Trudo się ludziom porozumieć... Jeśli w coś uwierzymy, jeśli ktoś nas przekona, zapadamy w parareligijny "stan wyznawcy": wszystkie fakty stają nagle w zupełnie nowym świetle, wszystkie interpretacje czyni ważnymi tylko właściwa ich motywacja. Niekiedy wynika to z ostatecznego przyjęcia wybranej opcji politycznej. Ciągłe wybory i towarzysząca im odpowiedzialność za własne sukcesy i porażki składają się na brzemię zbyt ciężkie dla wielu z nas, oddajemy więc i wybór, i odpowiedzialność. Innym razem "stan wyznawcy" może powstać w efekcie pozornej oczywistości rozwiązania, którego alternatywy zdają się zbyt skomplikowane, by je traktować poważnie. Rodzaj "fałszywej brzytwy Ockhama"? Jeśli ktoś nam mówi: "my to zrobimy za ciebie", to naprawdę nie oznacza, że właśnie znaleźliśmy rozwiązanie najprostsze... Newsweek, Portal Opinii - 22.03.2012 |
Jeżeli nastąpi krach w ZUS-ie nie chcę myśleć co będzie z emerytami. Jeżeli nie zwiększymy obowiązkowych lat pracy –młodsze pokolenie niech się łapie za kieszenie, ponieważ ktoś musi za emerytury rodziców i dziadków zapłacić...
Zaprawdę, zawarta w powyższym cytacie myśl jednej z blogerek sięga sedna problemu, a sięga tak głęboko, że, niczym Dołęga-Mostowicz podtapiany przez sanacyjnych aktywistów, prawie w niej utonąłem i musiałem przemyśleć całą sprawę, by wreszcie spokojnie, żabką, powrócić na nieco czystsze wody. A skoro już prze-myśliwy-wuję, to czemu nie wrzucić.
Teraz (jak mam to we zwyczaju ;) ) krótka dygresja. Podczas kampanii prezydenckiej, jeden z doradców i popleczników Mitta Romneya, kandydata republikanów, przyznał, że gubernator musi jeszcze sporo popracować nad autoprezentacją. To prawda. Faktycznie widać było że Romney wiedział, co chciałby zrobić, o dziwo, sprawiał nawet niekiedy wrażenie jakby wiedział jak to w praktyce przeprowadzić, ale kiedy coś mówił, to nawet jego „maszyna” (tak w Stanach nazywają grupę aktywnie wspierającą kandydata) musiała ten ułamek sekundy pomyśleć, zanim demonstracyjnie wykonano właściwe reakcje. Rzućcie okiem na stare transmisje CNN, naprawdę to widać. W Stanach Romneyowi było trudno, ale na pewno pocieszała go myśl, że i tak nieźle mu idzie, bo w Polsce przecież w ogóle nie miałby szans. I oczywiście tylko dlatego Romney startował w Stanach.
Mniej więcej 99% polskich wyborców, dyskutując dowolny projekt, np. reformy systemu emerytalnego, ma gdzieś nudne wyliczenia. Oni wszak, całą swą większością, do spraw ducha są przynależnieni, więc bardziej interesuje ich do której z malowniczo nazywanych partii należy autorstwo projektu (barwna, lokalna egzotyka takie nazwy, świetnie turystów przyciągają...).
PO proponuje reformy? No właśnie, reformy rząd MUSI przeprowadzić. Sama TAK MYŚLAŁAM (forma żeńska nie z powodu z powodu cytatu, jeno dla żendehrowej poprawności), przecież tak TRZEBA, każdy to widzi, a przywódcy opozycyjnych partii spieprzą wszystko i będą się później krygować z fałszywym współczuciem.
W drugiej z dopuszczalnych wersji: To projekt tych łobuzów z PO? Czego się dziwić, zabić nas wszystkich chcą, do spółki z palizboczeńcami, zabić chcą, jak na robotach u bauera, ale Prezes najpierw ich wszystkich rozstrzela, a potem posadzi!
