jak i zabawne, to paradoks towarzyszący całemu procesowi zamykania. Otóż forma, w jakiej zamknięcie to przebiega, forma, która akurat powoduje moje protesty, i którą nazwałem skandaliczną (zbyt mocne słowa – niniejszym odszczekuję i przepraszam, jaki tam skandal, wciąż coś podobnego dokoła widzimy), ta forma jest dobrą ilustracją konieczności podjęcia tej przykrej decyzji.
Można było przecież stosowną decyzję podjąć, następnie przemyśleć formę jej wprowadzenia, po czym, odpowiednio wcześnie, poinformować o tym piszących blogi, dając im czas i możliwości, tak by i oni – ze swej strony – mogli decydować. Tymczasem pierwsze komunikaty, jakie ukazały się ze strony Administracji, brzmiały: jest świetnie, przenosimy was na blog.pl, zero marki, będziecie wymieszani ale za to Znani, a jak się komuś nie podoba, to kasujemy i do widzenia!

???

Już w momencie pierwszej fali komentarzy okazało się, że komentujący mają parę całkiem sensownych pomysłów. Kilka osób, równocześnie i niezależnie od siebie,  proponowało dość oczywiste (na zdrowy rozum) rozwiązanie, że skoro już tak musi być, to chyba naprawdę warto zrobić osobną grupę w owych Znanych.  Część dawała do zrozumienia, że szkoda logo Newsweeka.
Grom z jasnego nieba strzelił w jasną pogodną noc!
(Ze względu na obyczajność, pozwoliłem sobie zastąpić rzeczownik zazwyczaj występujący w tej popularnej metaforze, bardziej rozbudowaną formułą „grom z jasnego nieba”)

Nagle okazało się, że nie tylko można taką grupę emigrantów wydzielić, ale że – o wielka zagadko ewolucji! – MOŻE TAM BYĆ LOGO NEWSWEEKA, którego marki jakoby miało przy blogach już nie być.

Nawiasem mówiąc, zwrócę uwagę, iż jeszcze parę niezłych pomysłów się tam pojawiło…
Dlaczego więc nie można było tej dyskusji przeprowadzić spokojnie, bez presji (no co wy, spoko wodza, zamkniemy was nie wcześniej niż za tydzień!) i z rzeczywistym, a nie tylko werbalnym poszanowaniem stanowisk obu stron?

Poszanowanie stanowiska drugiej strony nie polega na tym, że wiemy, jak drugiej stronie zrobić dobrze. Poszanowanie polega na tym, że WSPÓLNIE o tym rozmawiamy, potem decydujemy – i wtedy nie ma problemu, że ostateczna decyzja leży jednak po naszej stronie, nie po tej drugiej.

Obok samej formy zamykania Portalu, już w komentarzach, pojawił się jeszcze jeden przykład demonstrujący wyczerpanie się jego formuły. Kilka osób, też równolegle i niezależnie, wspominało o usunięciu linku do blogów na stronie głównej sieciowego Newsweeka, zazwyczaj interpretując to jako wczesne zapowiedzi likwidacji Portalu.

Jako czytelnik (już wkrótce – były czytelnik) owej głównej strony muszę powiedzieć, że to niezupełnie tak. Był to raczej jeden z powodów zamykania Portalu, nie jego oznaka. W tym akurat nie ma żadnej tajemnicy. Wbew pozorom, nie widać też tu brudnych łap rzeczonych Jaszczuroidów z Kretynii. Rzeczywistość jest taka, że link do blogów kilkakrotnie wracał, niczym sałatka po imprezie, i, za każdym razem, był dość szybko usuwany (też trochę jak sałatka), zawsze z tego samego powodu. A musiał być zdejmowany, bo, raczej prędzej, niż później, szkalujący, psychopatyczny, albo zwyczajnie wulgarny charakter pojawiającego się tam niespodziewanie(?) tytułu wpisu zdecydowanie nie pasował do całości strony głównej ogólnopolskiego tygodnika opinii, skuteczne odstraszając czytelników.

Bez ironii – podziwiam cierpliwość redakcji wydania sieciowego i siłę perswazji Administratorki (przy okazji – doceniam i dziękuję, ale to był źle ulokowany wysiłek). Ostatni raz zauważyłem próbę przywrócenia linku całkiem niedawno, jeszcze 6 marca. Nie wiem, jak długo był, ale wyleciał w kilkanaście minut po automatycznym pojawieniu się w nim tytułu wpisu redaktora Zewa. Wyleciał całkowicie słusznie – o kilkanaście minut za późno, bym powiedział, I NIE BYŁO W TYM ŻADNEJ WINY ZEWA.

No sorry, Josephine… The Times, Guardian, czy Telegraph, nie walną na pierwszej stronie czegoś w rodzaju „City Council is Whoring Around!!!!” No nie walną, nie walną. Nie ma wuja w pegieerze! Nie walną!

I mniejsza o to, że jak walną, to brytyjskie IPSO spadnie na nich jak tona cegieł na pijanego praktykanta murarskiego Zenona B. i załatwi im wielomilionową grzywnę. Ważniejsze, że już po kilku takich numerach czytelnicy uznają ich gazetę za tani tabloid szukający poklasku efekciarskimi sztuczkami.

Nie po to Guardian buduje reputację gazety opiniotwórczej (nawet jeśli nieco, hm,  monotonnej…) by przypadkowymi zajawkami sprowadzać się do poziomu tabloidu.
Co nie znaczy, że redaktorowi Zewowi nie wolno wstawić wulgaryzmu do tytułu blogu. Oczywiście że wolno, czemu nie? Jeśli, w tym konkretnym wypadku, ma on uzasadnienie treścią konkretnego wpisu – A MIAŁ! – proszę bardzo.  Z takim zastrzeżeniem, że tytuł ten nie będzie widoczny dla osób, które nie lubią czytać wulgaryzmów nawet w najlepszych tekstach. Co można z łatwością rozwiązać – i nie przy pomocy nieskutecznego obrazka z bombką.
(Ale to, jak to rozwiązać, to już mój copyright jest. A co! Nie ma tak dobrze! :P )

Problem z wulgaryzmem na stronie głównej znaczy tyle, że praktyczna forma tego linku była wadliwa. To powinno być całkowicie oczywiste od samego początku.
Taki link w żadnym wypadku nie miał prawa być zautomatyzowany.
Dlaczego więc – to nie jest retoryczne pytanie – ten link uparcie pojawiał się w takiej samej, w oczywisty sposób wadliwej formie?

Trudno to pojąć, chyba że…

Chyba że, doskonale pamiętając o niedoskonałościach samych blogerów, założymy, po stronie Newsweeka, kilka niedostatków. Podkreślam Newsweeka – w sensie grupy nim zarządzającej. Nie mam na myśli bezpośrednich administratorów blogów – żadnego/żadnej z nich!

Po pierwsze, i najważniejsze, osoby mające władzę wydawania decyzji wydają się nie zdawać sobie sprawy z tego czym są blogerzy i co nimi powoduje. Owszem, każdy jest inny, ale są pewne cechy wspólne. Obawiam się, że agencja badania opinii publicznej ich nie zdefiniuje. Tu nie chodzi o to, że przeciętny bloger, to sześćdziesięciodwuletni parkingowy z nadwagą, wspominający z nostalgią tę jedną, jedyną demonstrację w 1983, na którą odważył się pójść, i jeszcze to że zobaczył tam Słynnego Opozycjonistę. To na nic, naprawdę. Tu trzeba usiąść i pomyśleć. I właśnie CZYM są, nie kim, bo chodzi tu o zrozumienie specyficznego charakteru takiej aktywności. Wszystkie portale blogowe z łatwością dochodzą do konkluzji: o, zaprosimy polityka X, wszyscy przeczytają! Niekoniecznie. To zależy głównie od retorycznego talentu polityka X i rozumienia przezeń – lub po prostu wyczucia – oczekiwań internetowej publiczności.

Po drugie, chyba od bardzo już dawna nikt nie zadał sobie trudu by pomyśleć, jaka konkretnie ma być funkcja blogów w obrębie przedsięwzięcia pod tytułem „Newsweek”. Co, konkretnie, blogi mają wnosić. W jaki sposób mają być aktywem. W jaki sposób mają funkcjonować w powyższych trzech kategoriach. To, bynajmniej, nie są rzeczy proste ani oczywiste. Przeciwnie, to bardzo złożone funkcje, których wypełnienie wymaga określonej organizacji blogów – uwzględniającej „po pierwsze” – czym są blogerzy.

Po trzecie – będące konsekwencją obu powyższych, codzienne problemy z praktycznym kierowaniem blogami. I tu, podobnie jak parę innych osób, zwykłem czepiać sie pani Ewy. Niniejszym, po raz drugi – tym razem jednak poważnie i bez ironii – odszczekuję i przepraszam. Próba moderowania blogów w sytuacji, kiedy zwierzchnicy nie potrafią zdecydować, czy w ogóle tych blogów chcą? Na zasadzie: no to zrób coś z tym? Acha, i uważaj, żeby chamstwa nie było?
Zrzucanie winy na panią Ewę jest tu nie fair.

To jednak nie znaczy, że nie należy wytykać konkretnych błędów.
( @administrator ) I owszem, nie umknął mi fakt, iż od wczoraj, z wyraźnym entuzjazmem, zajmuję się głównie wytykaniem błędów… :|

Ale z tym już wreszcie koniec.

Wszystko to powyższe, żeli wybaczona mi będzie krótka wiwisekcja, jest tylko i wyłącznie próbą własnego poustawiania sobie tego co się stało. Tylko to było powodem napisania tego wpisu.
Jeśli ma to być jakaś wskazówka na przyszłość, to tylko dla mnie samego i ewentualnie tych z czytelników, którzy zgodzą się z jakąś tam częścią moich uwag. Absolutnie nie dla redakcji Newsweeka, bo raczej nie wygląda na to, żeby Newsweek w przewidywalnej przyszłości miał zamiar powracać do koncepcji blogów związanych bezpośrednio z tygodnikiem. Kto się raz gorącym sparzył…
Wiadomo.

A szkoda, bo takie przyredakcyjne blogi to, przy dobrym ich zaplanowaniu , może być bardzo dobra rzecz.
Zresztą, kto wie? Niewykluczone, że po wzajemnym dotarciu się Znanych i ich moderatorów, może nawet link do blogów kiedyś do Newsweeka powróci?
Czego wszystkim, którzy skorzystają z propozycji redakcji, gorąco życzę!

A skoro już o życzeniach mowa, najwyższy czas na część sympatyczniejszą, czyli:


Prywatny i Nieoficjalny Koncert Życzeń i Podziekowań Marlowa!
_____________________________________________

Redakcji Newsweeka szczerze i bardzo serdecznie dziękuję za udostępnianie mi miejsca na Portalu Opinii przez ostatnie cztery lata.

Kolejnym administratorom, od Piotra Bratkowskiego, po panią Ewę, równie szczerze i jeszcze serdeczniej dziękuję za ich pracę. Próba zachowania równowagi między wymaganiami rzeczywistości, a wymaganiami blogerów, to jak tańczenie pasodoble na linie z Ryszardem Kaliszem w charakterze partnera – doświadczenie zapewne bardzo ciekawe, ale wybitnie stresujące…

Wielkie i specjalne DZIĘKUJĘ! dla Działu Technicznego – dawno już minęły czasy, kiedy się czymś podobnym półprofesjonalnie zajmowałem, ale nadal zdaję sobie sprawę, że jest to, delikatnie mówiąc, nieco trudniejsze, niż się to wydaje szerokiej publiczności. Życzę cierpliwości – i lepszych pensji! ;)

Wszystkim czytelnikom dziękuję za uwagę poświęconą moim tekstom i fotomontażom – ponad 100 000 odsłon na kilkadziesiąt stron tekstu, to, jak dla mnie, wynik rewelacyjny i całkowicie nieoczekiwany.

Wreszcie wszystkim, którzy wraz ze mną prowadzili blogi na Portalu, dziękuję za teksty, komentarze i dyskusje, czasem sympatyczne, czasem bardzo ostre. Wszystkich też, oczywiście, przepraszam za złośliwości.


Na koniec, z góry ostrzegam, iż wpis ten będzie najprawdopodobnie miał oddzielne post scriptum, w którym podam aktualny adres mojego bloga.

Raz jeszcze dziękuję i…

Zdrówko!
;)



Dla całego Portalu, ze specjalną dedykacją – Florent Pagny i Moja wolność myślenia.





____________________________________

KOMENTARZE
____________________________________





Afapipi 24 marca 2015 19:16
@Marlow
Ja też Ci dziękuję w sposób szczególny za wszystko, bo co tu kryć - wpłynąłeś na mój rozwój.:P Jesteś niesamowicie pozytywnym człowiekiem i chcę żebyś wiedział, że tak zawsze o Tobie myślałam.
Na Twój nowy blog chętnie będę zaglądać, bo przyznam, że należysz do tych Istot, których jeśli zabraknie odczuwam smutek.:)
Zdrówko!


Marlow 24 marca 2015 19:18
@Afapipi A ja, korzystając z okazji, chciałem podziękować Ci za wspólne blogowanie, wyrazić nadzieję na dalsze, w innych miejscach i na innych serwerach, a przy okazji pdziękować także za świetne podsumowanie całej sprawy. Napisałaś, gdzieś w komentarzach, coś w rodzaju, że to niekoniecznie porażka, a raczej nowe otwarcie - stąd tytuł mojego tekstu. ;)
Zdrówko!