Rząd dopasowuje się do poetyki dyskusji równie zręcznie jak opozycja i wszyscy zgodnym chórem odmieniają słowo „wartości” przez obie znane sobie liczby. Przez przypadki nie, bo w naszej polityce nic nie dzieje się przypadkiem. Dzieci to wartości. Ludzie starsi to wartości. Bezrobotni to wartości - potencjalne. Nawet reformy to wartości. Emeryci to też są wartości, ale niestety ujemne (wg strony rządowej) lub symboliczno-tradycyjne (wg części opozycji). Chóry w polityce są zazwyczaj pierwszą formą ostrzeżenia przed zbiorową histerią, i rzeczywiście, wszyscy oplatają się nawzajem siecią skomplikowanych „czynników społeczno-ekonomicznych”, wiodąc słuchacza na manowce w najgorszej tradycji, tak znakomicie opisanej w Erystyce Arthura Schopenhauera, (nawiasem mówiąc gdańszczanina, i w ogóle bardzo inteligentnego człowieka).
W drugiej z dopuszczalnych wersji: To projekt tych łobuzów z PO? Czego się dziwić, zabić nas wszystkich chcą, do spółki z palizboczeńcami, zabić chcą, jak na robotach u bauera, ale Prezes najpierw ich wszystkich rozstrzela, a potem posadzi!
Rząd dopasowuje się do poetyki dyskusji równie zręcznie jak opozycja i wszyscy zgodnym chórem odmieniają słowo „wartości” przez obie znane sobie liczby. Przez przypadki nie, bo w naszej polityce nic nie dzieje się przypadkiem. Dzieci to wartości. Ludzie starsi to wartości. Bezrobotni to wartości - potencjalne. Nawet reformy to wartości. Emeryci to też są wartości, ale niestety ujemne (wg strony rządowej) lub symboliczno-tradycyjne (wg części opozycji). Chóry w polityce są zazwyczaj pierwszą formą ostrzeżenia przed zbiorową histerią, i rzeczywiście, wszyscy oplatają się nawzajem siecią skomplikowanych „czynników społeczno-ekonomicznych”, wiodąc słuchacza na manowce w najgorszej tradycji, tak znakomicie opisanej w Erystyce Arthura Schopenhauera, (nawiasem mówiąc gdańszczanina, i w ogóle bardzo inteligentnego człowieka).
Dzięki wartościom, wypowiedzi naszych drogich erystów i eryst zyskują na... ...wartości, pełne uwag o tym, że emerytury za dużo kosztują, a podniesienie wieku emerytalnego ma temu zaradzić. Jedyny element całkowicie pozbawiony wartości (paradoksalnie, nawet negatywna byłaby zbytnim dowartościowaniem) to konkretne wyliczenia – albowiem nasi dżentelmeni nie rozmawiają o faktach. W istocie, są wprawdzie chore kraje, w których dżentelmeni, owszem, rozmawiają o faktach, a tylko z faktami nie polemizują, ale polscy dżentelmeni są nieporównanie bardziej dżentelmeńscy niż inni i o faktach nie rozmawiają w ogóle. To samo naturalnie odnosi się do dam (prawdziwe damy też nie rozmawiają o faktach, za to nasi dżentelmeni chętnie rozmawiają o damach).
Dżentelmeni z koalicji chcą osłabić szok spóźnionej emerytury dopłatami za rozmnażanie. Logikę widoczną w rozumowaniu koalicjanta rozumiem i szanuję. Są dopłaty do obsiewania zbożem elitarnym, mogą być dopłaty za rozmnażanie. Nie do końca wszak rozumiem, czemu za rozmnażanie rząd powinien dopłacać wyłącznie matkom? Często zdarza się, że ojciec też ma w tym aktywny udział! Najprawdopodobniej chodzi o wyeliminowanie społecznych patologii i ewentualnego zjawiska panojcostwa (vide znakomity skecz „Kordła” z niegdysiejszego kabaretu Dudek).
Ewentualnie więc możemy dopłacać za rozmnażanie. Polska za lat 10-15 będzie krajem miodem i mlekiem płynącym, z bezrobociem bliskim zeru, będzie jednak cierpiała na dramatyczny brak gotówki i rąk do pracy, dlatego ważne będą ręce każdego staruszka i rączki każdego oseska (z tych dopłat).
Ewentualnie więc możemy dopłacać za rozmnażanie. Polska za lat 10-15 będzie krajem miodem i mlekiem płynącym, z bezrobociem bliskim zeru, będzie jednak cierpiała na dramatyczny brak gotówki i rąk do pracy, dlatego ważne będą ręce każdego staruszka i rączki każdego oseska (z tych dopłat).
Wszystko bez jakichkolwiek wyliczeń!
Tajne przez poufne, czy co? Mistrz Wincenty, uniesiony skrzydłami swego geniuszu, patrzy z takich wysokości, że może operować jedynie logiką rozmytą. Ludności będzie więc wyraźnie mniej, podobnie jak wyraźnie mniej będzie gotówki na emerytury. Ergo, obowiązująca formuła:
Co robić?! Co robić?! (Tu właśnie cytat z początku wpisu). To przecież oczywiste, podwyższyć, “w niewielkim stopniu” (zgodnie z regułami "fuzzy", choć już nieco mniej "logic"), wiek emerytalny! Przy tej samej ilości ludności mamy mniej do odjęcia, czyli - pozornie (!) - więcej gotówki do rozdania. Rozwiązanie proste i eleganckie jak kapelutek mistrza Wincentego. W kontekście tak złożonego wnioskowania, pewnym niepokojem napełniła mnie niedawna informacja z biznesowej części Interii, że Leszek Balcerowicz twierdzi: potrzebna jest śmielsza reforma emerytalna!
Tajne przez poufne, czy co? Mistrz Wincenty, uniesiony skrzydłami swego geniuszu, patrzy z takich wysokości, że może operować jedynie logiką rozmytą. Ludności będzie więc wyraźnie mniej, podobnie jak wyraźnie mniej będzie gotówki na emerytury. Ergo, obowiązująca formuła:
ILOŚĆ WYRAŹNEJ LUDNOŚCI, PO ODJĘCIU ILOŚCI WYRAŹNYCH EMERYTÓW, JEST WPROST PROPORCJONALNA DO ILOŚCI GOTÓWKI NA NIEWYRAŹNE EMERYTURY.
Co robić?! Co robić?! (Tu właśnie cytat z początku wpisu). To przecież oczywiste, podwyższyć, “w niewielkim stopniu” (zgodnie z regułami "fuzzy", choć już nieco mniej "logic"), wiek emerytalny! Przy tej samej ilości ludności mamy mniej do odjęcia, czyli - pozornie (!) - więcej gotówki do rozdania. Rozwiązanie proste i eleganckie jak kapelutek mistrza Wincentego. W kontekście tak złożonego wnioskowania, pewnym niepokojem napełniła mnie niedawna informacja z biznesowej części Interii, że Leszek Balcerowicz twierdzi: potrzebna jest śmielsza reforma emerytalna!
Bożesz mój – tu ze strachem zawołała moja Babcia – będą rozstrzeliwać!
Miejmy nadzieję, że nie. Leszek Balcerowicz na razie zaledwie nawołuje do stworzenia śmielszej koncepcji „niewielkiego stopnia”.
Wielbiciele mistrza Wincentego niechybnie zauważyli już, że brak mi choć odrobiny jego talentu. Niezdolny do operowania logiką rozmytą, postanowiłem przełożyć to sobie na logikę dwuwartościową i spojrzeć na liczby. (Za stary pies jestem, żeby pozować na dżentelmena.) Próbowałem googlowania, ale jedyne konkretne linki związane były z dyskusją o wcześniejszych emeryturach (circa 2008).
Tu ciekawostka – najwyraźniej sporo osób już próbowało tej drogi, bo sympatyczne Google usłużnie wypełniło mi zakończenia WSZYSTKICH pytań, którymi usiłowałem zdemaskować pazerność emeryckich darmozjadów. Przy okazji przekonałem się, że nie tylko mnie brakuje w tej dyskusji konkretów. Na zagadkę braku konkretów zwrócił uwagę m.in. pan Maciej Rogala (wstyd, panie Macieju, żaden z pana dżentelmen, ale za to czasem warto pana poczytać...)