Erik Mustermann 24 marca 2015 19:25
@marlow
Jestem zdania, że próba budowania odpowiedniego poziomu blogowiska, który byłby odpowiedni do aspiracji właściciela/wydawcy, musi się skończyć aktywnym udziałem administratora w życiu portalu włącznie z ingerowaniem w treść wpisów i komentarzy (nie mylić z cenzurą).
To jest trudne i sam nie wiem, czy wykonalne. :(


El mohero 24 marca 2015 19:29
@Marlow Zdążysz-li Ty to post scriptum naskrobać?


administrator 24 marca 2015 20:10
@marlow
Dziękuję za wpis. Pozwolę sobie wyjaśnić parę rzeczy:
1. Zdjęcie streamu blogów ze strony newsweek.pl faktycznie miało związek z wulgarnością niektórych tytułów. Pasek powstał z Waszej inicjatywy i o niego zabiegałam, by każdy, nawet jeśli napisał dwa zdania refleksji i nie został wybrany na stronę główną blogów, miał szansę zaistnieć w „Internetach”. Pomysł nie wypalił jednak. Ale to nie był jedyny sposób promocji blogów. Codziennie dodawałam na Newsweek.pl kafelki (obrazki jak na stronie głównej serwisu), które kierowały bezpośrednio do wybranego przeze mnie artykułu z blogów (metodą external linka). Był on traktowany na równi z innymi artykułami, z belką „na blogach” i ilustracją kontekstową. Trwało to rok, do grudnia. Potem zmieniły się zasady, przewidywane były najpewniej zmiany. Tak czy inaczej pojawiały się, a to, że nie zostawały zauważane przez niektórych autorów, świadczy, że nie czytają Newsweek.pl ;)
2. Osobna sekcja pod nazwą "Newsweek"na Blog.pl była zawarta w projekcie Onet, ale dopiero po zadaniu konkretnego pytania przez Was (@qielih) i uzyskania odpowiedzi się o tym dowiedziałam. To była inicjatywa podjęta wcześniej, kwestia przedstawienia tego "Newsweekowi" w obrazowy sposób. Dobrze, że zostało wyjaśnione, przepraszam za tę dezinformację.
3. Wątki wpisowe z konta admina, opracowane przez Zespół Onet i newsweek.pl, pojawiły się właśnie dla dyskusji. Ja również jestem zobowiązana do odpowiadania na pytania i kierowania ich dalej. Wyszło z tego wiele ciekawych rzeczy i pomysłów, na które nikt nie wpadł wcześniej, bo nikt nie przedstawił sobie ich konieczności, np. back-upów. Wiele wątpliwości zawarłam do "Przeprowadzka... pytania i odpowiedzi". Treść zostanie jeszcze podsumowana.
4. Po zebraniu opinii, pomysłów zostanie przedstawione podsumowanie i dostarczone każdemu w skompresowanej formie z linkiem do tych dyskusji, by każdy, kto przeczytał wiadomość, nie dziwił się, znał sytuację i kontekst. Zamysł był taki, by dać się wypowiedzieć, a nie oznajmić. Jeśli poczuliście inaczej, przepraszamy.
Ze swojej strony bardzo dziękuję za te 1,5 roku. Przeszłam szkołę, ot co. Ale na bardziej szczegółowe podziękowania i pożegnanie przyjdzie pora – mamy jeszcze trochę czasu. 2-3 tygodnie/do kwietnia. Daty zostaną podane. Zależy od tego, kiedy IT ostatecznie będzie gotowe do transferu. Ten czas mamy jeszcze dla siebie i na dyskusję.


Daria Siemion 24 marca 2015 20:38
@administrator Będzie spotkanie z poczęstunkiem?

Marlow 24 marca 2015 21:29
@mustermann Well, i tak, i nie. Myslę, że cenzura nie jest konieczna - wbrew pozorom. Natomiast trzeba czasem podejmować brutalne decyzje. Inaczej mówiąc, i tylko z mojego punktu widzenia - nie ingerujemy w treść wpisów, natomiast czasem mówimy sorry, pana/pani teksty nie pasują do profilu tej grupy blogów, życzymy powodzenia gdzie indziej. 
Zgadzam się, że bardzo dobry byłby w miarę szeroki, bezpośredni udział moderatora w codziennym funkcjonowaniu portalu - zwłaszcza w postaci wpisów i komentarzy. Moderator, moim zdaniem, nie powinien być sprowadzany do roli stricte biurokratycznej. 
Ale, to jest moje widzimisię. 
;) 
@elmohero Spoko wodza! 
Swoją szosą, ładnie tam napisałeś o "wyczerpaniu formuły el Mohero w tej postaci". Ja troszkę podobnie o tym myślę, choć raczej o złym kierunku, nie o "wyczerpaniu", dlatego mam zamiar nie tyle skasować "formułę Marlow" - za bardzo się przywiązałem :D - ile raczej zrobić coś w rodzaju Marlow-Reaktywacja. I to jest dobry moment. (Tak jest, po ścianach będę chodził! :mrgreen: ) 
@administrator I dlatego właśnie - tu wyjaśniam - nie wchodzę w Znanych. (Plus, szczerze powiem, jest dziś w Znanych paru ludzi, których nie chcę mieć w najbliższym otoczeniu... No sorry. Taki jestem. :roll: ) 
Przy okazji - dziękuję za wyjaśnienie. 
@dariasiemion Eeee? 
;)

El mohero 24 marca 2015 21:51
@Marlow "Tak jest, po ścianach będę chodził!" 
Spiderdog? ;) 

Moodus 24 marca 2015 22:04
@Marlow 
Nikt nie ma pretensji do adminki o to, że blogernia zostaje zamknięta. Pretensje dotyczą jej udziału (a tym samym zgody) na określone traktowanie blogerów. Inne dotyczą udawania, że nie ona jest adresatem pytań. Kto jeżeli nie admin, do cholery?
Najważniejsza sprawa - nadal bez odpowiedzi - to podstawa, na której ktoś przyznaje sobie prawo do przenoszenia naszej radosnej twórczości. Odsyłanie przez adminkę do miejsca, w które blogi mają zostać przeniesione może być potraktowane jako wyraz arogancji, niezrozumienia pełnionej funkcji i wynikających z niej obowiązków, ewentualnie pospolitej głup... głuchoty,a w konsekwencji niezrozumienia pytania. 
PS I na rany boskie, nie zgadzajmy się na argument ekonomiczny jako argument podstawowy!

Marlow 25 marca 2015 01:14
@elmohero Nie ma rady, trzeba trenować! ;) 


Marlow 25 marca 2015 01:24
@moodus W kwestii kasy, to ja się zgadzam w 100%, ale w tym wpisie świadomie próbowałem skrajnie realistyczną perspektywę przyjąć (w naszej, obecnej realności), żeby delikatnie zasugerować, że nawet w takim wypadku można. No bo można. 
Najpierw @all będzie: 
Sobie pozwolę przypomnieć, że kiedyś pewien Chińczyk, bardzo cwany (jak to oni mają we zwyczaju) wymyślił "rektyfikację spirytusu tytułów". Znaczy sie, żeli ktoś ma jakiś tam tytuł, stanowisko, łotewer, to ma postępować w zgodzie z oczekiwaniami, jakie społeczność stawia wobec tego tytułu. Ale też z drugiej strony, władca musi wyznaczyć właściwego człowieka, do właściwego tytułu. 
Tera dopiero do pana, panie Moodusie - a co, kiedy władca nie wie, za cholerę, jakie są oczekiwania wobec tytułu? 
Otóż tytułowany, co by nie robił, wyżej warkoczyka nie podskoczy, więc nie ma co go za ten warkocz przeciągać, ale co ważniejsze, to taki władca jest do luftu, i sam się powinien wymienić, co też jest, nawiasem mówiąc, zasadniczą częścią tej całej teorii rektyfikacji (się zastanawiam, czy on był tu bardzo optymistyczny, czy bardzo ironiczny, ów cwany Chińczyk). 
___________________ 
OK, pan tam, w innym miejscu, przywołał Piotra Bratkowskiego. Ale to była zupełnie inna sytuacja. Facet z paroma dziesiątkami lat doświadczenia i pokaźną, profesjonalną reputacją, który te kalkulacje olewa, i po prostu robi to tak, jak chce, żeby wyglądało. Inaczej mówiąc on sam określa oczekiwania wobec własnego tytułu – głównie dzięki tzw. Intuicji, czyli, w rzeczywistości, dzięki praktycznemu zastosowaniu doświadczenia. 
No bo ostatecznie tu jest też kwestia długości warkoczyka, 是不是? (Po naszemu – izynd it? ;) ) 
I tu się, być może zgodzimy. 
:) 
Zdrówko! 
PS. Plus, mam wrażenie, że w czasach wyznaczania Piotra Bratkowskiego, to jednak komuś tam wyżej się ten pomysł z blogami podobał. A kolejnemu następcy spodobał się aż tak bardzo, że ów stworzył własne... 
Co też ma jakiś tam sens. 
:|

Andrespol 25 marca 2015 01:38
@Marlow
Po Twoim wpisie nie moge nic innego powiedziec,ze moje przypuszczenia okazaly sie bledne.Oczywiscie taka sytuacja wrzucajac wszystkich do jednego kotla moze pomowionego
ucieszyc ale stac mnie na slowo przepraszam.
Odnosnie @administrator to nawet przez mysl nie przeszlo aby Ewe winic,taka rola i ktos musial to zrobic.
pozdrawiam.

Daria Siemion 25 marca 2015 01:53
@Marlow U Piotra Bratkowskiego byłam zawsze na głównej. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny- on się zna :mrgreen:

Marlow 25 marca 2015 02:49
@andrespol No aż musiałem zajrzeć do twojego wpisu - bo ja się z najważniejszym zgadzam - blogi Newsweeka nie interesują obecnego Nadredaktora. Nie wiem, może nadinterpretuję zakładając, że Wojciech Maziarski jakiś pożytek z Portalu jeszcze widział (?), fakt, że ostatni okres solidnego funkcjonowania Portalu był wówczas, gdy @dariasiemion była zawsze na głównej. ;) 
Ale już że obecnego Nadredaktora Portal nie interesuje to jest fakt. Ty ująłeś to bardziej zdecydowanie, pisząc, że ma głęboko... - na jedno wychodzi. 
Tu się całkowicie zgadzamy- i w tym, że to się przekłada na pogarszającą się kondycję Portalu, też. 
W kwestii eliminacji konkurencji - moim zdaniem, to raczej nie to, ale to wyłącznie moje zdanie. Myślę po prostu, że nie ma takiej potrzeby. 
Tego typu Portal jest, jeśli wolno ciut dramatycznie to wyrazić, bardzo delikatną strukturą. Brak wyraźnie określonego programu, funkcji, zadań moderatora - to musi prowadzić do upadku. Jak ta niepodlewana aspadistra. 
( @dariasiemion @ andrespol O, tu się chyba zaplątałem we własną metaforę... Ale właśnie relaksuję się przy Złotej Żubrówce... ;) ) 
Więc ta eliminacja konkurencji raczej nie była potrzebna. Te parę osób, które miało przejść do Natemat, już dawno przeszło. Reszta, w tym najbardziej poczytni, jest przenoszona do blogów Onetu, czyli, teoretycznie, do konkurencji właśnie. 
Ja się do Natemat nie wybieram, tam jest ten sam problem, co na Onecie - wiara ginie w tłumie. Ja już mam ginąć w tłumie, to tak wielkim, że, paradoksalnie, można sobie trochę miejsca wypracować (blogger lub wordpress) . 
Nb. i Onet, i Natemat mają bardzo zdecydowane reguły dotyczące co bardziej drastycznych form ekspresji... No, zobaczymy.

Daria Siemion 25 marca 2015 02:58
@Marlow Tak się składa, że niemalże każdego dnia odwiedzam jakieś 50 stron (wliczam te, na które po prostu wchodzę, bo zawsze coś ciekawego na fejsie podlinkują, jak chociażby Daily Mail :mrgreen: ), ale z zupełnie innych przyczyn codziennie ląduje na natemat. Robię to przede wzystkim po to, żeby stwierdzić, że "czytając zdanie jest w nim błąd" oraz "gównie" dla beki, a reszta? To jak gazetka szkolna gimnazjalistów! Nie wiem kto zaopatrzony w rozum i godność człowieka może tam pisać za proponowane przez nich stawki.


Marlow 25 marca 2015 03:12
@dariasiemion Ja wiem. :)
Poważnie, wiara czasem myli tego typu przedsięwzięcia z "wyrabianiem sobie nazwiska". 
Łotewer.
Ale masz oczywiście rację, to jest projekt, który mógłby być bardzo dobry, gdyby nie przyjmował ciut, hm... prowincjonalnego charakteru.
Nie da się stawiać na ilość, z założeniem zachowania jakości. 
Się nie da, panie Majster!
Zdrówko!

Moodus 25 marca 2015 07:06
@Marlow 
Otóż to, wybór prowadzącego! 
Ten ostatni odbył się na zasadzie - a ..uj, dlatego sięgnięto po siuś.. świeżą krew. Ale zgoda na taką rolę coś mówi, Panie Marlole, o człowieku, coś mówi. I nie bardzo rozumiem... A... Tak! No przecież! Jak ja mogę kogoś obwiniać za brak intelektu? No jak mogę? Tak jakby ktoś wstając rano decydował o tym, czy jest mądry czy głupi. Albo, jakby można wymagać o frajera, że się połapie w powodach, dla których znalazł się na świeczniku. 
Przepraszam, więcej nie będę. ;)

Afapipi 25 marca 2015 07:59
@Marlow
Aktualnie przerabiamy praktycznie zjawisko ZMIANY.Podlega nawet studiom.:)Psychologia zmiany - konflikt -> kryzys -> współpraca.:) Myślę, że błyskawicznie przeszliśmy poprzez konflikt i kryzys został wstępnie opanowany. Martwię się tylko o Leszka, @leszekbejmert - czy na tę okoliczność nie przedawkował czegoś poza piwkiem :shock: :)- Zatem chyba wkraczam w fazę współpracy...

obserwatorka 25 marca 2015 09:50
@Marlow 
Marlowe Reaktywacja natchnęła mnie do pomysłu. Może załóżmy własny blog " Newseek vertriebene " co luźno tłumacząc "Wypędzeni z Newsweek" Można po angielsku ale to Niemcy nas wygnali. 
A skoro wygnali czyli olali to dziękować im za te dwa tygodnie. W historii byli i tacy co 15 minut dawali. A tak w dwa tygodnie swoje wszystkie teksty o KK skopiować zdążę. I dalej będę gdzieś wklejać. Bo ciemnota jest największym zagrożeniem dla świata.
Możemy się do WPROST przyłączyć. Oni mają na równi z Newsweek sprzedaż. Albo gdzieś indziej. @Afapipi dała mi siłę i wiarę. Bo nowe musi być lepsze. Ale nie idźmy do tego śmietnika na onecie! Nikt za nas nie będzie decydował. A przenosić to można kubły z pomyjami ale nie ludzi.

Andrzej Jędrasik 25 marca 2015 12:09
@Marlow 
Sam bym lepiej (dłużej) nie napisał. :P 
Zdrówko!


obserwatorka 25 marca 2015 12:23
@Marlow 
http://naszeblogi.pl/51342-niemiecki-onet-cz1

Marlow 25 marca 2015 13:44
@moodus Panie Moodusie, z innej beczki. Pośród szeregu teorii spiskowych, nikt chyba jeszcze nie zauważył najbardziej zastanawiającej zbieżności, łączącej tzw. „zmianę formuły” Portalu Opinii z tzw. „zmianą formuły”... 
... 
...Top Gear! 
W Top Gear niejaki Clarkson bije (w) młodego, niedoświadczonego producenta za fatalną organizację planu, na Portalu Opinii niejaki Moodus... 
What the f..?! 
:shock: 
No dobra. Ja też już przestaję. 
;) 
_______________ 
@afapipi To jest fakt, całkiem dokładnie wg kolejnych szczebli procesu.Tylko wiesz, później jest ten, hm... „słabo osadzony szczebel”, kiedy następuje silniejsze uderzenie entropii, ale tym razem w obcym otoczeniu. 
Co jest jeszcze jednym powodem dla którego nie wchodzę w Onet... 
:| 
___________ 
@obserwatorka Zaraz, po kolei. 
1.Zakładać zawsze można, czemu nie, ale sam raczej mam wrażenie, że ta odnowa musi być bardziej nowa... Tu za siebie tylko mówię i nikogo do niczego nie zniechęcam. Wręcz przeciwnie - warto próbować. 
2.Blogernia Wprost, podobnie jak większość tych należących do poważniejszych gazet, ma charakter „tylko na zaproszenie” (plus, naturalnie, są otwarte dla ich własnych dziennikarzy, którzy, w teorii, mogą tam pisać nieco ostrzejsze teksty – czego oczywiście nie robią) 
3.Wiem, z pewnego źródła, że "Naszeblogi" zostały założone przez Jaszczuroidy z innej planety! 
____________ 
@andrzej-jedrasik He, jeszcze masz szansę! Mała epopejka? 
Portalu, blogernio moja, tu trzeba mieć zdrowie... 
;)

Afapipi 25 marca 2015 14:15
@Marlow 
Nie no z Onetem to nie podlega dyskusji,- że nie. Może to zabrzmi idiotycznie w tej sytuacji, ale ja nawet widzę pewne plusy tej tutaj "upadłości". Coś na zasadzie "katharsis".:) 
OMG! Chyba nie myślałeś, że "współpraca" miało oznaczać,to co pomyślałeś ?!! 
Miałam na myśli współpracę na zasadzie "grupy wzajemnego wsparcia" przecież :) 
@Obserwatorka 
Pewnie, że powinnaś skopiować wpisy, bo przydadzą się na pewno. Można przecież niektóre uaktualnić i jest OK.

El mohero 25 marca 2015 14:16
@Marlow Preferuję Magnum Brudnego Harry'ego. Wydaje ładny dźwięk.

Marlow 25 marca 2015 14:32
@afapipi Nie, oczywiście, że nie. Tu mi się skojarzyło przy okazji, więc przeniosłem to na tę koncepcję z Onetem. Swoją szosą, z tym słabo osadzonym szczeblem, wiesz, - przy okazji - tego wyraźnie nie wzięto pod uwagę.
Nie mój problem, ale trochę głupio.
Co zrobić, nie pierwszy taki przypadek, nie ostatni.
:|
@elmohero Ale strasznie się przybrudziło...
;)


Afapipi 25 marca 2015 14:49
@Marlow 
Kolejny raz "chujni" to pewnie nawet ja bym nie przeżyła.:D


Marlow 25 marca 2015 14:57
@Afapipi :D 
Nieoczekiwana terapia szokowa. 
Coś jakby wrzucić do jacuzzi kabel pod napięciem... 
:mrgreen:
Moodus 25 marca 2015 15:01
@obserwatorka 
@Marlow 
To może Odnowa w Duch Świętym? 8O 
@Marlow 
Panie... Ja to raczej jak James May.
Marlow 25 marca 2015 15:05
@moodus May be... 
;) 
PS. Odmowa w Duchu Świętym!

El mohero 25 marca 2015 19:40
(@elmohero)
@Marlow Ale za to jaki kawał gnata. ;)



Marlow 26 marca 2015 02:03
@elmohero Co prawda, to prawda. A już połączenie kota i magnum... 
Usunie nawet brud z Harry'ego! 
:mrgreen: 
source: imgur.com 
Zdrówko! 

leszekbejmert 26 marca 2015 11:26
(@leszekbejmert)
A ja żyję i dobrze się czuję a takim nienawistnikom jak chociażby ten @moodus nie dawaj wiary bo mam mózg i nic mi nie zeżarło żadnego rozumu ...
To piszą ludzie źli a ten wymieniony to szczególnie zły ?!
I jeszcze dziękował ...
No bezczelność nie zna granic .
Bym chciał żebyś zawsze wiedziała że na blogu jestem dla takich jak Ty ...
(Niby dla mudusa też ) ale Ty jesteś ważniejsza .
A zawitałem po przeczytaniu wpisów Erwina bo dla mnie ludzie są najważniejsi .
Net jest przeogromny a na blogu jestem tylko i wyłącznie dla Ciebie , dla autora wpisu no i dla mudusa (on już pić nie może to i takim zdesperowanym) oraz dla wielu innych bo w sumie blog zabawą jest ...
Jak będę umierać to poinformuję Cię wcześniej ...
Żebyś zaskoczoną nie była ?!
TWA .
A to grajdoł , ale on mój i mi się on podoba ....
pozdro.hejo.
ps.
Mam osiemnaście świadectw pracy i mogę jeszcze dodatkowo udokumentować inne miejsca pracy ...
To jest świat wirtualny i zdaje się że nie ma znaczenia na jakim "serwerze " się spotkamy ...
(Przecież Cię kocham) ...

Afapipi 26 marca 2015 11:55
@leszekbejmert 
Nie przejmuj się Leszek. Kimże ja już na tych blogach nie byłam? Byłam:"starzejącą się w sieci samotną kobietą", "szmatą","suką","prostytutką spod latarni" " prostytutką na telefon", "utrzymanką bogatych facetów","oszustką podszywającą się pod kogoś innego z powodu kompleksów","chorą na tarczycę babą"(sic!), a ostatnio "pijaczką mitomanką", bo jak wynikało z przeprowadzonego uprzednio "śledztwa" słynnego na blogach "szperacza" podszywam się pod kogoś kto jeżdzi po świecie hahahaha. Żadnej z tych rewelacji nie dementuję czekam na kolejne konfabulacje. - A co najważniejsze nadal żyję i to nie najgorzej hahahah. I Ciebie też kocham, bo jesteś dobrym do bólu człowiekiem. Tak trzymaj! :)

leszekbejmert 26 marca 2015 12:47
@Afapipi
Net jest wielki i zawsze na Ciebie trafię i będę Twoim miłośnikiem ...
Takim jest życie skonstruowanym i zdaje się że całkiem dobrze jest .
Bym Cię mógł zawsze odnaleźć ?!
I byśmy się nie pogubili ...
No gdzież bym mógł znaleźć drugą jak Ty?
pozdro.hejo.

Marlow 26 marca 2015 14:24
@leszekbejmert Tej, a weź zaadresuj, jak już tak sympatycznie do mnie pijesz, niech mam te trochę satysfakcji w ten pochmurny dzień, co? :) 
I się nie przejmuj. Ten cały internet jest tak naprawdę znacznie mniejszy, niż się wydaje, więc jeśli będziemy chcieli - a myślę, że będziemy - to się wszyscy jeszcze spotkamy. 
Żeli się w sieci nie da, to sam się materialistycznie i urlopowo w twoje okolice wybiorę, piwo wypijemy i przedyskutujemy wybrane zagadnienia ochrony środowiska! 
;) 
@afapipi Ja tu widzę wstępny zarys skryptu nowego bestsellera! 
I to znacznie ciekawszego, niż nieco przereklamowane dziełko pani Eryki James! 
;) 
Oboje was pozdrawiam!


Andrzej Jędrasik 26 marca 2015 14:49
@Marlow
Ja też urlop będę (może) miał.Pamiętajcie zatem i o mnie. ;)


Afapipi 26 marca 2015 15:04
@Marlow
No nie wiem. Myślę, że bliżej mi do Santy Montefiore autorki- "Córki Pszczelarza";)


El mohero 26 marca 2015 15:24
@Marlow Jestem "mobilniejszy"...
i entelegentniejszy...
Łatwo się przystosowuję do nowego otoczenia. Zmiany na lepsze są dobre? bo lepsze jest wrogiem dobrego.


Marlow 26 marca 2015 17:37
@Andrzej-jedrasik Brzmi znajomo:
- To co, pamiętacie?
- Pamiętamy!
;)
@afapipi Nawet lepiej! (Bo ta James to wyłącznie tytuł ma dobry... :roll:)
@elmohero The Dark Cat Rises!
:lol:
PS.Lepsze jest wrogiem dobrego, to fakt. Ale zmiany nie są złe.

leszekbejmert 26 marca 2015 18:24
@Marlow
Kobiety mają zawsze pierwszeństwo ...
Skoro pod Twoim wpisem piszę to powinieneś wiedzieć że do Ciebie ale by móc to uzasadnić powinieneś wiedzieć że pomimo kłótni to się mimo wszystko wszyscy lubimy i być może mogłoby być tak dalej ...
By nie palić mostów za sobą ...
pozdro.hejo.


Andrzej Jędrasik 26 marca 2015 20:20
@Marlow
Ale wtedy byliśmy my,Polacy,w pierwszej dziesiątce krajów (ro)zwijających się!


Afapipi 26 marca 2015 20:43
@Marlow
Znalazłam nawet coś w tym klimacie :):):)
https://www.youtube.com/watch?v=UhC7M8KF7AE

henrykspol 27 marca 2015 01:03
(@henrykspol)
Pan Bratkowski kierował portalem pewnie według własnej koncepcji, ale nie przeskoczył kłopotów technicznych utrudniających dostęp do portalu. Sądziłem, że to z tego powodu portal nie cieszył się szczególną popularnością. Potem kierownictwo jednak zainwestowało i spodziewałem się napływu świeżej krwi, w postaci przyszłych dziennikarzy, politologów i innych, dla których możliwość pisania pod logo Newsweeka powinna być istotna. Ale zjawił się z tej kategorii jedynie Ślepowid. Ilość aktywnych blogerek i blogerów malała i trudno oczekiwać, by ktokolwiek utrzymywał portal dla niewielkiej liczby piszących. Może formuła blogów przy-redakcyjnych nie sprawdziła się? Albo potencjalni autorzy uznali portal za niegościnny?
Przyłączam się do Prywatnego i Nieoficjalnego Koncertu Życzeń i Podziękowań Marlowa!
Czekam na post scriptum.
Pozdrawiam wszystkich!


Marlow 27 marca 2015 03:01
@henrykspol No... A już miałem porucznika Borewicza z zasłużonej emerytury odwoływać, na poszukiwania go wysyłać, i listy gończe po drzewach rozlepiać (za co by mnie, niechybnie, Straż Miejska do najgłębszej ciemnicy wrzuciła!)
Szczęście, żeś mi tego oszczędził!
;)
W kwestii zasadniczej, oczywiście masz rację. W istocie, kilka różnych powodów się na to złożyło - niektóre chciałem przypomnieć, o innych wolałem zapomnieć. Tak to już bywa z wszelkimi kronikami historycznymi. Czyje pióro, tego historia!
:)
Post scriptum wkrótce - i pozdrawiam cię serdecznie!
Zdrówko!

Gdzie jest Wołodia?

...


Newsweek, Portal Opinii -  14 03 2015 





Apokryficzna
Ewangelia
wg sierżanta Stubbiego





Tajemnica Wołodii…

___________________________



_________________________

Wobec zalewu absurdalnych pogłosek na temat chwilowego zniknięcia Władimira Władimirowicza, czas najwyższy przerwać jałowe spekulacje.

W tym celu, za zgodą sierżanta Stubbiego, odtajniamy fotografię operacyjną, wykonaną dziś, w godzinach późnoporannych, na południowym wybrzeżu Morza Śródziemnego, przez głęboko zainspiro… zakonspirowanego, specjalnego agenta T-007 (pseud. „Sokowirówka”), który, po krótkim odpoczynku, niedawno wrócił do czynnej służby w Urzędzie Ochrony Szanownych Państwa.

 ;)

Pozdrawiam wszystkich!


____________________________________

K O M E N T A R Z E
____________________________________



Moodus - 03, 14, 2015 at 6:46 pm
@Marlow Srał pies Wołodię, Panie, kiedy wierszyk @Estimado przeszedł niezauważony. Chłop nie śpi, rymy kleci i nas nimi raczy, a my co? No co, ku.wa?! Teraz się obrazi i sobie pójdzie, zostawi nas – śmietnik historii i trupiarnię do zaorania bez niczyjej straty :( Bo tam Pan Bóg (Estimado) ma Kubę, gdzie Kuba jego. Wy już wiecie, gdzie.Chyba czas was tu znowu na rok-dwa odstawić do kiszenia we własnym sosiku. Pyszności. 8O


Marlow - 03, 15, 2015 at 12:52 am
@moodus Ech, no pospieszyłem się, pospieszyłem, panie Moodusie. Ja tu sobie jakieś z dykty ryjki, jakieś obrazki sobie wstawiam, a tu, jak nie p********e. Normalnie GROM z jasnego nieba! Cóż my, nieszczęśnicy poczniemy, gdy jeden z dwóch głownych poetów Portalu odejdzie? Jak rymować? Jak rzyć?