Jeszcze jedna ciekawostka. Po przeczytaniu wyrzuconych przez Google tekstów doszedłem do dziwnego przekonania, że wszystkie wspomniane wyniki z około 2008 (kilka późniejszych wraca do tamtej dyskusji, bo najwyraźniej nie ma niczego nowszego) w praktyce, w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób, powoływały się na wyliczenia Andrzeja Rzońcy i Wiktora Wojciechowskiego, zaprezentowane w memorandum „Ile kosztują nas wcześniejsze emerytury?” FOR 2008.
Andrzej Rzońca to protegowany Leszka Balcerowicza, pracował dla NBP, EBC, Banku Światowego i FOR, „członek szeregu rad nadzorczych” (wprost uwielbiam ten fragment w dzisiejszych biografiach, jakoś od razu cieplej robi się na sercu) obecnie (w 2008 jeszcze nie) członek Rady Polityki Pieniężnej, czyli praktycznie „Balcerowicz Light”. Wiktor Wojciechowski to najwyraźniej „Rzońca Light” lub „Balcerowicz Ultra-light” (czyli mniej więcej to samo, minus instytucje międzynarodowe). Otóż najwyraźniej cała dyskusja, po dziś dzień, opiera się na tym jednym tekście, jak zaznaczyli autorzy - wyrażającym ich prywatne poglądy, i w praktyce związanym z ekonomiczną szkołą Leszka Balcerowicza.
Ważne zastrzeżenie: to jest akurat naprawdę niegłupi tekst, a ja nie uważam Balcerowicza za szatana i zło wcielone. Przeciwnie, myślę, że gospodarka wiele mu zawdzięcza. Niestety, uważam też, że nikt, nawet Leszek B. (tak jakoś te rady nadzorcze przywołują skróty literowe) nie jest nieomylny, chciałbym wiec przeczytać jakieś inne, odmienne, ale równie poważne analizy konkretnych liczb. Tych brak, a ja zaczynam podejrzewać, że obecny projekt, który zdaniem Leszka Balcerowicza jest zbyt łagodny, powstał w obrębie tego samego sposobu myślenia, dalej, że w obrębie tego samego sposobu myślenia jest kontestowany także przez jego przeciwników, i wreszcie, że istnieje gdzieś dokument podobny do tekstu Rzońcy i Wojciechowskiego, ale w którego tytule nie ma już słowa „wcześniejsze”. To – z mojego punktu widzenia – tworzy pewien problem, bo ów tekst obu szanownych autorów, sprawnie przytaczających konkretne liczby, sprawia wrażenie pisanego ściśle w myśl obowiązującej ich teorii. Obowiązująca teoria jest taka, że
SKŁADKI EMERYTALNE SĄ DE FACTO FORMĄ PODATKU.
(Ponownie – vide cytat z początku wpisu.)Noooo... Hans... może na moment przestańmy się rozmnażać - jeszcze nie dopłacają - i dajmy spokój z gierkami. Powiększmy podatek o odpowiedni procent, wyjdzie na to samo, a mniej będzie liczenia przy wypełnianiu PITu! W końcu, tak uczciwie mówiąc, to coś podobnego już ćwiczyliśmy przez 45 lat, nein?
Nie wiem, może są jakieś portale ekonomistów, słabo pozycjonowane i nie pojawiające się w Googlach. Może źle formułuję pytania – to w sumie całkiem prawdopodobne. Tu więc apel: jeśli ktoś wie, gdzie w sieci taki tekst z konkretnymi wyliczeniami jest dostępny, może sobie robić jaja, że nie umiem szukać, przyjmę z właściwą mi pokorą, ale za to niech poda link!