Moodus - 03, 15, 2015 at 1:26 am
@Marlow
Coś mję się widzi, że nie odejdzie. Bo ten wpis i komentarze, to pisowska prowokacja jest. Przecież @Estimado nie jest taka cio.. baba, co beczy publicznie. One to, te pisiory, spreparowały! Żeby skompromitować najskuteczniejszego w walce z nimi. Znaczy, najskuteczniejszego po RRK i Krzychu. :lol:


Marlow - 03, 15, 2015 at 2:54 am
@moodus Pan się nie znają! To czysta romantyczność jest!
To strzela wkoło oczyma,
To się łzami zaleje…


Andrzej-jedrasik - 03, 15, 2015 at 11:35 am
@Marlow
Pani kandydatka Ogórek włosy przefarbowała?


Marlow - 03, 15, 2015 at 2:52 pm
@Andrzej-jedrasik Pani kandydatka na prezydenturę? Czyżbyś usiłował rozpoznać anonimową, uroczą towarzyszkę towarzysza Wołodii (na zdjęciu operacyjnym – z lewej)? :shock: Ja tam nie wiem, hmmmm… kto zaś? Ale to zabawny zbieg okoliczności, pani kanydatce też tak ciemnieją kolory na czubku głowy, gdy zbliża się do wielkich tego świata!


Andrzej-jedrasik - 03, 15, 2015 at 3:19 pm
@Marlow
A czy coś wiadomo o kolorze czubka jednego z wielkich?


Marlow - 03, 15, 2015 at 3:42 pm
@Andrzej-jedrasik O końcówce? Niestety, odkąd nie dokończył, brak jakichkolwiek informacji… :-(

Nieoczekiwany początek sezonu ogórkowego

...


Newsweek, Portal Opinii -  13 01 2015 





Apokryficzna
Ewangelia
wg sierżanta Stubbiego






Bal debiutantek, czyli nieoczekiwany początek sezonu ogórkowego.
___________________________


_________________________
Czyli, w wolnym tłumaczeniu:

Ostatnia nadziejo lewicy,
Broń mojej polędwicy!

Wg raportu sierżanta Stubbiego, tak właśnie zakrzyknął Leszek Miller, padając na kolana przed swą kandydatką na prezydenturę…
 ;)


Pozdrawiam wszystkich!

Krewni i znajomi królika, czyli el Mohero tiene razón.

...


Newsweek, Portal Opinii - 04 09 2014 


Cokolwiek niechętnie i z wyraźnymi oporami odpowiedziała Administracja Moderacja na wredne zaczepki el Mohero, tłumacząc dyskutantom, iż:
Wyjaśniałam to już pod innymi wpisami, ale nigdy za wiele…

Otóż pani Ewo, jest pani uprzejma się mylić. Odpowiedź jest potrzebna nie dlatego, że „ale nigdy za wiele”. Potrzebna jest dlatego, że „ale niewystarczająco”. Choć wyjaśniała to pani może i razy wiele, to wystarczyć niestety nie mogło, z tego prostego powodu, że  jako „wyjaśnienia” proponuje pani kilkakrotnie powtórzone, opisane różnymi słowami, te same, nieokreślone, intuicyjne wrażenia i pomysły, które nie wytrzymują próby logicznej analizy.

Wynika z nich, że komentarze pod wpisem w zasadzie służą wyrażeniu sympatii i składaniu życzeń szczęścia, pomyślności i zdrowia (gdy na rozum, najwyraźniej, za późno). Polemiki każdy może sobie pisać na swoim blogu.

Pisanie polemiki na własnym blogu, zamiast pod wpisem z którym bezpośrednio polemizujemy, nie jest przecież nową, nagle odkrytą możliwością. Akurat w tej chwili właśnie coś nieco podobnego czynię, a i wcześniej z takiej opcji korzystałem, kiedy treść, forma, czy po prostu długość polemiki wykraczały poza przyjęte ramy komentarza – i tak, pamiętam o tym, jak wiele z moich komentarzy trudno byłoby nazwać „zwięzłymi”, i zdaję sobie sprawę ze specyficznej wymowy tego fragmentu… ;) .


Polemiczny wpis jest więc dobrze znaną formą, ale, bardzo przepraszam, czy jest na sali jedna osoba, choćby jedna głęboko nieszczęśliwa duszyczka, której wydaje się, że polemiczny wpis i polemiczny komentarz to jedna i taka sama forma?
O, aż trzy…


Przykro mi, ale to jest tak dziwny sposób myślenia, że muszę zapytać bardziej brutalnie: czy ktokolwiek zakłada poważnie, ad personam – czy pani, pani Ewo, zakłada poważnie, że przeciętny czytelnik, po pochłonięciu z wypiekami na twarzy (i w innych prawnie dozwolonych miejscach) kolejnej brawurowej filipiki pani Szaromysiej-Zagajewskiej, będzie gruntownie przeszukiwał Portal w poszukiwaniu ewentualnych wpisów polemicznych? Czy myślicie, syćkie tsy, że po przedstawieniu przez pana Prosiaczka69 nieoczekiwanych zupełnie koncepcji poetycko-ornitologicznych, porażeni nimi czytelnicy, niczym jeden mąż i druga żona rzucą się na strony Portalu z jedną tylko myślą – czy ktoś aby przypadkiem nie wskazał błędów w tak fascynującym tekście?


Pamiętając o takim drobiazgu, iż dzięki nowym, wspaniałym narzędziom, autor polemiki może nie mieć nawet prawa by umieścić pod krytykowanym tekstem informację o istnieniu odmiennego punktu widzenia…

Portal, blogosfera, jak zwał, tak zwał, to nie jest papierowy magazyn. Tam, w papierowym wydaniu, w dziale „polityka”, pojawi się tekst redaktora Zetkowskiego, wyjaśniającego, dlaczego filozof Igrek błądzi niczym Jarosław w spożywczym, wywodząc z Etiopii pochodzenie teorii entropii. Już za tydzień, w następnym numerze, w tym samym dziale i miejscu, zobaczymy w owym magazynie polemikę filozofa Igreka, subtelnie dającego do zrozumienia, iż wg jego koncepcji z Etiopii pochodziła co najwyżej spóźniona grupa neandertalczyków, a wśród nich szanowny tatuś redaktora Zetkowskiego. Owszem, czytelnik magazynu taką polemikę zauważy i doceni, ale u licha, Szanowne Panie, Piękni Panowie, naprawdę nie piszemy w drukowanym periodyku! (I cieszmy się, jak cholera się cieszmy, bo w przeciwieństwie do Administracji Moderacji, naziści redagujący prasę drukowaną czasem stawiają zaporowe żądania znajomości reguł ortografii, a niekiedy, o zgrozo, nawet gramatyki!)

I oto nagle, z przyczyn, których wyjaśnienie moim zdaniem w żaden sposób nie daje się logicznie obronić, nieprzenikniona w swej mądrości Administracja Moderacja, jak by to napisał Pierwszy Myśliwy Rzeczypospolitej – „w wielkim bulu i nadzieji”, stworzyła i udostępniła blogerom „listę nielubianych”, czyli poręczne narzędzie mające w praktyce tylko jedno, i jedno wyłącznie przeznaczenie:
umożliwienie selekcji osób którym łaskawie pozwalamy na wypowiedź bezpośrednio pod naszym tekstem.

Nie da się spojrzeć na to inaczej, niż w perspektywie barejowskiego „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”


To jest dokładnie taki sam mechanizm, prowadzący do takich samych skutków.
U Barei, podwórkowy dyktator, kierownik sklepu spożywczego, skutecznie wyeliminował najmniejsze próby krytyki, uznając je za chamstwo, złe zachowanie i niewątpliwy skutek nadużywania alkoholu. Do jego gablotki ze zdjęciami „klientów nieobsługiwanych” trafiały więc koejno fotografie osobnika wpychającego się do kolejki, kogoś, kto nader energicznie przeciw wpychaniu się zaprotestował, ale i kogoś, komu nie podobał się brud panujący w sklepie. W sklepie dozwolone były wyłącznie życzliwe, politycznie słuszne głosy poparcia, tworzące iluzoryczny obraz idealnej, „socjalistycznej placówki handlowej”.

Temu samemu służy lista nielubianych – kogo nie lubimy, tego nie obsłużymy… Czy tylko mnie koncepcja ta jakoś dziwnie kojarzy się z przaśną wersją dzielnicy De Wallen?
Zamiast „socjalistycznej placówki handlowej” mamy oto „nader mądry i wybitnie przenikliwy blog opiniotwórczy”.

Owszem, istnieją osoby, które – z różnych powodów – nie są w stanie zmierzyć się z jakąkolwiek krytyką własnego tekstu, a mimo to chciałyby zabrać głos. Dobrze. To, że nie dają sobie rady z krytyką, nie znaczy przecież, że nie mają prawa wypowiedzi. Nawet, jeśli ktoś zupełnie nie jest w stanie dyskutować, może przecież powiedzieć coś interesującego.
Wprawdzie trochę by mnie zaskoczyło, gdyby takie osoby zdecydowały się na pisanie akurat w portalu, który jednoznacznie i zdecydowanie określa się jako „nastawiony na stymulowanie dyskusji”, ale jeśli już koniecznie chcą, i jeśli Administracja Moderacja uzna ich wkład za cenny – to mają przecież możliwość wyłączenia komentarzy pod swoim wpisem. Co też oczywiście powinno być wyraźnie zaznaczone w polu komentarzy.

Druga sprawa. Zdarzają się komentarze zupełnie niezwiązane z tematem i zawierające wyłącznie epitety. Są, oczywiście. Dlatego właśnie, także od dawna (bodaj od początku istnienia Portalu – nie wiem, nie byłem przy połogu), autor blogu ma możliwość moderacji dyskusji i usuwania konkretnych komentarzy. W tym wypadku dopuszczenie takich komentarzy jest decyzją autora blogu – część blogerów nie ma problemów z bardziej agresywną wymianą zdań, innym to przeszkadza.

Nb. w każdym wypadku usunięcia komentarza przez autora blogu, wyraźnie powinna pojawiać się informacja z loginem komentującego, i z tekstem „komentarz usunięty przez autora blogu” -tak, jak jest to powszechnie przyjęte. Komentarz nie powinien po prostu znikać nocą, niczym przeciwnik polityczny Władimira Władimirowicza.

Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że WordPress oferuje możliwość takiego ustawienia.

Rzecz w tym, że obie, wpływające na dyskusję akcje są – lub raczej powinny być – wyraźnie widoczne. Ktoś, kto z nich korzysta, robi to w sposób jawny. Może w ten sposób dawać do zrozumienia, że nie znosi chamstwa, może dawać do zrozumienia, że nie radzi sobie z krytyką. To nie jest istotne. W obu wszak wypadkach jest to uczciwa wskazówka dla czytelników, zawierająca czytelne przesłanie: „autor może się mylić”.

Czy nie taki przypadkiem jest problem z wyłączeniem, lub wycięciem komentarzy? Zażenowanie związane z zezwoleniem na wątpliwości? Możliwość, że czytelnik poważnie rozważy kwestię istnienia innych opinii?

Wielką zaletą blogów jest to, że każdy, kto gdzieś tam, w promieniu 100 km, ma szwagra z łączem internetowym i komputerem, może się dzięki nim (szwagrowi, łączu i komputerowi) wypowiedzieć. W Chinach, w Iranie, w Ghanie, w Polsce też. To jednak nie oznacza, że każdy, najgłupszy nawet tekst, jest nieruszalną świętością, której bezczeszczenie może zakłócić delikatny proces psychologicznej rehabilitacji autora. Nie przesadzajmy. Z publicznym pisaniem wiąże się odpowiedzialność za słowo. Jest tylko jedna możliwość egzekwowania takiej odpowiedzialność – dopuszczenie swobody krytyki.

Część z nas załapała się z dorosłością na końcówkę półwiecznego podziału na tych równych i tych równiejszych, na jedynie słuszne publikacje i na zwyrodniałych opluwaczy zdrowej tkanki narodu.
Wiem, wiem, pokolenie Administracji Moderacji się nie załapało.
Ale czy naprawdę musi?

W nadziei, że jednak nie musi, niniejszym Administrację Moderację najpokorniej upraszam o zaprzestanie ryzykownych eksperymentów z nowymi narzędziami masowej zagłady Portalu. Jawnie i publicznie proszę o jak najszybsze usunięcie zarówno listy „tych klientów nie obsługujemy”, jak i opcji ograniczania komentarzy do grupy krewnych i znajomych Królika. Jeśli prośby kierowane na priva mają większą wartość, to deklaruję pełną gotowość do wysłania takowej (proszę jedynie o dyskretną wskazówkę).

Zapewne nie poprawi to radykalnie jakości wpisów i komentarzy, ale sprawi przynajmniej, że zasady blogowania będą przejrzyste i jednoznaczne, a pisaniu towarzyszyć będzie choć minimum odpowiedzialności za to, co zostało napisane.

Nic to. Pora późna, kolejny odcinek „Nine Time Travels” sam się nie obejrzy, ale pamiętając o popularności podrabianego, chińskiego przysłowia, jakoby jeden obraz wart był tysiąc słów, a także o  literacko-graficznych preferencjach Administracji Moderacji (wyrażanych wielokrotnie pod wpisami Ślepowida), przedstawię jeszcze na zakończenie bardziej dynamiczną wersję powyższego wywodu, przy sporządzeniu której bezczelnie i bezprawnie – ale w szczytnym celu – posłużyłem się, znakomitym skądinąd, komiksem Cai Zhizhonga.

Pozdrawiam wszystkich!


Pierwsze zaparcie Janusza

...


Newsweek, Portal Opinii -  13 05 2014 






Apokryficzna
Ewangelia wg sierżanta Stubbiego:
PIERWSZE ZAPARCIE JANUSZA









___________________


TVN24: Palikot usunąłby Piskorskiego ze swojej partii. Gdyby ten do niej należał…

Zapiski rowerzysty-terrorysty

...


Newsweek, Portal Opinii -  06 07 2014 


Wielkiego Wuja proszę, by przestał zaglądać mi przez ramię, słowo „terrorysta” w tytule ma wyłącznie charakter ironiczny… 


Jak co roku, sezon rowerowy w pełni, jak co roku zaczynają się kłótnie. Sezon rowerowy mało mnie wzrusza, ale niepotrzebne kłótnie są bardzo irytujące. Tak się składa, że ze względu na pracę muszę sporo prowadzić, więc, żeby choć trochę równowagi zachować, świątek i piątek, zimą i latem, poza pracą jeżdżę rowerem. Wszyscy chyba wiemy, że oczywiście są kiepscy, nieznający przepisów, zachowujący się chamsko rowerzyści, tak jak oczywiście są też kiepscy, nieznający przepisów i zachowujący się chamsko kierowcy.

Z moich prywatnych obserwacji wynika, że to głównie te dwie grupy wzajemnie na siebie narzekają.



To naprawdę wygląda tak, że ludzie, którzy rzeczywiście dobrze prowadzą, i ludzie, którzy rzeczywiście dobrze jeżdżą na rowerze, starają się wzajemnie współpracować i odnoszą się do siebie z odrobiną szacunku. Wiele razy przydarzyło mi się, że kierowcy zatrzymywali się i machali ręką kiedy podjeżdżałem rowerem do przejazdu dla rowerzystów, ba, nawet kiedy podjechałem i zatrzymałem się! Nie obowiązują tu kategorie edukacji, zawodu, wieku, płci. Efektowna blondynka z wieczorowym makijażem w śliczniutkim Mini Cooperze, starszy pan w wyglancowanym na wysoki połysk Megane, ostro wytatuowany chłopak z TAAAAKIM karkiem w poobijanej furgonetce z reklamą usług malarskich (czy to mogła być Nysa???), dżentelmen w rewelacyjej skórze na wypasionym Road Kingu, i całkiem spora, różnorodna grupka innych, sympatycznych postaci.
Co ich łączyło?
Jak by to niegdyś Franz Maurer powiedział (a dziś, ostrzej, minister Sienkiewicz):

Bo to dobrzy kierowcy byli…


 Wiele razy, w odwrotnej sytuacji, ja sam się zatrzymywałem i przepuszczałem rowerzystów.

Na przejechanie rowerem tych kilku metrów po przejeździe rowerowym potrzeba przeciętnie około 3 – 5 sekund (zależy od drogi i od siły rowerzysty). Tych parę sekund naprawdę nikogo nie zbawi…

W czym więc sprawa się ma cała? Z jakiegoś tajemniczego powodu, większość narzekających zaczyna od wyśmiewania wartości jeżdżenia rowerem w mieście jako ćwiczenia fizycznego. Bo przecież, jak właśnie w swoim blogu pisze nam z pasją pan Kielich:
 Nigdy nie pojmę tego, co w tym jest wspaniałego by truć swoje ciało na drodze, w czasie uprawiania wysiłku lecz ono nie jest moje, w związku z tym to problem władającego owym. 

Z tą tajemniczośćią to ciut przesadziłem, bo w sumie retoryczny cel takiego początku jest dość oczywisty – chodzi o rozpoczęcie wywodu wskazaniem, że z oponentem musi być coś nie tak, bo działa nielogicznie.



Argument dotyczy nie tylko rowerzystów, ale i biegaczy. (Tak naprawdę , to jest popularne usprawiedliwienie, by samemu się nie wysilać, ale to inna sprawa.)

Że zaś nie tylko jeżdżę na rowerze (się czerwienię ze wstydu), ale także biegam(się bym pod ziemię zapadł najchętniej), czyli truję się w czasie uprawiania wysiłku, to sobie pozwolę zadać pytanie w kwestii świeżego powietrza – czy szanowni krytykanci podłączyli już te butle tlenowe do klim i uszczelnili kabinki?
 Bo jeśli nie, to niestety, ale oddychają mniej więcej tym samym powietrzem co piesi i rowerzyści, tyle że po pierwsze primo, w zamkniętej przestrzeni mają wyższe stężenie zanieczyszczeń, po drugie primo- w przeciwieństwie do pieszych i rowerzystów – są zanieczyszczeń tych znaczącym powodem…

Im mniej zanieczyszczeń, tym lepiej dla nas wszystkich, czy siedzimy na rowerze, czy w samochodzie. To zaś, kto jest zdrowszy, to sprawa dyskusyjna. Mimo wszystko postawię na biegacza i rowerzystę. Nawet przy obecnym zanieczyszczeniu powietrza w miastach.

W tym wszystkim najważniejszą sprawą jest wspólne korzystanie z drogi. 

I tu, mam wrażenie, wpis pana Kielicha jest wręcz wzorcowym wyrazem dwóch zasadniczych zastrzeżeń jakie niewielka CZĘŚĆ (podkreślam część!) kierowców ma wobec rowerzystów, a zarazem znakomitym przykładem ich argumentacji.

Pierwsze zastrzeżenie dotyczy naturalnie tego, że rowerzyści jeżdżą na rowerach (nb. ci sami kierowcy mają bardzo podobny problem z motocyklistami…)

Drugie zastrzeżenie, pojawiające się prawie bez wyjątku w potępiających wypowiedziach rozmaitych przedstawicieli Ruchu Sfrustrowanych, odnosi się do istnienia przejazdów rowerowych.

Zastrzeżenie pierwsze wskazuje na patologiczną wśród rowerzystów nieznajomość przepisów ruchu, których to przepisów rowerzyści poznać nie są w stanie, a to choćby z powodu wykazanej na początku głupoty, przejawiającej się jeżdżeniem na rowerze. Samochód, rower na tej samej drodze i uczestnik ruchu bez znajomości przepisów drogowych! - informuje nas posępnie pan Kielich, i już czytelnik i czytelniczka rwą włosy w rozpaczy (żeli, oczywiście, mają co wyrywać). Dobrze, wszyscy to już wiemy, włosy wyrwane, tylko taki drobiazg jeszcze… Dlaczego w dalszej części wpisu postanowił pan Kielich udowodnić czytelnikom – i to tak, by nie pozostały im żadne wątpliwości – że on sam, kierowca… No… Jak to powiedzieć… No, nie zna przepisów drogowych, więc musi mu je wyjaśniać rowerzysta.
A jakby tego było mało, wyznaje nam pan Kielich, że nie znając przepisów prowadzi w sposób lekkomyślny i niebezpieczny – zapominając o OBOWIĄZKOWYM zwolnieniu i zachowaniu ostrożności przy zbliżaniu się do przejazdu rowerowego…
(Panu Kielichowi przypomnę, że to dotyczy także przejścia dla pieszych). Czy, hm, naprawdę nie widzi pan Kielich niczego dziwnego w swoim rozumowaniu? Sądząc z opisywanego wydarzenia, większym problemem są nieznający przepisów kierowcy. Pisze dalej pan Kielich, znów dając wyraz popularnej wśród owej mniejszości frustracji, iż przejazdy rowerowe przecinają w miastach jezdnie. No przecinają, panie Kielichu, nie da się ukryć. Przecinają i przykro mi z tego powodu jak cholera…

Gorzej jeszcze, jak zaznacza – całkowicie słusznie – pan Kielich, przejazdy rowerowe przecinają także te jezdnie, które – o, zgrozo, zgrozo nad wszelkie pojęcie, nad wszelki ludzki wyraz – są częścią dróg krajowych! Co oczywiście stwarza wyjątkowe wręcz zagrożenie dla życia i zdrowia, ludzi i zwierzątek.

 Ze wstydem muszę ponownie powtórzyć, że naprawdę sporo jeżdże rowerem. Tak, mea culpa… Jeżdżę! Po mieście! Po ścieżkach, a gdy ich nie ma to jezdnią! Gorzej jeszcze, nie tylko w sezonie, ale nawet – upadek mój moralny nie ma żadnych granic – zimą! Na podstawie własnego doświadczenia powiem, że z reguły, jeżeli ścieżka rowerowa na terenie miasta przecina ulicę będącą zarazem główną drogą krajową, i jeżeli nie ma tam sygnalizacji świetlnej, to albo mamy rondo, albo jest tam ograniczenie prędkości do 30 km. Na pewno nie jest tak zawsze, i choć trudno mi przytoczyć z pamięci jakikolwiek przykład przejazdu rowerowego bez sygnalizacji świetlnej, przecinającego drogę miejską, na której nie byłoby specjalnego ograniczenia prędkości ani znaku „stop”, to z pewnością są takie przypadki. Mam jednak wrażenie, że obowiązujące w mieście 50 na godzinę to wciąż jeszcze prędkość bezpieczna – pod warunkiem zachowania ostrożności (wymaganej przepisami) i zwolnienia przed przejazdem dla rowerzystów (wymaganego przepisami).

A przepisy są tu wyjątkowo wręcz jasne. 

Ustawa: Prawo o Ruchu Drogowym (Dz.U. 2012 poz. 1137 z poźn. zm.) definiuje przejazd dla rowerzystów jako powierzchnię jezdni lub torowiska, przeznaczoną do przejeżdżania przez rowerzystów, oznaczoną odpowiednimi znakami drogowymi. Na terenie naszego miasta przejazdy dla rowerzystów oznakowane są dwojako. Znakiem D- 6A, gdy oznaczony jest sam przejazd, czyli miejsce przeznaczone dla przejazdu rowerzystów w poprzek drogi. Bądź znakiem D-6B, w przypadku występowania obok siebie miejsca przeznaczonego do przechodzenia przez pieszych i przejazdu rowerzystów w poprzek drogi. W obydwu przypadkach kierujący zbliżający się do miejsca oznaczonego powyższymi znakami jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych czy rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących czy też wjeżdżających. 

 Artykuł 27 cytowanej ustawy mówi: 1 Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe. 1a. Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost po jezdni, pasie ruchu dla rowerów, drodze dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić. 3. Kierujący pojazdem, przejeżdżając przez drogę dla rowerów poza jezdnią, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi. Za nieustąpienie przez kierującego pojazdem pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe dla rowerzystów grozi manat karny w kwocie 350 złotych i 6 pkt. karnych. 

 Jak to zgrabnie wyłożyła pani rzecznik Barbara Salczyńska w rozmowie z redaktorem Michałem Maliszewskim, przy okazji otwarcia sezonu rowerowego. (Michał Maliszewski, Kto ma pierszeństwo… 23 kwietnia 2014.)


Ludziska! Wszystkich nas obowiązuje zdrowy rozsądek, i tak jak pan Kielich ma obowiązek zwolnić i zachować ostrożnosć przed przejazdem rowerowym – i przed przejściem dla pieszych(!), tak i piesi, i rowerzyści powinni przed wejściem/wjazdem na jezdnię rzucić okiem na drogę, bo choć już na przejściu/przejeździe mają pierszeństwo, to przecież NIE warto wskakiwać przed nadjeżdżający z oszałamiającą prędkością samochód (np. pana Kielicha)… Zaś kierowców, którzy – jak pan Kielich – powodowani stanem wyższej konieczności zapomnieli o konieczności regularnego zapoznawania się z ważniejszymi zmianami w prawie drogowym uprzejmie proszę, by znajomość przepisów sobie w wolnej chwili podreperowali.

Wakacje są, warto trochę czasu poświęcić, usiąść sobie pod drzewkiem i poczytać, odświeżyć umysł, by być, jak mawia Józef Oleksy, k***a, jak brzytwa!

Przypominam na ten przykład, że idotyczny przepis, w myśl którego rowerzysta bezwzględnie MUSIAŁ przeprowadzać rower przez jezdnię, szczęśliwie odszedł do lamusa historii razem z Biurem Politycznym PZPR. Rowerzysta na przejeździe rowerowym ma prawo PRZEJEŻDŻAĆ przez jezdnię.

Wszystkim zaś, i pieszym, i kierowcom, i rowerzystom przypomnę, iż właśnie jest dyskutowany szereg poprawek do ustawy o ruchu drogowym. Jest tam słynny w pewnych kręgach fragment o 125. (Nareszcie! NARESZCIE! A przy okazji uzasadnienie potrzeby istnienia Senatu! Senatorom, z uznaniem i całkowicie szczerze gratuluję zdrowego rozsądku!)

Jest też bardzo ważna propozycja, która już wkrótce może obowiązywać (z tego co pamiętam, zaopiniowana pozytywnie): kierowca będzie miał obowiązek zatrzymania pojazdu nie tylko, gdy pieszy jest już na skrzyżowaniu, lub właśnie na nie wchodzi, ale także GDY PIESZY ZBLIŻA SIĘ DO SKRZYŻOWANIA LUB STOI PRZED NIM. (- Lub nie zacznie, czytam właśnie, że PiS i SLD są przeciw, a PSL jest za, a nawet przeciw.)

Zanim przestawiciele Ruchu Sfrustrowanych zacznią wskazywać oczywistą bezsensowność i kryminalny wręcz debilizm takiego rozwiązania, uprzejmie proszę o zademonstrowanie przykładów negatywnych, dowodzących, iż rozwiązanie to przynosi rzeczywiste szkody ruchowi pojazdów. Dobrym miejscem do poszukiwania owych przykładów będzie Wielka Brytania, w której (podobnie jak w paru innych krajach), przepis taki obowiązuje od wielu lat.