Póki co, po przemieszkaniu - i przepracowaniu - kilku lat w całkiem zaawansowanych ekonomicznie krajach, chciałbym uprzejmie zwrócić wszystkim wielbicielom i wielbicielkom tej teorii uwagę na fakt, iż istnieje oryginalna i o dziwo, całkiem nieźle działająca koncepcja ekonomiczna w myśl której emerytura może zależeć od samego zainteresowanego! Naprawdę! Nie wiem, czy istnieje życie poza Ziemią, ale taka teoria jest i działa w praktyce. Pośród niechybnej niechęci, jaką słowa te wywołały, błagam z pokorą o zwrócenie uwagi na także dziwny, acz znaczący fakt: otóż zwykły pracownik w takich np. Stanach Zjednoczonych, może cieszyć się normalną emeryturą! Co ciekawe, może on przejść na skromną emeryturę w wieku 62 lat (naprawdę, niewiarygodne, ale może!), może przejść na lepszą w wieku 65 (jeśli woli), ale może też pracować dłużej (jeśli firma nadal go potrzebuje, a on ma takie życzenie). Jeszcze dziwniejsze, jeśli ktoś do wieku emerytalnego był na zasiłku, to nadal będzie na zasiłku. (I na niego faktycznie płacą pozostali podatnicy, jak u nas na 99% KRUSu). Już nawet nie napiszę, co jeszcze może, żeby zawałów nie powodować.
Wiem, wiem, nie stać nas na to. Pozostają śmielsze rozwiązania.
Babička, zavírej vrátka!
______________________________________
K O M E N T A R Z E
______________________________________
Afapipi - 03, 22, 2012 at 8:11 am
@Marlow
Rozbawiłeś mnie na równi ze Starszymi Panami i przez roztargnienie niechcący przycinnęłam minusika.Nie zmienia to faktu, że wpis bardzo mi się podobał i proszę o poprawienie minusa na plus (to do @FQ)- z góry dziękuję !:)
Ale do rzeczy…pytasz o konkretne wyliczenia. Niestety nie mogę Ci pomóc podsyłając link, ale mogę Cię za to rozbawić – w rewanżu- i przytoczyć symulację dotyczącą wysokości emerytur, którą załyszałam w radiu i która to informacja upewniła mnie, że jestem mądrą dziewczynką zapewniając sobie samodzielnie przyszłe życie rentierki. :) Otóż w owej audycji radiowej na którą się powołuję (przypadkowo zasłyszałam zatem nie jestem w stanie podać bliższych namiarów)- jeden z ekspertów orzekł, że za 30 lat najniższa emerytura będzie na poziomie 3000 zł a średnie wynagrodzenie wyniesie ca 35 000 zł. Oznacza to, że jak by nie patrzeć emeryt będzie miał nadal (podobnie jak dziś)- du.ę z tyłu.
Pozdrawiam z henrykowska – odkrywczo! :P
Zew - 03, 22, 2012 at 8:43 am
Moja mama ma szczęście i nie-szczęście, przeszła na pomostową w wieku 55 lat, czyli trwa to już 25 lat. Cały czas ma jednak kompleksy, że za mało dostaje żeby młodym pomagać. To nie o to chodzi. Zarówno emeryt ma żyć godnie, jak i młodzi (potomkowie) też. Cała ta szermierka o poprzeczce wieku emerytalnego służy tylko szermierzom, a nie tym dla których się niby walczy. Pozdrawiam
Andrzej-jedrasik - 03, 22, 2012 at 9:13 am
@Marlow
Babička!Karel się w grobie przewraca. :)
Zew - 03, 22, 2012 at 9:19 am
Przecież Gott żyje?!
Andrzej-jedrasik - 03, 22, 2012 at 10:10 am
@Zew
Tu nie chodzi o Gotta a Kryla, Ignorancie. :)
Fq - 03, 22, 2012 at 10:50 am
@Afapipi Przykro mi bardzo, ale owo nieszczęsne kliknięcie poleciało już do bazy i nie mam jak go zmienić. ;( Dodałam więc plus od siebie w Pani imieniu.