 Korzystając z okazji, wszystkich kierowców, rowerzystów i pieszych, którzy uważają, że droga jest dla nas wszystkich, i że trzeba, najzwyczajniej w świecie, umieć z niej wspólnie korzystać – serdecznie pozdrawiam i wielu miłych, wakacyjnych przejazdów życzę! Kochajmy się! (Jeno nie wyrzucajmy tych gumek byle gdzie, wakacje, czy nie wakacje! ;) )


 [] Londyn, Naked Bike Ride Day. I nie, nie mam zielonego pojęcia, czy porządnie oznakowali objazdy, zupełnie co innego zaprzątało moją uwagę…


______________________________________

POST SCRIPTUM

Przytoczyłem wyżej argument o zanieczyszczeniach (stawiając na rowerzystę, jako zdrowszego). Na co pan Kielich odpowiedział mniej więcej w takim sensie, iż rowerzysta głębiej oddycha, więc wdycha więcej zanieczyszczeń. Z ciekawości sprawdziłem, czy ktoś próbował porównać ilość zanieczyszczeń wdychaną przez kierowcę i przez rowerzystę, jadących tą samą trasą i w ruchu miejskim. I wyobraźcie sobie, panie i panowie, że tak. Zespół holenderskich (gdzieżby indziej? ;) ) naukowców (lekarzy i chemików, jeśli dobrze widzę), przeprowadził całkiem solidne badania porównawcze, a że wyniki sporo mnie zaskoczyły, więc się nimi z szanownym Czytelnictwem podzielę.


Rowerzyści
Kierowcy
Tlenek węgla
2.670*
6.730
Dwutlenek Azotu
156
277
Benzen
23
138
Toluen
72
373
Xylen
46
193


Van Wijnen JH, Verhoeff AP, Jans HW, van Bruggen M., The exposure of cyclists, car drivers and pedestrians to traffic-related air pollutants. Za: Ibike-Kraków Choć więc argument pana Kielicha nie wydawał mi się przekonujący, to przyznam, nie spodziewałem się aż tak wyraźnych różnic. Okazuje się, że badani kierowcy wdychali prawie trzykrotnie więcej tlenku węgla, dwukrotnie więcej dwutlenku azotu, ponad sześciokrotnie więcej benzenu (!), pięciokrotnie więcej toluenu i xylenu. Przy szybkiej jeździe w godzinach szczytu i – tym samym – głębszym i szybszym oddychaniu, dawki zanieczyszczeń wdychanych przez rowerzystów nadal pozostawały poniżej wdychanych przez kierowców – tu wyjątkiem były wyższe u rowerzystów poziomy dwutlenku azotu (to ostatnie jednak nie znalazło potwierdzenia w późniejszych badaniach duńskich). Podobne wyniki uzyskano podczas serii badań podjętych w Nowej Zelandii (Cycling research: every breath you take – PDF), i w Kopenhadze (Differences in cyclists and car drivers exposure to air pollution from traffic in the city of Copenhagen). Podobnie w Londynie i Barcelonie.Wyniki wszystkich tych badań podsumowuje opinia duńskich badaczy z uniwersytetu Roskilde: - tym samym, nawet po uwzględnieniu wyższych jednostek cyklu respiracyjnego rowerzystów, kierowcy samochodowi wydają się bardziej wystawieni na działanie zanieczyszczeń powietrza niż rowerzyści. (W oryginale: „Therefore, even after taking the increased respiration rate of cyclists into consideration, car drivers seem to be more exposed to airborne pollution than cyclists.”)

Pozdrawiam wszystkich!


 _______________
*) Krakowiacy błędnie chyba podali jako jednostkę g/m3, w oryginale widzę μg/m3.



____________________________

K O M E N T A R Z E
____________________________



madziafaka 06 lipca 2014 19:34
@Marlow
Pan to tak ładnie opisał, że ja blondi zwątpiłam w swój intelekt. ;) Jak rowerzysta powinien zachować się na przejściu dla pieszych ? bo o tym pisze Pan @kielih . a ta babcia to moja :)

Marlow 06 lipca 2014 19:41
@madziafaka ;)
Że aż zacytuję pana Kielicha: ( @qielih )
Rzeczywiście istnieje duża część rowerzystów, którzy są przekonani, że mają pierwszeństwo na przejściu dla pieszych jeżeli jadą drogą rowerową! Przecinającą główne ulice w mieście w tym drogi krajowe! 
Czyli chodzi tu o przejście dla pieszych połączone z drogą rowerową (przecinającą główne itd.). Dlatego o przejazdach rowerowych piszę w moim tekście, żeby nieporozumień uniknąć.
Jeżeli nie ma osobnej sygnalizacji świetlnej (tej ze znaczkiem roweru) i jest tylko zebra, bez zaznaczonej części dla rowerów - czyli mamy samo przejście dla pieszych, bez przejazdu rowerowego, to z Prawa... etc. wynika, że rowerzysta powinien rower przeprowadzić.
Wszystkie babcie są nasze! ;)


Xylomena 06 lipca 2014 21:30
@marlow
Gdybym wcześniej wiedziała, że Ty Linda, to całkiem inaczej byśmy pogadali ;).


Marlow 06 lipca 2014 23:15
@Xylomena No, byś musiała usłyszeć, jak mówię "więc nie mów mi... ...o gotowaniu..."


henrykspol 06 lipca 2014 23:51
@marlow
Wydaje mi się, że Twój adwersarz jest wzorcowym, statystycznym modelem cząsteczki naszego społeczeństwa.Potrafi znaleźć i wskazać wrogów.Twierdzi, że inni źle czynią (jeżdżąc rowerami oraz biegając), bo on tak twierdzi. Zarzuca innym niestosowne zachowanie i łamanie przepisów, których sam nie zna.Krytykuje rozwiązania organizacji ruchu, bo mu się one nie podobają. Nareszcie wiem, dlaczego jesteśmy w kupie, jacy jesteśmy. Nie wiem tylko jeszcze skąd to się bierze


qielih 07 lipca 2014 00:14
(@henrykspol)
Z tego co widzę doprowadziłeś do perfekcji system szukania wroga zgodnie z systemem swoich wartości.
Niestety pozbawiony wszelkich form argumentacji logicznej.
To znamienne, że Polacy wszelkie argumentacje traktują jako te wrogie sobie, zamiast skupić się na samodoskonaleniu.
Są takie systemy, że profesorem może zostać tylko syn profesora. Mam nadzieję, że tutaj poziom intelektualny adwersarzy nie zostanie sprowadzony do tego gdzie wynik starć rozmówców będzie znany zanim Ci przedstawią swoje argumenty.


Marlow 07 lipca 2014 00:37
@henrykspol Gwoli ścisłości - bieganie to mój dodatek, pan Kielich tylko tych cyklistów nie mógł zrozumieć, co sobie ciała trują. Dodałem bieganie, bo, boginią a prawdą, nie traktuję wpisu pana Kielicha jako szczególny, wyjątkowy obiekt polemik, a jedynie jako, excusez-moi, dość typowy wyraz uczuć wspomnianej, niezbyt wielkiej grupy kierowców.
Bardzo podobne przemówienie usłyszałem parę miesięcy temu w kolejce do szewca, od pewnego żętelmena, który zauważył kask rowerowy przypięty do mojego plecaka. Zazwyczaj w tym argumencie o zanieczyszeniu powietrza biegacze się też pojawiają (dzięki czemu, zdaniem argumentującego, to brzmi mniej personalnie) - stąd też pozwoliłem sobie tych biegaczy dodać, żeby - z tej strony - było mniej personalnie. :mrgreen:
Wiesz, twoje pytanie, nie masz wrażenia, że to może trochę związane z opisywanym przez ciebie problemem modernizacji?
Tak mi się w każdym razie skojarzyło...
@qielih Panie Kielichu - oświadczę z całym przekonaniem, że ani ja, ani - z tego co wiele razy widziałem - Henrykspol, nie rozstrzygamy z góry dyskusji przed wysłuchaniem argumentów.


Daria Siemion 07 lipca 2014 02:14
@Marlow Ja tak z innej beczki. A nie denerwują Cię piesi, ale nie-piesi na ścieżkach rowerowych? I nie o psach tu mowa. Deskorolkarza jeszcze przeboleję, wyminę łukiem i żyję, jadę dalej, ale kobiety z wózkami, z całym szacunkiem, nie są jednośladami. Idzie (jedzie?) taka, z prawej strony jezdnia, z lewej pełny ludzi chodnik, rowerzysta za nią i przed nią i przepraszam bardzo, co ja powinnam zrobić- wjechać pod samochód czy potrącić pieszego?
W ogóle dobrze, że mamy przepis, na mocy którego przy budowie, odnawianiu drogi od razu reperuje się chodnik i robi ścieżkę rowerową, bo w ogóle nic by nie było.
O drechach z mentalnością drożdżówki, wracających nocą całym chodnikiem i ścieżką nie wspomnę, bo tych wypadałoby rozjeżdżać (gdyby posiadało się większe gabaryty, wiadomo).
Aaaaaaaaaaaaaaaaa! Miał być relaks!


Daria Siemion 07 lipca 2014 02:18
@Marlow O bieganiu ostatnio taki jeden pseudoredaktor z Rzepy się wypowiadał... :roll: Po pięciu minutach biegu czuje się odmóżdżony, tak mówi. Ciekawe, że na WFie nie miał ambicji i na studiach widocznie też, skoro pisuje do słabej gazety i jeszcze twierdzi przy tym, że mózg ma, kiedy nie biega.
A w ogóle odmóżdżenie, jeśli chodzi o medyczny punkt widzenia, to takie jakby, hmm, zesztywnienie, ciekawe. To gafa prawie jak z "Ziemią Obiecaną". Podczas gali wręczania nagród w kategorii biznes z okazji 25. wolności, konferansjer powiedział, że "ten człowiek zrobił z Polski ziemię obiecaną"
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!


Marlow 07 lipca 2014 02:39
@dariasiemion O widzisz, nie odpowiedziałem od razu, bo wstawiałem postscriptum. Rzuć proszę okiem, bo to trochę właśnie o tym odmóżdżeniu.
Nie, te wózkowe aż tak mnie nie denerwują. Zrób to co ja. Zaopatrz się w naprawdę głośny, przenikliwy dzwonek! ;)
Miej litość dla drechów, oni muszą całą szerokością, inaczej czują dziwny, egzystencjalny niepokój powodujący moczenie! :mrgreen:
Zdrówko!
@henrykspol No właśnie, ciekawa rzecz wyszła z tym porównaniem wdychania zanieczyszczeń. Rzuć także okiem w wolnej chwili na postscriptum.
Zdrówko!


qielih 07 lipca 2014 09:40
W przypadku dwóch pierwszych przykładów brak metodologii badań.
W przypadku ostatniego przykładu mowa jest o samochodach z lat dziewięćdziesiątych. Badanie przeprowadzono w 1998 roku.
Nie jestem ekspertem ale z tego co wiem przez te około 20 lat wiele się zmieniło.
Tak jak pisałem u siebie to źle, że nie wszyscy mogą mieć wyposażony samochód w filtr kabinowy, najlepiej węglowy.
Czy dysponuje Pan wynikami badań z dzisiejszej Kopenhagi przy użyciu nowych samochodów?


Karnigore Kanibal 07 lipca 2014 10:14
(@Karnigore-kanibal)
Ech, panie Marlolu, idę ja sobie dzisiaj do pracy, aż tu nagle ZIÓÓÓM, przejeżdżają mi przed samem nosem dwa rozpędzone pedalizatory, nawet nie próbując hamować przy skrzyżowaniu chodnika ze ścieżką rowerową, po czym na czerwonym świetle przelatują przez ulicę. Nie, nie zatrzyma się taki burak jeden z drugim widząc, że ma czerwone - on ma rower, on się zmieści! Jak mawiają w Anglii: "Cyclists are a bandit tribe who blithely ignore the usual laws of the road."


leszekbejmert 07 lipca 2014 12:01
(@leszekbejmert)
@Karnigore-kanibal
Gdyby Cię najechała jedna z tych cyklistek ze zdjęcia to byłaby chyba zobowiązana do udzielenia pomocy i to plus tego rozwiązania bo pomoc udzielona przez taką pięknie roznegliżowaną cyklistkę od razu by Cię na nogi postawiła ...
Gorzej jak ja bym Cię najechał i jeszcze po browarze ...
Nie był byś zadowolony z mojej pomocy .
pozdro.hejo.


leszekbejmert 07 lipca 2014 12:06
@qielih
Nie ma znaczenia czy auto nowe czy stare tylko ile czasu się na drodze przebywa a jak wiesz cykliści w większości są niedzielnymi użytkownikami dróg .
Ja jestem zawodowcem i jeżdżę często ale wyjątkowo wolno bo zauważyłem że im prędzej jechałem tym więcej butelek tłukłem a to niedopuszczalna strata ...
Właściwie to cyklistki Ci się nie podobają czy jakiś uraz masz ?
pozdro.hejo.


qielih 07 lipca 2014 13:29
Leszku,
Żadnych urazów. Tak nieubrane cyklistki mogą odwracać uwagę co może prowadzić do wypadków:)Nie no dobra. Ok. Podobają się.
------
W badaniach należy uwzględnić czy samochody posiadały filtr powietrza kabinowy(oraz jaki) czy też nie, gdyż musi istnieć różnica pomiędzy jakością tłoczonego powietrza do kabiny samochodu poprzez filtr od tego niefiltrowanego.
W innym razie można manipulować badaniami tak, żeby uzyskać pożądany efekt.
W sytuacji bez filtrów, wtedy rzeczywiście przebywając dłużej w danej atmosferze dawka trucizny będzie większa.
W przedstawionej metodologii nie dopatrzyłem się informacji o filtrze a nawet jak był zamontowany to przez te 20 lat mogło się wiele zmienić w jakości wspomnianych filtrów.
Ważne w takim badaniu również jest podanie jakiej jakości był ten filtr. (oraz czy w jakim był stanie? brudny, czysty).
Właśnie, żeby się dowiedzieć czy to ilość czasu czy też inne czynniki wpływają na to co wdychamy.
Skoro są to badania naukowe to moje wymagania przecież nie są tymi egzotycznymi.
W końcu jest to bardzo ciekawa dyskusja i jestem w stanie odszczekać wszystko jeżeli przedstawione zostaną wyniki badań oparte na właściwej metodologii badania eliminującej ryzyko manipulacji tudzież popełnienia błędów.
Przecież w sprawie tej (dla mnie przynajmniej) najważniejsze jest dowiedzenie się jak jest zdrowiej.