Afapipi - 03, 22, 2012 at 10:54 am
@FQ
Dzięki! :)
RaCZa - 03, 22, 2012 at 1:48 pm
@MarlowZgadzam się, że myśl autorki sięgnęła se dna. ;)Ty nie, ale nie pisz, że płynąłeś żabką, ok? :)
Marlow - 03, 22, 2012 at 1:54 pm
@Afapipi Dzięki i nie ma problemu :) Wiesz, czytałem trochę podobny przykład z którego wynikało, że za około 10 lat kolejny rząd (może ten sam…) zaproponuje kolejną reformę, podwyższając ponownie wiek emerytalny. Prawdę mówiąc dokładnie tak samo widzi to Balcerowicz. Ten ostatni wierzy głęboko, że nie ma innej drogi – co chyba oznacza, że stopniowo wydłużając wiek emerytalny, wrócimy do sprawdzonych rozwiązań i zlikwidujemy emerytury jako takie. Cool. Co do tego, że trzeba zatroszczyć się samemu – prawda, tylko prawda i sama prawda! Jest jednak sporo ludzi, którzy zwyczajnie nie są w stanie. Wszyscy nasi parlamentarzyści (niezależnie od akronimów) uważają, że rząd ma tych ludzi w tym wyręczyć (a przy okazji resztę). Ja uważam, że rząd ma im w tym pomóc (a resztę niech zostawi w spokoju!).@Andrzej-jedrasik Się nie przewraca, wie, że tak naprawdę to wyraz podziwu ;) Poważnie, to jest tak cholernie dobry tekst, no i znakomicie zaśpiewany. A że tytuł jest rewelacyjny, nie mogłem się oprzeć, zwłaszcza, że jest coś podobnego w nieporadności braciszka i nieporadności babci… Miał być inny, ale gdy zobaczyłem oczyma wyobraźni te lotne brygady, w przykurzonych na wiejskich drogach ciężarówkach, zdecydowanie realizujące śmiałe rozwiązania… Babička, zavírej vrátka!.@Zew Oni każdemu dzieciakowi z talentem dawali Karel, tak dla zmylenia przeciwnika ;) Ale poważnie – w sumie właśnie o godność tutaj chodzi. Dobrze Łukasz napisał, że godzien jest robotnik zapłaty swojej. Mateusz, wszak poborca podatków, zapoczątkował linię myślenia prezentowaną dziś między innymi przez panów Balcerowicza i Rostowskiego, i zinterpretował to inaczej: godzien jest robotnik swego wyżywienia (i to mu wystarczy, resztę bierze skarbiec Rzymu). .Pozdrawiam wszystkich!
Marlow - 03, 22, 2012 at 1:57 pm
@racza No dobra, się przyznam, pieskiem płynąłem, ale niech to zostanie między nami ;)
RaCZa - 03, 22, 2012 at 2:06 pm
@MarlowWażne, że po powierzchni, a nie przy dnie. ;)
Henrykspol - 03, 22, 2012 at 9:15 pm
@Marlow“Mniej więcej 99% polskich wyborców, dyskutując dowolny projekt, np. reformy systemu emerytalnego, ma gdzieś nudne wyliczenia… Polscy dżentelmeni o faktach nie rozmawiają w ogóle” Chciałem o tym napisać. TY zrobiłeś to naprawdę kapitalnie. Z trzy razy czytałem niektóre kawałki Twojego tekstu. Cała dyskusja opiera się na jednym tekście!!! To prawda najprawdziwsza, dotyczy nie tylko tej dyskusji i dyskusji w ogóle. Nie podam Ci żadnego linku, bo gdy próbuję szukać jakichkolwiek informacji dotyczących liczb (wydatków z budżetu, kosztów kilodżula albo kWh energii albo czegokolwiek) to jest tak samo. Nawet nie mogę się dowiedzieć jakie wydatki wchodzą w skład wydatków socjalnych. Pieprzą uczeni o procentach ale od czego? Nawiasem: Twoje pojęcia: ilość wyraźnej ludności, ilość wyraźnych emerytur itd.pewnie wejdą do obiegu naukowego… :) Pozdrawiam serdecznie oraz z najwyższym uznaniem.
Marlow - 03, 22, 2012 at 10:43 pm
@henrykspol Wielkie dzięki, choć muszę się przyznać, że jestem odrobinę rozczarowany. Naprawdę miałem nadzieję, że ktoś będzie na tyle wkurzony, że żeby mi nie dać satysfakcji, odpowie konkretami i wrzuci link… A tymczasem tego, że nie da się znaleźć żadnego linka żałują ludzie, którzy przynajmniej z częścią tego co napisałem się zgadzają.