Moodus 07 lipca 2014 13:47
@Marlow
No i po Kielichu... ;)


Marlow 07 lipca 2014 15:41
@qielih
Panie Kielichu, milczałem znacząco, kiedy zaczął pan pisać o filtrach, bo, zwyczajnie, nie chciałem pana ośmieszać. Ale skoro pan nalega...
Tak zwane filtry kabinowe, umieszczane zazwyczaj w systemach klimatyzacji w samochodach są faktycznie filtrami przeciwpyłkowymi. Ich funkcją jest usuwanie z systemu wentylacji zbierających się w przegrodzie silnikowej drobin w rodzaju pyłków, zarodników pleśni i cząsteczek sadzy. Jeśli pan sobie wyobraża, że one, na ten przykład filtrują dwutletnek azotu, czy dwutlenek węgla no to, niestety, ale właśnie się pan ośmiesza... No cudów nie ma, panie Kielichu. Tlenek węgla, panie Kielichu, ma gęstość niższą, niż gęstość niezanieczyszczonego powietrza, niby jak chciałby pan go filtrować? Niechże pan zrozumie, gdyby filtr kabinowy go wyłapywał, to by musiał jednocześnie całe powietrze zatrzymać i by się pan udusił. Kataliza dwutlenku azotu (nie filtrowanie!) przebiega, jeśli pamiętam, w temperaturach powyżej 200C. Obecnie dopiero opracowywane są prototypy systemów przeprowadzających ją w niższym zakresie temperatur.
Dzięki dobremu filtrowi kabinowemu nie ma pan w samochodzie charakterystycznego dla starszych pojazdów zapaszku - i po części chronią pana przed różnymi alergiami. Raz jeszcze, tu nie ma cudów. Ich znaczenie dla tej części badań dotyczy szybkości przepływu powietrza - inaczej mówiąc określa szybkość wymiany powietrza w kabinie. Niechże pan sprawdza, zanim pan coś zapisze. Czy pan poważnie wierzy, że filtry kabinowe filtrują CO2???
Pisząc, że w dwóch pierwszych pracach brakuje metodologii badań, zwyczajnie pan kłamie.
Ponieważ ktoś mógłby uznać to stwierdzenie za przesadzone, zacytuję fragment abstraktu pierwszej pracy:
Volunteers provided with personal air sampling (PAS) equipment covered concurrently, by car or bicycle, various selected routes. These comprised two inner city routes in Amsterdam (ICR 1 and 2) as well as a route including a tunnel on a busy highway (TR) and a rural route just south of Amsterdam (RR). A third inner city route, a busy narrow street, was subsequently also selected, and covered by bicycle or walking (ICR 3). Each run lasted about 1 h; the sampling time on the TR route was approximately 30 min. The sampling periods in January and May lasted 2 weeks with four sampling days per week. In August only ICR 3 was covered, this sampling period lasted 2 days. CO, NO2, benzene, toluene and xylenes were measured in the personal air samples. A monitoring vehicle covered the routes concurrently and measured CO, NO2 and pm10 (semi) continuously. Lead and PAH content in pm10 was determined. The ventilation of the volunteers was measured while they were using a car or a bicycle. The route and the type of transport influenced (P < 0.001) the concentrations of CO, benzene, toluene and xylenes. The daily average temperature was positively associated with the exposure of car drivers and cyclists to most compounds measured.
Opis metodologii w pełnej wersji jest nieporównanie bardziej rozbudowany. Druga z prac jest popularnym przeglądem źródeł, do których odsyła w stosownych przypisach. W poszczególnych źródłach metody badań są precyzyjnie opisane.
Wybrałem te prace, bo są akurat dostępne i mają dość syntetyczny, przystępny charakter - zwłaszcza praca Duńczyków jest, moim zdaniem, wyjątkowo dobrze napisana. Jednak skoro chce pan aktualne, to poniżej cytuję za Karanasiou, Viana, Querol, Moreno, i de Leeuw, 2013 (!) przegląd wybranych publikacji od roku 2000:
Dons et al., 2011, 2012 and 2013; DeNazelle et al., 2012; Nwokoro et al., 2012; Rojas-Rueda et al., 2011; Strak et al., 2010; Zuurbier et al., 2010; Int Panis et al., 2010; Berghmans et al., 2009; Boogaard et al., 2009; Briggs et al., 2008; McNabola et al., 2008; O’Donoghue et al., 2007; Kaur et al., 2006; Adams et al., 2001 and 2002; Rank et al., 2000
Przegląd wybranych, bo wszystkich się nie da. Nie ma tam np. opracowania Gullivera i Briggsa z 2004, nie ma rezultatów badań amerykańskich, które w ubiegłym roku opublikowali Bigazzi, Figliozzi, and Clifton, itd, itd.


Marlow 07 lipca 2014 15:51
@leszekbejmert No czas przejazdu i trasa to oczywiście jest chyba najważniejsza sprawa, i masz tu rację. Ja naprawdę jeżdżę po mieście bardzo dużo. Tu niedaleko, w godzinach szczytu, wiara przejeżdża samochodami niecałe 2 km w ciągu 15 minut (czasem dłużej, jak ich tramwaj zablokuje). Jadąc kawałek dalej ścieżką rowerową, przejeżdżam obok nich w jakieś 6 minut.
No cudów nie ma.
W tych badaniach trochę sztucznie kazali ludziom pedałować w korku. Normalnie każdy tego unika.
Ale te cyklistki to, no, rewelacyjne!
;)
@moodus Czyli, inaczej mówiąc, obyśmy tak zdrowi byli!
;)


Marlow 07 lipca 2014 15:58
@karnigore-kanibal No to jest oczywista rzecz, panie Kanibalu, oczywista. Toteż piszę w otwarciu wpisu, że istnieją kiepscy, nieznający przepisów, zachowujący się chamsko rowerzyści. No istnieją, i nic nie poradzimy. Tak jak istnieją beznadziejni, chamscy,kierowcy.
Nic nie poradzimy. Drogówka trochę może pomóc, trochę szkoła, ale my nic nie poradzimy. W Anglii też są, oczywiście, są i w Holandii, i w Japonii też. (pPanie Kanibalu, co taka jadąca na rowerze starowinka w Tokio jest w stanie wyczyniać, to by pan nie uwierzył, tak jak by pan pewnie nie uwierzył, jak jej, też wiekowa, sąsiadka, będzie kombinować swoją Toyotą, wyjeżdżając z parkingu sklepowego. Żywe nie ma prawa!)
Ja tylko, panie Kanibalu proszę uprzejmie, żeby na podstawie istnienia idiotów nie tworzyć absurdalnych generalizacji.


qielih 07 lipca 2014 18:06
Panie Marlow,
Stwierdzeniem, że ja kłamię przekroczył Pan granicę, granicę poziomu intelektualnego dyskusji, którą kiedyś obiecałem sobie, że nie będę przekraczać.
Skoro twierdzi Pan, że filtry węglowe nie chronią nas w jakimś stopniu przed spalinami to potwierdza się to, że ta pewna granica została przekroczona i to nie jeden raz.
Cieszę się, że poświęcił Pan swój czas na szukanie dowodów, które miałyby osłabić moją argumentację. Z pewnością w jakiejś części się to Panu udało.
Pozostaję przy swoim, że badacze, skoro korzysta się z systemu wentylacji samochodu (czy się nie korzysta?), którzy pomijają jeden z ważnych elementów takowej popełniają błąd. Szkoda bo przy okazji dowiedzielibyśmy się ile są one faktycznie warte.
Dla Pana z pewnością materiał firmowy jest kłamstwem ale pozwolę sobie zamieścić coś na temat filtrów:
http://www.bosch-prasa.pl/informacja.php?idinformacji=1231
Pozdrawiam,
Q

Jendras - Obywatel 07 lipca 2014 18:28
Pan @Marlow
Ja przepraszam, że się tak wewcieram między tę lamkie wódki, a zakąskie, ale - w niczem nie zapotwierdzając bzdurów odkryć serwowanych przez Pana Kielonka - ośmielę się jednakowoż nadwzmiankować, że tego dwutlenka to nie tak trudno jezd zez powietrza wychwycić i z relacyją jego gięstości do gięstości powietrza wiele wspólności to nie zaposiada. Wiele dobrze pamiętam, to wystaczy jego, tego dwutlenka znaczy, przez roztwora wodorotlenka wapienia przebulgotać (a ma on, ten wodorotlenek znaczy, aż dwie grupy OH, co skądinąd bardzo Panu, Panie Marlole, spodobać się powinno ;) ), i tak zwanego frisze lufta będziem mieli jak się patrzy.
A jak któś chce tego dwutlenka na sucho z wozducha wyeksmisjonować, to trza go przez baniaczek z bryłkami tlenku wapnia, wapna palonego znaczy, przepuścić. W obu nadwzmiankowanych przypadkach ten dwutlenek z wapieniem się na trwałe zakuma i węglana wapnia se tem sposobem wyprodukujemy. Ale żeby w automobilach takie rzeczy zapodawali, to się mnie o uszęta nie obiło - co inszego w jakichś submarinach, w tych alkwa awkal aklaw, no, jak się nazywa, aparatach nurkowych znaczy, czyliż tyż jakowychś Apollach 13, co nawet w jednem filmie (tem z Forestem Gampem w jednej z głównych ról), o takiem filterze do frisze lufta było snadnie odrobione. :-)

Marlow 07 lipca 2014 19:00
@jendras Prawda, prawda i wszystko prawda panie Jendrasie. Ja tam jeno przeciw użyciu do tego celu filtra klimy, choćby nawet z samego Luksusa, zaprotestowałem.
Co do absorbcji to masz pan 100% racji (a nawet, przy zastosowaniu innych wartości bazowych, 150%), tylko to wdmuchiwanie do wiernej Syreny 105 wapna syfonowanego sodowanego czy innego wodorotlenku (tfu!) potasu (bardzo przepraszam) dodanego do mieszanki do oddychania to jakoś ostatnio mało przekonujące ono mi się wydawaje, od czasu, jak się kuzynka Krysia zbuntowała i odmówiła obsługi nożnej pomki od materaca, którą do tego celu zamakgajwerowałem, ta wredna małpa.
Ale, ja nikomu eksperymentów zabraniał nie będę.
:|


Marlow 07 lipca 2014 19:12
@qielih Oj, panie Kielichu, szukał, szukał, aż wyszukał. To niech pan wskaże uprzejmie, w którym miejscu pan Robert Bosch pisze, iż jego filtr skutecznie usuwa z powietrza:
Tlenek węgla
Dwutlenek Azotu
Benzen
Toluen
Xylen.
Byłby to pan uprzejmy wskazać?
Bo że taki filtr usuwa zanieczyszczenia stałe, jak sadza, pył i cząstki brudu, pyłki roślin i bakterie.
To ja już o tym, panie Kielichu wspominałem. I te usuwa, jak pisze pan Robert Bosch, w 100%, dzięki czemu, jak to panu dokładnie tam tłumaczą, nie będzie pan dotknięty objawami alergii. O czym też już pisałem. No pisałem, panie Kielichu, pisałem. Przecież nie twierdzę, że te filtry są bezużyteczne, przeciwnie, to dobra rzecz jest.
W sprawie kłamstwa. Panie, Kielichu. Opis metodologii w tekście jest, jak wół, zacytowałem jej streszczenie - za autorami, a pan twierdzi, że jej nie przedstawiono.
Jak mam to nazwać? Prawdą kreatywną?


qielih 07 lipca 2014 22:14
Z mojego linku:
"Większość samochodów osobowych jest obecnie wyposażona w filtry kabinowe, które zatrzymują szkodliwe substancje z powietrza zasysanego do wnętrza pojazdu: spaliny z innych pojazdów, drobne cząsteczki pyłu i sadzę, ale także pyłki roślin i bakterie, ozon oraz związki azotu."...
..."Filtry kabinowe z węglem aktywnym
Filtr kabinowy z węglem aktywnym dysponuje wszystkimi zaletami standardowego filtra kabinowego. W 100 proc. usuwa zanieczyszczenia stałe, jak sadza, pył i cząstki brudu, pyłki roślin i bakterie.
Dodatkowa warstwa zawierająca węgiel aktywny pochłania szkodliwe gazy takie jak ozon, węglowodory oraz związki siarki i azotu nie dopuszczając ich do kabiny kierowcy. "...
----------
Z innego źródła:
"Za do odpowiada węgiel w filtrze przeciwpyłkowym? Otóż, pierwiastek ten ma naturalne zdolności do neutralizacji pewnych substancji. Chodzi więc o to, że tego typu filtr prócz zatrzymywania elementów stałych o których już wspomnieliśmy, odpowiada za redukowanie niektórych szkodliwych dla zdrowia gazów. Węgiel łączy się bowiem z metalami ciężkimi, pochłania opary benzyny i niektóre tlenki. Dzięki temu do wnętrza pojazdu nie dostają się spaliny i brzydkie zapachy."
http://www.filterki24.pl/filtr-kabinowy-z-weglem-czy-sie-oplaca/
Zaznaczam: Nigdzie nie napisałem, że chroni ten filtr w 100%. NIGDZIE.
Kto chce może sprawdzić te dane w internecie.


Marlow 07 lipca 2014 22:20
@qielih Panie Kielichu, przepraszam, chyba nie zrozumiał pan pytania.
Pozwoli pan, że powtórzę:
Niech pan wskaże uprzejmie, w którym miejscu pan Robert Bosch pisze, iż jego filtr skutecznie usuwa z powietrza: 
- Tlenek węgla
- Dwutlenek Azotu
- Benzen
- Toluen
- Xylen. 
Byłby to pan uprzejmy wskazać? 
Z góry dziękuję.


qielih 07 lipca 2014 22:23
Panie Marlow,
W Pana świecie czarno-białym: Q=K.
Rowerzysta nie ma prawa zwolnić by wszystko pasowało do tego świata.
A ten, który czegoś być może nie dopatrzył jest kłamcą.
Ot cała prawda.
Jak wcześniej napisałem w jakiejś części zostałem przekonany, że tak rzeczywiście w większości samochodów musi być wyższe zanieczyszczenie. Najprawdopodobniej.
To się Panu udało. Najprawdopodobniej.
Pozdrawiam serdecznie.
Q


Marlow 07 lipca 2014 22:43
@qielih Czyli w jakiejś tam, drobnej części dyskusji, być może się porozumieliśmy. Zawsze to lepiej, niż bezwzględny brak porozumienia we wszystkich częściach.
Pozdrawiam wzajemnie!


obserwatorka 08 lipca 2014 06:59
@Marlow
Rowerzyści na polskich drogach to samobójcy. Tak mówią ale ja jeżdżę już sto lat i mam się dobrze.


Karnigore Kanibal 08 lipca 2014 09:50
@Marlow - ale to nie jedna taka wpadka, u nas notorycznie takie cymbały na rowerach uparcie przeciskają się między pieszymi na wąskim chodniku, mimo że ścieżka rowerowa jest PO DRUGIEJ STRONIE ULICY! Albo w przypadku braku wyznaczonego przejazdu dla rowerów przez ulicę JADĄ PO PASACH. Jak taki delikwent tak rowerem jeździ, to strach pomyśleć co wyprawia w samochodzie!


Andrzej Jędrasik 08 lipca 2014 10:15
@Marlow
Za późno się włączyłem do waszego wyścigu.Peleton już mi uciekł.
Ale nic to.Pedałuję dalej!



Marlow 08 lipca 2014 13:38
@obserwatorka Się zgadzam w 100%!
@Karnigore-kanibal Też wszędzie tak bywa niestety. I się zgadzam, to dotyczy samochodu, ale też to chyba dotyczy wszystkich aspektów funkcjonowania w społeczeństwie. Takie trochę niechlujstwo obyczajowe, żeli sie tak mogę wyrazić. W takich Stanach na ten przykład inna rzecz jest potwornie denerwująca - biegacze notorycznie zasuwają tymi 40 centymetrowymi pasami dla rowerów wydzielonymi z jezdni. W sumie, wszędzie to jakby dotyczy tego, żeby trochę pomyśleć i jakoś razem współpracować...
A póki co, ja tam, w takich sytuacjach, wrzucam na luz - w każdym tego słowa znaczeniu. ;)
@Andrzej-jedrasik Łap peleton! W kupie siła! :mrgreen:


henrykspol 08 lipca 2014 23:43
(@henrykspol)
Ależ ja Ciebie ani krytykuję, ani chwalę. Po prostu Twój wpis jest dla mnie przykładem naszej, uśrednionej, reakcji na ludzi i zdarzenia. Akurat pisałem o tym. Poza wszystkim, należy Ci się duży plus za spowodowanie wpisu Marlowa @Marlow . :)


henrykspol 09 lipca 2014 00:07
@Marlow
Właśnie tak mi się ( z problemem) modernizacji skojarzyło. Próbowałem rzucić okiem na ten artykuł, ale tylko pierwszą stronę pokazują i każą płacić. http://link.springer.com/article/10.1007%2FBF00626351#page-1. Wywołałeś nielichą dyskusję.


Marlow 09 lipca 2014 01:39
@henrykspol Lepiej o rowerach, niż międlić te (PO)(d)słuchy, z których w sumie nic nowego nie wynika. Giertych, w czasach gdy był wicepremierem, publicznie i jawnie zestawiał organizacje homoseksualistów z organizacjami faszystowskimi i komunistycznymi. Niby więc czego nowego się w tej kwestii dowiedzieliśmy?
Toż to, qurcavodna, jak niegdyś w maglu. :roll:
A tu przynajmniej coś konkretnego.
- Rowerzysta przeczyta - pomyśli, że może lepiej jednak trochę przed wjazdem popatrzeć, bo te wredne sukinkoty...
- Kierowca przeczyta - pomyśli, trzeba jednak zwolnić przed przejazdem, bo te wredne sukinkoty...
:mrgreen:
No. I jest jakiś pożytek.
W kwestii tekstu -rzuć okiem na priva.
Zdrówko!


obserwatorka 09 lipca 2014 10:41
@Marlow
A jeśli o zanieczyszczenia chodzi to bardzo ładnie ci Holendrzy to udowodnili. Ale ja całkiem duży laik wiem to na logikę bez nauki, że w aucie jak np włączymy klimatyzację albo i nie włączymy to więcej tego syfu w pudle zamkniętym mamy niż na wolnym powietrzu.
Co do bezpieczeństwa to - to słynne ograniczone zaufanie kierowców wszelkich pojazdów jest jak najbardziej słuszne. Bo na cmentarzu są całe aleje tych co mieli rację.


Trubadur 09 lipca 2014 11:57
@marlow
Rowerem jeżdżę rzadko - boli mnie tyłek od siodełka. Biegam często. Samochodem jeżdże często. Nie wiem, czy mogę przytoczyć wobec powyższego dwie scenki rodzajowe w sposób tak obiektywny jak autor i bez posądzania mnie o mądrzenie się, kiedy inni bardziej doświadczeni piszą...
Scenka 1. Trzy pasy ruchu w jednym kierunku. Główna arteria komunikacyjna w Warszawie. Ścisk na drodze jak zwykle. Na odcinku kilometra kilku rowerzystów "korzysta z drogi publicznej". Efekt identyczny jak roboty drogowe na prawym pasie w trzech miejscach. Robi się korek.
Scenka 2. Parę lat temu. Dwanaście litrów starego diesla o nazwie Ikarus toczy się w chmurze czarnego dymu po ulicy. Za nim "podciąga się", jadąc tuż za autobusem miłośnik kolarstwa. Mdło mi się robi na sam widok.
Tak sobie myślę, Panie Marlowie, że te stereotypy w postrzeganiu rowerzystów nie biorą się jedynie z natury typowej dla "pieniacza za kółkiem", ale też z sytuacji takich jak w scence 1.
Co do zdrowotnych aspektów uprawiania kolarstwa, to bez wątpienia lepiej się ruszać niż siedzieć. Niekoniecznie trzeba się delektować przy okazji taką jeżdżącą sziszą jak ten opisany Ikarus i będzie git. Ten opisany kolarz pewnie jechał do sklepu z ekologiczną żywnością po wodę z alpejskiego lodowca. :mrgreen:
Sądząc po reakcji na ten wpis, hitem następnych miesięcy mogą być podsłuchy rozmów prowadzonych przez rowerzystów, jadących po drodze publicznej "jeden obok drugiego". Coś w stylu: "Tych pieszych na pasach to trzeba wypie.dolić. Snują się całą szerokością w obu kierunkach jak święte krowy. Przejechać nie można!", Temat w sam raz na wakacje.


qielih 09 lipca 2014 13:22
@henrykspol
Nigdzie nie napisałem, że jestem geniuszem, kimś specjalnym. Jestem średnio inteligentnym człowiekiem. Do tego jak jest upał to się bardziej emocjonuję, szczególnie w pewnych okolicznościach. Pomimo codziennych starań.
Życie uczy. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Tak jak napisał Marlow. Być może jeden raz więcej ktoś zwolni. Pewnie się wkurzy ale może po jakimś czasie nie będzie myślał, że ten drugi to sukinkot.


Marlow 09 lipca 2014 15:31
(@Marlow)
@trubadur Panie Trubadurze, by tę obiektywność zachować, muszę zauważyć, że oba przykłady są odrobinkę jednostronne. Mógłbym na nie odpowiadać, mógłbym polemizować, ale prawdę mówiąc chodzi mi właśnie o to, żeby uniknąć "kłótni na przykłady" w rodzaju "a u was biją Murzynów!".
Rzecz w tym, że to nie powinny być podstawy do uogólnień, ale raczej problemy do rozwiązania. Nie ma sensu przytaczać "parkowania na ścieżkach rowerowych" jako przykładu głupoty kierowców. Trzeba się zastanowić, co jest nie w porządku, dlaczego to parkowanie jest - w danym miejscu - nieuniknione, i jak temu zaradzić (poza, oczywiście, pisaniem mandatów).
By wyjaśnić co mam na myśli, przykład z Pyrlandii.
Kamienica przy kamienicy, zakaz parkowania po jednej stronie, po drugiej ścieżka rowerowa. Rowerzyści się wkurzają i obszczekują kierowców. Kierowcy się wkurzają, bo są obszczekiwani - a że niby słusznie, więc znajdują inne powody do obmiałkiwania rowerzystów. A sprawa jest akurat w tym wypadku naprawdę prosta - robimy obszerną drogę jednokierunkową, starczy miejsca i na ścieżkę rowerową, i na dwa regularne pasy w jednym kierunku i jeden "półpasiec" do parkowania ukośnego, i na chodniki oczywiście. Dwie przecznice dalej robimy równoległą, dwupasową jednokierunkową na abarot.
Tymczasem wszak, na poziomie miasta, problemem zajmują się pracownicy Ministerstwa Dziwnych Kroków, którzy rozwiązują go dodając losowo wybrane znaki drogowe (obecnie brakuje już chyba tylko "kierowco, chroń jeża!").
Tak więc traktujmy to jako problemy do rozwiązania, nie jako przykład nonsensownych zachowań charakterystycznych dla całości.
(Nb. z zażenowaniem muszę napisać, że rozwiązanie pierwszego ze wspomnianych przez pana problemów się panu chyba nie spodoba, a jeśli się dobrze domyślam, o którym rejonie stolicy mowa, to ono, zdaje się, może być wprowadzone... :| Podkreślam - chyba się nie spodoba.)
@obserwatorka Znakomity Jan Nowicki jako Wielki Szu kiedyś takiej rady udzielał swojej, hm, bardzo bliskiej przyjaciółce ;) :
- jedź tak, jakby wszyscy chcieli cię zabić!
To oczywiście filmowa dramatyzacja, ale idea jest słuszna i z zasadą ograniczonego zaufania się głęboko zgadzam. Nigdy nie wiemy co zrobią inni uczestnicy ruchu, czy to kierowcy, czy rowerzyści, czy piesi, czy, na ten przykład, traktorzyści.
@all Do powyższej zasady zaś dodam - skoro mamy zaufanie już ograniczone, to nie denerwujmy się tak, jeśli się zasada potwierdziła, i ktoś faktycznie zrobił coś głupiego. No w końcu tego się spodziewaliśmy, nie? ;) Więc wyluzujmy, powiedzmy sobie z zasłużonym uśmiechem satysfakcji: wiedziałem, że się fujara jakaś zawsze znajdzie, i jedźmy, czy też idźmy dalej. ;)
@qielih Panie Kielichu, się zgadzam, i nawet powiem - a póki co, niech tam sobie nawet pomyśli, że sukinkot, ale niech się przy tym choć uśmiechnie!
Najważniejsze wszak, że zwolni i popatrzy. Czy to na rowerze, czy w samochodzie, czy - nie zapominajmy o najbardziej popularnym rodzaju komunikacji - pieszo.
Pozdrawiam wszystkich!


Trubadur 09 lipca 2014 17:57
@marlow
Organizacja ruchu, oznakowanie ulic i ogólnie pomysł na komunikację w mieście to horror jest. Zapewne taki sam w Pyrlandii jak i w Warszawce.
Znaczy to tylko tyle, że bez rozsądku i zrozumienia będziemy na siebie warczeć a lepiej nam i tak przez to nie będzie.
Wobec powyższego pozwalam sobie rzucić w czeluście Internetu hasło: "Użytkownicy dróg publicznych łączcie się!" :)


Marlow 09 lipca 2014 18:46
@trubadur Otóż to! Przy odrobinie dobrej woli da się jakoś te przepaści zasypać! :)


henrykspol 09 lipca 2014 18:54
@Marlow
Dzięki, rzuciłem. Zgadzam się z Tobą. Ta dyskusja o rowerach i ruchu drogowym jest na pewno istotniejsza niż proste przekomarzanie się fanów PO i PiS na temat podsłuchów.


qielih 09 lipca 2014 20:28
@Marlow
Panie Marlow nie miałbym nic naprzeciw jakbyśmy przeszli na ty.
Pozdrawiam,
Q


hk27 09 lipca 2014 21:32
@Marlow
Krajobraz - wykres ciśnień między pupą i siodełkiem jest m.in. funkcją wieku właścicielki pupy i kształtu siodełka.
Na wiek trudna rada. Nad kształtem trza się skupić.
W szczegółach nie wiadomo jeszcze jak jest. :shock:


Marlow 10 lipca 2014 00:00
@qielih
Z przyjemnością!!!
@hk27
Panie Haku, pan tu, nomen omen, dotknął sedna problemu. Konieczne są jednak dokładne badania terenowe. I tu zabawna sprawa. Otóż jeśli przyjrzymy się tej fotce w nieco większej rozdzielczości, to okazuje się, że za czwórką sympatycznych dziewcząt stoi pewien dżentelmen, który, powodowany ciekawością rasowego badacza, zatrzymał się, wyjął smartfona i najwyraźniej wykonuje zdjęcia kształtu wymienionej przez pana części ciała w bezpośredniej relacji z siodełkiem - niechybnie po to, by je później spokojnie przeanalizować w zaciszu gabinetu.

;)


qielih 10 lipca 2014 13:35
@Marlow
Również z przyjemnością.