W tej sytuacji mam wrażenie, że udało mi się obrazić tzw. milczącą większość. :(
Pozdrawiam wzajemnie!
Henrykspol - 03, 23, 2012 at 12:21 am
@Marlow
Obawiam się, że nikogo nie udało Ci się obrazić (a szkoda wielka). Wszyscy czytający przypisali się bowiem domyślnie do owego procenta co to nie ma gdzieś nudnych wyliczeń… ;)Pozdrawiam duchowo (inaczej się nie da, brak danych) :)
Marlow - 03, 23, 2012 at 1:16 am
@henrykspol Skoro tak, to nie jest źle, jest wciąż trochę ludzi cokolwiek bardziej wymagających. Dzięki za podniesienie na duchu! :)
Henrykspol - 03, 23, 2012 at 9:29 pm
@Marlow
Ja wiem, czy o wymagalność chodzi? To klątwa raczej jakowaś. Duch nas uciska. :)
Henrykspol - 03, 24, 2012 at 6:19 pm
@Marlow
Byłem jakoś przekonany, że cytat na początku Twojego artykułu sam wymyśliłeś dla ilustracji dusznego przynależenia. A tu masz placek… :) Letzer Kunstgriff. Nie wiedziałem, że Schopenhauer nie ponumerował wszystkich Kunstgriffów… :)
Marlow - 03, 24, 2012 at 7:55 pm
@henrykspol :) Oczywiście masz rację, ponumerował, ale ostatni (38) ma taki właśnie tytuł: Letzer Kunstgriff, dopiero w tekście określił go jako ad personam. Shopenhauer (nieskromnie powiem: trochę jak ja ;) ) lubił tytułową grę znaczeń – “ostatni” więc w trojakim sensie: “ostatni w kolejności”, “ostatni, bo nic innego nie zostało” i “ostatni jako ostateczne rozwiązanie” :D
Henrykspol - 03, 24, 2012 at 9:17 pm
@Marlow
Nawiasem, obiegową opinię o złym KRUS i dobrym ZUS podważa p.Pawlak. Twierdzi, że poziom wydatków budżetu na KRUS systematycznie spada: z 8 procent w 1999 roku do 5% obecnie. Tymczasem dopłaty do ZUS z poziomu 8% wzrosły do 14% obecnie. Jak dowiem się czegoś więcej, to spróbuje rzecz może opisać. ;)
Henrykspol - 03, 24, 2012 at 9:27 pm
@Marlow
Aha, przy okazji. Jesteś kapitanem Marlow z Jądra Ciemności. Nie żebym był tak genialny i pamiętliwy. Twoje motto sprawdziłem… :)
Marlow - 03, 24, 2012 at 10:13 pm
@henrykspol To je přesně ono! :)Także z Lorda Jima, Gry losu i Młodości. Tytuł blogu też jest z nim związany, ale bardziej dyskretnie – to odpowiedź kapitana Willarda na pytanie nawigatora o cel misji (Czas Apokalipsy). :).Wracam do oglądania curlingu na Eurosporcie, Kanada-Korea, kibicuję Koreankom ;)
PS. El Mohero też ostatnio wysuwał bardzo konkretne i rozsądne argumenty za KRUSem.
Henrykspol - 03, 24, 2012 at 10:29 pm
@Marlow
Nie wiedziałem, że curling da się oglądać. Choć w swoim czasie oglądałem snookera. Na początku niebywale nudne, potem poznałem zasady i mnie wciągnęło… :) Pozdrawiam Cię sportowo.
Marlow- March 24, 2012 at 11:02 pm
@henrykspol To coś podobnego, faktycznie. Korea PANY! PANIE! Dziewczyny są w półfinale!:D
Henrykspol - 03, 24, 2012 at 11:06 pm
@Marlow
Albo wiesz komu kibicować. Albo Twoje kibicowanie jest niezwykle skuteczne. Albo nie wiem co? :)
